Jak wypada żyć, by być naprawdę szczęśliwym?
Teresa zdołała już sobie poukładać życie - ma czworo dorosłych dzieci, zadbany dom, nieposzlakowaną opinię kobiety perfekcyjnej i wszelkie powody, by sądzić, że może układać życie także innym ludziom. Synowi żyjącemu w nieformalnym związku. Córce, która chyba na zawsze już zostanie starą panną. Nastoletniemu wnukowi nieustannie wpatrzonemu w telefon. A także sąsiadom, dalszym członkom rodziny i w ogóle wszystkim, którzy żyją nie tak, jak - jej zdaniem - wypada. Bo wypada na przykład na święta umyć okna w całym domu i własnoręcznie przygotować każdą z potraw. Wypada też mieć choinkę z właściwie dobranymi dekoracjami i nienagannie nakryty wigilijny stół - ze sztućcami ułożonymi w ściśle ustalonym porządku...
Jak jednak wypada się zachować, gdy jedno niespodziewane wydarzenie wywraca odwieczny porządek i układa życie na nowo?
Teresa postanawia żyć to mądra, wzruszająca, rodzinna opowieść o najważniejszych życiowych wyborach. O trudnych relacjach z innymi ludźmi, które zawsze można naprawić. I o szansie na nowe, lepsze życie, jaką każdy z nas ma, o ile zdecyduje się na przełomową zmianę w myśleniu o tym, co naprawdę jest istotne.
To idealna lektura na czas świąt i nie tylko - bo przecież każdego dnia można postanowić, że wypada żyć... pełnią życia!
Małgorzata Lis - z wykształcenia nauczycielka historii i historyk sztuki. Mieszka pod Warszawą z mężem i siedmiorgiem dzieci. Uważa, że życie zaczyna się po czterdziestce - przynajmniej jej pisarskie wówczas się zaczęło. Wcześniej pracowała w szkole, w muzeum, a nawet pisała podręczniki do historii. Nic jednak nie dało jej tyle radości i satysfakcji, co tworzenie powieści. Oczywiście nic oprócz rodziny. Najważniejsi dla niej są mąż i dzieci. Dzięki edukacji domowej mogą więcej czasu spędzać ze sobą. A kiedy pisze? Kiedy czyta, bo to też uwielbia robić? Nauczyła się łapać chwile. Z tych chwil zrodziło się już kilkanaście powieści. Ma nadzieję, że i młodsi, i starsi, i kobiety, i mężczyźni znajdą w nich coś dla siebie.
Wydawnictwo: eSPe
Data wydania: 2025-10-22
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 416
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗕ó𝗴 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝗱𝗼𝗯𝗿𝘆, 𝗮 𝗰𝘇𝗲𝗿𝗲ś𝗻𝗶𝗲 𝘀ł𝗼𝗱𝗸𝗶𝗲
Twórczość Małgorzaty Lis znam i bardzo sobie cenię, dlatego z radością sięgnęłam po najnowszą powieść 𝑇𝑒𝑟𝑒𝑠𝑎 𝑝𝑜𝑠𝑡𝑎𝑛𝑎𝑤𝑖𝑎 ż𝑦ć. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że książka została wydana w ramach cyklu Opowieści z wiary, do którego eSPe po dłuższej przerwie powróciło. W dzisiejszych czasach tak bardzo potrzebujemy powieści niosących przesłanie, pełnych nadziei i wiary w ludzi. Mądrych i wzruszających. Początkowo Teresa nie wydawała mi się postacią szczególnie sympatyczną i nie jestem pewna, czy do końca zmieniłam o niej zdanie. Z perspektywy mojego spojrzenia na wiarę w Boga każdy z nas nosi w sobie coś z Teresy. Ważne jest jednak dostrzegać własne wady i nie próbować od razu całkowicie się zmieniać, lecz uczyć się z nimi żyć i starać się je przezwyciężać. Książka pozwala zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytania, które często odkładamy: Czy kocham bliźniego tak, jak siebie? A może brak mi miłości do siebie, przez co nie potrafię kochać innych? To opowieść, która skłania do refleksji nad własnym życiem i relacjami z innymi. Tytuł mojej recenzji nie jest przypadkowy. To zdanie znalazłam w książce i wydaje mi się, że doskonale oddaje sens tej powieści. Bóg jest dobry, a my powinniśmy cieszyć się życiem, choćby nawet słodkimi czereśniami.
Czworo dorosłych dzieci, ojciec Jerzy i matka Teresa, która w niczym nie przypomina Matki Teresy z Kalkuty. Ta jest marudna, złośliwa, a dzieci od niej uciekają. W swoich niewybrednych komentarzach nie widzi nic złego i zatruwa im życie na każdym kroku, a przy okazji także swoje. Uważa, że dzieci powinny być jej wdzięczne za wszystko, choć sama nie potrafi okazać im tej wdzięczności i ciągle narzeka. A to, że zakupy nie takie, a to, że okna nie umyte, choć jej córka ledwo nadąża z obowiązkami w swoim domu. Najmłodszy syn w jej pojęciu najbardziej ją zawiódł, bo nie tylko mieszka z dziewczyną, ale jego partnerka zachodzi w ciążę. Jak to tak bez ślubu? Nie są małżeństwem, a mieszkają razem, a teraz jeszcze dziecko.
Ulica Spokojna nosi swoją nazwę tylko pozornie. Dzieci odwiedzają dom rodzinny z niechęcią, a nadchodząca Wigilia jawi się im jak prawdziwa droga przez mękę. Teresa, jak zwykle, nie szczędzi nikomu swoich przemyśleń. W jej oczach są genialne, bo w ten sposób zbawia świat i rozwiązuje problemy, których nikt wcześniej nie dostrzegał. Mimo niezliczonych wad potrafi gotować wyśmienicie, co byłoby jej wielką zaletą, gdyby przy tym nie mówiła tak wiele.
Spotkanie przy wigilijnym stole zamieniło się w wielki dramat, wywołany reakcją Teresy, która na wieść, że młodzi nie zamierzają brać ślubu kościelnego, wpada w histerię. Wszyscy mieli już dość jej zachowania, ale nikt nie miał odwagi się jej sprzeciwić, nawet ojciec, który zwykle siedział milczący i nigdy nie stawał po stronie dzieci.
Teresa to dewotka w czystej postaci. Jej zachowanie niewiele ma wspólnego z prawdziwą wiarą, choć ona sama jest przekonana o własnej pobożności. Jest złośliwa, irytująca, wiecznie wszystkich poucza i narzuca swoje zdanie. Zastanawiałam się, jakim cudem jej dzieci, po takim przykładzie, same są osobami wierzącymi. Może poza najmłodszym Bartkiem, który postawił się matce kantem. Czy faktycznie nie wierzył, czy zgodnie z przysłowiem „na złość babci odmrożę sobie uszy” udawał niewiarę na pokaz? Zaskoczyła mnie natomiast postawa jego dziewczyny Oliwii. Choć twierdziła, że jest niewierząca, w swoim życiu kierowała się wartościami chrześcijańskimi, pokazując, że prawdziwa wiara nie zawsze idzie w parze ze słowami.
Może nie od razu zaakceptowałam Teresę, ale od początku intrygowało mnie jej zachowanie i zastanawiałam się, co sprawiło, że postanowiła żyć. Z czasem jej historia uświadomiła mi coś ważnego. W mniejszym lub większym stopniu każdy z nas bywa podobny do Teresy. Lubimy doradzać, mówić innym, jak powinni żyć, i wierzymy, że nasze słowa naprawdę są im potrzebne. Wydaje nam się, że wiemy lepiej, że nasze doświadczenie to mądrość, którą warto się dzielić. Ale czy sami potrafilibyśmy tych rad słuchać? Pewnie nie, bo łatwo uwierzyć w swoją nieomylność. A przecież taka postawa zniechęca, oddala, sprawia, że ludzie się od nas odsuwają. Gdy w słowach brakuje miłości i cierpliwości, nawet najlepsze intencje mogą zranić. Teresa boleśnie się o tym przekonała, bo ciągłe pouczanie i próba naprawiania świata mogły ją kosztować więcej, niż się jej wydawało.
Może dopiero w takich chwilach, jak ta, którą przeżyła Teresa, odkrywamy, że najbliżsi potrzebują przede wszystkim naszej miłości, a nie porad i pouczeń. Zawał, śmierć kliniczna, a potem śpiączka uświadamiają jej, jaka była wcześniej. Wszystko, co robili inni, wydawało jej się niewłaściwe, a ona miała własne zdanie na każdy temat, nie zważając na to, że ktoś może myśleć inaczej. Leżąc w śpiączce, kiedy dzieci sądziły, że ich nie słyszy, dotarły do niej ich nie zawsze pochlebne opinie. Wcześniej nie miała pojęcia, co myślą i czują, bo w ogóle ich nie słuchała. Oceniała ich wyłącznie ze swojej perspektywy, z własnego punktu widzenia.
Jerzy bardzo kochał swoją Tereskę, ale wiedział, że często postępuje niewłaściwie. Wolał milczeć, niż narażać się na jej strofowanie, choć czasami trudno było nie dostrzec, jak męcząca i irytująca potrafi być. Próbował ją bronić przed innymi, choć wiedział, że to krzywdzi osoby, które mają rację. Młode pokolenie to oddzielny byt i nie da się go kształtować na własny obraz. Trzeba pozwolić mu żyć po swojemu i popełniać błędy. Tereska tego nie rozumiała. Wolała karcić zamiast chwalić. W jej oczach tylko dyscyplina gwarantowała właściwe wychowanie, nawet dorosłych już dzieci. Wiecznie wymagała i nieustannie narzekała, a wszyscy wokół uczyli się żyć w cieniu jej oczekiwań.
Każdego dnia docierały do Teresy słowa, które nie powinny były do niej trafiać. Było to bolesne i frustrujące, bo nie mogła się bronić ani wszystkiego wytłumaczyć. Przez całe życie dbała o dzieci, starała się uchronić je od złego, dawała dobre rady i wiele ich nauczyła. W jej oczach wychowała je najlepiej, jak potrafiła, a to, że teraz postępują inaczej, przypisywała partnerom i partnerkom. W tych chwilach dopiero zrozumiała, że to ona była obciążana winą za niepowodzenia swoich dzieci, które nie mogły przyjść po wsparcie, bo zamiast niego czekałaby na nie ostra krytyka.
Śmierć kliniczna, moment, w którym zdecydowała się wrócić, i długa śpiączka trochę ją zmiękczyły, ale stare przyzwyczajenia trudno było wyrzucić z życia. Teresa ze wszystkich sił próbowała być miła, lecz dzieci, przyzwyczajone do jej zrzędzenia i połajanek, wciąż węszyły w tym jakiś podstęp. Od najmłodszych lat wmawiała im, że na wszystko trzeba zapracować, nawet na miłość i szacunek. Teraz boleśnie odkrywa, że źle je wychowała. W jej domu wiecznie panowały dyscyplina, musztra i nieustanne pouczanie. Tak ją wychowano, że nie potrafiła postępować inaczej i nawet nie wiedziała, że można. Dzieci nie chcą wracać do domu, bo nigdy nie udało jej się z nimi zbudować prawdziwej więzi. Bały się jej, przychodziły odwiedzać z szacunku, ale w głębi serca nie darzyły jej sympatią.
𝑇𝑒𝑟𝑒𝑠𝑎 𝑝𝑜𝑠𝑡𝑎𝑛𝑎𝑤𝑖𝑎 ż𝑦ć to wzruszająca historia świąteczna o zmianach i drugich szansach, choć większość akcji rozgrywa się już po świętach. Gdy wnuk zapytał mnie, co czytam, a potem o czym jest ta książka, stwierdził, że główna bohaterka to taki Scrooge z „Opowieści wigilijnej”. Lepszego porównania bym nie wymyśliła, tylko że nie ja na nie wpadłam. Teresa też nie zobaczyła tego, co główny bohater opowieści Dickensa, ale to, czego doświadczyła podczas śmierci klinicznej, a potem usłyszała, co sądzą o niej dzieci, gdy leżała w śpiączce, wystarczyło, by postanowiła zacząć żyć. Żyć inaczej.
Małgorzata Lis pokazuje, że przeszłości nie da się zmienić, ale mamy wpływ na to, co dzieje się tu i teraz. My nie musimy się zmieniać, bo Bóg stworzył nas dobrze. Każdego dnia możemy odkrywać w sobie lepszą wersję siebie i wydobywać pokłady miłości, które kryją się w sercu. Skoro my nie dostrzegamy, jak jesteśmy piękni, jak mają to zobaczyć inni? Każdy z nas ma swojego anioła stróża, który codziennie podpowiada, jak okazywać innym więcej dobra i ciepła. Teresa miała swojego w postaci sąsiadki Róży, która pojawiła się w domu obok jakby znikąd. Gdy spełniła swoją rolę, do domu obok powróciła osoba, której wcześniej Teresa nie mogła znieść. Przekonała się, że życie potrafi czasem połączyć to, co wcześniej wydawało się niemożliwe.
𝑇𝑒𝑟𝑒𝑠𝑎 𝑝𝑜𝑠𝑡𝑎𝑛𝑎𝑤𝑖𝑎 ż𝑦ć to historia, która każe zatrzymać się i spojrzeć inaczej na życie. Podobnie jak Teresa, można westchnąć: Ile czasu straciłam na głupoty. A przecież czas to miłość. Czy naprawdę miłością są wieczne uwagi i pretensje, nawet jeśli wypowiedziane w dobrej wierze? Czasem warto spojrzeć na siebie i zastanowić się, co naprawdę ma znaczenie. Niedobrze jest tworzyć dom, w którym zamiast miłości królują zasady i konwenanse. W takim miejscu trudno o ciepło, zrozumienie i prawdziwe relacje, bo wszystko podporządkowane jest regułom, a nie sercu.
Nie da się wszystkiego naprawić ani od razu stworzyć kochającej rodziny. Małgorzata Lis porównała proces uzdrawiania relacji do zakładania ogrodu. Nie można mieć wszystkiego natychmiast, trzeba cierpliwości, trzeba wyrywać chwasty i czekać na swoje sezony bez owoców. Teresa nieraz mówiła szybciej, niż myślała, a potem z pokorą przepraszała za swoje zachowanie. Przyzwyczajenia jednak są drugą naturą człowieka i trudno je tak od razu odrzucić. Jej dzieci nosiły w sobie poczucie winy, które kiedyś wzbudziła Teresa i które wciąż czasem dawało o sobie znać. Trudno im było pogodzić się z tym, że matka, którą znali od zawsze, nagle zaczęła zachowywać się inaczej. Wszystko, co kiedyś było oczywiste, teraz wydawało się nowe i nieznane, a oni musieli odnaleźć się w tej zmianie.
𝑇𝑒𝑟𝑒𝑠𝑎 𝑝𝑜𝑠𝑡𝑎𝑛𝑎𝑤𝑖𝑎 ż𝑦ć to chyba najbardziej nietypowa książka świąteczna, jaką ostatnio przeczytałam, i wcale nie jest to zarzut. Właśnie ta inność bardzo mi się spodobała. Po jej lekturze wiele sobie uświadomiłam. Nikt z nas nie jest święty, ja też nie. To, co dobre dla mnie, dla kogoś innego wcale nie musi takie być. Doradzanie, poprawianie i wtrącanie się w cudze życie nie prowadzi do niczego dobrego. Czasem wystarczy po prostu być obok i wysłuchać. Trzeba kochać, a nie próbować naprawiać cały świat. Zmieniać siebie, nie innych. Bo ciągłe narzekanie i szukanie zła tam, gdzie go nie ma, potrafi zniszczyć więcej niż choroba czy bieda. Malkontenctwo to choroba duszy.
Tak bardzo staramy się nie powielać błędów swoich rodziców. Pragniemy budować dobre relacje z dziećmi, ich partnerami i wnukami, ale mimo starań nie zawsze nam to wychodzi. Czasem z marzeń o szczęśliwej rodzinie zostają tylko wspomnienia. A przecież do szczęścia potrzeba tak niewiele, odrobiny czasu, uwagi i uśmiechu. Życie mamy tylko jedno. Jeśli spędzimy je na narzekaniu i tęsknocie za tym, co dopiero ma nadejść, możemy przegapić to, co już jest. Nie każdy dostaje drugą szansę, tak jak Teresa.
Jestem wdzięczna autorce, że nie dokonała spektakularnej przemiany głównej bohaterki, lecz pokazała jej powolną, wewnętrzną metamorfozę. Małymi kroczkami Teresa próbuje się zmienić i coś naprawić. Jej dzieci podchodzą do niej zachowawczo, boją się, że ta przemiana mamy jest tylko chwilowa, a potem wróci tamta Teresa, którą tak dobrze znali. Wzruszające są opisy ogromnej miłości Jerzego, jego oddania i tego, jak bardzo angażował się w życie domowe, kiedy tylko miał ku temu okazję. Ta powieść dobitnie pokazuje, że nie musimy być doskonali. Mamy kochać. Bo to właśnie miłość jest w życiu najważniejsza i to z niej kiedyś rozliczy nas Bóg.
,,Teresa postanawia żyć” niesamowicie irytująco-wzruszająca opowieść zimowo świąteczna z serii: Opowieści z Wiary.
Jaka powinna być babcia???
Większość z nas odpowiedziałaby pomocna, cierpliwa, wspierająca, udzielająca dobrych rad, ale nie pouczająca .... Bo te cechy pomagają w budowaniu silnej więzi z wnukami i ich rodzicami, to klucz do zdrowej relacji.
Jednak rzeczywistość często odbiega od tych przymiotów. Teresa to żona, matka, teściowa i babcia, to starsza Pani, która jest skupiona na sobie, którą w niczym nie można zadowolić. Nieustannie narzeka, ma o wszystko pretensje, zamęcza wszystkich wokół ciągłymi wymówkami i złośliwościami. Perfekcyjna Pani domu, która od lat żyje w poczuciu rozczarowania i zgryźliwości, do momentu pewnego wydarzenia, które to zmusiło ją do refleksji nad własnym życiem i wartościami.
Małgorzata Lis funduje nam podróż w doświadczenia bohaterów, które pokazują, że każdy dzień to nowe odkrycie, to nauka uczenia się bycia lepszym, bycia wdzięcznym za to, co mamy. Uzmysławia nam, że w dzisiejszym zgiełku codzienności, często zapominamy, że życie to tylko chwile, które należy celebrować, bo nic nie jest dane nam na zawsze.
,,Teresa postanawia żyć” inspirująca historia, która skłania do pewnego zastanowienia się nad własnym życiem i wartościami. Uświadamia nam, jak niewiele trzeba by wszystko stracić. Pozwala dostrzec piękno w prostocie, siłę w słabości i nadzieję w przyszłości.
„Teresa postanawia żyć” była odkryciem tego, jak piękna może być tego typu literatura.
Powiem więcej — jestem zaskoczona tym, jak wciągnęła mnie od pierwszych stron.
„Teresa postanawia żyć” to coś więcej niż powieść świąteczna, ponieważ oprócz wyczuwalnego klimatu Bożego Narodzenia da się zauważyć, jak wiele istotnych dla czytelnika spraw porusza autorka książki.
Książka opowiada historię Teresy — starszej kobiety, która od lat żyje w poczuciu rozczarowania i goryczy, a narzekanie stało się dla niej codziennością. Jej uporządkowany, choć pełen pretensji świat zaczyna się zmieniać, kiedy na jej drodze pojawiają się osoby i wydarzenia, które delikatnie, krok po kroku, skłaniają ją do spojrzenia na życie z innej perspektywy. Równolegle poznajemy losy jej sąsiadów i bliskich, którzy zmagają się z własnymi problemami — brakiem czasu dla rodziny, samotnością czy niespełnionym pragnieniem macierzyństwa. Te przeplatające się historie pokazują, że każdy człowiek nosi w sobie jakieś zranienia, ale też że nigdy nie jest za późno, aby zacząć wszystko od nowa.
Myślę, że nie jest to tylko sprawa wiecznie narzekającej na wszystko Teresy oraz jej późniejszej przemiany.
Książka dotyka problemów społecznych — ja podczas jej lektury zobaczyłam zapracowanego Cezarego, który nie miał czasu dla rodziny. Dalej Anetę, która była złośliwie nazywana starą panną, a w rzeczywistości nie układało jej się życie.
Potem Wiolę, która bardzo chciała mieć drugie dziecko, a to zwyczajnie nie wychodziło.
A kto z nas nie ma kłopotów w relacjach z sąsiadami i kłótni z rodzeństwem?
Czy trudne dzieciństwo to rzadki przypadek?
O tym wszystkim czytałam w powieści „Teresa postanawia żyć” i z niektórymi wątkami tej powieści identyfikuję się osobiście.
Sama niedawno zaczęłam wszystko od nowa jak główna bohaterka i nie jest to nigdy proste.
Mimo poruszanych w tej powieści ludzkich trudów — książka niesie nadzieję na lepsze jutro i na to, że wszystkie kłopoty można rozwiązać.
„Teresa postanawia żyć” pachnie Bożym Narodzeniem i cieszę się, że mogłam poznać książkę z serii opowieści z wiary.
Jesteśmy blisko rozpoczęcia czasu adwentu i przygotowań do świąt.
Warto wziąć do siebie przesłanie z powieści pani Małgorzaty Lis i skupić się na głównym aspekcie nadchodzącego czasu — będziemy obchodzić pamiątkę narodzenia Boga, który jest miłością.
Zostawmy więc gonitwę za pieniędzmi i tym, co światowe, bo najważniejsza powinna być dla nas właśnie miłość.
To jest odkrycie Teresy, która pojęła to dopiero, będąc już posuniętą daleko w latach, ale wiem, że na nawrócenie i wzajemne przebaczenie nigdy nie jest za późno.
W czasie przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia trzeba rzeczywiście zatroszczyć się o wiele rzeczy, ale warto skupić się na relacjach w rodzinie i na tym, co dla chrześcijan jest w te dni najistotniejsze. Nie są to bynajmniej choinka, potrawy, ozdoby świąteczne i prezenty.
Jeśli gdzieś zatracimy rodzącą się MIŁOŚĆ, to po co nam te święta?
(...) Teresa poprzez dość rygorystyczny sposób wychowania dzieci, doprowadziła do tego, iż ani oni, ani wnuki nie dążą do zbyt częstych kontaktów, a jeśli już to zawsze kończy się to słowną utarczką i przykrościami. Tak też zakończył się wigilijny wieczór... Jednak już za kilka tygodni Teresa ma doświadczyć czegoś, co na zawsze odmieni jej życie...
"Teresa postanawia żyć" to cudowna opowieść o starej prawdzie, że co zasiejemy to zbierzemy, o tym, że na przemianę serca nigdy nie jest za późno, a druga szansa, jeśli ją wykorzystamy, może dać niesamowite owoce. Autorka, której twórczość wprost uwielbiam, po raz kolejny stworzyła cudowną opowieść w klimacie świąt Bożego Narodzenia, poprzez którą przypomina nam jak kruche jest życie i że jedyne co tak naprawdę się liczy to miłość. Jestem wciąż pod wrażeniem tej historii, która głęboko zapada w pamięć i porusza serce. Fabuła książki jest bardzo życiowa, bo dom w którym wychowanie według obranego schematu, w którym nie ma miejsca na popełnianie błędów i zrozumienie, jest doświadczeniem wielu osób. Tak samo brak akceptacji dla wyborów drogi dorosłych już dzieci, pragnienie posiadania potomstwa, czy bycie singlem nie z wyboru, to również wątki bardzo bliskie niejednemu z nas, a które autorka porusza w swojej powieści. Przez to nie jest ona cukierkowa, odarta z realności.
Książkę czytałam jednym tchem, bo jak zawsze, pomimo ważkości tematu, lekkie pióro autorki niesie czytelnika jak na skrzydłach, do miejsc o których czyta, w codzienność wykreowanych postaci, z którymi przeżywamy radości i smutki. Jednym kibicujemy, innym najchętniej byśmy utarli nosa, a jeszcze innych przytulili mocno do serca i powiedzieli, że będzie dobrze.
Polecam wam tę książkę z całego serca. Warto ją przeczytać przed świętami, bo może otworzyć oczy na wiele spraw i pomóc przeżyć ten czas poraz pierwszy inaczej. Bez pośpiechu i ciągłych kłótni o nic... A może ktoś odnajdzie w sobie coś z Teresy i da mu to do myślenia...
Gdy życie rzuca nam kłody pod nogi, łatwo jest się poddać. Ale nie Teresa! 🤨💪 Ta dojrzała bohaterka pewnego dnia postanawia, że ma dość bycia niewidzialną i przechodzi spektakularną wewnętrzną rewolucję 🔥
Małgorzata Lis stworzyła niezwykle ciepłą, mądrą i przede wszystkim bardzo ludzką opowieść. To nie jest cukierkowa historia o tym, że życie po sześćdziesiątce to tylko bułeczka z masłem. Autorka pokazuje trudy, samotność i wykluczenie, ale robi to z ogromnym wyczuciem i czułością 😔❤️
Czego tu nie ma? Są wzruszenia momentami aż do łez! 😢 Są też sytuacje, które wywołują głośny śmiech i szeroki uśmiech! 😂😊 Historia Teresy uczy, że na zmiany nigdy nie jest za późno, a przyjaźń i nowe pasje mogą pojawić się w najbardziej nieoczekiwanym momencie 👵🎨☕
"Teresa postanawia żyć" to prawdziwa literacka pigułka szczęścia i nadziei dla każdego, niezależnie od wieku. To przypomnienie, że zawsze warto walczyć o siebie i swoje marzenia. Styl autorki jest lekki i wciągający. Czyta się tę książkę jednym tchem! 📖✨
Moja ocena: 9/10 🌟
Gorąco polecam! ❤️📘
BRUNETTE BOOKS
Teresa już dawno poukładała swoje życie. Teraz stara się układać je swoim dorosłym dzieciom oraz wnukom. Wszak według niej ona wie najlepiej jak powinni żyć jej bliscy... Wobec tego nie szczędzi nikomu niepotrzebnych rad i połajanek. Przez to wszyscy wokół mają dosyć kobiety i jej ,,złotych'' rad. Teresa nie spodziewa się, że jedno wydarzenie, którego nie spodziewa się już na zawsze odmieni jej życie.
Czasami blisko nas mieszkają osoby, które z pozoru są kruche z racji wieku... z pozoru są sympatyczne... z pozoru są pomocne... z pozoru są nieszkodliwe... Jednak przy bliższym poznaniu pokazują, że są zupełnie kimś innym... Kimś, z kim nie chciałoby się tak naprawdę mieć do czynienia... Taką osobą była Teresa. Z pozoru urocza i sympatyczna. Niestety inne zdanie miała o niej najbliższa rodzina i osoby, które znały ja bliżej... Nie chciałabym mieć do czynienia z taką osobą, jaką była Teresa do wydarzenia, które odmieniło jej życie. Myślę, że nikt by nie chciał... Jednak to nie jest książka o osobie, której nie da się polubić. Nie jest o osobie, której nie chciałoby się poznać, ale o osobie, która zrozumiała swoje błędy. Zrozumiała i pragnęła się zmienić, ale to nie było wcale takie łatwe jakby mogłoby się zdawać... Teresa postanawia żyć to książka opowiadająca o zmianach, które chcemy uczynić w swoim życiu... drugich szansach... Wybaczaniu. Szczerze? To książka, która mnie zaskoczyła. Jej autorka po raz kolejny skłoniła mnie do refleksji. Skłoniła mnie do przemyślenia, jakim jestem człowiekiem. Skłoniła mnie do zastanowienia się nad błędami, które popełniałam w przeszłości i wciąż popełniam... To książka, która absolutnie warto poznać. Zapewniam, że dla wielu może być terapią szokową.
To pierwsze spotkanie z serią Opowieści z wiary Główna bohaterka Teresa, pani w latach, jest osobą surową i wymagającą. Tak wychowała czwórkę swoich dzieci, dzisiaj są dorosłe, prawie wszyscy mają swoje rodziny. Mimo to matka nie szczędzi im słów krytyki, synowej i zięcia nie jest lepsza, dla wnuków też. Zresztą ona wszystko i wszystkich wokół krytykuje. Oczywiście dla ich dobra! Ważne również jest, że Teresa jest kobietą bardzo religijną, choć jej pobożność nie łączy się z miłością bliźniego, ważniejsze są zewnętrzne oznaki. Dopiero graniczne doświadczenie śmieric klinicznej podczas której przeżywa mistyczne doświadczenie, przynosi zmianę w jej zachowaniu. Nie dokonuje się to natychmiast, ale stopniowo. Teresa bardzo się stara zmienić swoje postępowanie, nie zawsze jej to wychodzi. Również jej bliscy początkowo nieufnie podchodzą do tej nowej żony, matki, teściowej, babci. Przeszłości już nie zmieni, ale przyszłość może! Bardzo inspirująca i skłaniająca do refleksji na relacjami książka.
Powieść Małgorzaty Lis, jest jedną z książek, które przeczytałam jeszcze w grudniu. W moim odczuciu jest ona bardzo uniwersalna. Można pomyśleć, że to historia jakich wiele, opowiadająca o zwyczajnym życiu, zwyczajnej kobiety i jej bliskich. Jednak to tylko pozory. ,,Teresa postanawia żyć" bowiem, to powieść, która boleśnie dotyka spraw, w których można odnaleźć samego siebie.
Główna bohaterka Teresa, to postać, do której nie zapałałam zbytnią sympatią. Perfekcjonistka, obowiązkowa, zawsze poukładana i zawsze ,,wiedząca wszystko najlepiej". Na wybory, decyzje, błędy i życie innych, ma gotowe odpowiedzi i opinie. To taka postać, która swoim postępowaniem irytuje, nawet wtedy, kiedy okazuje się, że za całą tą jej postawą kryje się lęk, samotność i nadmierna potrzeba kontroli.
Powieść Małgorzaty Lis porusza wyjątkowe struny w duszy czytelnika. Uzmysławia, jak krucha bywa iluzja kontroli i porządku. Jedno wydarzenie wystarczy, by cały poukładany świat oparty na zasadach i stereotypach runął, jak przysłowiowy domek z kart. Małgorzata Lis w bardzo delikatny i subtelny sposób, bez moralizowania, prowadzi główną bohaterkę, jak i samego czytelnika, przez trudny proces zmian. Tych, które zaczynają się od zmiany myślenia o sobie, poprzez te, które panują w relacjach, aż do zrozumienia tego, co w życiu liczy się najbardziej.
,,Teresa postanawia żyć" to mądra, ciepła i wzruszająca powieść o naprawianiu zepsutych więzi i przyznawaniu się do błędów. Jej wyjątkowe przesłanie nie kończy się wraz z ostatnią stroną książki, ani z Bożym Narodzeniem. Ta historia rezonuje w czytelniku nieustannie, przypominając, że nigdy nie jest za późno na zmianę, na odbudowanie bliskości i porozumienia. Nigdy nie jest za późno na wybaczenie. Nigdy nie jest za późno również na życie pełnią życia, nawet jeśli całe lata funkcjonowaliśmy w przekonaniu, że wszystko już dawno zostało ustalone. To idealna lektura dla wszystkich tych, którzy szukają w literaturze duchowego ukojenia. Historia Teresy uświadamia nam, że odwaga do zmiany i konfrontacja z tym co trudne, pojawia się cicho, jak obecność Anioła Stróża. Nawet wtedy kiedy wszystko się rozpada i wydaje nam się, że nic nie możemy zrobić, obok nas jest KTOŚ kto czuwa, podsuwa ludzi i myśli, które pomagają nam iść dalej.
I właśnie za tę wiarę pokazaną bez moralizowania i patosu niezwykle cenię książki Małgorzaty Lis. Ta prosta duchowość, którą dzieli się autorka, tak niezwykle ludzka i bardzo bliska, obecna jest w mojej ciszy, codziennej modlitwie i decyzjach aby nie bać się żyć po swojemu. Kiedy odkładałam książkę na półkę w mojej głowie rozgościła się myśl, która była jak cichy szept. Nie bój się, jesteś prowadzona. Umocniona tą świadomością wkroczyłam w nowy rok. I wiem, że będzie on taki, jakiego najbardziej potrzebuję.
Polecam!
Co to była za książka! Kochani, koniecznie lećcie do księgarni albo zamawiajcie w Internecie! Niech ona będzie prezentem świątecznym dla kogoś z rodziny albo znajomych! Serio! Chyba najlepsza i najpiękniejsza książka w tym roku! W dodatku z pięknym przekazem, dającym do myślenia!
Teresa jest matką czwórki dorosłych dzieci i żoną wspaniałego męża Jerzego. Oprócz tego jest perfekcyjną panią domu i cudowną kucharką. W ogóle... Teresa jest idealna i chce aby jej dzieci również takie były. Dlatego chce wszystkim układać życie, a co za tym idzie wtrąca się we wszystko. Ona oczywiście uważa to za akt dbania o swoje pociechy, lecz one wcale tak nie uważają. Kobieta jest osobą bardzo wierzącą i nie akceptuje faktu, że jej syn żyje z kobietą bez ślubu. Zaś jej córka jest singielką a co za tym idzie Teresa uważa, że skoro nie ma rodziny to ma czas na wszystko.
Gdy zbliżają się Święta Bożego Narodzenia Teresa wyznacza każdemu ze swoich dzieci zadania. Niestety nie bierze pod uwagę tego, że każde z dorosłych już dzieci nie dość, że ma swoje rodziny i swoje życie to w dodatku jakoś już ma zaplanowane dni. Kobieta tego nie rozumie, bo według niej powinni rzucić wszystko i zjawić się u matki na myciu okien i przygotowywaniu potraw. Żaden z członków rodziny nie cieszy się na ten wyjątkowy czas, bo naprawdę mają dość nakazów i zakazów ze strony rodzicielki. Ojciec niestety nigdy nie odzywa się więc też i nie stanie w ich obronie.
I powiem wam, że na początku Teresa wkurzała mnie i to bardzo, ale... po złym charakterze przychodzi ten lepszy... tak było w tym przypadku. Bo naprawdę z jednej strony mogłam, a przynajmniej starałam się zrozumieć, że ona robi to dla dobra dzieci, ale... z drugiej... ona swoim zachowaniem odpychała rodzinę do tego stopnia, że nikt nie chciał się z nią kontaktować, bo wiedział, że spotkanie czy nawet rozmowa telefoniczna skończą się marudzeniem, upominaniem, wytykaniem błędów i tonem głosu, który już sam z siebie mówił, że kobieta jest wiecznie niezadowolona.
Pewnego dnia wydarza się coś co zmienia Teresę i jej podejście do życia... Ta sytuacja sprawia, że Teresa zaczyna rozumieć to jakie błędy popełniała względem rodziny. Czy się zmieni? Tak! Zdradzę wam, że to co o sobie usłyszy, to co inni będą jej mówili sprawi, że... zacznie postępować inaczej. Czy będzie jej łatwo? Nie, ale...
Ale nic więcej nie napiszę, bo sami musicie sięgnąć po tą cudowną i jakże mądrą książkę. To jedna z tych książek, których się nie odkłada a co najważniejsze o nich się nie zapomina. Naprawdę polecam ją! I wierzę, że nie będziecie żałować tego, że ją kupiliście.
,,Teresa postanawia żyć" to najnowsza powieść Małgorzaty Lis, autorki znanej z tworzenia ciepłych, refleksyjnych historii o zwykłych ludziach i ich niezwykłych zmaganiach z codziennością. Tym razem Lis zabiera czytelnika do świata Teresy - kobiety, która przez lata żyła według zasad, jakie ,,wypadało" przestrzegać, aż w końcu uświadamia sobie, że w tym życiu gdzieś się zgubiła.
Teresa to kobieta w średnim wieku, matka czwórki dorosłych dzieci, babcia i żona. Jej dni wypełnione są obowiązkami, przygotowaniami, sprzątaniem i dbaniem o to, by wszystko było ,,tak jak trzeba". Z pozoru idealna - ma dom, rodzinę, dobre imię - a jednak coraz częściej dopada ją uczucie pustki i zmęczenia.
Pewne nieoczekiwane wydarzenie wywraca jej uporządkowany świat do góry nogami. To właśnie wtedy Teresa zaczyna patrzeć inaczej - na siebie, na bliskich, na życie. Powoli odkrywa, że nie musi być perfekcyjna, że ma prawo do błędów, odpoczynku, a nawet do egoizmu rozumianego jako troska o własne potrzeby.
Małgorzata Lis w swojej książce porusza tematy bliskie wielu kobietom: zmęczenie rolą ,,idealnej matki", potrzeba akceptacji, lęk przed oceną oraz trudność w odpuszczaniu. Autorka pokazuje, jak bardzo społeczne oczekiwania mogą przytłoczyć i jak trudno nauczyć się żyć ,,po swojemu".
Jednocześnie nie jest to smutna ani pesymistyczna książka. Wręcz przeciwnie - tchnie nadzieją. Pokazuje, że nawet po latach można dokonać zmian, że warto na nowo odkrywać siebie i uczyć się radości z małych rzeczy.
Lis pisze prosto, ale z dużą empatią. Dialogi brzmią naturalnie, a opisy codziennych sytuacji - sprzątania, rozmów przy stole, wizyt rodzinnych - są tak realistyczne, że czytelnik może łatwo odnaleźć w nich siebie lub kogoś bliskiego. Autorka nie moralizuje, lecz subtelnie prowadzi do refleksji.
,,Teresa postanawia żyć" to powieść ciepła, prawdziwa i bardzo ludzka. Nie znajdziemy tu spektakularnych zwrotów akcji, ale właśnie w tej zwyczajności tkwi siła książki. To historia o dojrzewaniu emocjonalnym, o przebaczeniu sobie i o odwadze, by wreszcie żyć tak, jak się chce - nie tak, jak ,,wypada".
To książka idealna dla czytelników, którzy cenią refleksyjne, życiowe historie i chcą zatrzymać się na chwilę, by pomyśleć o swoim życiu. Polecam ją szczególnie kobietom, które czują się zmęczone ,,byciem dla wszystkich" - Teresa pokaże, że nigdy nie jest za późno, by postanowić żyć naprawdę.
Pełna humoru, ciepła i wzruszeń opowieść o miłości, która pozwala sercom znowu bić we właściwym rytmie Gdyby apodyktyczna babcia Emilia wiedziała, czym...
Pięć pozornie zwyczajnych kobiet, korzystając z okazji, że brat jednej z nich zakupił właśnie starą chatę w górach, postanawia odciąć się od przedświątecznego...
Przeczytane:2025-12-12, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam, Literatura Obyczajowa/Romans, 2025,
,,Teresa postanawia żyć” niesamowicie irytująco-wzruszająca opowieść zimowo świąteczna z serii: Opowieści z Wiary.
🔥❓ Jaka powinna być babcia???
Większość z nas odpowiedziałaby pomocna, cierpliwa, wspierająca, udzielająca dobrych rad, ale nie pouczająca .... Bo te cechy pomagają w budowaniu silnej więzi z wnukami i ich rodzicami, to klucz do zdrowej relacji.
Jednak rzeczywistość często odbiega od tych przymiotów. Teresa to żona, matka, teściowa i babcia, to starsza Pani, która jest skupiona na sobie, którą w niczym nie można zadowolić. Nieustannie narzeka, ma o wszystko pretensje, zamęcza wszystkich wokół ciągłymi wymówkami i złośliwościami. Perfekcyjna Pani domu, która od lat żyje w poczuciu rozczarowania i zgryźliwości, do momentu pewnego wydarzenia, które to zmusiło ją do refleksji nad własnym życiem i wartościami.
Małgorzata Lis funduje nam podróż w doświadczenia bohaterów, które pokazują, że każdy dzień to nowe odkrycie, to nauka uczenia się bycia lepszym, bycia wdzięcznym za to, co mamy. Uzmysławia nam, że w dzisiejszym zgiełku codzienności, często zapominamy, że życie to tylko chwile, które należy celebrować, bo nic nie jest dane nam na zawsze.
,,Teresa postanawia żyć” inspirująca historia, która skłania do pewnego zastanowienia się nad własnym życiem i wartościami. Uświadamia nam, jak niewiele trzeba by wszystko stracić. Pozwala dostrzec piękno w prostocie, siłę w słabości i nadzieję w przyszłości.