Recenzja książki: Warto mimo wszystko

Recenzuje: Izabela Mikrut

W wywiadzie, jaki ukazał się w jednym z numerów miesięcznika „Śląsk”, Anna Dymna przyznała: „jestem szczęśliwą osobą i nikt mi tego nie zabroni”. Wielu ludzi uznaje takie podejście aktorki za pozę, sztuczność. Wielu drażni niezmącona pogoda ducha Dymnej, jej zaangażowanie w pracy z niepełnosprawnymi umysłowo i pełne miłości podejście do świata. Wojciech Szczawiński, autor wywiadu-rzeki z Anną Dymną oznajmił aktorce: „ja po prostu pani nie wierzę. Dlatego chcę napisać tę książkę. Nie dołączam do tłumu, który zachwyca się Wielką Dymną”. Wyrzekł się zachwytu i uznania. Postanowił podejść do tematu sceptycznie i z dystansem. Często nie ukrywał poirytowania, nie szczędził słów krytyki. Rozmawiając z aktorką, nie zajmował pozycji jej wielbiciela i próbował w ocenach i pytaniach zachować obiektywizm. Sześć części, podrozdziałów, przedstawiających różne oblicza Dymnej. Każda z części rozpoczęta króciutką scenką – opisem wydarzeń, poprzedzających rozmowy. Te scenki znakomicie odzwierciedlają zachowanie aktorki, jej stosunek do świata i relacje z innymi ludźmi. Obrazują to, czego nie da się przekazać podczas wywiadu, albo to, co rozmówczyni mogłaby próbować ukryć. Stanowią dodatkową próbę obiektywizacji postaci – w końcu Szczawiński wyłapuje nie tylko jasne strony życia znanej osoby. Pokazuje w fabularyzowanych odsłonach Dymną zdenerwowaną, niezadowoloną, ale też – szczęśliwą i zapracowaną. Mimochodem ujawnia, w jaki sposób tworzą się mity i plotki o artystach. Szczawiński – bystry obserwator – bezlitośnie rozprawia się z legendą, wykorzystuje najmniejsze szczeliny w pancerzu doskonałości Dymnej, próbuje ukazać prawdziwą twarz aktorki. Ale nie szuka sensacji, relacjonując zachowanie rozmówczyni przedstawia przeważnie fakty, wnioski pozostawiając czytelnikom. Tylko czasami wyrywa mu się nieco trącący kiczem komentarz. Książkę otwiera fragment listu Anny Dymnej (zakończenie zresztą stanowi urywek jej powywiadowych zwierzeń, kierowanych do Szczawińskiego). Już ten tekst zapowiada, jaki będzie temat i nastrój późniejszych wynurzeń i refleksji. Dymna oznajmia w nim „to musi być jednak poważna rozmowa, o szukaniu prawdziwych wartości w tym świecie wartości i bogów pozornych, o miłości, o nadziei”. I do tego dąży – mimo wszystko. Ponadto – list, przesycony autoironią, ciepłym humorem, optymizmem i czymś, co modnie dzisiaj określa się „pozytywną energią” – świetnie odzwierciedla atmosferę późniejszych rozmów ze Szczawińskim. W sześciu rozdziałach przedstawia się różne zawody i role w życiu Dymnej. Są fragmenty poświęcone jej aktorstwu, pojawia się rozmowa o zajmowaniu się niepełnosprawnymi umysłowo i o działaniu fundacji „Mimo wszystko”, o Salonach Poezji. Znalazło się miejsce dla Dymnej jako osoby publicznej (kwestie związane ze sławą, z byciem „kimś znanym”). Szczawiński nie stronił też od przedstawiania aktorki prywatnie – poruszał niejednokrotnie bolesne i przykre tematy, ale też rozmawiał o rodzinie, dzieciństwie czy przyjaźni i miłości. Wśród poruszanych motywów wiele miało wymiar ogólnoludzki – refleksje o przemijaniu, najważniejszych w życiu wartościach, o problemach człowieka, o niepełnosprawności czy śmierci. Dymna mówi o zawodzie aktora, o upokorzeniach i przykrościach, pułapkach, jakie czyhają na młodych i zdolnych studentów PWST, o kondycji współczesnego teatru. Przypomina anegdoty z planów filmowych i opowiada o realizacji marzeń. Daleka od narzekania ukazuje też ludzką obłudę, próby wykorzystywania dobroci innych i żerowania na działalności fundacji charytatywnych. Rozprawia się z pesymizmem, stwierdzając: „narzekanie nas przybija, przygnębia. A przecież tylko od naszego stosunku do życia zależy, jakie ono jest. Zwykły codzienny uśmiech jest sposobem na szczęście”. Z wielu wypowiedzi Dymnej da się wyłuskać receptę na szczęście. Aktorka uczy pogody ducha, niezmąconej radości, pozwalającej poradzić sobie z cierpieniem czy złem. Nawyk zapominania o nieszczęściach może okazać się świetnym sposobem na pokonanie smutku czy odpędzenie trosk. Optymizm Dymnej nie może irytować, bo jest szczery, aktorka nie udaje szczęścia – dzięki temu tylko staje się przekonująca. Obok pogody ducha poczucie humoru wiele razy pozwala jej wybrnąć z „trudnych” czy niewygodnych sytuacji. Warto poznać choćby historię wywiadu z odważnym seksem, lub dowiedzieć się, co oznacza wkładanie mięsa do pralki – historie Dymnej są barwne i zaskakujące, przy tym opowiadane z wdziękiem i dowcipem. Szczawiński oczywiście stara się zachować wierność swoim postanowieniom, nie robić wywiadu „na klęczkach”. Kilkakrotnie Dymna przyznaje się, że pytania są niezwykle trudne, że niełatwo jej mówić o pewnych sprawach. Czasem (choć rzadko) odmawia odpowiedzi, parę razy jej wzburzenie świadczy o przenikliwości Szczawińskiego. Zresztą sama aktorka w zamykającym książkę fragmencie listu pisze „zadał mi Pan setki pytań. Sprytne i celne były niektóre. Zapędzały mnie chwilami w kozi róg, czyniły bezradną, doprowadzały do furii lub rozśmieszały (…) dręczenie niewinnej kobiety to Pana tlen i pasja”. „Warto mimo wszystko” to świetna lektura. Nie tylko dla wielbicieli Anny Dymnej.

Tagi: Warto mimo wszystko, Warto mimo wszystko recenzja, Warto mimo wszystko książka, Anna Dymna Wojciech Szczawiński Warto mimo wszystko, Anna Dymna Wojciech Szczawiński recenzja, Anna Dymna Wojciech Szczawiński książka, Anna Dymna Wojciech Szczawiński

Kup książkę Warto mimo wszystko

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Warto mimo wszystko
Książka
Warto mimo wszystko
Anna Dymna, Wojciech Szczawiński