Ta książka robi coś, co w kontynuacjach wcale nie jest takie oczywiste. Zamiast powtarzać schemat z pierwszego tomu, przesuwa ciężar historii na emocje i konsekwencje tego, co bohaterowie już przeżyli. Największa zmiana polega na tym, że zagrożenie przestaje być jedynym problemem. W pierwszym tomie liczyło się głównie przetrwanie i rodzące się uczucie. Tutaj bohaterowie wreszcie dostają coś, o co walczyli, względne bezpieczeństwo. I nagle okazuje się, że to wcale nie rozwiązuje problemów. Wręcz przeciwnie. Dopiero wtedy zaczynają się schody.
Bardzo trafnie pokazano moment, w którym kończy się adrenalina i zaczyna codzienność. A codzienność potrafi być bardziej wymagająca niż walka o życie. Andrew i Jamie są razem, kochają się, przeszli piekło, ale nie wiedzą, jak żyć dalej. To brzmi banalnie, ale w tej historii dość mocno wybrzmiewa, bo wszystko jest podbite traumą, zmęczeniem i ciągłym strachem, że spokój zaraz się skończy.
Najbardziej poruszający jest konflikt między bohaterami, który nie wynika z jakichś dramatycznych scen czy z jednego konkretnego wydarzenia, które wszystko psuje. Jest coś dużo bardziej realistycznego. Brak rozmowy, niedopowiedzenia, odsuwanie trudnych tematów i próba udawania, że wszystko jest w porządku. To momentami bardzo frustruje podczas czytania, aż chce się bohaterami potrząsnąć. Autor nie idealizuje tej relacji. Pokazuje, że miłość nie rozwiązuje wszystkiego i że samo uczucie nie wystarcza, kiedy ludzie chcą od życia czegoś zupełnie innego.
Bardzo mocno wybrzmiewa też temat odpowiedzialności. Bohaterowie nie są już tylko parą uciekającą przed światem. Pojawia się grupa, pojawiają się dzieci, pojawia się poczucie, że ktoś na nich liczy. I nagle ich decyzje przestają dotyczyć tylko ich samych. Ta zmiana sprawia, że ta historia staje się bardziej dojrzała.
Pierwsza część książki buduje napięcie bardzo powoli. Czujemy, że coś się wydarzy, ale nie wiemy kiedy. Kiedy w końcu nadchodzi huragan i wszystko się rozpada, czuć prawdziwą stratę, bo bohaterowie zdążyli uwierzyć, że tym razem może się udać. Ten moment bardzo dobrze pokazuje, jak kruche jest poczucie bezpieczeństwa w świecie po apokalipsie.
Po tej katastrofie historia znowu przyspiesza i wraca klimat drogi, zagrożenia i niepewności. Jednak emocjonalnie to już nie jest ta sama podróż co wcześniej. Bohaterowie są bardziej zmęczeni, bardziej zamknięci i bardziej poranieni. Ich relacja nie jest już świeża i romantyczna, jest cięższa, bardziej skomplikowana, momentami bolesna.
Na plus zdecydowanie działa styl autora. Jest prosty, naturalny i bardzo przystępny. Nie ma tu przesadnej poetyckości ani wydumanych metafor. Emocje wynikają z sytuacji i dialogów, a nie z patosu. Tempo na początku jest nierówne i można odnieść wrażenie, że historia chwilami stoi w miejscu. Brak komunikacji między bohaterami potrafi naprawdę irytować. Ale jednocześnie trudno uznać to za wadę, bo właśnie te elementy budują wiarygodność tej historii.
To opowieść o tym, że po końcu świata życie nie staje się prostsze. O tym, że znalezienie swojego miejsca na mapie nie oznacza znalezienia domu. I o tym, jak trudno utrzymać relację, kiedy każde z was inaczej wyobraża sobie przyszłość. Ta część jest spokojniejsza niż pierwszy tom, ale emocjonalnie jest cięższa. Więcej tu zmęczenia, frustracji i strachu przed utratą tego, co już się ma. Ale właśnie dlatego wydaje się bardziej szczera i prawdziwa. I właśnie dlatego tak mi się podobała. Polecam 💜
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2025-03-12
Kategoria: Dla młodzieży
Kategoria wiekowa: 15-18 lat
ISBN:
Liczba stron: 392
Tytuł oryginału: The Only Light Left Burning
Dodał/a opinię:
maitiri_books
Urzekająca, poruszająca, zapadająca w pamięć i serce historia na nasze czasy. Kiedy Andrew staje pod domem Jamie'ego, jest ranny, głodny i nie ma nic...