Agent, szpieg i szczypta nudy
Szczyt G8 w Paryżu oznaczający spotkanie szefów rządów ośmiu największych potęg gospodarczych w jednym miejscu i w tym samym czasie to znakomity cel dla przeciwników globalizmu, szpiegów i terrorystów. Jeśli do tego wspomnieć o agentach obcego wywiadu, nie zawsze uczciwej kadrze służb socjalnych i Al-Kaidzie, temat zaczyna robić się arcyciekawy.
Nic więc dziwnego, iż motyw G 8 wykorzystał w swojej książce Stephen Coonts. Ten weteran wojny wietnamskiej, były pilot marynarki wojennej stworzył powieść „Zdrajca”, która z niepokojącym prawdopodobieństwem mogłaby opierać się na realiach.
W samolocie lecącym nad Morzem Śródziemnym umiera Maurice Morton, agent francuskiego wywiadu. Dokumenty będące w jego posiadaniu zawierają informację o zagadkowej i kontrowersyjnej transakcji. Z danych agenta wynika, iż Henri Rodget, szef Direction Générale de la Sécurité Exteriéure (DGSE), francuskiego wywiadu, zakupił w Banku Palestyny akcje o wartości dwóch milionów euro. Jest to o tyle bulwersujące, że pieniądze z tego banku lądują w kieszeniach rodzin zamachowców-samobójców, a jakiekolwiek kontakty oznaczają sympatyzowanie z Palestyną i ułatwianie szerzenia się działalności terrorystycznej.
W obliczu takiej informacji do Paryża zostaje wysłany agent CIA Tommy Carmellini, specjalista od podsłuchów. Jego szefem jest błyskotliwy Jake Grafion, a zadaniem Tommy`ego (poza założeniem pluskiew) ma być kontakt z centralą DGSE i złożenie pod pseudonimem interesującej oferty.
Towarzyszyć ma mu Sarah Houston, specjalistka od sieci komputerowych i wybierania danych w NSA, a przedmiotem transakcji ma być rządowy Internet Interlinks.
Dodatkowo mamy tajemnicze morderstwa, piękne kobiety, pościgi i wybuchające bomby, zatem powinniśmy otrzymać znakomity thriller szpiegowski na miarę Bonda, trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Piszę „powinniśmy”, bo - niestety - tak nie jest. „Zdrajca”, choć zaciekawia tematyką i wciąga w wir szybko toczącej się akcji, to jednak rozczarowuje. Coonts miał dobrą koncepcję, lekkie pióro, troszkę przedobrzył jednak z mnogością wątków, niepotrzebnych postaci, umknęła mu też konieczność zachowania konsekwencji i logicznego ciągu wydarzeń. W końcu nawet Tommy Carmellini, zapowiadający się na rzutkiego agenta i uwodzicielskiego zawadiakę, zaczyna irytować swoją pewnością siebie.
„Zdrajca” znajdzie niewątpliwie swoich amatorów z racji pasjonującego motywu szpiegowskiego, choć niestety ta fascynacja lekturą opadać będzie z każdą kolejną stroną. Zaprzepaszczony materiał na dobrą książkę – oto najlepsze charakterystyka omawianej powieści Coontsa.
Katastroficzny obraz demokracji amerykańskiej zaatakowanej przez bezwzględnych bossów karteli narkotykowych. Wynajęty przez nich strzelec wyborowy...
Schorowany przywódca Kuby, Fidel Castro, jest bliski śmierci. Amerykanie chcą mieć wpływ na to, kto obejmie władzę na strategicznie bezcennej wyspie. Na...