Okładka książki - Bury i Bary. Wilk z lasu i pies ze schroniska patronujemy

Bury i Bary. Wilk z lasu i pies ze schroniska


Ocena: 6 (2 głosów)

Ciepła i wzruszająca opowieść o losach psa i wilka. Barego i Burego poznajemy w pierwszych dniach życia i towarzyszymy im aż do końca.  Są bliskimi krewniakami, bardzo do siebie podobnymi, a jednak ich życie toczy się zupełnie inaczej. Kim innym dla nich jest człowiek – dla jednego opiekunem, przyjacielem i częścią stada, dla drugiego zagrożeniem. Jeden ma codziennie pełną miskę, drugi musi sobie upolować jedzenie i często bywa głodny. Jeden musi chodzić na smyczy i stosować się do poleceń, drugi jest wolny, żyje zgodnie z instynktem i rytmem natury. Książka uwrażliwia dziecko na świat zwierząt – tych oswojonych i tych dzikich – i uczy właściwej postawy wobec nich.

Informacje dodatkowe o Bury i Bary. Wilk z lasu i pies ze schroniska:

Wydawnictwo: Bis
Data wydania: 2025-10-16
Kategoria: Dla dzieci
Kategoria wiekowa: 6-8 lat
ISBN: 9788375518412
Liczba stron: 64
Ilustracje:Marta Rydz-Domańska

Tagi: dla dzieci

więcej

POLECANA RECENZJA

Kup książkę Bury i Bary. Wilk z lasu i pies ze schroniska

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Bury i Bary. Wilk z lasu i pies ze schroniska - opinie o książce

Avatar użytkownika - Latarnica
Latarnica
Przeczytane:2026-02-21, Ocena: 6, Przeczytałem,

Lektura skrojona jakby na moje zainteresowania, bo od dziecka kocham świat zwierząt  zarówno ten dziki i nieujarzmiony jak i ten oswojony, bardziej znany, związany z towarzyszącymi nam na co dzień zwierzętami domowymi. Oczywiście bardziej znam psy i koty, a przyroda dzika to wielka zagadka, o której z przyjemnością czytam i odkrywam jej tajemnice. Z odległej przeszłości i mroków dzieciństwa pamiętam oczywiście postać wilka z Czerwonego Kapturka (och jak się go bałam!), czytanego mnie i siostrze przez tatę „Białego kła” Jacka Londona oraz już samodzielnie lata później „Nie taki straszny wilk” Farleya Mowata. 

Byłam ciekawa historii – można by pokusić się takim uogólnieniem – dwóch wilków: tego dzikiego drapieżnego ssaka z gatunku Canis lupus zamieszkującego lasy Eurazji (Bury) oraz wilka – jak czasami mawiamy o psach owczarkowatych np. o owczarku niemieckim (Bary). Jednak ten nasz książkowy to pies w typie wilka czyli mieszanka kilku ras z dominującą tą, która wpłynęła na jego wilczy wygląd. Jak sama pisze autorka opisując Barego to taki wilczur z domieszką husky, a może i jeszcze dokładką innej rasy psów dużych.

Wiedząc, że częścią tej historii będzie wątek schroniskowy wiedziałam, że prędzej czy później dopadną mnie podczas czytania silne emocje. Stało się to już na samym początku książki, bo wtedy odkrywamy, że piesek Bary trafia pod bramę instytucji opiekującej się bezdomnymi zwierzakami jako zwierzę niechciane, niepotrzebne, potraktowane bardziej jak rzecz, której można się łatwo pozbyć.

Przez ostatnie tygodnie wszyscy miłośnicy zwierząt w Polsce obserwują wiele pozytywnych zmian mających na celu poprawę ustawy o ochronie praw zwierząt i odkrywanie do publiczej wiadomości zjawisk „patoschonisk” czy „patohodowli”- placówek z założenia mających być DLA zwierząt w realnym świecie, a działających często wręcz odwrotnie. Tym bardziej ucieszyłam się, że schronisko trafiło na karty opowieści skierowanej do młodego czytelnika. Zapewne część dzieci je zna, bo mają w domu swoich czworonożnych przyjaciół właśnie z takich placówek. Ale dla innych będzie to coś nowego i powinny wiedzieć, że są takie ośrodki.W naszym domu zawsze funkcjonowała tradycja, że zwierzęta adoptuje się z miejskich schronisk, bo są przepełnione i wiele czeka na wymarzony dom.

Z samej treści książki nie chcę wiele zdradzać. Bo cała przyjemność czytania to nieustanne zadawanie sobie pytania : I co dalej z Burym? Co wydarzy się w życiu Barego?” i odkrywanie na kolejnych kartach jak kolejne lata życia wpływają na obu bohaterów.

Fantastycznym zabiegiem jest pokazanie nam niejako równolegle upływu tego samego okresu czasu dla dzikiego wilka z lasu i miejskiego psa mieszańca w typie wilka. Możemy sobie porównać przebieg życia zwierzęcego dziecka w stadzie i odpowiedzieć sobie na pytanie:  jaki los może mu zgotować człowiek będący wyżej w ewolucji i mający niejako z założenia sprawować opiekę nad zwierzętami. Miarą naszej cywilizacji i poziomu rozwoju jest nasz stosunek do zwierząt. Niestety bardzo często daleko nam do wzorowych opiekunów braci mniejszych.  Bywamy najokrutniejszym gatunkiem na tej planecie i potwornie mi wstyd za takich ludzi, którzy krzywdzą bezbronne istoty i wykorzystują swoją przewagę. 

Malutki Bury mógł cieszyć się życiem w rodzinnym stadzie, zaznał ciepła ciała wilczej matki, opiekuńczość ojca przynoszącego z polowań pokarm, cieszył się obecnością rodzeństwa, z którym razem odkrywał świat, ale i bawił się jak to dziecko. Nie był samotny, bo miał swoje stado i rutynę dnia. Dorastał jak jego już podrosłe rodzeństwo i tak samo przyjdzie się rozwijać kolejnym miotom. Niestety jedyne niebezpieczeństwo dla wilczego stada stanowi człowiek. Z nim często najsilniejszy osobnik może przegrać. Wilki starają się więc człowieka omijać szerokim łukiem i nie wchodzą mu z własnej woli w drogę. Zapach ludzki jest dla nich odrażający i wywołujący strach. Może dlatego tak niewielu z nas spotkało je na swojej drodze.

W tym samym czasie, gdy malutki Bury biegał po lesie i spał przytulony do bliskich w norze pod pniami drzew Bary zaznał od człowieka już na starcie życia przykrych doświadczeń. Gdzieś, w jakimś domu został uznany za niepotrzebnego, oderwany od swojej psiej mamy, choć jeszcze powinna go karmić swoim mlekiem i w chłodną noc podrzucony w kartonie pod schronisko.Tam zajęli się nim pracownicy i zaangażowany wolontariat karmiący go strzykawką czy butelką, przydzielający zastępczą psią mamę oraz innego młodego pieska – żywiołową jak on Mańkę – do zabawy i poprawnego psiego rozwoju.

Każdy kto miał styczność ze schroniskami wie, że młode zwierzęta: szczeniaki i kocięta mają większe szanse na adopcje. Ludzie wolą brać młode osobniki choć takie 2-3 letnie to również wspaniali towarzysze, niby już dorośli ale wciąż pełni energii, zdrowi, ciekawi świata i człowieka. Ale faktem jest, że szczeniak taki jak Bary – jak się okazało okaz zdrowia i  psiej energii – szybciej znajdzie dom stały. I tak się na drodze życiowej Barego się oczywiście dzieje. Wypatrzy go para Kasia i Wojtek, którzy zakochają się w psiaku i sprawią, że stanie się cząstką ich życia jako pełnoprawny członek rodziny.

Autorka pokazuje nam tą dobrą stronę adopcji i ten wymarzony wzorcowy model domu dla zwierzaka. Jednocześnie edukuje czytające czy słuchające tej opowieści dzieci jak powinniśmy zajmować się naszymi futrzastym przyjaciółmi, co jest w ich życiu istotne i rozwijające. Mamy tutaj wspaniałe zestawienie dzikiej przyrody (reprezentuje ją wilk Bury) i przyrody udomowionej (reprezentowanej przez psa Barego). Do każdego z tych gatunków należy podchodzić inaczej, ale każdemu należy się szacunek i respektowanie ich naturalnych praw i potrzeb. W przyopadku wilków muskmy też pamiętać by dbać o ich dom czyli ich środowisko naturalne, bo jeśli je zniszczymy wyginie ich gatunek. A to dzieje się na całym świecie przez działalność człowieka cały czas.

Na plus dla kociarzy mamy w tej historii i postać mruczącego towarzysza Barego – kota Chipsa, który w dniu jego adopcji był już rezydentem w tej rodzinie. Bary znał zapach kotów jeszcze ze schroniska i na szczęście nie miał z nimi złych skojarzeń.

I tak jako obserwatorzy z karty na kartę towarzyszymy kolejnym latom dorastania, dojrzewania i zmierzania ku jesieni życia naszych obu bohaterów. Powiem szczerze, że bardzo dużo o życiu dzikich wilków nie wiedziałam. Tym bardziej parę razy byłam zaskoczona niektórymi faktami i z ciekawością czytałam jak dorastają, opuszczają stado, zakładają swoje wilcze rodziny (Bury odnajduje swoją wilczycę Strzałę)  i nowe stada i powtarzają ten schemat, który toczy się w przyrodzie od dawna. Jedynym czarnym punktem na ich drodze może być człowiek. Dobrze, że i o tym oraz skutkach działania człowieka pisze Autorka. Przez to historia jest realistyczna i niczego sztucznie nie koloryzuje, a raczej edukuje i wskazuje na dobre i złe strony życia każdego z bohaterów tej książki.

Przy okazji czytania zachwycałam się kolejnymi ilustracjami Marty Rydz-Domańskiej, której możliwości znałam już wcześniej z innych książek i nadal pozostaje jej wielką wielbicielką. Przepiękne rysunki wilka i psa w ich naturalnym otoczeniu (las, dom) są zaletą podnoszącą jakość książki i dodającą smaczku. Czyta się i ogląda z największą przyjemnością. 

Niestety – w mojej osobistej opinii – „Bury i Bary” to nie jest ani zabawna, ani lekka lektura. Po drodze oba zwierzaki doświadczają jednak zdarzeń trudnych, kładących na ich życiu głęboki cień. Prześledzimy ich losy do zmierzchu ich życia. Tak jak narodziny czy to wilka z lasu czy psiego miotu w ludzkim domu w zasadzie poza otoczeniem niczym się nie różnią, tak kiedy przychodzi pora odejścia z tego świata i jest ono naturalne i związane z podeszłym wiekiem – i tutaj wilk i pies zostawia za sobą ziemskie życie tak samo – śmierć nie pyta i nie rozróżnia czy byłeś zwierzęciem towarzyszącym czy żyłeś w dzikiej naturze. Mamy więc ukazane w „Burym i Barym” wszystkie tak ważne aspekty życia zwierząt od narodzin do odejścia – by pomiędzy tą klamrą spinającą życie zobaczyć jak mogą potoczyć się losy tych dwóch bliskich, a jednak jakże oddalonych już od siebie gatunków. Już jako dorosłe osobniki wilk i pies w typie wilka mają istotne różnice fizyczne, które są uwarunkowane tym jaki tryb życia prowadzą (jako szczenięta miały najwięcej podobieństw). O tym również wspomina i uczy nas Autorka – tym bardziej chciałabym podkreślić ogromne walory edukacyjne tej książki.

„Bury i Bary” dużo mnie nauczyli. Nie podchodziłam do tej opowieści jak do książki z której wyniosę tyle wiedzy. A jednak ta wiedza fantastycznie wnika w bardzo ciekawą historię obu bohaterów. Wręcz jest tak dobrze wpleciona, że nie czuje się, abyśmy choć na chwilę opuszczali główny nurt powieści. Wnikamy w tą historię z całym wachlarzem emocji, martwimy się, wzruszamy, uśmiechamy, drżymy ze strachu. Cóż może być lepszego nad książkę, która wywołuje taki wachlarz emocji? Mnie po raz kolejny talent, wyobraźnia i styl pisania pani Aleksandry Struskiej-Musiał oczarował i pozwolił odlecieć daleko stąd. Nie było mojego fotela do czytania, herbaty, koca i kota na kolanach. Przez dwa wieczory (bo celowo podzieliłam sobie czytanie na dwa dni) przebywałam wieczorami w dzikim lesie odczuwając na własnej skórze zmienność pór roku i w schronisku, a potem sympatycznym domu bardzo odpowiedzialnych opiekunów.  Reasumując: polecam!

 

Link do opinii
Inne książki autora
Ulica Pazurkowa. Na tropie Ogryzka
Aleksandra Struska-Musiał0
Okładka ksiązki - Ulica Pazurkowa. Na tropie Ogryzka

Pierwsza z serii książek o sympatycznych mieszkańcach ulicy Pazurkowej, którzy zaprzyjaźnili się dzięki kotu Ogryzkowi. Ogryzek przyszedł do domu...

Kto zgubił kapelusz?
Aleksandra Struska-Musiał0
Okładka ksiązki - Kto zgubił kapelusz?

Pewnego dnia Zając znajduje w pobliżu swojej nory piękny kapelusz w haftowane marchewki. Bezskutecznie szuka właściciela, aż wreszcie dochodzi do wniosku...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Opad
Opad

František Kotleta

Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy