Poruszająca, bezkompromisowo szczera i zaskakująco zabawna opowieść autorstwa Bryony Gordon to intymna podróż przez życie naznaczone zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, bulimią, depresją i uzależnieniami. Autorka od pierwszych stron zaprasza nas do swojego świata – bez filtrów, bez upiększeń, za to z ogromnym humorem i czułością wobec samej siebie i innych.
Pełen emocji zapis walki o siebie
Bryony prowadzi nas przez swoje dzieciństwo i pierwsze niepokojące sygnały choroby, przez studenckie lata pełne chaosu, imprez i poszukiwania własnej tożsamości, przez toksyczne związki i autodestrukcyjne wybory, aż po terapię, macierzyństwo i mozolną naukę budowania zdrowych relacji – zarówno z innymi, jak i z samą sobą. To historia upadków, wstydu i lęku, ale też ogromnej siły, samoświadomości i nadziei. Autorka za pośrednictwem tej książki uczy nas że w każdej słabości kryje się ukryta siła. Bryony Gordon obnaża tu swoje największe lęki i autodestrukcyjne wybory, ale robi to z taką dawką autoironii, że poczujesz, jakbyś rozmawiała z najlepszą przyjaciółką.
Bryony Gordon to angielska dziennikarka, pisarka, prezenterka i podcasterka znana przede wszystkim ze swojego bezkompromisowego, szczerego i humorystycznego stylu narracji. Pisała dla wielu brytyjskich gazet. W 2007 roku znalazła się na liście nominowanych do nagrody British Press Awards w kategorii Młody Dziennikarz Roku. Jej pierwsza książka The Wrong Knickers: A Decade of Chaos wydana w 2014 roku została nominowana do British Book Awards.
Wydawnictwo: RM
Data wydania: 2026-05-06
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 312
Tytuł oryginału: Mad Girl
Przeczytane:2026-05-22, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, 52 książki 2026, 26 książek 2026, 12 książek 2026,
„Byłam na dnie” Bryony Gordon to pozycja, która na polskim rynku wydawniczym pojawia się w idealnym momencie, choć od jej brytyjskiej premiery minęła już dekada. Jako recenzentka podchodziłam do tej autobiografii z pewnym dystansem - historie o wychodzeniu z kryzysów psychicznych bywają albo nieznośnie patetyczne, albo skrojone pod tanią sensację. Gordon jednak wymyka się tym ramom, serwując nam opowieść, która przypomina nocne, wielogodzinne rozmowy w kuchni, gdzie maski opadają same z siebie. To kronika dwóch dekad chaosu, w którym autorka bez cenzury i bez próby przypodobania się komukolwiek rozlicza się ze swoimi demonami, od skomplikowanej codzienności z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, przez autodestrukcyjne zakręty życiowe i uzależnienia, aż po macierzyństwo i próbę posklejania wszystkiego w jedną, stabilną całość.
Stylistyka tej książki to jej najbardziej wyrazisty, a zarazem najbardziej polaryzujący element. Bryony Gordon pisze z lekkością rasowej felietonistki. Stosuje język bardzo bezpośredni, momentami wręcz potoczny czy przesiąknięty specyficzną, współczesną dynamiką, co sprawia, że przez te ponad trzysta stron dosłownie się płynie. Ta forma ma jednak dwie strony medalu. Autorka operuje potężną dawką specyficznego, autoironicznego, momentami wręcz wisielczego humoru. Ten sardoniczny dystans i ciągłe żartowanie z własnych dramatów dla jednych będą zbawiennym wentylem bezpieczeństwa, który sprawia, że ciężka tematyka nie przytłacza, dla innych zaś mogą wydać się maską, która momentami zbyt mocno spłyca powagę opisywanych doświadczeń. Warto docenić jednak to, jak genialnie Gordon operuje metaforami, kiedy próbuje zobrazować stany lękowe - potrafi ubrać w słowa to, co w psychiatrii bywa trudne do zdefiniowania, obalając przy tym zakorzeniony w społeczeństwie, niemalże komiksowy mit, że OCD to jedynie nieszkodliwy pedantyzm i równe układanie ubrań w szafie.
Mocną stroną tej publikacji jest niewątpliwie jej autentyczność i emocjonalny wulkan, który bije z kolejnych rozdziałów. Gordon nie stawia sobie pomnika, nie wybiela swoich toksycznych decyzji, nie romantyzuje nałogów ani nie serwuje nam ckliwej, hollywoodzkiej opowieści o natychmiastowym uzdrowieniu po jednej wizycie u terapeuty. Pokazuje, że wychodzenie na prostą to proces pełen potknięć, nawrotów i ciągłej czujności. Ogromną wartością książki jest też jej uniwersalny, misyjny wręcz charakter - to lektura, która zdejmuje tabu z chorób psychicznych, pokazując, że mogą one dotknąć każdego, niezależnie od sukcesów zawodowych. Daje ogromne poczucie, że w swoim mroku człowiek nie jest odosobniony.
Książka ma jednak również swoje słabsze momenty, obok których trudno przejść obojętnie. W ogólnym rozrachunku struktura narracji bywa nieco chaotyczna, a autorka momentami ślizga się po tematach. O ile drobiazgowo analizuje pewne mechanizmy lękowe, o tyle niektóre potężne kryzysy, jak chociażby wychodzenie z głębokich uzależnień substancjalnych, zostają nagle ucięte lub potraktowane zbyt skrótowo, co pozostawia czytelnika z poczuciem narracyjnego niedosytu. Ponadto, w tekście pojawiają się fragmenty stricte publicystyczne, okraszone brytyjskimi statystykami i krytyką tamtejszego systemu opieki zdrowotnej. Choć rozumiem chęć osadzenia prywatnego dramatu w szerszym kontekście społecznym, te partie tekstu wybijają z rytmu i niepotrzebnie spłaszczają intymny, głęboki ton autobiografii. Można też odnieść wrażenie, że Gordon, desperacko próbując udowodnić, że osoby z zaburzeniami są „normalne”, niechcący tworzy pewien dystans wobec pacjentów z głębszymi, bardziej widocznymi objawami, co stoi w lekkiej sprzeczności z jej misją całkowitej inkluzywności.
Moja subiektywna opinia balansuje gdzieś pomiędzy zachwytem nad odwagą autorki a poczuciem, że literacko nie jest to dzieło wybitne. To po prostu dobra, potrzebna i niezwykle sprawnie napisana książka, która potrafi jednocześnie rozbawić do łez i wywołać bolesny ścisk w gardle. Choć po odłożeniu jej na półkę nie miałam poczucia, że ta historia zostanie we mnie na całe lata czy diametralnie zmieni mój światopogląd, to czas spędzony z Bryony uważam za niezwykle wartościowy. To doskonała, oczyszczająca lektura na wieczór, która zmusza do refleksji nad tym, jak starannie potrafimy maskować przed światem swoje wewnętrzne pęknięcia.