Nowy Jork, 1948 rok. W wirze bożonarodzeniowych zakupów dziewiętnastoletnia Therese, pracująca dorywczo sprzedawczyni z aspiracjami scenograficznymi, spotyka elegancką i dojrzałą Carol Aird. To przypadkowe spotkanie w domu towarowym Frankenberga staje się początkiem intensywnej fascynacji, która uwalnia w Therese głęboko skrywany niepokój i potrzebę ucieczki od własnego życia.
To, co zaczyna się jako beztroska wyprawa samochodowa przez Amerykę, szybko zmienia się w walkę o tożsamość i macierzyństwo. Historia Carol i Therese to emocjonalna podróż ku niezależności, opowiadająca o cenie, jaką trzeba zapłacić za autentyczność w obliczu skandalu i odrzucenia społecznego.
"Carol" (pierwotnie wydana pod tytułem "The Price of Salt" i pseudonimem Claire Morgan) to intymna i nastrojowa opowieść psychologiczna. Highsmith zaoferowała czytelnikom dzieło, które wstrząsnęło ówczesną literaturą. Było pierwszą amerykańska powieścią o związku lesbijskim, która nie skazywała bohaterek na samobójstwo ani powrót do mężczyzn, ale kończyła się optymistycznie. Jej wydanie w latach 50. w nakładzie blisko miliona egzemplarzy stało się kulturowym wydarzeniem. Autorka ośmieliła czytelniczki, które pisały: ,,Dziękuję za opisanie takiej historii. Jest trochę podobna do mojej...".
Odkryj przełomową klasykę, na podstawie której powstał słynny film z Cate Blanchett i Rooney Marą, nominowany do Oscara i nagród BAFTA.
Czy miłość jest warta, by ryzykować utratę wszystkiego?
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Data wydania: 2026-02-11
Kategoria: Inne
ISBN:
Liczba stron: 320
Tytuł oryginału: Carol
Kiedy ta kobieta stanie na Twojej drodze, stracisz dla niej głowę. Nie oprzesz się urokowi, który wokół roztacza. Poczujesz potrzebę bycia zawsze obok niej. Mowa o tytułowej bohaterce powieści Patricii Highsmith - „Carol”, której wznowienie ukazało się niedawno nakładem Oficyny Literackiej Noir sur Blanc w przekładzie Krzysztofa Obłuckiego.
Patricia Highsmith, znana z mrocznych thrillerów psychologicznych, w „Carol” odsłania zupełnie inne oblicze. Z jednej strony to historia miłosna: intensywna, pełna napięcia i niepewności. Z drugiej: studium samotności, społecznych konwenansów i ceny, jaką płacimy za odwagę bycia sobą.
Spotkanie Therese i Carol jest przypadkowe, lecz naznaczone magnetycznym przyciąganiem. W tej powieści więcej dzieje się między wierszami niż w samych dialogach. Autorka doskonale oddaje stan zakochania: tę mieszaninę fascynacji, lęku i ekscytacji, kiedy każda chwila spędzona razem wydaje się jednocześnie darem i zagrożeniem.
Nie sposób czytać „Carol” bez uwzględnienia kontekstu czasu, w którym powstała. Lata 50. XX wieku w Stanach Zjednoczonych nie były przestrzenią sprzyjającą otwartości wobec związków jednopłciowych. Highsmith i w tej kwestii wykazała się odwagą. Co jednak najważniejsze, stworzyła historię, która nie kończy się moralnym potępieniem ani tragiczną karą. To opowieść o miłości, która domaga się prawa do istnienia, nawet jeśli świat próbuje ją zdusić.
„Carol” to powieść o spojrzeniach, które znaczą więcej niż słowa. O ciszy, w której rodzi się decyzja. O wyborze między bezpieczeństwem a prawdą o sobie. To także historia dojrzewania, nie tylko młodziutkiej Therese, ale i czytelnika, który konfrontuje się z pytaniem, ile jest gotów poświęcić w imię miłości.
Ta książka uwodzi powoli. Nie krzyczy, nie epatuje dramatyzmem. Jeśli pozwolisz jej się prowadzić, zrozumiesz, że to nie tylko opowieść o romansie. To historia o wolności, która zaczyna się od odwagi spojrzenia komuś prosto w oczy i powiedzenia mu: wybieram ciebie.
Polecam, bo dla mnie Highsmith w „Carol” wyprzedziła swoje czasy.
"Carol" to druga książka Patrici Highsmith, którą miałam okazję przeczytać. Niestety podobała mi się mniej jak "Drżąca ręka fałszerza".
Książka jest interesująca i na pewno była czymś wyjątkowym w czasie kiedy po raz pierwszy została wydana. Mówimy przecież o roku 1952, bo wtedy miała swoją premierę, a ze względu na tematykę myślę, że mogła być problematyczna. W końcu była to pierwsza amerykańska powieść o związku lesbijskim, która miała pozytywne zakończenie.
Nie jest to za bardzo moja tematyka, też sposób w jaki autorka pisze wg mnie jest ciężki w odbiorze, a mimo to ma w sobie to coś.
To opowieść o podróży, autentyczności, walce o tożsamość, o odrzuceniu społecznym, pełna emocji. To powieść psychologiczna, poruszająca różne tematy i konfrontująca bohaterów i ich myśli.
Na pewno jest to ciekawa pozycja, ale również trudna i nie każdemu może odpowiadać. Mimo to uważam, że warto po nią sięgnąć.
,,Carol" Patrici Highsmith to powieść, która zamiast wielkich uniesień wybiera ciszę, zamiast dramatycznych gestów - spojrzenia i półsłowa. Jej siła tkwi w przyciszonej narracji, w napięciu budowanym dyskretnie, niemal niezauważalnie, a jednak konsekwentnie.
Akcja rozgrywa się w Nowym Jorku 1948 roku. W świątecznym zgiełku dziewiętnastoletnia Therese, pracująca dorywczo w domu towarowym i marząca o scenografii, spotyka elegancką, pewną siebie Carol. To przypadkowe spotkanie przeradza się w fascynację, która dla Therese staje się impulsem do konfrontacji z własnym życiem - jego nijakością, zależnościami i niesprecyzowanym lękiem. I właśnie w tej powściągliwości tkwi jej siła.
Wspólna podróż samochodem przez Amerykę - z pozoru spontaniczna i beztroska - zamienia się w emocjonalną próbę sił. W tle rozgrywa się dramat Carol walczącej o prawo do opieki nad dzieckiem, a nad bohaterkami unosi się widmo skandalu i społecznego ostracyzmu. Highsmith z wyczuciem pokazuje, jak kruche bywa szczęście w świecie, który nie dopuszcza inności, a jednocześnie jak wielką siłę daje autentyczność. To opowieść o dojrzewaniu do siebie, o cenie, jaką płaci się za prawdę o własnych uczuciach, i o determinacji, by nie pozwolić światu zdefiniować swojego szczęścia.
Autorka opowiada tę historię w sposób subtelny i nieco tajemniczy. Nie epatuje erotyzmem - uczucie między bohaterkami wyraża się w napięciu, w niedopowiedzeniach, w emocjonalnym drżeniu. W ciszy spojrzeń i w napięciu niedopowiedzeń Highsmith zawarła historię, która do dziś pozostaje poruszająca i zaskakująco aktualna. Dzięki tej powściągliwości relacja Carol i Therese zyskuje głębię i wiarygodność - to nie skandal jest tu najważniejszy, lecz wewnętrzne dojrzewanie i powolne odkrywanie własnej tożsamości.
,,Carol" pozostaje intymną opowieścią psychologiczną o dojrzewaniu, miłości i poszukiwaniu szczęścia wbrew społecznym konwenansom. To literatura cicha, lecz stanowcza - taka, która nie krzyczy, ale zostaje w czytelniku na długo.
Trzecia książka o Tomie Ripleyu rozpoczyna się w momencie, kiedy do posiadłości Belle Ombre, gdzie mieszka Ripley z żoną, przyjeżdża Reeves Minot. Prosi...
Kolejny zbiór czternastu opowiadań Patricii Highsmith, w których autorka z ogromnym talentem narracyjnym przedstawia portrety psychologiczne swych bohaterów...
Przeczytane:2026-06-07,
Jedno spojrzenie i nagle pojawia się ten niezwykły magnetyzm. Potem kartka z życzeniami i spotkanie. Niby wszystko pięknie, ale czy czasy sprzyjają temu uczuciu. Nowy Jork, końcówka lat 40-tych. Młoda Therese, pracująca w domu towarowym, dostrzega Carol. Chwila rozmowy i okazuje się, że kobieta mocno ją fascynuje i rozbudza chęć ucieczki od dotychczasowego życia.
Jak ważny w odbiorze jest czas, kiedy dana powieść powstała? Patricia Higsmith wydała „Carol” na początku lat 50-tych. Jak możemy przeczytać w jej komentarzu, nie były to czasy szczególnie przychylne związkom homoseksualnym, a ona napisała powieść o miłości dwóch kobiet i do tego tej miłości nie potępia. Owszem, tworzy skomplikowane bohaterki, które będą musiały stanąć przed różnymi dylematami, jednak samo uczucie jest czymś na swój sposób wyzwalającym. Takie podejście do tematu nie wpisywało się w ówczesne trendy literacki i moralne.
Wróćmy do mojego pytania o kontekst historyczny, a odbiór książki. Z jednej strony nie sposób jej czytać w oderwaniu od niego. Wtedy lepiej rozumiemy bohaterki, ich sytuacje, dylematy. Z drugiej strony on specjalnie nie pomaga w odbiorze, bo w końcu czytamy przez pryzmat własnych czasów i doświadczeń. W przypadku „Carol” nie do końca udało mi się wgryźć w sam wątek miłosny, w czym nie pomagało gros niedopowiedzeń i spokojne tempo – jednak i te rzeczy mają swój urok. Dostrzegłam jednak coś innego, bardzo ważnego w kontekście kobiecości i społecznych oczekiwań wobec kobiet. Therese nie jest może jakaś szczególnie charyzmatyczna postacią, ale od początku wyczuwa, że jej życie nie jest takie, o jakim marzy. Tu nie ma żadnej dramaturgii, ale jakieś subtelne poczucie, że to nie to. Spotkanie z Carol wyzwala w niej coś, uświadamia, jak bardzo chce żyć inaczej. I za to pokochałam Theresę. Za odwagę w stawieniu czoła temu, kim chce być, pomimo świata i konwenansów.
Patricia Highsmith oddała w ręce czytelników cudowną, subtelną i jakże kobiecą książkę. Analizując ją teraz odeszłabym nieco od szokującego kiedyś przewodniego wątku homoseksualnego, a skupiła się na szeroko pojętych pragnieniach własnych. Bo ta książka jest przełomowa nie tylko dlatego, iż autorka odważnie podeszłą do spraw miłości, ona jest odważna, bo rozpala w kobietach chęć do wewnętrznej rewolucji. Highsmith nie każe nam się dostosowywać i być pokornymi. Patrząc na jej bohaterki chcemy być sobą. „Carol” może przeżyć swój renesans, bo coraz więcej mówi się o tym, że kobiety mają prawo chcieć i coraz częściej uczy się je jak te pragnienia wyrażać. Piękna rzecz.