Recenzja książki: Strategia antylop

Recenzuje: elphaba

6 kwietnia 1994 roku rozbił się samolot, na którego pokładzie znajdował się prezydent Rwandy Juvénal Habyariman, pochodzący z plemienia Hutu. O zamach oskarżeni zostali Tutsi i pięć dni później rozpoczęła się ich eksterminacja. Początkowo przewodziło interahamwe, ekstremistyczne bojówki milicji Hutu, z czasem do wypraw dołączało się coraz więcej zwykłych ludzi. Uzbrojeni w maczety rolnicy, ale także nauczyciele, urzędnicy i politycy ruszyli do kościołów, do lasów, na bagna, wszędzie tam, gdzie ukrywali się Tutsi. Całymi dniami tropili swoich sąsiadów, ścinali ich na miejscu lub odcinali im kończyny i zostawiali konających.

 

Strategia antylop to trzecia książka Jeana Hatzfelda poświęcona ludobójstwu w Rwandzie. W dwóch pierwszych autor oddawał głos ofiarom ludobójstwa, tym nielicznym, które przeżyły, ukrywając się lub uciekając codziennie przed oprawcami, ale także mordercom, którzy niejednokrotnie w rozmowach z nim ujawnili więcej szczegółów niż w swoich zeznaniach. W Strategii antylop, napisanej dwanaście lat po ludobójstwie, wraca w odwiedzone wcześniej rejony, rozmawia z tymi samymi ludźmi, ale tym razem interesuje go przede wszystkim nowa stabilizacja. Sytuacja, w której ocaleni i ich kaci, którzy zostali wypuszczeni z więzień lub nigdy do nich nie trafili, mieszkają obok siebie, uprawiają sąsiednie pola, mijają się na drogach, siedzą w sąsiadujących ławkach w kościele, wieczorami piją razem w barze. Tutsi i Hutu nie były wyraźnie wydzielonymi plemionami do 1931 roku, kiedy to Belgowie wprowadzili w Rwandzie dowody osobiste z określeniem przynależności plemiennej. Wcześniej Tutsi byli hodowcami bydła, a Hutu - rolnikami, pochodzenie było dziedziczne, ale jeśli Tutsi tracił stado i zaczynał uprawiać ziemię, stawał się Hutu. Wiele rodzin tworzyli członkowie obu grup etnicznych, ich tożsamość była płynna. Po latach kolonialnej władzy, w czasie której Belgowie, Niemcy i Francuzi faworyzowali raz jedną, raz drugą grupę, Hutsi i Tutu rzeczywiście stali się osobnymi plemionami, nadal jednak żyją blisko siebie i są powiązani siecią zależności.

 

Zarówno rząd Rwandy, jak i europejskie organizacje humanitarne kładą nacisk na pojednanie, Hatzfeld zadaje jednak pytanie, czy pojednanie na takich warunkach jest w ogóle możliwe. Czy nie odbywa się ono kosztem ofiar, które wiedzą, że ich pytania zostaną odebrane jako rozdrapywanie świeżo zabliźnionych ran. Czy nacisk na pojednanie nie jest tak silny, że nie pozostawia miejsca na rozmowę i rozwiązanie problemów? Mordercy zostali pouczeni, by nie opowiadać niczego, by z pokorą przyjąć wszystko, co się wydarzy. Ci, którzy mówią zbyt wiele, którzy zbyt gorliwie przyznają się do win i oskarżają swoich towarzyszy, giną lub są poddawani ostracyzmowi. Ofiary boją się wskazywać sprawców, boją się, że sytuacja się powtórzy, a Europejczycy, którzy tak chętnie namawiają do wybaczenia, znowu uciekną jako pierwsi. Przestrzenią do rozmowy miały się stać sądy ludowe, podczas których przeszkoleni na szybko „sędziowie” przesłuchują oskarżonych i wydają wyroki. Bywa jednak, że ofiary nie chcą już chodzić do sądu, nie zadają już pytań, nie widzą w tym sensu, ponieważ wiedzą, że i tak nie uzyskają szczerych odpowiedzi, nie dowiedzą się, gdzie i w jaki sposób zostali zabici ich bliscy.

 

Nie jest to łatwa lektura, podobnie jak Dzisiaj narysujemy śmierć Wojciecha Tochmana. Reportaże o ludobójstwie w Rwandzie można porównać do wspomnień ocalonych z Holokaustu (skojarzenia z Zagładą są oczywiste, pojawiają się także w Strategii antylop). Odbiór książki dodatkowo komplikuje to, że opowiada ona o kraju afrykańskim, mało znanym przeciętnemu Polakowi, łatwo zatem ulec stereotypom, uznać, że to ludobójstwo było charakterystyczne dla „Czarnego Lądu”, dla „dzikich”. Zarówno Jean Hatzfeld, jak i autorka doskonałej przedmowy, Olga Stanisławska, ostrzegają czytelników przed tak krzywdzącymi uproszczeniami. Tym bardziej, że to kraje europejskie stworzyły podwaliny pod ludobójstwo, a następnie nie uczyniły nic, by je powstrzymać, przez sto dni przyglądając się, jak ginie prawie milion bezbronnych ludzi. Warto zatem przeczytać Strategię... z otwartym umysłem, starając się zrozumieć i wczuć się w sytuację ludów Hutu i Tutsi, a nie by potwierdzić swoje uprzedzenia.

 

Tagi: Strategia antylop, Strategia antylop recenzja, Strategia antylop książka, Jean Hatzfeld Strategia antylop, Jean Hatzfeld recenzja, Jean Hatzfeld książka, Jean Hatzfeld

Kup książkę Strategia antylop

<
Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Strategia antylop
Książka
Strategia antylop
Jean Hatzfeld
Inne książki autora
Englebert z rwandyjskich wzgórz
Jean Hatzfeld0
Okładka ksiązki - Englebert z rwandyjskich wzgórz

W dwadzieścia lat po ludobójstwie Tutsi Jean Hatzfeld publikuje kolejną, czwartą już książkę poświęconą tragicznym wydarzeniom z kwietnia 1994 roku...

Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy
Jean Hatzfeld0
Okładka ksiązki - Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy

Wiosną 1994 roku, kiedy w Rwandzie Hutu zaczynają mordować Tutsi, Jean Hatzfeld jest w Sarajewie. Pierwsze obrazy ludobójstwa ogląda w telewizji w hotelowym...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Domek na końcu świata
Danuta Noszczyńska
Domek na końcu świata
Kilka niedużych historii
Katarzyna Wasilkowska
Kilka niedużych historii
Sercem i rozumem
Wojciech Sobina
Sercem i rozumem
Dobry chłopak
Iwona Wilmowska
Dobry chłopak
Bez opamiętania
Paulina Wysocka-Morawiec
Bez opamiętania
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy