Na skraju Zwolenia, tam gdzie stary młyn zanurza koło w spokojnej wodzie, życie wielopokoleniowej rodziny Mikulskich i Derlatków płynie jak cichy nurt: wśród uli, sadu i dziecięcych marzeń małej Halinki. W miasteczku Polacy i Żydzi dzielą codzienność, a młodzi snują plany, które zdają się tak pewne, jak zmiana pór roku. Kiedy na początku września 1939 roku do stawu na Rygułcie wpada niemiecka bomba, żaden z mieszkańców tej niewielkiej osady nie przypuszcza, jak bardzo zmieni się teraz ich codzienność. Będą świadkami okrucieństwa okupantów oraz bezwzględności nowej, komunistycznej władzy. Jak uda im się przetrwać w świecie, w którym z dnia na dzień dzieci zmuszone zostaną, by dorosnąć, a lęk o najbliższych i trudne wybory stają się codziennością?
Wiele lat później do rodzinnego Zwolenia przyjeżdża trzydziestoparoletnia Weronika. Wrażliwa dziewczyna nie ma pojęcia, jak poszukiwania swoich korzeni i odkrywanie losów babci wpłyną na jej przyszłość. Przypadkiem spotkany Hubert zupełnie do niej nie pasuje: ani wykształceniem, ani spojrzeniem na historię, ani podejściem do patriotyzmu, jednak odkrywając wspólnie rodzinne historie tych, którzy odeszli przedwcześnie, nie doczekawszy spokojniejszych czasów, między młodymi ludźmi zaczyna się rodzić uczucie. Mimo iż rozsądek mówi im, że więcej ich dzieli, niż łączy...
"Dom przy starym młynie" to powieść do głębi prawdziwa. Nie tylko dlatego, że historia z lat 1939–1947 oparta jest na autentycznych wydarzeniach z życia babci męża autorki, ale też z tego powodu, że dotyka tego, co w ludzkich sercach ponadczasowe: poszukiwania miłości i prawdy oraz niełatwe relacje rodzinne. Pokazuje, że przeszłość nie zamyka się w minionych latach, a krok w przyszłość można zrobić dopiero wówczas, gdy pogodzimy się z tym, co już się wydarzyło.
Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2026-04-15
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 382
Język oryginału: polski
ŻYCIE KOŁEM SIĘ TOCZY
"Nie odkładaj szczęścia, które jest blisko, nawet jeśli ci się wydaje, że jeszcze nadejdzie właściwszy moment."
Słowo dom powinno się nam kojarzyć z czymś przyjemnym, bezpiecznym i stałym. Dom to miejsce, do którego powinno nam się chcieć wracać z uśmiechem na ustach. Jeśli tylko znajdują się w nim ludzie, których się kocha, nie ma na świecie lepszej przystani. Bo dom to nie tylko cztery ściany, ale całe wnętrze, które jest jedyne w swoim rodzaju dzięki tym, którzy w nim mieszkają. Co stanie się, jeśli nagle kogoś w nim zabraknie? Co poczujemy, jeśli nasze cztery ściany trzeba będzie komuś oddać? Czy zdołamy stworzyć nowy dom w zupełnie innym miejscu? A może lepiej zabrać go ze sobą i złożyć ponownie niczym puzzle, które ktoś rozsypał?
"Wspomnienia czasem bolą (…) Ale to nie znaczy, by zamiatać je pod dywan, prawda?"
Wrzesień roku 1939 kojarzy nam się dzisiaj z jednym wydarzeniem, z wybuchem wojny, która wywróciła świat do góry nogami. Małej Halince jawił się on wtedy jako kolejny początek szkolnej przygody, zabawy z przyjaciółmi i zdobywaniem wiedzy. Można sobie tylko wyobrazić, jak bardzo dla niej świat stracił swój stały porządek, a zapanował w nim chaos i tak wiele niewiadomych. A ona tak bardzo chciała owe niewiadome rozszyfrować, wyjaśnić, zrozumieć… Wychowywana w domu młynarza, w małej miejscowości koło Zwolenia, powoli traci świat, który znała i kochała – ukochanych członków rodziny, przyjaciół, których ktoś nagle zabronił jej spotykać, a przede wszystkim nauczycieli, którzy tłumaczyliby jej to, co się wokół niej działo. Halinka była tylko małą dziewczynką, a w ciągu kilku lat musiała dorosnąć i ogarnąć rzeczywistość, która zmieniała się zdecydowanie za szybko, zbyt brutalnie, zbyt boleśnie. Czy po latach ktoś będzie w stanie zrozumieć i wyjaśnić to, czego ona w tak okrutny sposób musiała doświadczyć? I przebaczyć…
"Uważam, że zgoda na to, co się wydarzyło, choć i tak niczego nie zmieni w biegu historii, jest nam potrzebna. To jak pogodzić się z kimś bliskim. Przebaczyć sobie i innym. Oczyścić."
Po wielu latach historię Halinki i całej jej rodziny próbuje odtworzyć Weronika. Wraca na jakiś czas w rodzinne strony i pieczołowicie spisuje opowieści swojej babci oraz poszukuje odpowiedzi na pytania, które pojawiają się w trakcie i nie pozwalają jej o sobie zapomnieć. Pragnie ocalić od zapomnienia historię ludzi, dla których wojna okazała się rzeczywistością, a nie tylko datą z podręcznika. Wspomnienia, których słucha, miejsca, które odwiedza i listy, które znajduje utwierdzają ją tylko w przekonaniu, że przeszłości nie można odłożyć do lamusa, zignorować, zapomnieć… Jednak kiedy spotyka na swojej drodze Huberta, okazuje się, że nie wszyscy podzielają jej fascynacje, a sposób przekazywania historii może wpłynąć na jej zrozumienie. Nie bez znaczenia bowiem są przeżycia oraz ich osobisty odbiór, a później przekazywanie ich przyszłym pokoleniom.
“Dom przy starym młynie” to opowieść o rodzinie, której wojenne i powojenne doświadczenia stają się kanwą współczesnej dyskusji na temat naszego podejścia do historii, przeszłości, oceniania jej i przekazywania dalej. To niezwykle wzruszająca relacja przeżyć z perspektywy małej dziewczynki oraz kobiet, które z niepokojem z sercu oczekiwały powrotu najbliższych do domu. To także piękna metafora życia, które toczy się niczym koło młyńskie – póki się kręci, raz szybciej raz wolniej, póty mamy chleb, który zapewnia przeżycie; kiedy zaś się zatrzyma, w naszym życiu zachodzą nieodwracalne zmiany, a my dążymy do tego, aby koło znowu zaczęło się kręcić. Wiadomo jednak, że młyn to już melodia przeszłości, a zatem życie także musiało poszukać innego wyjścia i przystosować się do nowych warunków. Nie oznacza to, że nie należy ze sobą zabierać tego, co jest dla nas najcenniejsze i pielęgnować drogi, którą musiały wraz z nami przejść.
Polecam – warto uchylić drzwi domu przy starym młynie i posłuchać szumu koła, które życiem się toczy.
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Dom przy starym młynie, Małgorzata Lis, Wydawnictwo Dobre Strony, 2026
*Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Dobre Strony.
"Dom przy starym młynie" to powieść oparta na prawdziwych wydarzeniach babci męża autorki z lat 1939 - 1947. Kocham takie historie i mogłabym całymi godzinami wsłuchiwać się w przeżycia ludzi, którym przyszło żyć w czasach wybuchu II wojny światowej. Podziw dla ich siły walki, determinacji i wytrwałości jest ogromny.
Na skraju Zwolenia stoi stary młyn, a obok niego toczy się życie wielopokoleniowej rodziny Mikulskich i Derlatków. Ich życie to czy się swoim rytmem, wśród uli i sadów.
W miasteczku Polacy i Żydzi wspólnie dzielą codzienność.
Kiedy na początku września 1939 roku do stawu w Rygułce wpada niemiecka bomba, wszystko się zmienia i nic juz nie będzie takie jak do tej pory.
Wiele lat później do rodzinnego Zwolenia przyjeżdża Weronika w poszukiwaniu swoich korzeni i odkrywaniu losów babci.
Na jej drodze staje Hubert, całkowite przeciwieństwo jej osoby, a jednak wspolnie zaczynają odkrywanie rodzinnych historii.
"Dom przy starym młynie" to historia, którą czyta się z zaparty tchem. Autorka zabrała mnie w niezwykłą podróż do czasów, kiedy ludziom odebrano wszystko. Począwszy od spokoju, marzeń, wolności, a kończąc na tym co najważniejsze.
Przewracając kolejne strony, miałam wrażenie, że to prawdziwe osoby opowiadają mi tę historię, która oczami wyobraźni ożywała i jeszcze bardziej wzruszała. Historie tworzone na kanwie czyichś przeżyć zawsze mocniej zapadają w pamięć, uderzają i poruszają, ponieważ gdzieś z tyłu głowy mamy świadomość, że to zdarzyło się naprawdę. To ważne, aby pamiętać i nie zapominać o tym, co było - by pielęgnować wspomnienia i opowieści ludzi, których już nie ma. Właśnie dzięki nam te historie będą wciąż żywe.
Dopełnieniem historii jest piękne wydanie z żywymi kadrami, a to wszystko dzięki kodom QR umieszczonym przy ilustracjach.
To prawdziwa bajka móc zobaczyć wizualizację tego, o czym czytamy.
„Dom przy Starym Młynie” to proza, która dowodzi, że najpiękniejsze, a zarazem najbardziej wstrząsające scenariusze pisze samo życie. Małgorzata Lis stworzyła dzieło, które wykracza poza ramy zwykłej powieści obyczajowej, serwując nam intymny, bolesny, a jednocześnie niosący nadzieję portret rodziny uwikłanej w tryby wielkiej historii. Ta powieść to umiejętne wyważenie emocji i faktografii, gdzie prawda historyczna nie przytłacza narracji, lecz stanowi jej kręgosłup.
Autorka po mistrzowsku operuje dwiema płaszczyznami czasowymi. Współczesne poszukiwania Weroniki nie są jedynie literackim wypełniaczem, a niezbędnym pomostem, dzięki któremu czytelnik może przepracować traumy przeszłości razem z bohaterką. Przejścia między dzisiejszym Zwoleniem a mrocznymi latami okupacji są płynne i naturalne. Największą siłą tej powieści jest jednak kreacja postaci. Bohaterowie tacy jak Marian, Zofia czy radosna Halinka są nakreśleni z niezwykłą dbałością o psychologiczną głębię. Nie są to pomnikowe figury, lecz ludzie z krwi i kości, którzy mimo szalejącej wojny próbują ocalić w sobie resztki normalności, miłości i godności. Lis ma rzadki dar opowiadania o rzeczach trudnych bez zbędnego patosu, co czyni tę historię niezwykle autentyczną.
Pod względem stylistycznym książka urzeka plastycznością opisu. Język autorki jest elegancki, a zarazem przystępny, prawie sensoryczny - czytelnik niemal słyszy szum Zwolenki i czuje gęstą atmosferę niepokoju towarzyszącą wojennej codzienności. Narracja, choć momentami toczy się niespiesznie, pozwala na pełne zanurzenie w świecie przedstawionym i refleksję nad losem pokoleń, które musiały dorosnąć zbyt szybko.
Gdybym miała wskazać słabsze strony, skierowałabym wzrok nie na samą treść, a na oprawę graficzną. Choć stare fotografie stanowią cudowny, wzruszający dodatek, który uwiarygadnia tę historię, o tyle wprowadzenie ilustracji generowanych przez AI wydaje się decyzją nieco niefortunną. W tak autentycznej, opartej na faktach opowieści, sztuczność cyfrowych obrazów gryzie się z realizmem literackim i może wytrącać z rytmu lektury, odbierając czytelnikowi przestrzeń do własnych wyobrażeń.
Małgorzata Lis potrafi poruszyć najczulsze struny w duszy czytelnika, przypominając, że każdy z nas jest sumą doświadczeń swoich przodków. „Dom przy Starym Młynie” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto w literaturze szuka prawdy i wzruszeń, które zostają pod powiekami długo po zamknięciu ostatniej strony.
Piękna historia, w której przeszłość przeplata się z teraźniejszością. To kolejny, bardzo wyraźny głos literacki ukazujący konieczność zerkania w przeszłość, interesowania się losem naszych przodków.
Wspaniale nagrany audiobook, bardzo czule opisana historia - można zanurzyć się w nurcie historii, prowadzonej przez wcale niełatwe lata wojennej zawieruchy, a jednocześnie przeżywać losy zwykłych ludzi, ich miłości i dramaty.
Bardzo polecam.
" ...bo my starzy powoli odchodzimy. To wy niesiecie tę pamięć dalej. Albo i nie".
Myśleli, że może ta wojna nie będzie taka straszna? Przecież ktoż mógłby przypuszczać, z jak okrutna bezdusznością przyjdzie się im zmierzyć? Mieszkańcy Zwolenia i okolicznych wsi liczyli na szybką reakcję sojuszniczej Anglii oraz Francji, wierząc, że ich rola ograniczy się do wspierania własnej armii. Tu, na skraju miasta, pośród pól i lasów, życie toczyło się spokojnie, odmierzały je trud pracy na roli i proste marzenia. Kiedy na początku września 1939 roku Stefania usłyszała pierwsze samoloty, nikt nie pomyślał, że oznaczają one koniec znanego im świata. Dźwięk maszyn, początkowo brany za polskie patrole, szybko zmienił się w złowrogi ryk. Spokój zwoleńskich pól został rozdarty, a przewidywalna codzienność zamieniła się w walkę o przetrwanie wobec najeźdźcy, którego bezduszność nie znała granic.
...
Młoda polonistka, Weronika, przyjeżdża do Zwolenia, aby ocalić od zapomnienia historię swojej rodziny, znaną jej dotąd jedynie z opowieści babci Haliny. Ta sentymentalna podróż szybko przeradza się w przełomowy moment jej życia. Poznanie faktów z przeszłości oraz przypadkowe spotkanie z tajemniczym mężczyzną sprawią, że będzie musiała na nowo zdefiniować swoją przyszłość.
To poruszająca opowieść, rozpięta między dwiema płaszczyznami czasowymi. Choć współczesny wątek intryguje, to historia osadzona w bolesnych realiach II wojny światowej i stalinowskiego terroru pochłonęła mnie znacznie bardziej. Świadomość, że losy bohaterów zostały oparte na autentycznych wspomnieniach babci męża autorki, nadaje lekturze wyjątkowo osobisty charakter. Dodatkowym plusem są zamieszczone w książce archiwalne fotografie, które sprawiają, że historia staje się nam jeszcze bliższa.
To jedna z tych powieści, które snują się niespiesznie, pozwalając w pełni zanurzyć się w codzienności bohaterów. Autorka z ogromną wrażliwością kreśli obraz Polski w czasie wojny jak i po, skupiając się na trudach prozy życia i cichych dramatach rozgrywających się w wiejskich domach. Zamiast gwałtownych zwrotów akcji, oferuje nam wgląd w drobne chwile oraz życiowe zmiany, które w obliczu dziejowych burz nabierają fundamentalnego znaczenia.
Szczególnie bliska stała mi się postać Halinki oraz postawa Zofii. Śledzenie ich losów na przestrzeni lat to dodatkowy atut tej historii. To piękna, choć bolesna lekcja o poszukiwaniu siebie i o tym, jak trudne rodzinne decyzje kładą się cieniem na kolejnych pokoleniach. Przypomina, że każdy wybór niesie konsekwencje, a zawarte w niej proste pytanie: "Dlaczego życie nie dla każdego przewiduje szczęśliwe zakończenie?" wybrzmiewa tu wyjątkowo mocno i trafiło w moje emocje.
Czy pamiętacie Anię i Marcina z "Kocham cię mimo wszystko"? Po burzliwym roku walki o szczęście w końcu mogą się cieszyć z wymarzonego małżeństwa. Gdy...
Lato, morze i smak pierwszej miłości... Adrianna marzy o wyrwaniu się z nieszczęśliwego domu. Kiedy na nadmorskiej plaży poznaje Wiktora, świat nabiera...
Przeczytane:2026-05-19, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam, 52 książki 2026,
Dałam się porwać niezwykłej historii rodziny Mikulskich i Derlatków, opowiedzianej oczami małej Halinki. Jej beztroskie dzieciństwo przerwała brutalnie rozpoczęta II wojna światowa, skutecznie zabierając szczęście i znany porządek. Pierwszym dosadnym znakiem wojny był zrzut niemieckiej bomby do stawu na Rygułcie. Niestety, od tego momentu świat stanął na głowie. Dotąd Polacy i Żydzi w zgodzie żyli w ukochanym Zwoleniu, wspólnie dzieląc codzienność. Szerzący się antysemityzm i plan "zwalczania" Żydów skutecznie zniszczył sąsiedzkie przyjaźnie.
Jak potoczyły się losy bohaterów w obliczu strachu o najbliższych, wszechobecnej śmierci, głodu i niepewności o jutro? Co z dziećmi, które musiały natychmiast dorosnąć?
*
Parędziesiąt lat później, do rodzinnego Zwolenia przyjeżdża trzydziestoparoletnia nauczycielka Weronika. Kobieta chce poznać korzenie swojej rodziny, ma nadzieję natknąć się na ślady swoich przodków. Kiedy przypadkiem na swojej drodze spotyka Huberta, nie zdaje sobie sprawy jak bardzo ten jej pomoże. Są jak ogień i woda. Ona: nauczycielka języka polskiego, ambitna, wrażliwa, uwielbiająca historię a on nie ma studiów, ma zupełnie inne zdanie o wojennym patriotyzmie, nie interesuje go przeszłość.
Podróż śladami tych, którzy odeszli za wcześnie, niosąc na ustach pieśni o wolnej Polsce, zbliża do siebie parę, tworząc między nimi nić zrozumienia.
Czy pomimo różnic będą w stanie się dogadać?
Co przyniesie im odkrycie przeszłości?
*
"Dom przy starym młynie" to opis dziejów Polski, a w szczególności jej obywateli, od 1939 do 1947 roku, oparty na autentycznych wydarzeniach z życia babci męża autorki. Jest to wyjątkowo cenne świadectwo zawierające nie tylko wspomnienia, ale także kilka zdjęć z prywatnego rodzinnego archiwum.
Książka przypomina, że ludzie żyjący w tamtych czasach byli tacy sami jak my. Tak samo byli dziećmi, nastolatkami stojącymi na progu dorosłości czy rodzicami martwiącymi się o swoje pociechy. Tak samo szukali miłości, stabilizacji. Tylko im przyszło żyć w obliczu wojny i śmierci zaglądającej w oczy, a my, dzięki Nim, jesteśmy wolni.
Styl pisania autorki zdecydowanie trafił w moje gusta. Książka zagościła w moim sercu na dobre! Polecam