Apolonia jako starsza kobieta opowiada wnuczce historię swojego życia, zaczyna od momentu kiedy była małą dziewczynką, poprzez lata wojny, trudy życia w okupowanym mieście i pierwszej miłości, która niezależnie od sytuacji politycznej rozkwitała, o przyjaciółkach, które były ważną częścią jej życia.
Książka bardzo mnie poruszyła, a losy Apolonii nie raz wycisnęły łzy . Czasy wojny, strach, głód, niepewność jutra, tułaczka to są uczucia i sytuacje, które babcia chce przekazać wnuczce w swoich opowieściach. Jednak między smutkiem są też wesołe chwile, które przypominają, że życie zawsze idzie do przodu i tego nie zmienimy.
Szczególnie poruszające są szczere dziecięce przyjaźnie, które nagle zostają przerwane przez brutalność wojny. Pierwsza miłość, tak wymarzona, idealna, która miała trwać całe życie, urywa się bez ostrzeżenia. Człowiek, który tak wiele przetrzyma jest silniejszy i bardziej docenia to co mu los w przyszłości przyniesie i tak Apolonia dał sobie radę w dorosłym życiu, kochała i była kochana
Jest to opowieść o stracie bliskich osób i radzeniu sobie z bólem, który nigdy nie zniknie. Ale też o miłości, odwadze i nadziei, która rozkwita mimo trudnych czasów.
Kryształowa salaterka wypełniona anyżowymi cukierkami już zawsze będzie mi się kojarzyła z tą książką.
„Ulice, które pamiętały wojnę” to wzruszająca historia o tym jak wojna odbiera ludzkie życie, zmusza do szybszego dorastania. Jedyne co pozostaje to pamięć o tych, których straciliśmy i pielęgnowanie wspomnień.
Czytając książkę, czułam się częścią tej powieści, miałam wrażenie jakbym słuchała opowieści swojej babci, która również przeżyła czasy wojny i też usłyszałam od niej wiele smutnych, ale i wesołych wspomnień.