Człowiek to źródło wszelkich komplikacji. Niekończąca się inspiracja i rozpacz. Wojciech Czusz w opowiadaniach Z innych źródeł pokazuje to w mistrzowski sposób. Ludzie w momentach zawieszenia, zmęczenia, załamania z pozoru żyją normalnie, kłócą się o parówki, biorą pożyczki i piją alkohol, ale to wszystko jest tylko przedstawieniem.

Zbiór sześciu opowiadań czyta się jak jedną, długą opowieść o rozpadzie tożsamości, wspólnoty, marzeń o jakimś konkretnym życiu. Bohaterowie Wojciecha Czusza lokują się gdzieś pomiędzy klasami społecznymi, krajami, wersjami samych siebie. Jedni próbują uciec od przeszłości, inni desperacko chcą ją odzyskać. Każdy nosi w sobie jakiś niedosyt.
Autor rozumie współczesne zmęczenie, którego nie widać na pierwszy rzut oka. Bohaterowie opowiadań wstają rano, jadą do pracy, odbierają telefony. A jednocześnie czują, że gdzieś po drodze utracili kontakt ze sobą.
Ta szafa jest w nas. Schowana pod warstwą mięsa. Otwieram – a w środku kolejna. I jeszcze kolejna. Żelazna matrioszka. A każda ma inne ciało, niepodobne do pozostałych. Kobiece, męskie, mieszane. Otwieram, otwieram. Podróż w głąb, a może w przeszłość. Wreszcie – czy to płód, czy homunkulus. Skóra cienka, pergaminowa. W środku coś się porusza. Chcę otwierać dalej, ale się boję. Tego, co jest na końcu, albo tego, że nie ma końca.
Lepiej za dużo o tym nie myśleć.
Ile wersji siebie jesteśmy w stanie stworzyć, by przetrwać? Wojciech Czusz opisuje rzeczywistość, w której coraz więcej ludzi żyje równolegle w kilku światach: w pracy, w domu, jeszcze inaczej w Internecie. Każda z tych wersji jest prawdziwa, ale żadna nie daje pełnego obrazu człowieka.
Opowiadania Czusza warto czytać intertekstualnie, bo znajdziemy tu nawiązania chociażby do Gombrowicza: pojawia się motyw gęby, formy i nieustannego odgrywania siebie.
Z innych źródeł jest książką o ludziach, którzy bardzo chcieliby żyć autentycznie, ale nie wiedzą już, jak to zrobić. Współczesny człowiek buduje swoją tożsamość z cudzych oczekiwań, wspomnień, aspiracji i lęków. W tych opowiadaniach, często gorzkich, trudnych, zaskakujących doskonale to widać.
Literacko ten zbiór to proza wymagająca, dopieszczona i niejednoznaczna. Miesza się tu pospolitość z pięknem słowa. Przychodzi mi na myśl słowo etiuda, bo te teksty doskonale wypadłyby na scenie, jednak sceniczność nie odbiera im autentyczności. Można się w nich przejrzeć, odnaleźć własne doświadczenia, głęboko się zadumać. Lub przestraszyć.
Autor obserwuje nas, społeczeństwo, obnaża i próbuje opisać. Płynie z tego wiele refleksji, ale sama lektura jest też po prostu ucztą literacką. Polecam dla samej przyjemności czytania, smakowania słowa. Coś świeżego, rzadko trafiają się takie perełki.
Ignacy, młody historyk sztuki, samozwańczy arbiter elegancji z obsesją na punkcie piękna i słabością do alkoholu, staje przed największym z wyzwań, jakie...