Okładka książki - Byłam na dnie

Byłam na dnie


Ocena: 4 (1 głosów)
opis

„Byłam na dnie” Bryony Gordon to pozycja, która na polskim rynku wydawniczym pojawia się w idealnym momencie, choć od jej brytyjskiej premiery minęła już dekada. Jako recenzentka podchodziłam do tej autobiografii z pewnym dystansem - historie o wychodzeniu z kryzysów psychicznych bywają albo nieznośnie patetyczne, albo skrojone pod tanią sensację. Gordon jednak wymyka się tym ramom, serwując nam opowieść, która przypomina nocne, wielogodzinne rozmowy w kuchni, gdzie maski opadają same z siebie. To kronika dwóch dekad chaosu, w którym autorka bez cenzury i bez próby przypodobania się komukolwiek rozlicza się ze swoimi demonami, od skomplikowanej codzienności z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, przez autodestrukcyjne zakręty życiowe i uzależnienia, aż po macierzyństwo i próbę posklejania wszystkiego w jedną, stabilną całość.

Stylistyka tej książki to jej najbardziej wyrazisty, a zarazem najbardziej polaryzujący element. Bryony Gordon pisze z lekkością rasowej felietonistki. Stosuje język bardzo bezpośredni, momentami wręcz potoczny czy przesiąknięty specyficzną, współczesną dynamiką, co sprawia, że przez te ponad trzysta stron dosłownie się płynie. Ta forma ma jednak dwie strony medalu. Autorka operuje potężną dawką specyficznego, autoironicznego, momentami wręcz wisielczego humoru. Ten sardoniczny dystans i ciągłe żartowanie z własnych dramatów dla jednych będą zbawiennym wentylem bezpieczeństwa, który sprawia, że ciężka tematyka nie przytłacza, dla innych zaś mogą wydać się maską, która momentami zbyt mocno spłyca powagę opisywanych doświadczeń. Warto docenić jednak to, jak genialnie Gordon operuje metaforami, kiedy próbuje zobrazować stany lękowe - potrafi ubrać w słowa to, co w psychiatrii bywa trudne do zdefiniowania, obalając przy tym zakorzeniony w społeczeństwie, niemalże komiksowy mit, że OCD to jedynie nieszkodliwy pedantyzm i równe układanie ubrań w szafie.

Mocną stroną tej publikacji jest niewątpliwie jej autentyczność i emocjonalny wulkan, który bije z kolejnych rozdziałów. Gordon nie stawia sobie pomnika, nie wybiela swoich toksycznych decyzji, nie romantyzuje nałogów ani nie serwuje nam ckliwej, hollywoodzkiej opowieści o natychmiastowym uzdrowieniu po jednej wizycie u terapeuty. Pokazuje, że wychodzenie na prostą to proces pełen potknięć, nawrotów i ciągłej czujności. Ogromną wartością książki jest też jej uniwersalny, misyjny wręcz charakter - to lektura, która zdejmuje tabu z chorób psychicznych, pokazując, że mogą one dotknąć każdego, niezależnie od sukcesów zawodowych. Daje ogromne poczucie, że w swoim mroku człowiek nie jest odosobniony.

Książka ma jednak również swoje słabsze momenty, obok których trudno przejść obojętnie. W ogólnym rozrachunku struktura narracji bywa nieco chaotyczna, a autorka momentami ślizga się po tematach. O ile drobiazgowo analizuje pewne mechanizmy lękowe, o tyle niektóre potężne kryzysy, jak chociażby wychodzenie z głębokich uzależnień substancjalnych, zostają nagle ucięte lub potraktowane zbyt skrótowo, co pozostawia czytelnika z poczuciem narracyjnego niedosytu. Ponadto, w tekście pojawiają się fragmenty stricte publicystyczne, okraszone brytyjskimi statystykami i krytyką tamtejszego systemu opieki zdrowotnej. Choć rozumiem chęć osadzenia prywatnego dramatu w szerszym kontekście społecznym, te partie tekstu wybijają z rytmu i niepotrzebnie spłaszczają intymny, głęboki ton autobiografii. Można też odnieść wrażenie, że Gordon, desperacko próbując udowodnić, że osoby z zaburzeniami są „normalne”, niechcący tworzy pewien dystans wobec pacjentów z głębszymi, bardziej widocznymi objawami, co stoi w lekkiej sprzeczności z jej misją całkowitej inkluzywności.

Moja subiektywna opinia balansuje gdzieś pomiędzy zachwytem nad odwagą autorki a poczuciem, że literacko nie jest to dzieło wybitne. To po prostu dobra, potrzebna i niezwykle sprawnie napisana książka, która potrafi jednocześnie rozbawić do łez i wywołać bolesny ścisk w gardle. Choć po odłożeniu jej na półkę nie miałam poczucia, że ta historia zostanie we mnie na całe lata czy diametralnie zmieni mój światopogląd, to czas spędzony z Bryony uważam za niezwykle wartościowy. To doskonała, oczyszczająca lektura na wieczór, która zmusza do refleksji nad tym, jak starannie potrafimy maskować przed światem swoje wewnętrzne pęknięcia.

Informacje dodatkowe o Byłam na dnie:

Wydawnictwo: RM
Data wydania: 2026-05-06
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN: 9788384001509
Liczba stron: 312
Tytuł oryginału: Mad Girl
Dodał/a opinię: auraliteracka

więcej
Zobacz opinie o książce Byłam na dnie

Kup książkę Byłam na dnie

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Recenzje miesiąca Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy