Cynkowi chłopcy

Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 2015-08-05
Kategoria: Literatura faktu
ISBN: 978-83-8049-128-1
Liczba stron: 312
Dodał/a książkę: IzaaK

Ocena: 5.57 (7 głosów)

Przekład z języka rosyjskiego Jerzy Czech Oddziały radzieckie przez dziesięć lat „udzielały narodowi afgańskiemu braterskiej pomocy”. Od 1979 do 1989 roku życie straciło co najmniej kilkaset tysięcy Afgańczyków, a kilkadziesiąt tysięcy radzieckich żołnierzy poniosło śmierć lub zostało rannych. Wyjeżdżali, by zostać bohaterami. Do kraju wracali jako bankruci – bez nóg, bez rąk, bez złudzeń, z koszmarami, które miały ich nigdy nie opuścić. Niektórzy wracali w cynkowych trumnach. Z opowieści weteranów, pielęgniarek, prostytutek, matek i żon „afgańców” wyłania się wstrząsający obraz niepotrzebnej wojny; wśród zapierających dech w piersiach afgańskich krajobrazów rozgrywają się ludzkie dramaty, a odwaga i braterstwo przeplatają się z niegodziwością i okrucieństwem. „W każdej kolejnej książce z uporem robię to samo – pisze Aleksijewicz – zmniejszam historię do wymiarów człowieka”. Po publikacji książki Swietłana Aleksijewicz została pozwana o znieważenie honoru i godności żołnierzy walczących z Afganistanie.

Kup książkę Cynkowi chłopcy

Polecana recenzja

Avatar użytkownika - en-ca_minne
en-ca_minne
Przeczytane:2015-08-19, Przeczytałam,
Co mam z tym teraz zrobić? Byłem tam... Widziałem takie rzeczy, ale nikt o tym nie pisze... Takie złudzenie optyczne... Jeśli coś nie jest opisane, to jakby tego nie było. No więc było tak czy nie było?   Pół miliona obywateli ZSRR zostało zaangażowanych w ponad dziewięcioletnią wojnę w Afganistanie, która zakończyła się w 1989 roku. Ponad 20 tysięcy z nich wróciło do domu w cynkowych, pięknie błyszczących w słońcu trumnach, inni nie wrócili w ogóle i ślad po nich zaginął. Co pchało ich w ramiona wroga? Odpowiedź jest prosta i zrozumiała dla człowieka radzieckiego: obowiązek internacjonalistyczny. I brak innych możliwości.   Skonfiskowano im przeszłość, pozbawiono przyszłości takiej, jaką sobie wymodlili. Nauczyli się za to, jaki smak mają krew, strach i krzyk, zamiast rekompensaty dostali emocjonalną huśtawkę na co dzień, zamiast prawdy - propagandę, a zamiast orderów - cynkowe opaski na trumny. I nie było dobra i zła, piękna i brzydoty, prawdy i kłamstwa. Ci, którzy przeżyli, zazdroszczą tym, którzy zginęli, a tych ostatnich o nic nie można już zapytać.   Z właściwym sobie wyczuciem Swietłana Aleksijewicz zabiera czytelnika w czas i miejsce, w którym nie chciałby się znaleźć, a jednak znaleźć się powinien. Dość było już mydlenia oczu i propagandy w podobno demokratycznym kraju, jakim jest Białoruś. W Cynkowych chłopcach jest wszystko, co znamy ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Cynkowi chłopcy

Avatar użytkownika - be_ha
be_ha
Przeczytane:2016-04-07, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki w 2016 roku, Mam,
Kolejna książka zeszłorocznej noblistki, którą udało mi się przeczytać. Historie rodzin, które straciły synów bądź mężów podczas działań wojsk radzieckich w Afganistanie. Z każdej strony uderzają ból i rozpacz tych, którzy zostali, którym przysłano cynkowe trumny i powiedziano, że w nich znajdują się ich bliscy. Wielu dotąd nie wie jak dokładnie zginęli. Niepotrzebna wojna zabrała matkom dzieci a żonom mężów i ojców ich dzieci. Wszystkie reportaże Aleksijewicz są przejmująco smutne, ciężko się po nich pozbierać. Nie jest to lektura łatwa, jak zresztą każda o tematyce wojennej, jednak myślę, że warto się z nią zapoznać.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Olga_Majerska
Olga_Majerska
Przeczytane:2016-03-16, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2016, Mam,
Dawno już nie doświadczyłam tylu nieprzyjemnych odczuć, tylu mokrych od łez oczu, bruzd niezadowolenia na czole i głębokich wdechów, jak przy Cynkowych chłopcach Swietłany Aleksijewicz. Lektura była długa, przerywana z potrzeby serca, które momentami nie wytrzymywało napięcia, jakie zbudowała autorka i jej bohaterowie - wykorzystani, oszukani, opuszczeni, okaleczeni w każdy możliwy sposób. I w głowie miałam tylko jedną myśl: jak o wojnie można pisać inaczej niż Aleksijewicz?    25 grudnia 1979 roku: wojska radzieckie wkraczają do Afganistanu. Żołnierze jadą tam budować domy, drogi, pomagać towarzyszom z Demokratycznej Republiki Afganistanu. Chcą zostać bohaterami, jednak wracają bez kończyn, ślepi, okaleczeni lub w cynkowych trumnach. Jak to możliwe, że plany pokojowych działań, które kiełkowały w umysłach wielu mężczyzn i kobiet zmieniły się tak diametralnie - w bezsensowną rzeź? Swietłana Aleksijewicz rozmawia z tymi, którzy uczestniczyli w jednym z najbardziej krwawych konfliktów XX wieku, z żołnierzami, cywilami, pielęgniarkami i matkami poległych. Za tę odważną, pełną bólu, prawdziwą książkę została opluta, znieważona i pozwana za szarganie honoru poległych.

Człowiek ma prawo do niezabijania. Do tego, by się zabijania nie uczyć. Takiego prawa nie ma w żadnej konstytucji.

Nie chcę pisać tej recenzji. Książka Aleksijewicz tkwi we mnie jak drzazga, która, gdy tylko próbuję ją wyciągnąć, wbija się coraz mocniej, raniąc kolejne rejony. Ta recenzja nie ma większego sensu. Dlatego nie będzie recenzją, tekstem krytycznym, lecz kilkoma zdaniami, które być może pozwolą mi oddać jedną setną, jedną tysięczną tego, co w swoim reportażu zawarła autorka. W głowie mam pustkę, choć chciałabym wyczarować kilka pięknych słów, by opisać ten przykry stan pół otępienia, pół rozpaczy, w którym się znalazłam. Lepiej oddam głos autorce.

Kiedy się człowiek zetknie z czymś podobnym, to od razu myśli: literatura dusi się w swoich granicach... Zwyczajnie kopiując, przekazując fakt, można wyrazić tylko coś, co się widzi, a kto potrzebuje szczegółowych sprawozdań z tego, co się dzieje? Potrzebne jest coś innego... Utrwalenie chwili, wydartej z życia...

Aleksijewicz wydarła tę chwilę, udało jej się uwolnić literaturę, dać głos tym, którzy najbardziej liczą się w życiu - ludziom, odczuwającym istotom, ich wspomnieniom i myślom, które wgryzają się w nich miesiącami. Ci, którzy tak długo musieli znosić nie tylko swoją przeszłość, ale także smutną, szarą rzeczywistość, tak bardzo odległą od tego, czego nauczyli się na wojnie, nareszcie mogli zostać wysłuchani i... zrozumiani. Białorusinka udowodniła także, że tym nieszczęsnym chłopcom niepotrzebne są pomniki, ordery i muzea, ale litość i ciepło, słowa wsparcia i opieka socjalna. Państwo przecież kocha swoich “bohaterów”, jednak nie jest w stanie się nimi zająć. A bohaterowie, zwykli ludzi, powoli obumierają w swoich pustych mieszkaniach.

Prawdą jest to, że wasi chłopcy umierali od ran, bo nie było spirytusu i lekarstw, które sprzedawano do dukanów, prawdą jest, że dostawali zardzewiałe konserwy z lat pięćdziesiątych, i nawet chowani byli w starych mundurach z czasów II wojny światowej. Nawet na tym oszczędzano. Wolałabym tego wam nie mówić nad ich grobami... Ale zostałam zmuszona...

Aleksijewicz nie zostawia prawdy dla siebie, nie ukrywa jej, ani nie próbuje niczego upiększać. Dlatego oddaje głos tym, którzy pamiętają, którzy uczestniczyli w tym koszmarze, których życie skończyło się w Afganistanie - żołnierzom zmuszonym pozostawić tam swoje kończyny, matkom, którym zostały tylko cynkowe trumny z mięsem armatnim w środku. Czy można przejść obok takiej tragedii i nawet nie spojrzeć, nie odwrócić się, nie zapłakać? Nie akceptuję takiego świata. _____________________ Recenzja opublikowana na blogu Okiemwielkiejsiostry.blogspot.com
Link do opinii
Avatar użytkownika - danonk
danonk
Przeczytane:2016-03-12, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2016, Z własnej biblioteczki,
Wojna w Afganistanie prowadzona przez Rosjan. autorka wysłuchała żołnierzy biorących w niej udział, matek, które straciły swoich synów, żon, które zostały same. Spisała ich słowa. Obraz wojny, który powstał jest przerażający. Wojny, która miała przynieść Afgańczykom zmianę ich życia, religii, kultury. Zmianę, której nie chcieli. Aleksijewicz pokazała wojnę, jej potworność, okrucieństwo, bezsens. Bardzo dobra, mocna w swoim wyrazie i ciężka w odbiorze dla matki dorosłych, młodych synów.
Link do opinii
Avatar użytkownika - nasturia
nasturia
Przeczytane:2015-09-25, Przeczytałam,

Jesteśmy inni. Jacy? Nie wiem, kim jestem: bohaterem czy durniem, którego trzeba wytykać palcem? A może zbrodniarzem? Już teraz się mówi, że to był błąd polityczny. Dzisiaj mówią cicho, jutro zaczną głośniej. A ja tam przelałem krew… swoją… Cudzą też… dawali nam ordery, których nie nosimy… Jeszcze będziemy je zwracać… Ordery, które uczciwie zdobyliśmy na nieuczciwej wojnie… Zapraszają nas do szkół. A o czym mamy tam opowiadać? O działaniach bojowych… O pierwszym zabitym… O tym, że do dzisiaj boję się ciemności, a jeśli coś spadnie, to się wzdrygam… Jak braliśmy jeńców, ale nie doprowadzali ich do pułku… Nie zawsze…

 

Podczas wojny domowej w Afganistanie w latach 1979 – 1989, wojska radzieckie miały wzmocnić i utrzymać u władzy rząd afgański. W rezultacie konflikt zbrojny stał się jednym z najbardziej okrutnych w XX wieku. Swietłana Aleksijewicz w Cynkowych chłopcach obudziła demony odległych lat i zapomnianych historii. A przecież one nadal żyją, nadal w wielu tkwią, nie pozwalając spokojnie iść dalej.

 

Braterska pomoc, jak eufemistycznie nazywano radziecką interwencję, zebrała żniwo w liczbie kilkudziesięciu tysięcy ofiar po stronie wojsk ZSRR, które po cichu, niemal niezauważalnie wracały do kraju w cynkowych trumnach. Szczelnie zamknięte, wszystkie identyczne, wszystkie złowieszczo milczące. Powrócili też weterani, pozbawieni kończyn, uzależnieni od alkoholu i narkotyków, z lękami i syndromami stresu bojowego. Dwudziestoletni chłopcy, których życie nim się zaczęło, przestało istnieć.

 

Cynkowi chłopcy to niemy krzyk i modlitwa matek, które umacniały w synach patriotyczną postawę, były dumne, gdy oni jechali na wojnę. Teraz nie przestają płakać. To znękane żony, które już nigdy nie zaznają spokoju. Ale to również pielęgniarki i kobiety cywilne, które jechały na wojnę mając w swych sercach romantyczną wizję pomocy i oddania dla kraju oraz poświęcenia dla walczących. Miały nieść wsparcie, dziś same potrzebują opieki. Czy było warto? Czy z perspektywy czasu ofiary tej wojny nie stały się jeszcze bardziej bezsensowne? Aleksijewicz dobitnie potwierdziła, że wojna nie kończy się wraz z podpisaniem rozejmu. W tych, którzy jej doświadczyli, będzie już zawsze obecna.

 

Po wydaniu Cynkowych chłopców Swietłanie Aleksijewicz wytoczono proces o zniesławienie, pisanie nieprawdy i znieważenie godności żołnierzy radzieckich walczących w Afganistanie. I choć oficjalnie proces został wytoczony przez bohaterów reportażu, to prawdziwym oskarżycielem był reżim. Mam ciągle to samo pytanie, które znajduje się w mojej książce: kim jesteśmy? Dlaczego z nami można robić wszystko, co się chce? Zwrócić matce cynkową trumnę, a potem namówić ją, by pozwała pisarza, który napisał, że swego syna nie mogła nawet ucałować po raz ostatni i obmywała trumnę trawą, głaskała ją… Kim jesteśmy?

 

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - danutka
danutka
Przeczytane:2016-09-09, Ocena: 5, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - edytka222
edytka222
Przeczytane:2016-06-27, Ocena: 5, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - baros83
baros83
Przeczytane:2016-01-08, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2016,
Avatar użytkownika - Pegi
Pegi
Przeczytane:2015-10-14, Przeczytałam, Przeczytane w 2015,
Inne książki autora
Czarnobylska modlitwa
Swietłana Aleksijewicz0
Okładka ksiązki - Czarnobylska modlitwa

Czas trwania: 10 godzin, 27 minut Czyta Krystyna Czubówna  ,,26 kwietnia 1986 roku o godzinie pierwszej minut dwadzieścia trzy pięćdziesiąt osiem...

Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości
Swietłana Aleksijewicz0
Okładka ksiązki - Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości

"26 kwietnia 1986 o godzinie pierwszej minut dwadzieścia trzy i pięćdziesiąt osiem sekund seria wybuchów obróciła w ruinę reaktor i czwarty blok energetyczny...

Reklamy