„Teoria (prawie) wszystkiego” to opowieść o relacjach, stracie i próbie ułożenia sobie życia na nowo. Jest spokojna, refleksyjna, skupiona na emocjach i codzienności bohaterów. Najważniejszym wątkiem w powieści jest relacja Mimi i Arta. Rodzeństwo po śmierci rodziców stworzyło własny, zamknięty świat, w którym każde z nich ma jasno określoną rolę. Mimi podporządkowała swoje życie opiece nad bratem, a Art przyzwyczaił się do tego, że ich codzienność musi wyglądać dokładnie tak samo każdego dnia.
Więź rodzeństwa jest przedstawiona bardzo przekonująco, jednocześnie jako coś pięknego i trudnego. Widać w tej relacji ogromną miłość i oddanie, ale też zależność, która z czasem zaczyna przytłaczać. Kiedy Mimi decyduje się poszukać miłości i spróbować żyć po swojemu, w relacji pojawia się napięcie. To moment, w którym zostaje ona wystawiona na próbę. Powieść pokazuje, jak cienka jest granica między troską a kontrolą oraz między poświęceniem a rezygnacją z siebie. I jak skomplikowane potrafią być więzi rodzinne.
Art to bohater, który budzi skrajne reakcje. Jego sposób myślenia, oparty na liczbach, schematach i algorytmach, jest trudny w odbiorze. Początek powieści jest przez to cięższy. Matematyczny język i specyficzna narracja nie są łatwe do przyswojenia. Z czasem jednak widać, że ten zabieg ma sens. Matematyczna perspektywa staje się kontrastem dla świata emocji i relacji, których nie da się uporządkować ani przewidzieć. Właśnie zderzenie tych dwóch sposobów patrzenia na rzeczywistość napędza całą historię. Pomysł, by spróbować „obliczyć” idealnego partnera dla siostry, jest jednocześnie lekko absurdalny i smutny. Wynika z potrzeby kontroli i z lęku przed zmianą.
To książka niespieszna. Fabuła nie pędzi, nie ma tu wielu nagłych zwrotów akcji ani dramatycznych kulminacji. Historia rozwija się powoli i skupia się na emocjach oraz codziennych sytuacjach. Dla części osób z pewnością będzie to wada, ale w tym przypadku dobrze pasuje do tematu. Autorka stawia na refleksję na temat żałoby, odpowiedzialności za bliską osobę, poczucia obowiązku i tego, jak trudno pozwolić komuś odejść. Powieść ma też momenty humorystyczne i ciepłe, które równoważą cięższe tematy. Ten balans między lekkością a smutkiem sprawia, że historia nie przytłacza.
Trudno jednoznacznie określić gatunek tej powieści. Z jednej strony jest tu wątek romantyczny, z drugiej dramat rodzinny i historia o radzeniu sobie ze stratą. Pojawiają się także elementy napięcia związane z nową osobą w życiu Mimi. Dużą rolę odgrywa też motyw żałoby. Chociaż nie jest stale na pierwszym planie, czuć, że wpływa na wszystkie decyzje bohaterów i na ich sposób patrzenia na świat. To książka, która bardziej skłania do myślenia niż do przeżywania silnych emocji w trakcie czytania. Nie wywołuje wielkiego napięcia ani nie opiera się na dramatycznych wydarzeniach. Zostawia jednak poczucie, że opowiada o czymś prawdziwym i bliskim.
Nie jest to historia dla każdego. Osoby oczekujące dynamicznej akcji mogą poczuć niedosyt. Natomiast czytelnicy lubiący spokojne, refleksyjne opowieści o relacjach i emocjach prawdopodobnie docenią jej klimat. „Teoria (prawie) wszystkiego” to opowieść o różnych odcieniach miłości. Najbardziej zapada w pamięć relacja rodzeństwa i moment, w którym musi się ona zmienić, żeby obie osoby mogły zacząć żyć naprawdę po swojemu. Polecam 💌
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2026-02-25
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 416
Tytuł oryginału: The Theory of (Not Quite) Everything
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Dodał/a opinię:
maitiri_books