Recenzja książki: Wiele demonów

Recenzuje: Ann RK

Na nową powieść Jerzy Pilch naprawdę długo kazał czekać czytelnikom. Nie należy on bowiem do autorów, którzy swą twórczością atakują ze wszystkich stron i z dużą częstotliwością. Minęło pięć lat, odkąd ukazał się Marsz Polonia, w międzyczasie na rynku pojawił się Dziennik, zaś w kolejnych numerach "Tygodnika Powszechnego" ukazują się kolejne odsłony Drugiego Dziennika. To mało dla wielbicieli pilchowej erudycji, magii zapętlonych fraz, delikatnej ironii i celnych spostrzeżeń. Powieść Wiele demonów jeszcze przed lekturą wzbudzała sprzeczne uczucia. Proza Pilcha nie jest łatwa w odbiorze, ale kusi, nęci, przyzywa. I ani się człowiek nie spostrzeże, jak ląduje w samym środku wykreowanej przez autora rzeczywistości. Jesteśmy w Sigle lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W tej chwili nie liczy się nic więcej.

Sigłę tworzy społeczeństwo niewielkie, a Siglanie żyją raczej spokojnie. W tej luterańskiej osadzie nie dzieje się wiele więcej, niż w podobnych tego typu miejscach, gdzie czas płynie leniwie, dni nieznacznie się od siebie różnią, a bystre oczy mieszkańców rejestrują wszystko, co język może ponieść dalej w świat. Interesujących postaci tu nie brak. Pastor Mrak ze swą żoną i niepokornymi córkami, Fryderyk Moitschek, listonosz o nieprawdopodobnych zdolnościach (znał sekret ludzkiego życia, wiedział, ku czemu zmierzamy i co będzie po śmierci), tajemniczy mężczyzna w czarnym owerolu... Jest i Madame Wzmożkowa, Pan Naczelnik, starka Zuzanna, co w rękę nie pozwala się całować... Wiele ich jest, a każda z tych osób wprowadza pewien koloryt do społecznej zbiorowości.

Weźmy pod lupę Fryderyka Moitschka. Przepowiednie, cuda, uzdrowienia. Mógłby bez problemu wytypować zwycięzcę Ligii Mistrzów czy podwórkowej potyczki zapalonych lokalnych piłkarzy, gdyby nie fakt, że unikał sytuacji, w której dar jego mógłby nie tyle nawet jakiemuś łatwemu zarobkowi służyć, ale w ogóle z jakimikolwiek płaskimi machinacjami się kojarzyć. On odegra ważną rolę w nieszczęściu, jakie na Sigłę spadnie - jak to nieszczęścia mają w zwyczaju, zupełnie niespodziewanie, bez ostrzeżenia. Otóż córki Mraka, niepokorne, szalone, słynące z zachowań, jakie córkom tak znamienitej osobistości się nie godzą, numery nie z tej ziemi wywiną. Numery, jakie w pojmowaniu Siglan się nie mieszczą. Pojawienie się jednej z nich z katolickim narzeczonym to skandal, jakiego najstarsi mieszkańcy nie pamiętają. Ze zdarzeniem tym konkurować może jedynie Ola, druga z córek Mraka, która pewnego wieczoru z gazetą w ręce udaje się na spoczynek, drugiego zaś na śniadaniu się nie zjawia i od tego czasu słuch po niej niknie.

Stracił Pastor dwie córki. Jedną w sensie duchowym, otumanioną uczuciem równie namiętnym, co niewskazanym, drugą fizycznie - nikt nie wie, co stało się z Olą. Uciekła dobrowolnie, siłą uprowadzona, czy jeszcze inne nieszczęście na nią spadło? Odgadnąć niepodobna, a im mniej poszlak, tym domysłów więcej.

Można by wątek powyższy uznać za oś całej powieści, ale Pilch kieruje uwagę czytelnika to na mężczyznę w owerolu, to na wdowę Wzmożkową, co w roli wdowy właśnie usiłuje się odnaleźć. Przybliża nam autor zmagania jednych, wątpliwości drugich, filozoficzne wywody jeszcze innych. Oko czasami puszcza, bo nie brak w Wielu demonach fraz ironicznych, dialogów prześmiewczych, scen zabawnych  i zabobonów nieprawdopodobnych. W Sigle inne jest więcej niż odmienne. Inne nie przystoi, w oczy kole, przedmiotem plotek się staje, dywagacji, lamentów. Ileż zamieszania może zrobić człowiek, który nie dość, że nabył niepraktyczny, biały płaszcz, to jeszcze rękawy kazał skrócić! Przecież za rok, to co teraz fest za długie, będzie tylko trochę za długie, za dwa lata w sam raz, a za trzy może za krótki - z czego wtedy nadstawiać? Jakież zdumienie wzbudza dziewczyna, która wieszać chce się na odciętym, bieliźnianym sznurze. Istne marnotrawstwo! A kłopotu ile. Wszak pętla należy się temu, kto wisielca znalazł. A skoro sznur komuś skradziono, to komu go przekazać? Właścicielowi czy znalazcy? Z jednej strony sznur wisielca daje fart, z drugiej kradzione nie tuczy, obcięte nie koi.

Wielu z bohaterów powieści ma cechy znanych pisarzowi osób. Do domu Pilchów w czasach, gdy Jerzy był jeszcze Jurkiem, pocztę przynosił listonosz Andrzej, człowiek niezwykle religijny, i choć nie przewidywał przyszłości jak Moitschek, to w postaci Fryderyka znalazło się kilka jego cech. W starce Zuzannie co bardziej spostrzegawczym udało się dostrzec rysy babki Jerzego Pilcha, w Panu Naczelniku - dziadka, w postaci Wzmożka - ojca. Pisarz nie zaprzecza, że wiele z jego postaci nosi cechy znanych, często bardzo bliskich mu osób.

Wiele demonów krąży wokół problemów egzystencjalnych każdej zbiorowości. W siglańskich domach i umysłach, czają się demony ubrane w płaszczyk ironii i przez to jeszcze mocniej zapadające w pamięć. Z przerysowanych scen, przejaskrawionych dialogów uchodzą humorystyczne nuty, pozostawiając po sobie drugie dno, niejednokrotnie gorzkie i bolesne. Każdą z opisywanych przez Pilcha scen wręcz chciałoby się zobaczyć na deskach teatru. W półmroku sali, pogrążona w zachwycie widownia od oczyszczającego śmiechu przechodziłaby do pełnego refleksji milczenia. Oto na jej oczach opadają kolorowe maski, ukazując samotność, strach, ból, śmierć - wszystko to, z czym zmierzyć się trudno, ale zmierzyć się trzeba.

To nie jest książka łatwa i nie każdemu przypadnie do gustu styl Jerzego Pilcha, pełen złożonych zdań, przegadania balansującego na krawędzi wyważonej narracji i niekontrolowanego gawędziarstwa, słownej żonglerki i niechronologicznego przedstawiania zdarzeń. Nie można wskoczyć w ten świat od razu. Przez dłuższy czas czytelnik plącze się, zdezorientowany, między postaciami, nim na dobre się w nim odnajdzie. Warto jednak skupić się nieco mocniej, by poznać Sigłę i jej mieszkańców, by odbyć wędrówkę po miasteczku, ale też po ludzkich sercach, duszach i umysłach.

Bóg daje znaki i szatan daje znaki, i czynią tak obaj, bo nie w ich zwyczaju wywalać kawę na ławę. Nie jestem pewna ile z tych znaków widzimy, jak wiele razy mamy zamknięte, choć otwarte oczy. Demony naszą historię opowiadają. A my oddajemy im głos dobrowolnie, gdy nie potrafiąc się z nimi zmierzyć, oddajemy władzę nad swoim życiem. Przegrywając z własnymi słabościami, przegrywamy siebie. Interpretując historie Siglan, wyciągamy na wierzch nasze własne. W tej uniwersalności tkwi siła prozy Jerzego Pilcha - w niedopowiedzeniach, w zjawiskach z pogranicza jawy i snu, w racjonalności, zabobonach, religijnej ucieczce, w zawoalowanej prawdzie o ludziach i ich słabościach.

Powiedzieć, że warto tę powieść przeczytać, to nic nie powiedzieć.

Tagi: Wiele demonów, Wiele demonów recenzja, Wiele demonów książka, Jerzy Pilch Wiele demonów, Jerzy Pilch recenzja, Jerzy Pilch książka, Jerzy Pilch

Kup książkę Wiele demonów

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Wiele demonów
Książka
Wiele demonów
Jerzy Pilch
Inne książki autora
Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści
Jerzy Pilch0
Okładka ksiązki - Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści

Piszę pierwszą w życiu scenę łóżkową i popełniam klasyczny błąd debiutanta - zamiast natychmiast przystąpić do rzeczy, zamiast od razu zacząć rozstępujące...

Dziennik
Jerzy Pilch0
Okładka ksiązki - Dziennik

Jeden z najwybitniejszych i najpoczytniejszych współczesnych pisarzy polskich ujawnia wreszcie pełny zapis swojego dziennika, który prowadził przez ostatnie...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Manhattan Babilon
Lech Majewski
Manhattan Babilon
Nigdy nie będziesz mną
Anna M. Brengos;
Nigdy nie będziesz mną
Orangeboy. Masz u nas dług
Patrice Lawrence
Orangeboy. Masz u nas dług
Mały manipulator
Bartosz Sztybor;
Mały manipulator
Westerplatte
Jacek Komuda
Westerplatte
Harem
Alex Vastatrix, Waldemar Bednaruk
Harem
Zabójstwo na cztery ręce
Karolina Morawiecka;
Zabójstwo na cztery ręce
Pokaż wszystkie recenzje