Recenzja książki: Star Carrier 2. Środek ciężkości

Recenzuje: Damian Kopeć

Ad astra. Ad Alphekka

Kończy się rok 2404. Mieszkańcy Ziemi stoją w obliczu narastającego zagrożenia z Kosmosu, wprowadzanego w życie ultimatum ze strony Galaktycznego Imperium Sh’daar. Problemem jest to, że ciągle więcej jest pytań niż odpowiedzi dotyczących przeciwnika. Kim są Sh’daar? Ideą, rasą, związkiem wielu cywilizacji kosmicznych? Czego się obawiają i dlaczego traktują Ziemian jak wrogów? Dlaczego postawili ludziom tak trudne, zdecydowane warunki pozostawienia ich w spokoju?

Wojna trwa, kolejna bitwa wisi w powietrzu, tylko kwestią czasu i miejsca pozostaje to, gdzie dojdzie do starcia. Za wysłaną w odmęty Galaktyki sondą zwiadowczą przybywają do Układu Słonecznego nieproszeni goście, potężny okręt H’rulka, niezwykłych sprzymierzeńców Sh’daar. Dochodzi do bitwy, która kończy się remisem. Obcy po walce wycofują się, ale strach, który przynieśli, zostaje. Wszyscy boją się o bezpieczeństwo Ziemi i Układu Słonecznego. Jeden pojawiający się nagle okręt potrafił zabić tysiące ludzi, a przecież nietrudno wyobrazić sobie, że takich okrętów może być więcej. Co robić? Jedni namawiają do szykowania się do obrony, do koncentracji sił, inni chcą negocjacji pokojowych z Sh’daar. Tylko nieliczni sądzą, że najlepszą obroną jest szybki atak, odciągnięcie wroga od Ziemi. Przeniesienie środka ciężkości na jego terytorium. Być może da to niewiele, ale przynajmniej ludzie zyskają trochę tak cennego czasu. Admirał Koenig dostaje zgodę na „Crown Arrow“, na niemal samobójczą akcję na terenie wroga.

Star Carrier: Środek ciężkości, drugi tom cyklu Star Carrier wydaje się bardziej zrównoważony niż pierwszy. Inne są proporcje akcji, walk, opisów technicznych, rozmów. Jest ciekawszy głównie przez lekkie rozszerzenie zakresu tematów i bardziej uważne spojrzenie na opisywany świat. Nadal sprawy techniczne zajmują najwięcej miejsca, nadal najbardziej wciągające są opisy działań wojennych w przestrzeni kosmicznej. Barwne, nieomal bajkowe, entuzjastyczne, pełne emocji. Nadal nacisk jest położony tylko na wybrane aspekty świata: politykę, technikę, technologię, uzbrojenie, taktykę walk, zasady funkcjonowania wybranych kosmicznych ras.

Pojawia się w książce nowa, ważna dla fabuły postać: porucznik Shay Ryan, prym. Również ona, podobnie jak Gray, na co dzień doświadcza nietolerancji ze strony jakoby światłego społeczeństwa przyszłości. Ten świat bowiem nie jest taki wspaniały, jak mogłoby się wydawać. Ma miejsce totalna inwigilacja społeczeństwa, ograniczanie wolności słowa, wypowiedzi. Państwo, na wzór klasycznego totalitaryzmu, próbuje wpływać na każdy aspekt życia obywateli i nie dba o przestrzeganie przez wszystkich praw, które samo ustanowiło. Elity żyją w nierealnym świecie, zza biurek wydając polecenia, rozgrywając tylko dla nich pasjonujące gry, zajmując się sobą. To wszak nie elity giną w walkach, nie elity poświęcają zdrowie i życie służąc w armii czy penetrując Kosmos.

Śledząc losy bohaterów, w tym klasycznych outsiderów szukających swojego miejsca w nieprzyjaznym im świecie, tak naprawdę nie wnikamy głębiej w ich życie wewnętrzne, w historię całego ich życia. Nie poznajemy zasad funkcjonowania społeczeństwa przyszłości, tylko okruchy - i to związane z konkretnymi sytuacjami. Wydaje się, z jednej strony, że w przyszłości pieniądze nie stanowią poważnego problemu: buduje się potężne okręty i bazy kosmiczne. Z drugiej strony: są one używane i dla większości dostępne w ograniczonej ilości. Nie możemy oszacować wszystkich kosztów drogi rozwoju ludzkości, którą wybrano. Potężne okręty, mnóstwo broni, wszechobecne komputery i nanotechnologia - powstaje wrażenie, że z prawie niczego za darmo można uzyskać coś wartościowego. Swoiste perpetuum mobile. Świat oglądamy jak w filmie akcji, dosyć powierzchownie. Bohaterów poznajemy na tyle, na ile jest to niezbędne, by budzili sympatię. Nacisk położono na pełne detali opisy walk, na szczegóły procedur, przyspieszenia pięć, sto, pięćdziesiąt tysięcy g, na widoki i emocje przy podróżowaniu z prędkościami podświetlnymi.

Czytając Star Carrier: Środek ciężkości, kontynuację Pierwszego uderzenia, możemy zastanawiać się, na czym polega wyższość świata przyszłości tu ukazanego. Na większej ilości walk i bardziej śmiercionośnej broni? Na wydłużeniu życia, które tak łatwo można stracić w kolejnej kosmicznej potyczce? Na tym, że osiągnięcia nauki i techniki skierowane są przede wszystkim na rozwój broni? Ludzie, których spotykamy, nie są ani trochę lepsi niż obecnie. Małostkowi, złośliwi, dbający o pozory, zajęci zdobywaniem pozycji, szukający sensu w nadmiernej aktywności. Skoncentrowani na tym, by więcej mieć, a nie by więcej być. Często - bardzo samotni.

Nie należy szukać w Środku ciężkości pogłębionej refleksji nad przyszłością i drogą, którą wybrała Ziemia. To militarne s-f nie wychodzące poza konwencję. Miejscami bardzo emocjonujące i widowiskowe, tak jak oglądanie fajerwerków. Trochę bajkowe i irytujące optymizmem autora, że wszystko załatwi technologia i rozwój nauki. Obce rasy są czystą fantasy. Wymyślne, udziwnione, bajkowe. Niezrozumiała u nich jest głównie drapieżność i zaangażowanie w podbój Kosmosu, zwłaszcza planet do niczego im nieprzydatnych. Niezrozumiały jest też wszechobecny nacisk na kolektywizm.

W podejściu do kreowanego świata Iana Douglasa można dostrzec coś na kształt swoistego “ukąszenia” Heglem. Liczy się idea, liczą się wielkie cele, jednostka musi się podporządkować Państwu, społeczności lub jakimś ich odpowiednikom. Najważniejsza jest nieustanna ekspansja, postęp wiedzy, ciągły rozwój, ocenianie wydarzeń z punktu widzenia historii. Egzystencja jednostek nie ma sensu poza społecznością i to dla niej jednostki winny się bez wahania poświęcać. W świecie przyszłości zniknęły związki monogamiczne, ludzie wydają się nie potrzebować klasycznej rodziny, nie interesują się wychowywaniem dzieci. Głębokie relacje zastępuje im niezobowiązujący seks, płytka przyjaźń, koleżeństwo i zaangażowanie w pracy. W pewien sposób świat wydaje się zdehumanizowany. Rozwojowi technologicznemu i naukowemu nie towarzyszy rozwój człowieczeństwa w sferze psychiki, emocji.

Ten tom cyklu czyta się lepiej, jest dojrzałym rozwinięciem pierwszego. Jest przykładem solidnego rzemiosła pisarskiego i dobrej rozrywki. Zachęca do sięgnięcia po kolejne powieści z cyklu Star Carrier, które - miejmy nadzieję - zostaną wkrótce przetłumaczone i wydane.

Tagi: Star Carrier 2. Środek ciężkości, Star Carrier 2. Środek ciężkości recenzja, Star Carrier 2. Środek ciężkości książka, Ian Douglas Star Carrier 2. Środek ciężkości, Ian Douglas recenzja, Ian Douglas książka, Ian Douglas

Kup książkę Star Carrier 2. Środek ciężkości

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Star Carrier 2. Środek ciężkości
Inne książki autora
Star Carrier Tom 4 Otchłań
Ian Douglas0
Okładka ksiązki - Star Carrier Tom 4 Otchłań

Już niby wiesz, jak smakuje zderzenie z nieznanym. Jak człowiek się czuje, kiedy staje naprzeciw potężnego wroga, o którym wie niewiele albo w ogóle nic...

Star Carrier: Głębia czasu
Ian Douglas0
Okładka ksiązki - Star Carrier: Głębia czasu

Dwadzieścia lat po wizycie Grupy Bojowej „Ameryka” w Chmurze N’gai ludzkość znowu zetknie się z nieznanym. Na Ziemi końca dobiega wojna...

Zobacz wszystkie książki tego autora