Błyskotliwa, pełna poczucia humoru bestsellerowa powieść ,,Awaria małżeńska" od Nataszy Sochy i Magdaleny Witkiewicz.
Dwóch ,,słomianych wdowców" wystawionych na próbę. Mateusz i Sebastian przekonają się, jak wygląda dom bez żon. Czy dadzą radę sprostać wyzwaniom? Czy może nagle ich życie przerodzi się w pełną zwrotów akcji tragedię?
Wciągająca opowieść ukazująca realia zapracowanych polskich rodzin, ucząca, że wszystko jest do pogodzenia jeśli tylko pójdzie się na kompromisy i codziennie będzie okazywać się miłość.
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2026-04-22
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 336
Dwie żony trafiają do szpitala po wypadku komunikacyjnym. Połamane, obolałe, unieruchomione... i przerażone tym, co dzieje się w domu. Bo przecież dzieci, obowiązki, obiady, szkoła, pranie, życie! Jak mężowie sobie poradzą?!
No i właśnie... tu zaczyna się najlepsze. Bo okazuje się, że świat się nie kończy. Ba! Panowie, choć przedstawieni początkowo jako życiowe ,,niemoty" (takie trochę zagubione w kuchni i w harmonogramie dnia), wcale nie są aż tak bezradni. Oczywiście po drodze zaliczają kilka spektakularnych wpadek i scen, które potrafią rozbawić do łez. Humor jest lekki, momentami przerysowany, ale dzięki temu idealnie pasuje do klimatu książki.
Autorki świetnie bawią się stereotypami mąż, który nie wie, gdzie są talerze, dzieci żyjące jak w dżungli i dom, który bez kobiecej ręki rzekomo przestaje funkcjonować. Przyznam szczerze, że u mnie to tak nie działa, bo panuje pełne równouprawnienie, więc chwilami miałam ochotę przewrócić oczami. Ale... właśnie ta przesada jest tu częścią żartu.
Jednego bowiem nie można kobietom odmówić - potrafią tak skołować przeciwnika, że koniec końców, sam dochodzi do wniosku, iż jest skończoną świnią.
Kobiety bowiem mają cudowną zdolność samobiczowania się oraz fundowania sobie życia osoby pokrzywdzonej przez los. Nawet nie mając ku temu żadnych powodów. Przez lata gromadzą więc w zakamarkach swojej pamięci wspomnienia chwil, w których poczuły się nieszczęśliwe, i pielęgnują te myśli staranniej niż ogrodnik swoje kwiaty. Swój mózg zatruwają drobiazgami, nad którymi żaden facet nie zastanawiałby się nawet przez sekundę. W 2004 roku on podarował jej o jedną różę mniej niż w 2003, rok później zapomniał o rocznicy pierwszego pocałunku, a kiedy prosiła, by na śniadanie przyniósł jej rogalik z kruszonką... po prostu zapomniał.
Pewne wydarzenia potrafią wywrócić życie do góry nogami w jednej sekundzie. Właśnie z takim momentem muszą zmierzyć się bohaterki książki ,,Awaria małżeńska" -- Justyna i Ewelina. Dwie zupełnie obce sobie kobiety, które do tej pory żyły w podobnym schemacie: dom, dzieci, obowiązki i codzienne ogarnianie wszystkiego praktycznie samodzielnie, mimo obecności mężów. Los sprawia jednak, że ich drogi niespodziewanie się przecinają, gdy obie trafiają do tego samego autobusu, który ulega wypadkowi. Obrażenia są na tyle poważne, że kobiety lądują w szpitalu -- i to na jednej sali.
To właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa ,,awaria" -- nie tylko małżeńska, ale też życiowa. Dotychczasowy porządek przestaje istnieć, a obowiązki, które kobiety każdego dnia wykonywały niemal automatycznie, nagle muszą przejąć ich mężowie. Mężczyźni, którzy do tej pory skupiali się głównie na pracy i własnych sprawach, zostają wrzuceni w wir codzienności: gotowania, organizacji dnia dzieciom, sprzątania, zakupów czy prób pogodzenia wszystkiego naraz. I właśnie tutaj autorki pokazują całą prawdę o współczesnych relacjach, rodzinnych schematach i nierównym podziale obowiązków.
,,Awaria małżeńska" to historia niezwykle życiowa, autentyczna i momentami wręcz boleśnie prawdziwa. Autorki w świetny sposób ukazują rzeczywistość wielu kobiet, które biorą na siebie zdecydowanie za dużo, próbując być perfekcyjnymi żonami, matkami i paniami domu. Jednocześnie pokazują też, jak często mężczyźni nie zdają sobie sprawy z tego, ile wysiłku wymaga codzienne funkcjonowanie rodziny -- dopóki sami nie zostaną zmuszeni do zmierzenia się z tym wszystkim.
Bardzo podobało mi się to, że mimo poruszania ważnych i momentami trudnych tematów, książka nie jest ciężka ani przytłaczająca. Wręcz przeciwnie -- autorki podchodzą do wielu sytuacji z dużym dystansem i poczuciem humoru. Wiele scen wywoływało u mnie szczery uśmiech, a niektóre dialogi były tak trafne i zabawne, że momentami naprawdę śmiałam się do łez. Humor jest tutaj ogromnym atutem, ale nie przykrywa emocji ani głębszego przekazu tej historii.
To opowieść o małżeństwie, komunikacji i partnerstwie. O rozczarowaniu, braku wsparcia i niezrozumieniu, ale też o zmianach, które czasami muszą nadejść, żeby człowiek w końcu spojrzał na swoje życie z innej perspektywy. Autorki pokazują, jak łatwo zatracić się w codzienności i przyzwyczajeniach, a także jak trudno czasem dopuścić innych do obowiązków, wierząc, że tylko my jesteśmy w stanie zrobić wszystko najlepiej.
Ogromnym plusem tej książki są bohaterowie. Zostali wykreowani bardzo naturalnie -- są nieidealni, popełniają błędy, bywają irytujący, zagubieni czy niedojrzali, ale właśnie dzięki temu wydają się tak prawdziwi. Nie są wyidealizowani, a ich zachowania można bez problemu odnieść do codziennego życia i wielu znanych sytuacji.
Styl autorek jest lekki, swobodny i bardzo przyjemny w odbiorze. Książkę czyta się szybko i z ogromnym zaciekawieniem, ponieważ fabuła płynie naturalnie, a pojawiające się wydarzenia potrafią zaskoczyć. Wszystko tworzy spójną, ciepłą i pełną emocji historię, która nie tylko bawi, ale również daje do myślenia.
,,Awaria małżeńska" to lekka, humorystyczna i niezwykle życiowa opowieść o relacjach, codzienności i przewartościowaniu własnego życia. To książka, która bawi, wzrusza i skłania do refleksji nad tym, jak wygląda podział obowiązków, komunikacja i wzajemne wsparcie w związku. Idealna na relaksujący wieczór, ale też taka, po której człowiek na chwilę zatrzymuje się i zaczyna patrzeć na pewne sprawy trochę inaczej.
Ja bawiłam się przy niej naprawdę świetnie i zdecydowanie polecam ją wszystkim, którzy lubią historie z życia wzięte, pełne humoru, emocji i bohaterów, w których łatwo odnaleźć cząstkę siebie.
Jeden wypadek, a właściwie jeden kot przewrócił wszystko do góry nogami dwóm rodzinom. O co chodzi? Justyna i Ewelina jechały tym samym autobusem. I to akurat wtedy, gdy pod jego koła wtargnął kot. Kierowca starał się ratować sytuację, jednak jego manewry nie były ani delikatne, ani bezpieczne. Obie panie dość mocno poobijane i ze złamaniami trafiły do szpitala. Dzielą nawet tę samą salę. Dla jednej i drugiej wizyta na ortopedii nie będzie krótka. A co z ich rodzinami?
Ewelina wyrzuciła męża z domu. Miała już dość tego, że nie pomaga, nie zajmuje się dziećmi i nie można na niego liczyć. A ponieważ doczekali się dwójki pociech kobieta jest zrozpaczona. Nie wierzy, że Sebastian sam sobie da z nimi radę. Nie lepsza sytuacja jest u Justyny. Ona również ma dwójkę dzieci i jest przekonana, że mąż nie stanie na wysokości zadania by zapewnić im odpowiednią opiekę pod jej nieobecność. Czy kobiety mają rację? A może panowie ich mile zaskoczą?
Dla obu mężczyzn nie jest to łatwa sytuacja. Przechodzą przyspieszony kurs zajmowania się domem. Teraz muszą sprzątać, prać i gotować. Nie wspominając o tym, że trzeba jeszcze robić potwory z kasztanów, znać się na piłce nożnej, czy śpiewać piosenki po angielsku. Jeden z panów ma też nie lada wyzwanie - jak wykurzyć teściową z domu. I wtedy z nieba spada im Dżesika, która zna i odwiedza wielu panów. A i do dzieci ma rękę. Czy będą z tego problemy?
"Awaria małżeńska" to świetna komedia, napisana w lekkim tonie. Autorki z przymrużeniem oka pokazały co się dzieje, gdy cały dom łącznie z opieką nad dziećmi spada na głowę mężczyznom. Sebastian i Mateusz dochodzą do wniosku, że jednak nie doceniali swoich żon. Dopiero teraz zobaczyli ile tak naprawdę robią i jak się poświęcają. Odkryli też, że wspólny czas spędzony z dziećmi to bezcenne chwile, które cieszą. To taka historia z przymrużeniem oka, ale wiele tu prawdy. Często jest tak, że to kobiety biorą na swoje barki zajmowanie się domem mimo, że pracują też zawodowo. A mężczyźni myślą tylko o pracy i jeszcze mają pretensje, jak w domu nie jest posprzątane, ugotowane, itp. Oczywiście nie jest to regułą, ale bywa i tak. Autorki świetnie to tu pokazały. A ja czytając tę historię bawiłam się znakomicie. Były momenty, że śmiałam się w głos. To historia idealna na poprawę humoru i na miłe popołudnie. Polecam!
On - życiowy pechowiec. Czego się nie tknie, zamienia w katastrofę. Na szczęście, zawsze może liczyć na pocieszenie w kobiecych ramionach. Ona - kiedyś...
Mała Przytulna - urokliwe miasteczko wśród ukwieconych wzgórz. To miejsce, gdzie każdy chciałby zamieszkać. Miejsce, w którym wędrowny grajek od lat opowiada...
Przeczytane:2026-04-30, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
Czy jest coś bardziej frustrującego niż zepsuty sprzęt? No może tylko… zepsute małżeństwo 😅 Ta książka to jak rozmowa z przyjaciółką przy winie – szczera, momentami zabawna, a chwilami aż za bardzo prawdziwa. Od pierwszych stron czuć, że będzie o życiu. Bez lukru.
Dwie autorki, jedna historia – i to działa! To książka, w której katalizatorem całego zamieszania jest… kot. 🐱 Gdy wtargnięcie zwierzaka pod koła autobusu powoduje wypadek, dwie zapracowane matki i żony – Justyna i Ewelina – trafiają do szpitala na ortopedii, pozostawiając swoje domy pod opieką zdezorientowanych mężów. Mężczyźni są rzuceni na głęboką wodę. Mateusz i Sebastian, początkowo dwaj obcy sobie faceci, nagle muszą zapanować nad codziennymi obowiązkami, o których istnieniu nie mieli zielonego pojęcia: od wywiadówek i odrabiania lekcji, po pranie i zakupy. Cała ta "przymusowa samodzielność" ojców to kopalnia komicznych sytuacji. Książka w lekki, dowcipny sposób pokazuje życie par, pokazując tym samym, jak łatwo o awarię małżeńską, gdy zabraknie w nim partnerstwa i wzajemnego zrozumienia. Nie ma tu wielkich tajemnic ani sensacji. Jest codzienność: kłótnie o pierdoły, zmęczenie, brak iskry.
Bohaterowie, żadne z nich nie jest ideałem. Czasem chce się nimi potrząsnąć, innym razem przytulić. Autorki świetnie pokazują dwoje dorosłych ludzi, którzy zapomnieli, jak ze sobą rozmawiać. Emocje? Śmiech przez łzy, złość, nostalgia – jest tego tyle, że momentami czytałam z zapartym tchem (i z lekkim niepokojem „a co jeśli to też kiedyś my?”).
Książkę pochłania się w dwa wieczory. Dialogi są ciekawe. Styl? Lekki, bez zbędnych opisów, za to z masą prawdziwych, nieprzesadzonych scen.
🎯 Dla kogo?
Dla każdego, kto:
✅ jest w związku (tak, też tym szczęśliwym!)
✅ przeszedł kryzys lub się go boi
✅ lubi historie z życiowym pazurem, bez romantycznych klisz
✅ ceni duet autorek, które wiedzą, jak pisać o relacjach
To nie jest poradnik. To lustro dla każdego, kto kiedykolwiek walczył o swoje „my”.
Moja ocena: 8/10 🌟
BRUNETTE BOOKS