Recenzja książki: Uwikłanie

Recenzuje: kalina

Jesteśmy we współczesnej Warszawie (rok 2005) w dawnych pomieszczeniach klasztornych. Wynajął je psychoterapeuta Cezary Rudzki. Prowadzi on specyficzny rodzaj terapii grupowej- tak zwane ustawienia rodzinne. Jest to metoda spopularyzowana przez Berta Hellingera, polegająca na tym, że ustawia się obcych ludzi symbolicznie na miejscu członków rodziny pacjenta. Co najdziwniejsze, każda z osób faktycznie ma takie uczucia jak krewny, którego reprezentuje. Zjawisko to nie jest do końca wyjaśnione, ale nie ulega wątpliwości, że jest prawdziwe. Wróćmy jednak do tekstu książki. Pacjentem, którego rodzinę symbolicznie ustawiał Rudzki, był niejaki Henryk Telak, człowiek ciężko doświadczony przez życie- jego nastoletnia córka popełniła samobójstwo, a syn jest śmiertelnie chory. Sesja przebiegała dość burzliwie, była pełna emocji. Wbrew zasadom Hellingera została przerwana nie wypowiedzeniem przywracających równowagę zdań uwalniających (zainteresowanych odsyłam do lektury książek tego terapeuty), ale rozejściem się uczestników. Henryk nie zszedł następnego dnia na śniadanie. Wkrótce jedna z pozostałych uczestniczek sesji odnajduje jego ciało. Został on zamordowany w dość brutalny sposób (lub popełnił samobójstwo- taka wersja jest również rozważana)- zginął od ciosu rożnem w oko. Śledztwo prowadzi prokurator Teodor Szacki. Pierwszymi podejrzanymi są oczywiście pozostali uczestnicy sesji oraz sam psychoterapeuta. Nikt się nie zdradza, nie popełnia błędu, więc prokuratora czeka twardy orzech do zgryzienia. W pewnym momencie wydaje się, że dochodzenie utkwiło w martwym punkcie i trzeba je będzie umorzyć z braku dowodów. Sytuacja zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy odnaleziony zostaje dyktafon ofiary. Zawiera on ważne nagrania. Dowiadujemy się, że Rudzki kazał mu w ostrych słowach wyłączyć dyktafon. Słyszymy też, że po sesji zastanawiał się, czy nie ma halucynacji. Wkrótce z taśmy odzywa się głos nastoletniej dziewczynki, która mówi do Telaka zdania w stylu "Tęsknię za tobą, tatusiu". Czyżby z zaświatów przybył duch córeczki (która, jak pamiętamy, popełniła samobójstwo)? Ostatnie nagranie jest nie mniej wstrząsające. Otóż mówi on, że po sesji zrozumiał, iż jest odpowiedzialny za śmierć swego dziecka i chce popełnić samobójstwo. Mamy więc nowe tropy. Może to jednak terapeuta macał palce w jego śmierci? A może to rzeczywiście było samobójstwo? Sprawdzenia wymaga też głos "ducha". Okazuje się, że pasuje on do jednej z uczestniczek sesji, która wcielała się w postać córki ofiary. Ta twierdzi, że jej wspomnienia z wieczoru kończą się na umyciu zębów przed spaniem. Czyżby tak bardzo wczuła się w rolę, że zrobiła coś, czego świadomie nie zapamiętała? A może obce emocje zbyt mocno odczuł któryś z pozostałych uczestników terapii? Analiza taśmy wideo z nagraniem sesji, którą Rudzki udostępnił prokuratorowi, nasuwa nowy trop. Otóż Telak patrzył cały czas w stronę jakiegoś człowieka, którego... nie było! Kogo więc brakowało? Co to za tajemnicza postać, która pełniła ważną rolę w życiu ofiary? Być może tropem są znalezione przy nim kupony totolotka, w których powtarzają się pewne liczby. Trzy z nich są związane z samobójstwem córki (dzień, miesiąc i data). Pozostałe układają się w rok 1978 lub 1987. W rocznicę czyjej śmierci dziewczyna zdecydowała się na ten desperacki krok? Przypuszczenie, że właśnie tak było, wiąże się ściśle z teorią Hellingera zawartą na kartach książki. Mówiąc skrótowo- czasem dziecko bierze winę któregoś z przodków na siebie, odpokutowuje nie swoją zbrodnię. Jak zakończy się śledztwo? Co kryje się za śmiercią Telaka? Kim była ta tajemnicza osoba, brakująca w czasie sesji? Czy rzeczywiście samobójstwo dziewczyny miało związek z jakąś zbrodnią? Przeczytacie Państwo sami. Książka od początku trzyma w napięciu. Typowy przykład kryminału wysokiej klasy, gdzie skupiamy się nie na krwawych scenach (których praktycznie nie ma), a na rozwikłaniu zagadki intelektualnej. Śledzimy każdy wątek z zapartym tchem. W pewnym momencie wydaje się, że w grę wchodzą także siły nadprzyrodzone, co jeszcze bardziej podgrzewa emocje. Znajdziemy też przy okazji odwołania do innych książek. Po pierwsze, co oczywiste, jesteśmy zachęceni do lektury Hellingera. Poza tym, każdy rozdział jest rozpoczęty przez dość chaotycznie zebrane fragmenty artykułów ukazujących się w prasie danego dnia. Jako żywo przypomina to Konwickiego i "Kronikę wypadków miłosnych". Te gry intertekstualne jeszcze podnoszą wartość książki, po którą naprawdę warto sięgnąć. Kalina Beluch

Tagi: Uwikłanie, Uwikłanie recenzja, Uwikłanie książka, Zygmunt Miłoszewski Uwikłanie, Zygmunt Miłoszewski recenzja, Zygmunt Miłoszewski książka, Zygmunt Miłoszewski

Kup książkę Uwikłanie

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Uwikłanie
Książka
Uwikłanie
Zygmunt Miłoszewski
Inne książki autora
Domofon
Zygmunt Miłoszewski0
Okładka ksiązki - Domofon

Do paskudnego bloku na Bródnie wprowadza się dwoje młodych ludzi, świeżo poślubieni Agnieszka i Robert, którzy przyjechali do stolicy z prowincji, by zacząć...

Uwikłanie
Zygmunt Miłoszewski0
Okładka ksiązki - Uwikłanie

Pierwszy tom znakomitej trylogii o prokuratorze Szackim! Wysoki, szczupły, w nienagannie skrojonym garniturze i wkurzony, że znowu kogoś zamordowano po...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Pasażer na gapę
Adrian Bednarek
Pasażer na gapę
Plan Huberta
Kluss Ewelina, Prokopek-Pyśk Marta
Plan Huberta
Nigdzie indziej
Tommy Orange
Nigdzie indziej
Trefny Tatuś
David Walliams;
Trefny Tatuś
Dom lalek
Edyta Świętek
Dom lalek
Pokaż wszystkie recenzje