Quantcast

Dom nad błękitnym morzem

Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2022-08-10
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788328724952
Liczba stron: 416
Tytuł oryginału: The House in the Cerulean Sea

Ocena: 5.89 (9 głosów)

Linus Barker pracuje w Wydziale Nadzoru nad Magicznymi Nieletnimi. Ma czterdzieści lat, mieszka w małym domku z wrednym kotem i kolekcją starych płyt gramofonowych, bardzo poważnie traktuje swoją pracę i wiedzie spokojne, chwilami wręcz nudnawe życie. Do czasu. Konkretnie do chwili, kiedy Niezwykle Ważne Kierownictwo niespodziewanie zleca mu zagadkową, ściśle tajną misję: Linus ma udać się do sierocińca na odległej wyspie, by stwierdzić, czy mieszkające tam dzieci rzeczywiście są tak niebezpieczne, jak się wydaje. Bo wydaje się, że są. Nawet bardzo. Tak bardzo, że mogą spowodować koniec świata...

Tagi: fantasy

Kup książkę Dom nad błękitnym morzem

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Dom nad błękitnym morzem

Avatar użytkownika - ja-carpe_diem
ja-carpe_diem
Przeczytane:2022-09-09, Ocena: 5, Przeczytałam,

 

Och i ach, do tego głośny śmiech, ale też i smutek. Wszystko tu jest. Magia też, literacka i w bohaterach. Niezła gromadka, zabawnych, psotnych, mocno poturbowanych przez dorosłych dzieci. Na szczęście znalazło się kliku rozsądnych, empatycznych ludzi, którzy potrafią dostrzec normalność w niezwykłym, piękno w niecodziennym i cieszyć się tym.

Już pisałam, że boimy się nieznanego. Wolimy odrzucić, niż poświęcić czas na poznanie, niekoniecznie zrozumienie, ale oswojenie się z czymś dla nas innym. Okazuje się , że ze szkodą dla nas samych. Książka, przeznaczona dla młodszego bibliofila. Jednak słowo pisane nie ma wieku, to czytelnik ewoluuje , zmienia postrzeganie, tym samym do niektórych powieści musi dorosnąć, a inne opuszcza, gdyż przestały z nim rezonować.

A więc… mamy pokonanego przez rzeczywistość, smutnego i szarego gościa, którego nic nie cieszy. Jedyne światełko jego życia to Kaliope, przygarnięta kotka; chociaż nie wiem, kto tu, kogo adoptował, i muzyka. Pracuje jako inspektor w Wydziale Nadzoru nad Magicznymi Nieletnimi. Facet pozbawiony emocji, służbista, zero poczucia humoru. Idealny pracownik by, zbadać funkcjonowanie sierocińca na wyspie.

„Nigdy nie jest za późno, żeby podążać za marzeniami’.

Zdanie podsumowuje wszystko, co się stanie po przyjeździe Linusa Barkera na miejsce. Cały jego świat zakołysze  się w posadach, wszelkie wyznawane prawdy, okażą się przekłamanymi namiastkami, a życie, los, karma; jak zwał, tak zwał - wydobędzie z głębin jestestwa uroczego pana, oddanego przyjaciela, powiernika, tatę, partnera.

Książka jest zwyczajnie idealna. Zapraszam do świata zabawy, śmiechu, miłości.

Empikgo  e-book

Link do opinii

Linus Barker pracuje w Wydziale Nadzoru nad Magicznymi Nieletnimi. Ma swoje lata, ale jest zadowolony z życia jakie prowadzi, wystarcza mu jego stanowisko, mieszkanie i wredna kotka. Jego spokojna kariera zmienia się, gdy Niezwykle Ważne Kierownictwo wzywa go do siebie. Chcą mu przydzielić bardzo tajne zadanie odnośnie jedno z sierocińców. Wysyłają go na pewną wyspę, gdzie znajduje się szóstka podopiecznych określonych wysokim stopniem niebezpieczeństwa. Czy mężczyzna da radę sprostać temu zadaniu? Kim są dzieci? Jakie tajemnice odkryje w tym skrytym na odludziu miejscu?
 

 


 

Ta książka przykuwa nie tylko ładną okładką, ale także intrygującym opisem. Gdy tylko się z nim zapoznałam, wiedziałam, że to może być to coś, co pomoże mi przełamać mały zastój czytelniczy. Przyznam, że początek jakoś nie za bardzo zachęcił do zapoznania się z resztą i się przestraszyłam. Jednak od momentu, gdy Linus wyszedł z pociągu i przeczytał jedną informację, zaczęło to nabierać rozpędu. Zaczęło być już tylko lepiej i nie chciałam lektury już przerywać.

 


 

"Jesteśmy, kim jesteśmy, nie dlatego, że tacy się urodziliśmy, tylko dzięki temu, co zdecydujemy się zrobić ze swoim życiem."
 

 


Chyba sama nie przypuszczałam, że ta książka może poruszać tyle wątków i ważnych kwestii. W ciekawy sposób zostało przedstawione odtrącenie, myślenie stereotypowe i stygmatyzowanie tego, czego nie znamy. Historia angażowała, denerwowała, smuciła, ale także rozśmieszała, rozczulała i dawała nadzieję. Myślałam, że to będzie lekka powieść, z wątkiem fantastycznym i może komedią, a nie momentami granat emocjonalny.

 


Jeśli chodzi o bohaterów, chyba nie było takiej, której bym nie polubiła. Każdy z bohaterów pokazywał inne zachowania i można to nawet interpretować jako różne postawy i "rodzaje" ludzi, że tak to ujmę. Linus jako przedstawiciel władzy, który zawsze cechował się skrupulatnością i dokładnością, trafia do miejsca zupełnie innego i w pewien sposób dziwnego. Jego wartości, którymi się kierował zostały wystawione na ciężką próbę. Jest osobą także zabawną, czułą i lojalną. Dzieciaki z sierocińca także są cudowne. Każde z nich miało swoją historię do opowiedzenia, traumę, którą przeżyli i muszą przepracować oraz marzenia, które nie zawsze są proste do spełnienia. Dużo uwagi poświęcono Lucy'emu, jednak nie sprawia to, że inni podopieczni schodzą na dalszy plan.

 


Dawno nie miałam okazji przeczytać książki, która w tak przystępny sposób opowiadała o tak wielu problemach. Czytało mi się ją z wielką przyjemnością i trudno później było się od niej oderwać. Dzieciaki były cudowne, za to niektóre sytuacje straszne i smutne. Świetna równowaga została w tym zachowana. To zdecydowanie tytuł, który na długo pozostanie w pamięci niejednej osoby. Autor miał genialny na nią pomysł i bardzo dobrze to zrealizował i chociaż osobiście średnio lubię długie opisy lub zbyt dużo przemyśleń bohaterów, tak w tym przypadku aż tak bardzo mi one nie przeszkadzały. Może nietypowe porównanie, ale to trochę jak z książką "Nic wam nie jestem winna" pod uroczą, kolorową okładką skrywa się pełna ważnych przekazów historia.

 


 

"Zaczątkiem zmian są głosy kilku osób."
 

 


Mam przeogromną nadzieję, że zainteresujecie się tym tytułem, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Przepiękna historia o wewnętrznych przemianach, dobroci i poszukiwaniu szczęścia, ale także o walce ze stereotypami, przemocą i walką o spełnieniu marzeń. Piękna, wartościowa, zabawna i mądra. Nic dodać nic ująć, to trzeba samemu przeżyć!

Link do opinii
Avatar użytkownika - posrod_kwiatow
posrod_kwiatow
Przeczytane:2022-08-23, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2022,

Od wieków wpaja się nam, że to czego nie rozumiemy jest inne i gorsze. Że powinniśmy się jej bać, że wymaga potępienia i odrzucenia, a najlepiej całkowitej anihilacji. A co, jeśli inność nie istnieje? Co, jeśli jest tylko wytworem tych wyżej postawionych, którzy to hasło chcą wykorzystać by poprzez strach manipulować społeczeństwem? Bo czym tak naprawdę jest ta inność? Kochaniem kogo chcemy, czy może wyglądem, który odbiega od ‘normy’ jaką zaszczepia się w nas od najmłodszych lat? Normalność nie istnieje, inność to złudzenie, a jedyne co jest prawdziwe, to stereotypy wynikające z wąskich poglądów.

Stereotypów i archaicznych poglądów w książce T.J. Klune nie brak. Nie brak też osób, które się im przeciwstawiają i z nimi walczą. I ta książka, właśnie TA KSIĄŻKA! Słów mi brak, by ją opisać, a te co zostały wątpię, by były odpowiednie i wystarczające. Bo zaskoczyła mnie ona swoją niezwykłością. Zaskoczył mnie autor tym, jak zrównoważył swoje niesamowite i szalone poczucie humoru ze zmysłem do opowiadania historii i stworzył opowieść o przybranej rodzinie, o znaczeniu życzliwości i odwadze, by wypowiadać się w obronie tych, którzy najbardziej tego potrzebują. I tak po prostu, pokochałam ją od pierwszych stron. Za postacie, o które chce się troszczyć i chce się za nimi wskoczyć w ogień. Każda z nich, starannie wykreowana, z odrębnymi i zróżnicowanymi osobowościami, tak silnymi i prawdziwymi. W sumie każda z tych niezwykle zróżnicowanych i dość dziwnych postaci (nawet kotka Kaliope, która kradła każdą scenę, w której się znajduje) tworzy najdoskonalej niedopasowaną rodzinę i nigdy nie chciałam być częścią rodziny tak bardzo, jak chciałam być częścią tej. I mimo, że całość porusza kilka niezwykle ciężkich, ale bardzo istotnych tematów, to Klune wplótł ich elementy w fabułę tak gładko, że nie wydawały się przytłaczające, ale były jasne i łatwe do zrozumienia. I ta książka jest po prostu piękna, śmiałam się, płakałam i tak po prostu, odnalazłam cząstkę siebie w niej. Bo to taka książka, której nie chce się kończyć, nie chce się odkładać, nie chce się jej porzucać, nawet po to, by przygotować sobie przestrzeń na kolejną powieść. Przemawiała ona do mnie nie tylko z osobistego punktu widzenia, ale dlatego, że jest to wspaniała historia o miłości, akceptacji i tym, co to znaczy być rodziną.

Link do opinii
Avatar użytkownika - majaciupinska
majaciupinska
Przeczytane:2022-08-21,

Powieść jest cudowna. Różnorodne i nad wyraz charyzmatyczne postacie dodają całości charakteru, a ich inność dobitnie zmusza do licznych refleksji.

Ogromne brawa należą się kreacji Lucego i Artura. To dwie niesamowite, wielowymiarowe osobistości, których losy śledziłam z zapartym tchem.

 


Sporym atutem są również aspekty humorystyczne. Do tej pory śmieszą mnie np. pełne dystansu do siebie żarty Lucego albo rozdział, w którym Linus, Artur i dzieci na kilka godzin wyrwali się z wyspy (nie licząc przykrego incydentu w lodziarni).

 


Zapoznawszy się z większością recenzji, napewno nie raz obije się Wam o oczy stwierdzenie, że „Dom nad błękitnym morzem” swój przekaz kieruje głównie do młodszych czytelników. Bzdura! Owszem, książkę mogą czytać osoby 12/13+, lecz jakie ma to znaczenie, gdy w obecnych czasach dorośli, w jakimś stopniu mądrzy ludzie potrafią być właśnie tymi mieszkańcami wioski - bez ani grama tolerancji, nieempatyczni

, czy zwyczajnie nierozumni?

Jak dla mnie ta historia skierowana jest do każdego, bo ogrom wartości i prawd jakie ze sobą niesie, powinny towarzyszyć nam zawsze, na każdym etapie życia.

 


Klune stworzył fenomenalną historię, pozwalającą ujrzeć coś więcej niż sam gatunek, pochodzenie, czy orientacja.

Obserwujemy człowieka, który uczy się żyć na nowo, dostrzegać to, co naprawdę ważne i otwierać się na nowe doznania.

Link do opinii
Avatar użytkownika - za_czytamm
za_czytamm
Przeczytane:2022-08-21,

Kochani lubicie fantastykę młodzieżową?

 

💙💚💙

Linus Barker pracuje w Wydziale Nadzoru nad Magicznymi Nieletnimi. Ma czterdzieści lat, mieszka w małym domku z wrednym kotem i kolekcją starych płyt gramofonowych, bardzo poważnie traktuje swoją pracę i wiedzie spokojne, chwilami wręcz nudnawe życie. Do czasu. Konkretnie do chwili, kiedy Niezwykle Ważne Kierownictwo niespodziewanie zleca mu zagadkową, ściśle tajną misję: Linus ma udać się do sierocińca na odległej wyspie, by stwierdzić, czy mieszkające tam dzieci rzeczywiście są tak niebezpieczne, jak się wydaje. Bo wydaje się, że są. Nawet bardzo. Tak bardzo, że mogą spowodować koniec świata…

💙💚💙💚

 

„Zaczęło się od słońca. Wtedy poczułem ciepło. Potem przyszedł czas na ocean, nieprzypominający niczego, co wcześniej widziałem. Następnie poznałem to miejsce, wyspę pełną tajemnic i cudów. Ale to wy daliście mi spokój i radość, których nigdy do tej pory nie czułem”.

 

„Dom nad błękitnym morze” autorstwa TJ Klune.

 

To pozycja dla każdego. Niezależnie od płci, czy wieku szczerze wierzę, że każdy będzie się dobrze bawił przy tej lekturze. Bo ta książka to zabawa i to słowo właśnie najlepiej ją opisuje.

 

Nietuzinkowa, niezwykle klimatyczna i nostalgiczna fantastyka młodzieżowa. Opowieść pełna magii oraz tajemnic.

 

Bohaterowie dopracowani szczegółowo. Naturalni nawet pomimo całej tej bajkowej otoczki.

 

Dodatkowo do tego zgrabnie poprzeplatane wątki pełne humoru i akcji.

 

Wszystko się ze sobą klei. To jest po prostu dobre i to się dobrze czyta.

 

Ta pozycja przypomina mi, dlaczego wciąż uwielbiam sięgać po książki młodzieżowe, a takie z elementami fantasy to już w ogóle kocham.

 

Szczerze i z całego serca polecam. Ta lektura was zrelaksuje i odpręży. Przy czym jak wspominałam będziecie się wyśmienicie bawić.

 

Jeszcze raz polecam.

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - NataliaDrazek88
NataliaDrazek88
Przeczytane:2022-08-18, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,

Przyznaję się bez bicia, że nie lubię czytać opisów książek, niektóre z nich zdradzają zbyt wiele z fabuły, co psuje mi zabawę podczas czytania. Zdarza mi się również nie czytać opisu książek, które są mi proponowane w ramach współpracy z wydawnictwem, najczęściej jest to spowodowane piękną okładką, jako sroczka okładkowa bardzo często w moje ręce wpadają książki, o których nic nie wiem, oprócz faktu, że okładka mnie zachwyciła. I właśnie tak było z książką autorstwa TJ Klune “Dom nad błękitnym morzem”. Okładka zachwyca pięknymi kolorami i przepiękną grafiką domku nad oceanem, ale nie jest to jedyny genialny punkt tej książki. Dawno nie czytałam tak słodkiej, wzruszającej i pełnej nadziei książki. Każda strona jest rozczulająca i mimo wątku LGBT z czystym sumieniem polecam ją młodzieży, nawet mojej córce chcę ją podrzucić, ponieważ dawno nie miałam w rękach tak dobrze napisanej historii. Szukacie książki, która nie epatuje romansem, lecz skupia się na potrzebach dzieci, nawet tych najdziwniejszych, a nawet tych najniebezpieczniejszych. 
 
“Czasami - rzekł dyrektor - nasze uprzedzenia wpływają na nasze myśli nawet w chwilach, gdy najmniej się tego spodziewamy. Jeśli nauczymy się rozpoznawać te momenty i wyciągać z nich wnioski, możemy stać się lepszymi ludźmi.” 
 
Linus Baker jest pracownikiem społecznym z Departamentu ds. Magicznej Młodzieży, pewnie większość nazwała go nudziarzem, sztywniakiem i nadgorliwcem, lecz pod tą skorupą kryje się człowiek, który jest prawy i na sercu leży mu tylko dobro dzieci. Kieruje się zasadami zawartymi w księdze Zasad i Przepisów. Jego głównym zadaniem jest kontrola sierocińców, których podopiecznymi są dzieci z magicznymi zdolnościami. Nudne życie jakie prowadzi zmienia się w chwili, gdy Niezwykle Ważne Kierownictwo wzywa go przed swoje oblicze i daje mu zadanie, które burzy jego spokojne i ułożone życie. Linus musi spakować się na miesiąc, zabrać swoją kotkę i wybrać w podróż do miejsca jego nowego zadania. Trafia tak na wyspę, na której mieszka szóstka dzieci o bardzo specyficznych zdolnościach. 
 
“Świat jest niezwykłym i cudownym miejscem. Dlaczego czujemy ten przymus wyjaśnienia wszystkich jego sekretów? Dla naszej osobistej satysfakcji?” 
 
Przyznaję, że jeśli szukacie historii pełnej zwrotów akcji oraz napięcia, to nie jest to książka dla was. Podczas lektury miałam wrażenie, że książka jest bardzo podobna do “Osobliwego Domu Pani Peregrine” Ransoma Riggsa i muszę podkreślić, że nie było to nieprzyjemne wrażenie powtórki, lecz całkiem ciekawe doświadczenie zapoznania się z dwoma podobnymi książkami, każda z nich przedstawiała coś innego i wniosła w moje życie całkiem inne odczucia.  
Bardzo spodobało mi się to, że autor nie postawił na jakieś dziwne i niejasne nazwy własne, czy nazwy miejscowości, określa miejsca mianem Miasto, miasteczko, wyspa, raz czy dwa razy była podana tylko nazwa miasteczka Marsyas, sam koniec jego podróży. Cała fabuła zamknięta jest w tych miejscach i nie mamy większego wglądu w opis całego uniwersum.  
Skupmy się jednak na dzieciach, które występują w tej historii. Dawno nie rozczulałam się nad bohaterami książki. Spotkamy w niej małą wiwernę, kto wie czy nie ostatniego osobnika z tego gatunku, niezidentyfikowanego meduzo podobnego chłopca Chance’ego, chyba jedynego gnoma płci żeńskiej, wszechpotężną nimfę, zmiennokształtnego, który został skrzywdzony przez ludzi i Antychrysta, syna samego Pana Piekieł. Powiedzcie, że to nie jest genialna zbieranina, pieczę nad nimi ma niejaki Arthur Parnassus, który wydaje się być zbyt liberalny wobec dzieci. 
Pod względem samego pióra autora, muszę przyznać, że była to bardzo miła lektura. Czytało mi się całą książkę bardzo przyjemnie, nie nudziłam się przy niej mimo braku porywającej akcji, a emocje, które wylewały się z każdej strony zalewały mnie, tak jak łzy na samym końcu.  
Klimat książki był po prostu genialny, dawno nie popłynęłam z nurtem fabuły, tak jak przy tej książce. Opisy miejsc, lekkie pióro, schematyczność, która mi nie przeszkadzało i multum fragmentów, które chwyciły mnie za serce, dało mi genialną książkę, którą będę polecać wszystkim. Za książkę do recenzji dziękuję bardzo wydawnictwom YouAndYa i Papierowy Księżyc. 
 
“Magia istnieje nawet w miejscach, w których zupełnie się jej nie spodziewamy.” 

Link do opinii
Avatar użytkownika - ktomzynska
ktomzynska
Przeczytane:2022-08-21,

Linus Barker pracuje w Wydziale Nadzoru nad Magicznymi Nieletnimi. Bardzo poważnie traktuje swoją pracę i wiedzie spokojne, chwilami wręcz nudnawe życie. Jednak wszystko się zmienia, gdy Niezwykle Ważne Kierownictwo niespodziewanie zleca mu zagadkową, ściśle tajną misję: Linus ma udać się do sierocińca na odległej wyspie, by stwierdzić, czy mieszkające tam dzieci rzeczywiście są tak niebezpieczne, jak się wydaje. Bo wydaje się, że są. Nawet bardzo. Tak bardzo, że mogą spowodować koniec świata…

 


„- Boją się tego, czego nie rozumieją. A ten strach zmienia się w nienawiść z powodów, których z pewnością sami nawet nie pojmują. Skoro nie rozumieją magicznych dzieci, skoro się ich lękają, to zaczynają ich nienawidzić. Na pewno nie pierwszy raz słyszy pan o czymś takim. Wszędzie tak się dzieje.”

 


„Dom nad błękitnym morzem” to książka, która oczarowała mnie już od pierwszych stron. Autor ma bardzo lekki styl pisania pomimo tego, że porusza ważne kwestie. Opisy niesamowitych miejsc i uczuć bohaterów powodują, że przenosimy się w zupełnie inny świat o wyjątkowym klimacie. 

Fabuła jest genialna i sprawia, że podczas jej lektury człowiek czuje ogrom emocji. Muszę przyznać, że kompletnie nie spodziewałam się takiej zawartości! Nie ma tutaj niesamowitych zwrotów akcji, czy nieprzewidywalnych wydarzeń. Historia jest dość spokojna, momentami przewidywana i nawet schematyczna. Jednak ma w sobie „to coś”. Tym czymś jest przekaz i poruszenie bardzo ważnych wątków. 

Pomimo tego, że mamy XXI wiek to dyskryminacja rasowa czy narodowa nie jest nam obca. Zresztą prawda jest taka, że dostrzegamy ją na codzień. Autor ukazał nam jakie zło może czynić dyskryminacja. Czytając książkę nie raz chciałam przytulić wszystkie dzieci z sierocińca i powiedzieć im, że ludzie są głupi a one są wyjątkowe. Wcale nie są inne i niebezpieczne. Po prostu ludzie boją się nieznanego. Tym samum autor daje nam do zrozumienia jak łatwo wyrządzić krzywdę drugiemu człowiekowi. Udowadnia jak łatwo go zranić, ale i to, że tak naprawę każdy z nas jest inny i nie mamy się czego wstydzić. Przecież to powoduje, że jesteśmy wyjątkowi. 

 


„Dom nad błękitnym niebem” to książka, która porusza i daje do myślenia. Tak naprawdę każdy dostrzeże w niej zupełnie inne wartości ale z całą pewnością coś z niej wyniesie. Teoretycznie jest to książka dla młodzieży, ale uważam że niejeden z dorosłych uzna ją za lekturę idealną. Zdecydowanie polecam! 

Link do opinii
Avatar użytkownika - zkotemczytane
zkotemczytane
Przeczytane:2022-08-14,

Dom nad błękitnym morzem to wyjątkowa fantastyka młodzieżowa. To taka książka, w której żałuje się, że bohaterowie nie istnieją naprawdę, a głównego miejsca akcji nie można po prostu odwiedzić. TJ Klune utkał opowieść tylko z pozoru lekką i pełną humoru, ale tak naprawdę czeka nas magiczna przygoda z niezwykłym morałem. Czeka nas niezwykle tajna misja, czy potrafisz dochować tajemnicy?

„Ludzkość jest taka dziwna. Jak się nie śmiejemy, to płaczemy. Albo uciekamy, próbując ratować życie przed potworami, które próbują nas pożreć. A to nawet nie muszą być prawdziwe potwory, tylko na przykład takie, które sami sobie wymyślimy. Nie sądzisz, że to dziwaczne?”

Magiczna wyspa.

Linus Baker jest inspektorem w Wydziale Nadzoru nad Magicznymi Nieletnimi. Jego zadaniem jest kontrola sierocińców, aby nie tylko sprawdzić, jak dyrektorzy opiekują się dziećmi, ale też zobaczyć, jak sobie radzą z wyjątkową mocą. Linus stara się wkładać serce w swoją pracę i obiektywnie oceniać warunki domów. Jednak nie jest to takie proste, w końcu dzieci nie tylko potrafią władać magią, ale czasami mają wyjątkowe umiejętności na przykład zmiennokształtność czy kontrola nad naturą. Niezwykle Ważne Kierownictwo wzywa do siebie Linusa i przekazuje mu bardzo ważną i niezwykle tajną misję. Nasz bohater musi wybrać się na wyspę, a następnie ocenić, czy dzieci w sierocińcu naprawdę stwarzają zagrożenie dla całego świata. Wszystko jest okraszone tajemnicami oraz niedopowiedzeniami. Bo czy gdyby Linus znał prawdę, to zdecydowałby wziąć udział w misji? Zapewne nie!

„- Na co dzień pracuję z młodzieżą objętą klauzulą tajności – odciął się ostrzej, niż zamierzał. – Milczę jak grób. Żadna wiedza nie opuszcza mojej głowy.
- I chyba do niej nie trafia – orzekła kobieta.”

Są takie opowieści, które mogłyby trwać i trwać.

Tak też jest w przypadku Dom nad błękitnym morzem. Nie chciałam go opuszczać. Gdy skończyłam ostatnią stronę, byłam pewna, że to błąd w druku. Od razu w mojej głowie pojawiło się pytanie: jak to? To koniec? Już? TJ Klune stworzył powieść niezwykle klimatyczną, pełną magii i zwrotów akcji. Najmocniejszą stroną powieści są bohaterowie, którzy są jak z krwi i kości, charakterni, czasami nieprzewidywalni, a innym razem tak bardzo podobni do nas samych. Nagle obserwujemy świat oczami Linusa, który rozmawia z nimfą, gnomem czy wiwerną. Tkwimy w rzeczywistości bardzo nadzorującej utalentowane dzieci. Początkowo możemy widzieć elementy znane nam z Harry’ego Pottera, z Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć czy z niezapomnianej serii Nevermore, ale ta opowieść jest zupełnie inna.

„- Boją się tego, czego nie rozumieją. A ten strach zmienia się w nienawiść z powodów, których z pewnością sami nawet nie pojmują. Skoro nie rozumieją magicznych dzieci, skoro się ich lękają, to zaczynają ich nienawidzić. Na pewno nie pierwszy raz słyszy pan o czymś takim. Wszędzie tak się dzieje.”

Gdy książka kończy się za szybko…

TJ Klune zabiera nas do świata, w którym moce czy umiejętności często definiują nas, kim jesteśmy. Pod płaszczykiem humoru, pełnych sarkazmu dialogów zaczynamy zauważać wartości. Czy opowieść o dzieciach pełnych mocy może wpływać na naszą pewność siebie? Ależ tak! Nie tylko czytelnik jest obserwatorem zmiany, jaka zachodzi w głównych bohaterach, ale sam jest w stanie dostrzec, jak książka na niego wpływa. Dom nad błękitnym morzem to powieść pełna przyjaźni, pozytywów, scen, które sprawią, że będziemy się uśmiechać sami do siebie. Oscar Wilde napisał kiedyś, że określać znaczy ograniczać. To zdanie też bardzo dobrze opisuje książkę. TJ Klune porusza tematy związane z definiowaniem osoby poprzez jego umiejętności czy pochodzenie. Nagle zdajemy sobie sprawę, że niezwykłe łatwo jest oceniać, ale zdecydowanie trudniejsze jest kogoś poznać. Główny bohater podejmuje się tego wyzwania, a my jesteśmy świadkami, jak rodzi się magia: magia przyjaźni, życzliwości, domowego ciepła i ludzkiej ciekawości. Dom nad błękitnym morzem to przezabawna fantastyka młodzieżowa, która pokazuje, jak ważne jest dostrzegać i w ludziach, i w sobie, dobro. Mam nadzieję, że na rynku polskim pojawi się więcej książek TJ Klune, które zabiorą nas do magicznych światów, pełnych przygód, humoru, ale także tego co najważniejsze: wartości. Zauroczyła mnie ta książka i wręcz żądam ekranizacji!

„Świat jest niezwykłym i cudownym miejscem. Dlaczego czujemy ten przymus wyjaśnienia wszystkich jego sekretów? Dla naszej osobistej satysfakcji?”

Link do opinii
Avatar użytkownika - raspberry97
raspberry97
Przeczytane:2023-01-20, Ocena: 6, Przeczytałem, 52 książki 2023,

,,Arthur powtarza, że zawsze powinniśmy znaleźć trochę czasu na rzeczy, które sprawiają nam radość-oznajmiła Talia.-Bo w przeciwnym razie zapomnimy,jak to jest być szczęśliwym[...]"
,,Zmiany nierzadko zaczynają się od drobnych szeptów..."
,,Dom to nie zawsze budynek,w którym mieszkamy.To także ludzie, którymi pragniemy się otaczać."
,,Jesteśmy,kim jesteśmy, nie dlatego,że tacy się urodziliśmy, tylko dzięki temu,co zdecydujemy się zrobić ze swoim życiem."
?Linus Baker jako pracownik Wydziału Nadzoru Nad Magicznymi Nieletnimi odwiedza sierocińce.Sprawdza, czy opieka nad magicznymi dziećmi jest tam odpowiednia i zgodna z ustalonymi wytycznymi.Na polecenie Kierownictwa trafia do prowadzonego przez Arthura Domu nad błękitnym morzem. Wychowankowie sierocińca okazują się naprawdę niezwykłą gromadką dzieciaków.Jednak czy faktycznie zagrażają społeczeństwu?
?To magiczna powieść o marzeniach, akceptacji odmienności, tolerancji, wychodzeniu z bańki,a wreszcie o miłości.To książka o znajdywaniu w sobie odwagi do obrony własnego zdania,co nie jest łatwe,gdy przeciwnikiem jest rozszalały tłum.
?T.J.Klune w świetny sposób wykreował bohaterów. Dzięki kolejnym rozmowom czytelnik ma szansę odkrywać jakimi wartościami się oni kierują, jakie demony ich prześladują, z czym muszą się mierzyć. Mieszkające na wyspie dzieci wiedzą, że wyróżniają się na tle społeczeństwa.Nie uznają tego jednak za powód do pomiatania nimi, traktowania jako gorszych.Cały czas gonią za marzeniami.Książka jest napisana w lekkim stylu, przez co bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Pojawia się w niej queerowa reprezentacja?, a wątek ten jest niezwykle subtelnie poprowadzony.
?Jest to zdecydowanie jedna z tych powieści fantasy, którą warto moim zdaniem przeczytać.

Link do opinii
Avatar użytkownika - dosia1709
dosia1709
Przeczytane:2022-09-21, Ocena: 6, Przeczytałem,

,,Dom to nie zawsze budynek, w którym mieszkamy. To także ludzie, którymi pragniemy się otaczać."

 

Linus Baker wiedzie zwykłe nudne życie życie za biurkiem w wydziale Nadzoru nad Magicznymi Nieletnimi. Jestem samotnym mężczyzna z kotem i kolekcja płyt gramofonowych, mieszkającym w małym domku. I tylko natrętna sąsiadka, wredni koledzy i okropna szefowa przewiją się w jego życiu.

Ale pewnego dnia, jego spokojne życie zostaje przerwane kiedy dostaje bardzo ważne zadanie. Tajna misja.

Linus ma udać się do sierocińca na odległej wyspie, gdzie stoi dom nad błękitnym morzem. Jest to azyl dla dzieci które nie mają własnego kąta. A dlaczego? A no dlatego że są inne i ktoś stwierdził że mogą stanowić zagrożenie dla siebie, dla innych, a nawet dla świata.

Ale czy rzeczywiście tak jest?

To właśnie ma sprawdzić mężczyzna. Chodź początkowo nie jest zadowolony z takiego obrotu sprawy, to w końcu zauważa coś czego nikt inny nie widział.

A co? To już sami musicie sobie wyczytać w tej historii.

 

,,Dom na błękitnym morzem" to historia o dzieciach których, nikt nie zna a już każdy osadził. Jest to książka z dawką czarnego humoru. Autorka uczy nas że nie ocenia się ludzi przez pryzmat opinii innych, tak samo jak nie ocenia się książki po okładce. Pokazuje nam co tak naprawdę w życiu jest ważne, o tym że warto odnaleźć swoje miejsce na ziemi i o tym że różnorodność nie jest niczym złym. Świetna książka z fajnie wykreowanymi bohaterami, odrobina magii i świetnym przesłaniem. Jest to historia nie tylko dla młodych czytelników, ale zachwyci się nią także starsze grono ?

Idealna powieść na jesienne szarugi z herbatka i kocykiem.

Polecam i dodam że okładka książki robi wrażenie piękne kolory przyciągają uwagę ?

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - przyrodaz
przyrodaz
Przeczytane:2022-09-07, Ocena: 6, Przeczytałem,

To już druga książka pod rząd, której motywem przewodnim są tajne moce:-) I tak jak poprzednia nie napawa optymizmem, gdyż społeczeństwo wyklucza takie osoby ze świata. Czy to była ich wina, że potrafili na przykład przenosić przedmioty, bądź sprawiać, że lewitowały? Czy to było powodem dla którego musieli zamykać ich w sierocińcu i traktować jak dziwadła? Dzieci nie zawsze panują nad swoimi mocami, jednak skądś się to bierze. Dlaczego to, czego nie znają inni bohaterowie od razu uważają za zatrważające i zagrażające ich życiu? Czy naprawdę tak ciężko ludziom jest przestawić się na tryb nowości? Przeżywam to bardzo, bo w moim pobliżu jest masa właśnie takich ludzi. To, czego nie znają, od razu odrzucają. Mało tego, przestrzegają przed tym innych powodując, że maleńki szczególik rośnie do olbrzymich rozmiarów. Wtedy inni już mają się czego bać, ale czy to jest ta prawda? Wolą wierzyć innym, niż samemu sprawdzić. Do takiego właśnie sierocińca trafi nasza znudzona postać. Będzie musiał przeprowadzić kontrolę na którą w ogóle nie miał ochoty. Jego codzienność składała się z monotonii, wieloletniej pracy w jednym zawodzie i nie priorytetach, a jedynie tych samych znudzonych czynnościach do których podchodzi niemal odruchowo. Jednak nie wszystko będzie przebiegało tak jak zawsze. Tego dnia ma bowiem dowiedzieć się, czy owe dzieci naprawdę są niebezpieczne. Będzie dociekał jak najdokładniej gromiąc słownie opiekunki, które wręcz odpowiadały za nie, byleby tylko nikt ich o nic nie posądził. Niby się znają, jednak teraz to nie będą przelewki. I reszty wam nie zdradzę. Powiem tylko tyle, że bardzo podobał mi się jej koniec:-)
Historia bardzo fajna z przesłaniem. Czyta się ja lekko i bywa, że w wielkim napięciu. Ogólnie klimat bardzo tajemniczy, bo do końca nie wiemy do czego te dzieci są zdolne. Są niechciane, to wiemy. Lecz czy można przewidzieć co takiego taka niechciana osoba potrafi zrobić? Świetna książka z poczuciem humoru nie tylko dla nastolatków:-)

Link do opinii
Avatar użytkownika - bookwmkesie
bookwmkesie
Przeczytane:2022-08-19, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam,

Są książki, dla których jesteś bądź będziesz w stanie znieść wszystko np. nieprzespaną noc albo poświęcać każdą przerwę w pracy, byle być jeden rozdział do przodu. Tak miałam z tą książką. Pozycja, którą dedykuje wszystkim ludziom na całym świecie. Dlaczego? Dla zrozumienia, że nie wszystko zrozumiemy, nie wszystko musi być tak jak my tego chcemy, nie zawsze to, co widoczne na pierwszy rzut oka jest tym, czym myślimy, że jest, a wystarczy podejść i włożyć minimum wysiłku w poznanie tego czegoś, kogoś.

Ta książka pokroiła moje serce na milion kawałków, a to za sprawą tego, że w swoim 40-letnim życiu miałam i wiem, że mieć będę momenty, kiedy oceniałam zbyt pochopnie. Walczę z tym nawet teraz, ale chociaż dziś potrafię szybko zatrzymać napływ negatywnej emocji i zweryfikować co i jak. Poznajcie Linusa Bakera, który jest moim równolatkiem. Przykładny i można by rzec prosperujący pracownik do zajęcia wyższego stanowiska w swoim zakładzie, ale... Nie będzie to spojler, jak napisze, że w kwestii pracy wywiązuje się ze wszystkiego skrupulatnie, ale życie prywatne to przydałoby się mocno wzbogacić w coś mega pozytywnego, lecz na tym skończę, bo sami przekonacie się, co będzie później. Jest jednym z tych, którzy decydują czy dany sierociniec będzie funkcjonował, czy nie oraz, czy wszyscy podopieczni są bezpieczni/niebezpieczni, żeby ich izolować od innych dzieci, dorosłych oraz czy kadra zarządzająca wywiązują się według przyjętych zasad, wzorców, lecz, gdzie w tym wszystkim jest człowiek i empatia? O Tym za chwilę.

 Istnieje pewien dom na wyspie, w którym mieszkają dzieci, ale to nie są ,,normalne" dzieci tylko takie, które mają pewne umiejętności magiczne. Nasz bohater musi zbadać i przeprowadzić tajną misję i poinformować zarząd, czy podopieczni są faktycznie aż tak bardzo niebezpieczni. Kochani nie martwicie się to nie spojler, bo na samym początku dowiecie, z jakimi dziećmi Linus ma do czynienia. Cała historia, i to ,,coś" w zasadzie jest trochę później, ale już teraz napiszę, że kocham te dzieciaki całym sercem oraz ich dialogi między sobą, jak i z dorosłymi. Pomysły, jakie mają doprowadzały mnie do łez radości i szczerości. Ile razy spotkałaś kogoś i myślisz, że dana osoba jest zła? Oceniłaś/łeś na podstawie tego, jak wygląda, jak się zachowuje, skąd pochodzi, co mówi, jak mówi oraz z jakiej rodziny pochodzi?! Ja miliony razy i przysięgam, że walczę z tym, bo za chwilę bije się w pierś i daje szanse każdemu, żeby przekonać się, czy mam rację, czy nie.

Ta książka pokaże, że nie wszystko złoto co się świeci i że czasem warto najpierw poznać dana osobę, a potem wydać werdykt, mówiąc o tej osobie. Ta pozycja udowodni, że chociaż raz w życiu byłeś, jak ci ludzie z wyspy, ale zawsze masz szansę naprawienia relacji np. ze mną, sąsiadką, kolegą z pracy wystarczy chcieć! Nie będę pisała co i jak jest w tej książce, bo pozbawię was tego piękna, jakie niesie ze sobą ta książka. Jest tak cudowna, że czytając miałam łzy w oczach.

Cieszę się, że moja córka ma ją u siebie na półce i że będzie mogła kiedyś ją przeczytać. Polecam całym sercem.

Link do opinii

Rzadko trafia się na powieści, po przeczytaniu których ciężko wrócić do rzeczywistości. Na szczęście mi niedawno taka powieść wpadła w ręce. "Dom nad błękitnym morzem" autorstwa TJ Klune'a to historia pełna magii, urocza oraz przezabawna, a momentami wzruszająca. 

 

Przez fabułę czytelników prowadzi zwyczajny urzędnik Wydziału Nadzoru nad Magicznymi Nieletnimi, czterdziestoletni Linus Barker. Mężczyzna prowadzi lekko nudne życie, które dzieli na słuchanie płyt w domowym zaciszu, opiekę nad kotem oraz bardzo poważne podejście do zajmowanego stanowiska. Linus bowiem odwiedza kolejne sierocińce, ocenia ich stan oraz pisze obszerne, obiektywne raporty. 

 

Pewnego dnia Linus dostaje zlecenie od Niezwykle Ważnego Kierownictwa, by sprawdzić sierociniec na wyspie Marsyas. Nie spodziewa się jednak, że zamieszkałe tam dzieci będą AŻ TAK wyjątkowe! Przysporzy to Linusowi wiele nerwów, strachu, ale również zabawny, radości i... miłości? Dyrektorem sierocińca okaże się bowiem niezwykle tajemniczy Arthur Parnassus. 

 

Czy wyjeżdżając na drugi koniec kraju, Linus podoła zadaniu? Co napisze w raporcie? A może słuch po nim zaginie i Linus już nigdy nie wróci do swojego nudnego życia w mieście?

 

"Dom nad błękitnym morzem" to przepiękna, urocza opowieść o dojrzewaniu, nadziei, przyjaźni i miłości, które znajduje się, gdy najmniej się tego spodziewa. Autor przenosi czytelników na bajkową wyspę, gdzie wśród szumu oceanu, pisku mew i wyjątkowo bujnej roślinności wychowuje się kilka fantastycznych dzieciaków. Dzieciaków, które przez swoją odmienność były szykanowane oraz samotne, i którym wreszcie udało się stworzyć prawdziwy dom. Razem.

 

W książce pojawia się wiele zabawnych momentów, zwłaszcza podczas pierwszych dni Linusa na wyspie, kiedy kolejno poznaje wychowanków sierocińca. Emocje, które mu towarzyszą, niejednego odważnego przyprawiłyby o zawał. Pomijając kwestie radosne, w "Domu nad błękitnym morzem" można odkryć również tony smutku, przez co książka czasami doprowadza do łez. Ja nie należę do osób wylewnych, więc akurat wzruszenie mnie ominęło, ale doskonale wiem, że niektórzy na pewno zapłaczą. 

 

TJ Klune w piękny, dosadny sposób opowiedział o uprzedzeniach. O tym, jak ludzie oceniają po wyglądzie albo po tym, co im wpaja władza. Nie patrzą sercem, nie pragną poznawać wnętrza drugiego człowieka. Zamykają się na słuchaniu krzywdzącej propagandy. "Dom nad błękitnym morzem" daje jednak nadzieję, że nawet tym najbardziej zafiksowanym i zamkniętym ludziom, jeśli choć na chwilę otworzą umysł, uda się wyzbyć uprzedzeń.

 

Jeśli chodzi o minusy, to początek historii bardzo mi się dłużył. Nim wkręciłam się w fabułę oraz przestałam irytować wyborami Linusa musiało minąć kilkadziesiąt stron. 

 

"Dom nad błękitnym morzem" to książka zdecydowanie warta przeczytania, którą polecam wszystkim i każdemu z osobna. To cudowna historia o wyborach, przyjaźni i odnajdowaniu szczęścia wśród nieszczęśliwych. To opowieść dająca nadzieję, pozwalająca patrzeć sercem. TJ Klune stworzył realistycznych bohaterów, bajeczne miejsce akcji, a fabułę poprowadził w mistrzowski sposób, przez co już po zakończeniu, myślami nadal wracałam na wyspę. 

Link do opinii
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Recenzje miesiąca
Tamten utracony świat
Alina Staneczek
Tamten utracony świat
Jeden dzień
Katarzyna Rygiel
Jeden dzień
Nagual Julian
Robert Noble
Nagual Julian
Stitchrays. Moda na szydełko
Paula Palczewska; Oliwia Palczewska
Stitchrays. Moda na szydełko
Złociejowo
Katarzyna Ryrych;
Złociejowo
Lwów
Mirek Osip-Pokrywka
Lwów
Przebudzeni
Elżbieta Śnieżkowska-Bielak
Przebudzeni
Spadek nieboszczyka
Iwona Mejza
Spadek nieboszczyka
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy