On szuka idealnej żony, ona - idealnego partnera na jedną noc.
Agentka literacka Zoey Moody z hukiem opuszcza świat wydawniczy Manhattanu i przenosi się do małego miasteczka w Pensylwanii. Jej konto bankowe świeci pustkami. Aby jakoś związać koniec z końcem, zaczyna wyprzedawać designerską garderobę. Na szczęście ma też plan, aby ponownie wspiąć się na szczyt. I nic, ale to nic nie stanie jej na przeszkodzie poza... mierzącym sto osiemdziesiąt osiem centymetrów Gage'em Bishopem.
Gage jest inteligentny, poważny i seksowny. Pracuje w kancelarii prawniczej, a po godzinach wszystkie siły oddaje pracy w rodzinnej firmie budowlanej, tak jak i jego równie przystojni bracia. No i chce się żenić.
Zoey może być najpiękniejszą i najbardziej irytującą kobietą, jaką Gage kiedykolwiek spotkał, ale to za mało, by stworzyć związek. Ona ma alergię na zobowiązania i boi się zwierząt, nigdy nie mogłaby dać mu tego, czego pragnie. A on mieszka w przebudowanej stodole, z golden retrieverem, który nie rozumie, co to znaczy przestrzeń osobista.
Kiedy światem Gage'a wstrząsa druzgocąca rodzinna tajemnica, mężczyzna choć na chwilę chce o wszystkim zapomnieć. Ta jedna noc może wiele zmienić lub... wszystko zrujnować. Tak, to drugie jest bardziej prawdopodobne.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2026-05-20
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 648
Tytuł oryginału: Mistakes Were Made
💜 RECENZJA 💜
„Dawne błędy w Story Lake”
Autor: Lucy Score
Wydawnictwo: Gorzka Czekolada
"..... czasami najlepsze nowe rozdziały rozpoczynają się od katastrofy."
„Dawne błędy w Story Lake” to historia, która otula czytelnika ciepłem małego miasteczka, rozbawia błyskotliwymi dialogami, wzrusza emocjonalnymi momentami i przypomina, że życie potrafi pisać scenariusze znacznie lepsze od tych, które sami dla siebie planujemy.
Z uśmiechem śledziłam losy bohaterów, śmiałam się z ich błyskotliwych przekomarzań, wzruszałam ich historią i niepostrzeżenie zaczęłam traktować ich jak starych znajomych. To jedna z tych opowieści, które otulają czytelnika ciepłem, wywołują całą gamę emocji i sprawiają, że po przeczytaniu ostatniej strony trudno pogodzić się z faktem, że to już koniec.
Lucy Score zabrała mnie do miejsca, które żyje własnym rytmem, gdzie wszyscy wiedzą o sobie wszystko, plotki rozchodzą się szybciej niż światło, a spokój jest tylko pozorny. Story Lake nie jest zwykłym miasteczkiem. To społeczność pełna ekscentryków, ludzi o wielkich sercach, zwariowanych pomysłów i wydarzeń, które trudno byłoby wymyślić gdziekolwiek indziej. To właśnie ten niepowtarzalny klimat sprawia, że od pierwszych stron czułam się tak, jakbym wracała do starych znajomych.
W centrum tej historii stoi Zoey i Gage, para, która teoretycznie nie powinna do siebie pasować.
Każde z nich niesie własny bagaż doświadczeń, własne lęki i blizny, które wciąż przypominają o sobie każdego dnia.
I właśnie to pokochałam najbardziej.
Ona wnosi do życia chaos, spontaniczność i energię, której nie sposób okiełznać. Za jej ciętym językiem i pewnością siebie kryje się jednak ktoś, kto od lat nosi w sobie niewidoczne rany. Ktoś, kto nauczył się nie oczekiwać zbyt wiele od ludzi i jeszcze mniej od miłości.
On, to człowiek, który nie lubi pozostawiać niczego przypadkowi. Ceni kontrolę, uwielbia mieć wszystko dokładnie zaplanowane i zawsze patrzy kilka kroków naprzód. Poczucie bezpieczeństwa buduje na solidnych fundamentach, a przyszłość woli kreślić własną ręką, niż zdawać się na kaprysy losu.
To nie jest tylko romans oparty na przyciąganiu przeciwieństw. To opowieść o ludziach, którzy próbują odnaleźć swoje miejsce, nauczyć się ufać i uwierzyć, że zasługują na miłość. Autorka z dużą wrażliwością pokazuje, jak przeszłość potrafi wpływać na nasze decyzje i jak trudno czasem pozwolić komuś zburzyć mury budowane przez lata.
Relacja Zoey i Gage'a rozwija się w sposób, który wywoływał we mnie całą gamę emocji. Były momenty pełne napięcia, rozczulające sceny, od których miękło serce, ale też takie, przy których policzki bolały od śmiechu. Chemia między bohaterami jest wyczuwalna od pierwszych spotkań, jednak to nie namiętność najbardziej przyciąga uwagę, lecz sposób, w jaki stopniowo uczą się siebie nawzajem.
Ogromnym atutem książki są również bohaterowie drugoplanowi. Rodzina Bishopów to prawdziwy żywioł. Ich relacje, wzajemne docinki i niekończące się rodzinne zamieszanie wielokrotnie wywoływały u mnie szczery śmiech. Do tego dochodzą zwierzęta, które skutecznie kradną wiele scen i sprawiają, że historia nabiera jeszcze więcej uroku.
Pod warstwą humoru Lucy Score przemyca jednak znacznie więcej. Pojawiają się trudniejsze tematy związane z poczuciem odrzucenia, potrzebą akceptacji, neuroróżnorodnością oraz wpływem dziecięcych doświadczeń na dorosłe życie. Dzięki temu powieść nie jest wyłącznie lekkim romansem, ale historią, która potrafi poruszyć i skłonić do refleksji.
Najbardziej urzekło mnie jednak to, jak wiele ciepła kryje się między stronami tej książki. To jedna z tych historii, które przypominają, że rodzina nie zawsze oznacza więzy krwi, a dom można odnaleźć tam, gdzie ktoś widzi nas naprawdę.
„Dawne błędy w Story Lake” to książka pełna humoru, wzruszeń, romantyzmu i niezwykłej atmosfery małego miasteczka. Historia, która poprawia humor, rozgrzewa serce i sprawia, że po zakończeniu ma się ochotę natychmiast wrócić do Story Lake.
Jeśli kochacie romanse z charakterem, bohaterów, których nie da się nie polubić, rodzinny klimat i opowieści pozostawiające po sobie ciepły ślad w sercu, koniecznie dajcie tej książce szansę.
To jedna z tych historii, które przypominają, że czasami największe szczęście znajduje się tam, gdzie wcale go nie szukamy.
💚„Dawne błędy w Story Lake” to powrót do Story Lake. Poznaliśmy już historię Hanzel i Cama w „Nowy rozdział w Story Lake”- w tym tomie bohaterowie towarzyszą Zoey i Gage’wi,więc warto ich wcześniej poznać,by ujrzeć dalsze ich losy.
💚Historia zabiera czytelnika do miejsca w którym wszyscy wszystkich znają, a przypadki wcale nie są przypadkowe.Wszystko dzieje się po coś i nasi bohaterowie się o tym przekonają. Splot wydarzeń,śmieszne sytuacje i spotkania pokazują,że życie nie jest proste. Dopiero bliskość i spontaniczność może przynieść coś wartościowego. Nie brakuje dobrego humoru,który rozładowuje często trudne sytuacje oraz chwile będących trudnymi do pojęcia.Mam tu na myśli-z jednej strony świetną relacje z rodzicami,a z drugiej-niekoniecznie. Ta relacja rani serce,gdy rodzice nie wspierają dziecka a tylko zrzucają na niego winy. To boli,ponieważ dzieci potrzebują wsparcia-nieważne ile mają lat.
💚Opowieść znakomicie oddaje klimat małomiasteczkowego miejsca. Autorka nie zapomina dodać w tej historii ważnych i trudnych tematów z którymi muszą zmierzyć się bohaterowie. To daje atutu tej powieści,ponieważ serce się ściska,gdy poznajemy szczegóły z życia postaci oraz akceptację tego,co los im przyniósł.
💚„Dawne błędy w Story Lake” to opowieść o trudach dnia codziennego i przyjaźni na którą można liczyć.To także piękne relacje mające duży potencjał na więcej,gdy bohaterowie odważą się na wspólne chwile.
💚Czytajcie-polecam💚🤌
Są powieści, które się czyta, są również takie, które całkowicie pochłaniają i odrywają od rzeczywistości. Właśnie do tych niesamowitych pozycji należy drugi tom urzekającej serii ,,Story Lake". Lucy Store operuje nadzwyczaj lekkim i przyjemnym piórem, dzięki czemu zaintrygowani płyniemy po kolejnych stronach, nie mogąc i nawet nie chcąc oderwać się od lektury. Ta historia to przede wszystkim emocje, silne, odurzające i niesamowicie sprzeczne, tak jak w prawdziwym życiu! Dołóżmy do tego solidną porcję znakomitego humoru, trudne dylematy i doskonałe kreacje bohaterów, a ponownie otrzymamy nieodkładalną perełkę, którą chłonie się z wypiekami na twarzy.
Lucy Store po raz kolejny funduje swoim czytelniczkom porywający emocjonalny rollercoaster, który nie daje ani chwili wytchnienia. Błyskotliwy styl, intrygujące postacie, wyjątkowy małomiasteczkowy klimat, dopełniony porcją napięcia, a w tle niepohamowane uczucie, wystawione na zbyt wiele prób, będące zarazem przekleństwem, jak i błogosławieństwem. Tak, to zdecydowanie historia, jaką ciężko się delektować, ciekawość losów bohaterów bowiem błyskawicznie przyjmuje kontrolę nad czytającym, w efekcie czego kartki przelatują przez palce w iście zawrotnym tempie.
Doskonale nakreślone zostały portrety psychologiczne bohaterów. Są ludźmi z krwi i kości, popełniają błędy, zmagają się z mrocznymi demonami, które odbiły się na nich piętnem, muszą także dokonywać trudnych wyborów. Poznajemy ich bardzo dokładnie, a śledzenie jak rozwija się uczucie między nimi to czysta przyjemność. Bardzo polubiłam zarówno charakterną Zoey, jak i uporządkowanego Gage'a i mimo wielu różnic między nimi, kibicowałam tej dwójce całym sercem!
Mistrzowskie kreacje bohaterów, nieszablonowa historia, rozbrajające przekomarzanie się bohaterów i silna dawka obezwładniających emocji, a wszystko nakreślone nadzwyczaj przyjemnym piórem. Zapewniam, że ta piękna, słodko-gorzka małomiasteczkowa historia, w której bohaterowie muszą zmierzyć się z licznymi przeciwnościami losu, jak i z własnymi demonami, błyskawicznie skradnie Wasze serca i pozostawi po sobie ślad już na zawsze! Polecam!?
Czy zdarzyło Ci się kiedyś wejść w relację z przekonaniem, że absolutnie nie nadajesz się do miłości, a jednak ,,ta właściwa" osoba zburzyła mur i udowodniła, że miłość może nadać sens Twojemu życiu?
,,Dawne błędy w Story Lake" Lucy Score to historia, która z jednej strony daje ogrom komfortu, humoru i romantycznego ciepła, a z drugiej bardzo niespodziewanie trafia prosto w emocje. I muszę przyznać, że po raz drugi przepadłam w tym urokliwym miasteczku.
Lucy Score po raz kolejny zabiera nas do Story Lake, miejsca, które działa trochę jak terapia grupowa, trochę jak rodzinny chaos, a trochę jak pole minowe pełne absurdalnych sytuacji i ciętych ripost. I właśnie za to uwielbiam tę serię. Tutaj naprawdę czuć społeczność. Tych bohaterów się nie tylko poznaje - ich po prostu zaczyna się lubić, nawet jeśli momentami mają ochotę pozabijać się nawzajem.
Tym razem centrum wydarzeń stanowią Zoey i Gage. I co to było za zestawienie!
Zoey jest chodzącym chaosem. Głośna, impulsywna, emocjonalna, uciekająca od zobowiązań i próbująca udawać, że wszystko ma pod kontrolą. Tylko że im lepiej ją poznawałam, tym bardziej widziałam kobietę, która przez lata nauczyła się nie ufać ani innym, ani samej sobie. Jej humor, cięty język i lekko szalona energia są tak naprawdę tarczą ochronną. I Lucy Score świetnie to pokazała, bo Zoey nie jest po prostu ,,zwariowaną bohaterką romansu". Ona niesie ze sobą ogrom emocjonalnego bagażu.
Z kolei Gage... Och, Gage Bishop to definicja green flaga. Odpowiedzialny, spokojny, poukładany, opiekuńczy i momentami aż niebezpiecznie idealny. Ale Lucy Score nie byłaby sobą, gdyby pod tą perfekcyjną fasadą nie ukryła czegoś znacznie trudniejszego. Bardzo podobało mi się to, że autorka pokazała, iż nawet ludzie, którzy wydają się najbardziej stabilni, również noszą w sobie stare rany i rodzinne ciężary.
Relacja między Zoey a Gage'em opiera się przede wszystkim na kontraście charakterów i właśnie dlatego tak bardzo mi się podobała. Ona panicznie boi się zobowiązań. On marzy o stabilizacji i rodzinie. Ona chce jednej nocy bez konsekwencji. On szuka kobiety na całe życie. I niby wszystko wskazuje na to, że ta relacja nie ma prawa się udać... ale chemia między nimi jest wręcz niesamowita!
Lucy Score po raz kolejny udowodniła, że potrafi pisać dialogi, przy których człowiek śmieje się na głos. Serio. Ta książka jest pełna absurdalnych sytuacji, przepychanek słownych, rodzinnego chaosu, zwierzaków bez poczucia granic i mieszkańców Story Lake, którzy wtrącają się absolutnie we wszystko. A jednak między tym humorem bardzo wyraźnie przebijają się trudniejsze tematy. I właśnie to najbardziej mnie tutaj kupiło.
Bo ,,Dawne błędy w Story Lake" to nie jest tylko lekki small town romance. To również historia o traumach wyniesionych z dzieciństwa, o braku akceptacji, o zdrowiu psychicznym i o tym, jak bardzo przeszłość potrafi wpływać na nasze relacje. Autorka porusza te tematy z dużą wrażliwością, nie odbierając historii jej lekkości. Wręcz przeciwnie - mam wrażenie, że dzięki temu bohaterowie stają się jeszcze bardziej prawdziwi.
No i bracia Bishop... Ja uwielbiam tę rodzinę. Ich wzajemne dogryzanie sobie, przepychanki i momenty, w których zachowują się jak grupa przerośniętych dzieci, są absolutnie bezcenne. Ale kiedy dzieje się coś złego, stają za sobą murem i właśnie wtedy najmocniej widać, jak silne są rodzinne więzi w tej historii.
,,Dawne błędy w Story Lake" to książka, która jednocześnie bawi, wzrusza i daje dokładnie to uczucie otulenia, którego czasami człowiek bardzo potrzebuje. Małomiasteczkowy klimat, świetny humor, emocjonalna głębia i bohaterowie, których po prostu chce się odwiedzać raz za razem.
I tak... po skończeniu ostatniej strony od razu miałam ochotę wrócić do Story Lake.
Ocena: 9/10
,,Dawne błędy w Story Lake" to dla mnie przede wszystkim książka, przy której naprawdę się odcinałam od wszystkiego. Taka, która wciąga w swój świat i nagle orientujesz się, że już jesteś w środku tych wszystkich relacji, napięć i małomiasteczkowego chaosu i wcale nie masz ochoty z niego wychodzić.
Story Lake ma w sobie coś bardzo specyficznego. To nie jest spokojne, sielskie miejsce, tylko takie, gdzie emocje są zawsze trochę za głośne, ludzie reagują szybciej niż powinni, a wszystko krąży wokół wszystkich. I właśnie to robi klimat. Czasem jest zabawnie do tego stopnia, że aż człowiek się uśmiecha pod nosem, a czasem pojawia się takie ,,o nie, to poszło za daleko", bo sytuacje naprawdę potrafią się zagęścić.
Ta książka ma świetne wyczucie balansu. Bo z jednej strony jest lekko, momentami wręcz bardzo zabawnie, dialogi potrafią rozładować napięcie w idealnym momencie i sprawić, że człowiek naprawdę się śmieje. A z drugiej strony nagle trafiają się sceny, które uderzają emocjonalnie i przypominają, że za tym wszystkim stoją ludzie z trudnymi doświadczeniami, niewygodnymi relacjami i rzeczami, które wcale nie są proste do przepracowania.
I to właśnie relacje robią tu największą robotę. One są żywe, trochę nieokrzesane, pełne zderzeń charakterów, ale też takich momentów, kiedy czujesz, że między bohaterami dzieje się coś więcej niż tylko zwykła wymiana zdań. Czasem jest napięcie, czasem frustracja, czasem coś, co trudno nazwać, ale bardzo się to czuje. I przez to książka tak wciąga, bo człowiek chce wiedzieć, jak oni sobie z tym wszystkim poradzą, czy w ogóle sobie poradzą i czy nie rozpadnie się to wszystko w najmniej odpowiednim momencie.
Do tego dochodzi humor, który naprawdę mnie kupił. Nie taki ,,wstawiony na siłę", tylko wynikający z sytuacji, często trochę absurdalnych, czasem niezręcznych, czasem takich, że człowiek łapie się za głowę. I to sprawia, że nawet trudniejsze momenty nie robią się ciężkie do udźwignięcia, tylko bardziej ,,życiowe".
Podobało mi się też to, że ta historia nie udaje, że wszystko da się łatwo poukładać. Są tematy trudniejsze, są emocje, które nie znikają po jednej rozmowie i są rzeczy, które zwyczajnie bolą. Ale jednocześnie całość nie tonie w dramacie, tylko płynie między śmiechem a napięciem, między lekkością a czymś bardziej poważnym.
I właśnie dlatego bawiłam się przy tej książce naprawdę dobrze. To nie była historia, którą się tylko czytało. To była taka, w której się było, trochę jak w miejscu, z którego nie chce się wychodzić, mimo że momentami wszystko tam jest zbyt intensywne.
Powrót do Story Lake to jak odwiedziny w miejscu, które jest jednocześnie kompletnie absurdalne i niesamowicie przytulne. Małe miasteczko w Pensylwanii ponownie wciąga czytelnika w swoją sieć plotek, dziwacznych wydarzeń i mieszkańców, których po prostu nie da się nie pokochać. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim krąży orzeł bielik, który -- mniej lub bardziej przypadkiem -- znowu miesza w ludzkich uczuciach.
Tym razem historia skupia się na Zoey Moody i Gage'u Bishopie, którego mogliśmy już wcześniej poznać. Ona to agentka literacka w życiowym kryzysie -- roztrzepana, impulsywna i wiecznie pogubiona, ale przy tym ambitna, lojalna i pełna wewnętrznego ciepła. On jest jej całkowitym przeciwieństwem: spokojny, odpowiedzialny, poukładany i niezawodny. Gage to typ mężczyzny, który naprawi dach, zrobi pranie, ugotuje obiad i jeszcze upewni się, że wszyscy wokół czują się bezpiecznie.
Lucy Score po raz kolejny świetnie wykorzystuje motyw przeciwieństw. Zoey i Gage teoretycznie do siebie nie pasują -- ona kocha wielkie miasto i chaos, on marzy o stabilizacji w ukochanym Story Lake. Jednak chemia między nimi jest wyczuwalna od pierwszych stron i właśnie to napięcie napędza całą historię.
,,A może zawsze byłaś właściwą osobą, tyle że do tej pory poznawałaś tylko te niewłaściwe".
Relacja bohaterów rozwija się powoli, ale bardzo naturalnie. To slow burn oparty nie na wielkich deklaracjach, a na codzienności -- wspólnych obowiązkach, rozmowach i drobnych gestach. I właśnie dzięki temu ich uczucie wydaje się autentyczne. Najbardziej urzeka to, że choć oboje zapierają się przed związkiem, tak naprawdę od początku tworzą coś głębokiego i prawdziwego.
Zoey jest bohaterką, której bardzo łatwo kibicować. Im więcej odkrywamy o jej przeszłości i emocjach, tym bardziej chce się, by w końcu uwierzyła w siebie i swoje szczęście. Gage natomiast to definicja ,,book boyfriend" -- cierpliwy, opiekuńczy i gotowy zrobić wszystko dla bliskich. Jego próby nadążenia za chaotycznym światem Zoey są jednocześnie urocze i zabawne.
Ogromnym atutem książki pozostaje samo Story Lake. To miejsce pełne ekscentrycznych tradycji i zwierząt zachowujących się lepiej niż niektórzy ludzie. Świnia wybierająca kapitanów drużyn, pies używający klaksonu czy orzeł kradnący bieliznę tworzą klimat, który trudno pomylić z czymkolwiek innym. Ten cykl ma w sobie coś niezwykle komfortowego -- daje poczucie ciepła, humoru i swojskości.
Poza romansem autorka ponownie porusza też bardziej emocjonalne tematy związane z rodziną Bishopów oraz śmiercią Millera. Ten wątek dodaje historii głębi i pokazuje, że pod lekką, humorystyczną warstwą kryją się prawdziwe emocje.
Nie zabrakło również rodzinnych przekomarzanek, ciętych dialogów i wzajemnego wsparcia między rodzeństwem, które są jednym z największych uroków tej serii.
To historia pełna humoru, ciepła i romantycznego napięcia, która idealnie sprawdzi się jako comfort read. Lucy Score po raz kolejny udowadnia, że potrafi tworzyć bohaterów, którym kibicuje się całym sercem. A zakończenie tylko sprawia, że jeszcze bardziej chce się sięgnąć po kolejny tom -- szczególnie historię komendanta policji i jego pisarskiego talentu.
W przypadku Riley Thorn nic nie było zwyczajne i proste. Były mąż użył wszystkich swoich wpływów, aby pozostawić ją bez grosza, upokorzoną. Straciła pracę...
Nie zakochujesz się w dziewczynie swojego brata ze szkoły średniej, córce szefa czy najlepszej przyjaciółce byłej żony. A już na pewno nie wtedy, kiedy...
Przeczytane:2026-06-19, Ocena: 6, Przeczytałam, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, 52 książki 2026, 26 książek 2026, 12 książek 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026,
W historię weszłam od drugiego tomu, więc nic dziwnego, że miałam wrażenie, iż ten zaczął się jakby na szybko. Podejrzewam, że to wielka kontynuacja, więc czytajcie raczej po kolei:-)
Sama lektura ma 648 stron i jest to spowodowane tym, że mamy nie tylko dużo opisów sytuacyjnych, ale również i myśli postaci, która lubi roztrząsać różne rzeczy domyślając się przyszłej reakcji na to, co jej się przytrafia. Sprawia to, że czasami plecie trzy po trzy, więc robi się naprawdę zabawnie. Cały humor nie jest jednoznaczny, gdyż bywa nieco cierpki, kiedy coś ją zdenerwuje, ale kiedy czuć, że coś ją załamuje, to robi się bardzo komicznie. Słowne docinki bywały bardzo humorystyczne, jakby opisywała osobną opowieść, która nie miała prawa się wydarzyć.
Autorka postanowiła złączyć parę bohaterów, którzy na pierwszy rzut oka nie mają nic ze sobą wspólnego. Mega zabawna agentka literacka i tak nie ogarnięta jak krupnik, który albo wyjdzie za gęsty, albo w ogóle się nie klei. Konto bankowe, które nie posiada wielu liczb i nagły brak domu, o czym dopiero co została poinformowana. Jednak najważniejsze są pozytywne myśli w których to zarabia okrągłe sumki dające jej niesamowitą wygodę:-) Wyjazd do wąskiej liczby społeczności był w sumie jedynym wyjściem jakie przyszło jej do głowy. Tam też znalazł się i on, mężczyzna bardzo poukładany niczym książki w bibliotece, gdzie można było przewidywać jego ruchy w które ona próbowała się wpasować. Ciekawie to wyglądało, ponieważ każdy z nich miał swoje osobne podejście do świata. To wszystko skąpane w małej miejscowości w której plotki niosły się echem błyskawicy i najważniejsze było to, co mówi czy robi sąsiad, bo ten z pewnością coś knuł:-) Sprawa między nimi rozwinęła się bardzo szybko, gdyż wpierw miała być niezobowiązująca znajomość, a później wyszło, że bez tych szalonych włosów nie da się funkcjonować:-)
Jeśli poszukujecie bardzo żywiołowej fabuły, nagłych zwrotów akcji, ciętych ripost i humoru co kilka stron, to ta książka, tylko od tomu pierwszego, powinna znaleźć się na waszej liście:-)