1938, Warszawa. Zofia, panienka z dobrego domu, rozpoczyna naukę śpiewu, marząc o karierze. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Rachelę, młodą Żydówkę, fascynującą istotę, która staje się jej bardzo bliska. Zofia musi zmierzyć się z prawdą o sobie.
Kiedy wybucha wojna, jej świat chwieje się niebezpiecznie, by ostatecznie runąć.
Zofia, wiedziona furią angażuje się w działania konspiracyjne.
1993, Sztutowo. Ida, pełna zapału psychiatra, przyjeżdża do nadmorskiego miasteczka, by opiekować się babcią Zofią, próbując pogodzić to z pracą i próbami ratowania relacji z mężem. Odczuwa niepokojące dolegliwości, które prowadzą ją do odkrycia idei traumy międzypokoleniowej i zrozumienia, że żyją w niej stare rodzinne sekrety. Trauma, która pisze swój dalszy ciąg na jej ciele i psychice.
Czy Ida udźwignie świadomość bólu, jaki nosi w sobie od zawsze?
Czy Zofia zdoła wypowiedzieć gromadzone latami cierpienie?
Opowieść o kobietach, które, by zrozumieć siebie, mierzą się z tym, kim były i co przeżyły ich przodkinie.
To książka o tym, jaki ślad odciskają na nas nieprzepracowane straty. O tym, że cząstki przeszłości są wszędzie, a wyparte tajemnice stają się bezimiennym lękiem.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-11-20
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 304
Z jaką książką rozpoczeliści Nowy Rok? Ja go zaczęłam z książką Kaji Owczarczyk pod tytułem "Dziedzictwo". Historia osadzona jest w dwóch ramach czasowych. Mamy rok 1938. Zofia to dziewczyna z dobrego domu, która marzy żeby jej pasja śpiewania przerodziła się w plan na życie. Pewnego dnia życie stawia na jej drodze Rachelę, która zaczyna ją dużo bardziej fascynować niż muzyka. Jednak wszystkie plany i marzenia zmienia wybuch wojny. Zofia po ciężkich przeżyciach, kierując się chęcią zemsty angażuje się w działania konspiracyjne. Druga oś czasowa to rok 1993. Ida to psycholożka i wnuczka Zofii, która przyjeżdża do Sztutowa by zaopiekować się babcią. Mimo iż na codzień pomaga innym nie jest w stanie pomóc sobie. Żyje w toksycznym związku i ma trudne relacje z matką. Te kobiety nie są szczęśliwe i każda z nich nosi w sobie traumę, która jest traumą dziedziczoną z pokolenia na pokolenie poprzez ich dorosłe wybory. Dlatego jedynym rozwiązaniem jest rozwikłanie tej zagadki i opowiedzenie o przeszłości. Bohaterowie są tutaj świetnie wykreowani dzięki ich autentyczności i nieszablonowości. Jest to bardzo ciekawa historia wielowymiarowa, kobieca i pełna tajemnic z przeszłości. Pokazująca jak duże piętno może odcisnąć przeszłość na naszą przyszłość.
Literatura wojenna zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, zwłaszcza ta, która splata przeszłość z teraźniejszością i ukazuje, jak wydarzenia sprzed lat wpływają na kolejne pokolenia. To właśnie ten motyw przyciągnął moją uwagę do opisu „Dziedzictwa” Kai Owczarczyk. Sięgając po tę powieść, rozgrywającą się w dwóch planach czasowych, szybko przekonałam się, że czeka mnie lektura poruszająca i wielowymiarowa.
Warszawa, 1938 rok.
Poznajemy Zofię – młodą kobietę z dobrego domu, wychowaną w poczuciu bezpieczeństwa i społecznych konwenansów. Rozpoczyna naukę śpiewu, marząc o artystycznej karierze i życiu wykraczającym poza przewidywalny schemat. Jej świat zmienia się diametralnie, gdy poznaje Rachelę – młodą Żydówkę, osobę fascynującą, nieoczywistą, emanującą wolnością i wewnętrzną siłą. Relacja między kobietami szybko nabiera głębi, stając się dla Zofii impulsem do konfrontacji z własną tożsamością, pragnieniami i lękami.
Wybuch wojny brutalnie przerywa tę rzeczywistość. Dotychczasowy porządek runie, a Zofia – pchana gniewem, rozpaczą i potrzebą działania – angażuje się w konspirację. Wojna nie tylko odbiera jej bliskich i złudzenia, ale również naznacza ją doświadczeniem, którego ciężar będzie nosić przez całe życie.
Sztutowo, 1993 rok.
Ida – młoda, ambitna psychiatra przyjeżdża do nadmorskiego miasteczka, by zaopiekować się swoją babcią Zofią. Próbuje pogodzić opiekę nad starszą kobietą z pracą zawodową oraz rozpadającą się relacją z mężem. Z czasem Ida zaczyna doświadczać niepokojących objawów somatycznych i psychicznych, których nie potrafi jednoznacznie wyjaśnić.
Jej zawodowa wiedza prowadzi ją do pojęcia traumy międzypokoleniowej. Ida stopniowo uświadamia sobie, że w jej ciele i psychice zapisane są stare rodzinne sekrety, niewypowiedziane historie i cierpienia, które nigdy nie zostały przepracowane. Trauma przeszłości domaga się głosu – nawet jeśli przyjmuje formę bólu, lęku i dezorientacji.
Po „Dziedzictwo” Kai Owczarczyk sięgnęłam z ciekawością, ale nie spodziewałam się, że ta powieść poruszy mnie aż tak głęboko. To książka o kobietach, które – aby zrozumieć siebie i swoje wybory – muszą spojrzeć wstecz, ku historiom swoich przodkiń. O pamięci, która nie zawsze jest własna, i o bólu przekazywanym z pokolenia na pokolenie, często w milczeniu.
Autorka prowadzi fabułę z ogromną wrażliwością i wyczuciem. Jej styl jest oszczędny, pozbawiony zbędnego patosu, a jednocześnie niezwykle nasycony emocjami. Nic nie jest tu podane wprost – dramat nie krzyczy, lecz sączy się między wersami, zmuszając czytelnika do uważnej, refleksyjnej lektury. Bardzo doceniłam sposób, w jaki Kaja Owczarczyk splata dwa plany czasowe: przeszłość i teraźniejszość nie rywalizują ze sobą, lecz wzajemnie się uzupełniają, tworząc spójną, wielowarstwową opowieść o konsekwencjach dawnych wyborów i przemilczeń.
Wątek wojenny nie pełni tu jedynie funkcji historycznego tła. To właśnie on staje się źródłem traumy, której echo wybrzmiewa długo po ustaniu działań wojennych. Autorka w sugestywny i bardzo poruszający sposób pokazuje, jak nieprzepracowane straty, lęk i poczucie winy potrafią „osiedlić się” w kolejnych generacjach, przybierając formę chorób, trudnych relacji czy nieokreślonego egzystencjalnego niepokoju. Czytając, miałam wrażenie, że obcuję nie tylko z historią bohaterów, ale z czymś uniwersalnym i boleśnie prawdziwym.
Szczególnie poruszyła mnie postać Idy. Jej psychologiczna wiarygodność zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jako psychiatra doskonale rozumie mechanizmy traumy, a jednak sama nie potrafi się przed nią uchronić. Ten paradoks nadaje jej historii autentyczności i głębi. Z kolei Zofia jawi się jako postać tragiczna: silna, lecz wewnętrznie złamana; milcząca, choć przepełniona niewypowiedzianymi emocjami. To bohaterki, które pozostają w pamięci na długo po zakończeniu lektury.
„Dziedzictwo” pozostawiło mnie z poczuciem głębokiej refleksji nad tym, jak silnie przeszłość – nawet ta, której nie znamy i nie pamiętamy – wpływa na nasze życie. To opowieść o dziedziczeniu bólu, ale też o próbie jego nazwania, a tym samym oswojenia. Dla mnie była to lektura wymagająca emocjonalnie, momentami trudna, lecz niezwykle potrzebna. Przypomina, że bez zmierzenia się z historią nie sposób zbudować wewnętrznego spokoju.
Z pełnym przekonaniem polecam „Dziedzictwo” wszystkim czytelnikom, którzy – podobnie jak ja – cenią literaturę wojenną, narracje wielopokoleniowe i książki, które nie dają prostych odpowiedzi, ale zmuszają do zatrzymania się i refleksji.
„Dziedzictwo” Kaji Owczaryk to powieść z pogranicza literatury obyczajowej i historycznej, silnie osadzona w psychologii postaci i refleksji nad pamięcią, traumą oraz tożsamością. To książka skierowana do czytelników, którzy cenią emocjonalnie gęste historie, wielopokoleniowe narracje i opowieści o kobietach próbujących zrozumieć siebie poprzez przeszłość – także tę bolesną i przemilczaną.
Fabuła prowadzona jest dwutorowo. Pierwsza linia narracyjna przenosi czytelnika do Warszawy 1938 roku, gdzie poznajemy Zofię – młodą kobietę z dobrego domu, marzącą o karierze śpiewaczki. Jej świat, pozornie stabilny i uporządkowany, zaczyna pękać w chwili spotkania Racheli – Żydówki, osoby fascynującej, odważnej, wytrącającej Zofię z bezpiecznych schematów. Relacja między kobietami staje się impulsem do konfrontacji z własną tożsamością, pragnieniami i lękami. Wybuch wojny brutalnie kończy ten etap życia – Zofia zostaje wrzucona w rzeczywistość przemocy, straty i moralnych wyborów, a gniew i rozpacz popychają ją ku działalności konspiracyjnej. Ta część powieści nasycona jest emocjami skrajnymi: miłością, fascynacją, strachem, furią i poczuciem winy.
Druga oś czasowa prowadzi do Sztutowa w 1993 roku. Ida, wnuczka Zofii, jest młodą psychiatrą, kobietą nowoczesną, racjonalną, a jednocześnie kruchą. Przyjazd do babci i próba pogodzenia opieki z pracą oraz kryzysem małżeńskim uruchamia w niej proces, którego się nie spodziewała. Ciało i psychika zaczynają reagować w sposób niepokojący, a Ida stopniowo odkrywa pojęcie traumy międzypokoleniowej – dziedziczonego, niewypowiedzianego bólu, który nie należy tylko do niej. Wraz z kolejnymi odkryciami narasta napięcie, a czytelnik obserwuje, jak przeszłość zaczyna domagać się głosu.
Bohaterki „Dziedzictwa” są pełnokrwiste, niejednoznaczne i bardzo ludzkie. Zofia to postać targana sprzecznościami – silna i jednocześnie poraniona, odważna, ale niosąca w sobie ciężar winy i straty. Ida z kolei reprezentuje współczesnego człowieka, który wierzy w terapię, wiedzę i kontrolę, a mimo to musi uznać bezradność wobec historii zapisanej w ciele. Relacja między nimi – choć często pośrednia, oparta na milczeniu i niedopowiedzeniach – stanowi emocjonalny rdzeń powieści.
Tematyka książki dotyka nieprzepracowanej żałoby, wojennej traumy, tożsamości, miłości zakazanej i rodzinnych tajemnic, ale także pytania o to, kim jesteśmy bez znajomości własnych korzeni. Autorka pokazuje, jak przemilczane doświadczenia potrafią zamienić się w bezimienny lęk, somatyczne objawy i poczucie obcości wobec samego siebie. Styl narracji jest uważny, momentami intymny, nienachalny, a jednocześnie pełen napięcia – emocje nie są tu krzykliwe, lecz narastają powoli i długo rezonują po lekturze.
„Dziedzictwo” to powieść, która zostawia czytelnika z poczuciem zadumy i wewnętrznego poruszenia. Skłania do refleksji nad własną historią rodzinną, nad tym, co zostało przemilczane i jakie ślady mogło to zostawić. To tytuł wymagający emocjonalnej otwartości, ale odwdzięczający się głębią i autentycznością. Zdecydowanie warto po niego sięgnąć, jeśli szuka się literatury, która nie tylko opowiada historię, lecz także pomaga lepiej zrozumieć siebie i innych.
Bardzo interesują mnie książki, w których występuje trauma międzypokoleniowa. Według mnie jest to trudny, ale i też ciekawy temat. W książce „Dziedzictwo” Kai Owczarczyk trauma ta miała swój początek już w czasach wojennych i ciągnęła się z pokolenia na pokolenie...
Rok 1938. Żyjąca wtedy w Warszawie Zofia jest panienką z dobrego domu. Rozpoczyna naukę śpiewu oraz marzy o karierze, jednak kiedy poznaje młodą żydówkę Rachelę, wszystko się zmienia. Zofia jest nią zafascynowana i z czasem Rachela staje się jej bardzo bliska. Sytuacja zmusza dziewczynę do tego, aby zmierzyła się z prawdą o sobie. Nagle wybucha wojna, podczas której Zofia angażuje się w działania konspiracyjne. Czy po wielu latach zdoła wypowiedzieć swoje cierpienie, które zaczęło się w niej gromadzić latami?
Rok 1993. Ida, wnuczka Zofii, jest pełną zapału psychiatrą, która przyjeżdża do Sztutowa, aby opiekować się chorą babcią. Jednocześnie próbuje pogodzić swój wyjazd z pracą i próbami ratowania swojego małżeństwa. Czy niepokojące dolegliwości, które odczuwa, poprowadzą ją do odkrycia idei traumy międzypokoleniowej? Jakie rodzinne sekrety zostawiły swój ślad w jej psychice?
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Są w niej dwie płaszczyzny czasowe, czyli czasy wojenne i powojenne, które poznajemy z opowieści Zofii i czasy bardziej współczesne, czyli 1993 rok, w którym Ida próbuje odkryć źródło swojej traumy. Obie płaszczyzny czasowe były dla mnie tak samo ciekawe. Dzięki opowieści Zofii poznajmy nie tylko ciężkie czasy wojenne, ale i ból nieszczęśliwej miłości, związku bez miłości i macierzyństwa pozbawionego głębszych uczuć. Z kolei Ida, mimo że była psychiatrą, nie miała szczęśliwego życia prywatnego, ani dobrych relacji z matką, dlatego, aby zrozumieć siebie oraz swój problem, który ją blokował w osiągnięciu szczęścia, musiała zmierzyć się z tym, co przeżyła Zofia w przeszłości. Na przykładzie Idy można zobaczyć to, jaki ślad na psychice potrafią odcisnąć nieprzepracowane straty. Czytając tę książkę, można też zobaczyć, jak trudna do zdiagnozowania bywa trauma międzypokoleniowa, która niestety dotyka tak naprawdę wiele osób.
„Dziedzictwo” jest ciekawą książką, w której przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Na przykładzie jej bohaterek można przybliżać sobie zagadnienie transgeneracyjnej traumy, która bywa wielkim problemem utrudniającym życie, dlatego myślę, że warto poznać tę historię. Polecam ją miłośnikom wojennych historii, powieści pełnych tajemnic z przeszłości i wszystkim tym, którzy, tak jak Idą, próbują zrozumieć siebie. Czas z tą książką z pewnością nie będzie stracony.
CO NAM ZOSTAWIONO W TESTAMENCIE
"Jestem zlepkiem historii innych."
Czy to możliwe, aby młoda osoba czuła się tak, jakby przeżyła już niejedno życie? Czy można znaleźć wytłumaczenie dla własnych lęków i uczuć w historii własnych przodków? I najważniejsze – jak wpaść na pomysł, aby poszukiwać odpowiedzi na teraźniejsze bolączki w tym, co było kiedyś i dawno przeminęło? Okazuje się, że nie wszystko znika wraz z osobami, czasami i pokoleniem – pozostaje pamięć genetyczna, którą można komuś przekazać. Nasze ciało jest narażone na przeżywanie czegoś, co nigdy nie było naszym udziałem. „Żeby przerwać ten cykl, żeby wyleczyć traumy naszych matek i babć, trzeba przede wszystkim o nich opowiedzieć”. Zatem opowiedzmy o Zofii, Celinie i Idzie.
"Można mieć całkiem niezłe życie bez miłości, ale czy to wystarczy?"
Ida to młoda i sumienna psycholożka, która lepiej radzi sobie z życiem swoich pacjentów niż z własnym. Stosowanie tych samych metod skutkuje bardziej, kiedy dotyczy innych, a jej własne problemy zdają się tkwić w martwym punkcie, którego nie da się ożywić. Jest tak, jakby pozbawiono jej mocy sprawczej i decyzyjnej nad własnym życiem. I choć wewnętrznie wszystko w niej krzyczy w niezgodzie, to jednak na zewnątrz milczy i nikt jej nie słyszy. Nieszczęśliwa w małżeństwie, w relacjach z matką, a jedyna osoba, która zdaje się coś z tego rozumieć to umierająca babcia. Dlaczego trzy pokolenia kobiet obracają się niczym chomiki w kołowrotku, nie potrafią go zatrzymać i nigdy już do niego nie wchodzić? Kluczem do rozwikłania tej zagadki okazuje się przeszłość, która raz opowiedziana może uratować przyszłość.
"Nie idź na kompromisy z życiem. Nie przeczekuj. Nie akceptuj tymczasowości. Nie zgadzaj się na substytuty. Żyj."
Zofia, babcia Idy musi się jednak spieszyć, aby przekazać wszystko to, co w jej historii jest najistotniejsze – opowiedzieć o ludziach, których kochała, których straciła i nigdy się z tym nie pogodziła; o wojennych traumach i decyzjach, jakie przyszło jej podejmować; o niezgodzie na życie, które o ową zgodę po prostu nie pytało; oraz o sile przebaczenia, które niekiedy przychodzi za późno. Z taką przeszłością bardzo trudno się zmierzyć, zaakceptować i zrozumieć, że czasem życie nie daje drugich szans i ranimy ludzi, których powinniśmy kochać bezwarunkowo. Niestety tak często się zdarza, że przenosimy na innych złość, aby znaleźć winnych, obarczyć odpowiedzialnością i poczuć ulgę. Tak ostatnia zaś nigdy nie nadchodzi. Potrzeba czasem więcej niż jednego pokolenia, aby zrozumieć swoje błędy i nie przekazywać dalej własnych traum.
"To ona była tym człowiekiem. Wyborem. Sensem."
Choć brzmi to może enigmatycznie, choć niektórzy nazwaliby to psychologicznym bełkotem, to jednak prawdą jest, że trudno opatrywać rany, których nie widać. A one potrafią tkwić bardzo głęboko i tylko wydostanie je na światło dzienne oraz zastosowanie odpowiedniego leczenia może pomóc je zabliźnić. Celina, córka Zofii, żyjąca w niewiedzy na temat przeżyć własnej matki, powiela jej błędy. A Ida, córka Celiny także mierzy się z odrzuceniem, niezrozumieniem i totalnym podporządkowaniem innym. Trzeba było w końcu znaleźć wyjątek od tej reguły, aby ją potwierdzić, przeanalizować i wyciągnąć wnioski. Myślę, że gdyby pociągnąć tę historię dalej, nie znaleźlibyśmy w potomkach Idy podobnego zachowania. Historia bowiem została opowiedziana…
„Dziedzictwo” już na zawsze pozostanie także moim „dziedzictwem” ze względu na historię, od której trudno się oderwać i ciężko o niej zapomnieć. Uwielbiam książki, które toczą się dwutorowo, a obie płaszczyzny są równie mocno przemyślane pod względem historycznym i psychologicznym. W tej opowieści żadna nie może istnieć osobno, bo świetnie się uzupełniają i tłumaczą przedstawioną rzeczywistość. A także naszą własną, współczesną, która być może też ma swój własny transgeneracyjny wątek.
Gorąco polecam.
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Dziedzictwo, Kaja Owczarczyk, Wydawnictwo Videograf, 2025
15/52/2026
"Dziedzictwo" Kaja Owczarczyk Videograf #recenzja #współpracarecenzencka #współpracabarterowa #traumamiędzypokoleniowa
Trauma przekazywana przez pokolenia
Warszawa 1938 rok, Zofia Nęcka, panienka z dobrego domu, rozpoczyna naukę śpiewu, marząc o karierze. Ma już wybranego kandydata na męża, Stanisława, jej życie ma zaplanowany przebieg. Wszystko zmienia Rachela, młoda Żydówka, z którą Zofia nawiąże wyjątkową nić znajomości i która wywróci jej świat do góry nogami. Zofia odkrywa, że kocha Rachelę, nie Stanisława, ale ma świadomość, że ta miłość jest nierealna.
1993, Sztutowo, Ida, psychiatra, borykająca się z problemami w małżeństwie, przyjeżdża do nadmorskiego miasteczka, by zaopiekować się babcią Zofią. Próbuje pogodzić opiekę z pracą i zastanawia się nad sensem dalszego życia z mężem, który stosuje wobec niej przemoc psychiczną.
Zofia zaczyna opowiadać wnuczce swoją historię, chce w ten sposób oczyścić duszę przed odejściem z tego świata i pozwolić Idze, jak i córce Celinie, choć ta druga nie chce jej zbytnio słuchać, dlaczego ona traktowała w taki sposób swoją córkę, a potem ta swoją.
Kaja Owczarczyk w swojej powieści ukazuje nam traumę przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Ale czy tu naprawdę o traumę chodzi? Z kreślonej historii wyłaniają się kobiety, które nie potrafią kochać, bo nikt ich tego nie nauczył. Zaczęło się od babki, która rozpaczając po utracie ukochanej osoby, wpada w taki gniew, wściekłość, że w polskim podziemiu wykonuje egzekucje bez mrugnięcia okiem, w ten sposób wyładowując negatywne emocje, a po wojnie zakłada rodzinę z mężczyzną, którego nie kocha, dla własnej wygody, poczucia komfortu, towarzystwa kogoś w domu, potem rodzi dziecko, córkę, której nie potrafi pokochać, a patrząc na nią przypomina sobie o utraconej miłości, w postaci Racheli... Przecież nikt jej do tego związku nie zmuszał, nie rozumiem postępowania Zofii, a to jak traktowała swoją córkę Celinę, a potem jak podjęła za nią najważniejszą decyzję w życiu, po prostu zmroziło mi krew w żyłach. Przez Zofię miłością nie potrafiła obdarzyć Idy, Celina. A Ida? Ta wpakowała się w małżeństwo z toksykiem, z którego nie miała siły się wyplątać. Jest niby psychiatrą, ale sama ma wiele problemów ze swoją psychiką, więc nie wiem czy to dobrze świadczy akurat o lekarzu psychiatrii. Potem szczęścia szuka w osobie swojego przyjaciela sprzed lat, ale dalej odczuwa, że to nie to. A zakończenie autorka pozostawia nam takie, jakby wynikało z niego, że wnuczka ma taką samą słabość do kobiet co jej babcia...
"Dziedzictwo" zapowiadało się na ciekawą książkę, ale jej treść bardzo mnie zirytowała, ten wątek miłości kobiet, to podążanie współczesnym trendem? Bo nie rozumiem tego, i nie rozumiem umiejscowienia akcji części książki w czasach wojny, bo przecież ta międzypokoleniowa trauma nie ma nic wspólnego z wojną. Ostatnio zrobiło się głośno na temat tego by autorki/autorzy wykorzystywali czasy wojny jako tło w powieściach tylko w sposób odpowiedni. Przy poprzedniej książce nie miałam żadnych zastrzeżeń, ale tutaj je mam, ponieważ ten wątek jest jakby wprowadzony na siłę, by książka lepiej się sprzedawała. Przepraszam, ale mam takie odczucia. Zawiodłam się bardzo na tej książce i jej wam nie polecam. Ale jeśli macie ochotę ją przeczytać, to czekam na Wasze odczucia.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Videograf.
,,Dziedzictwo" to powieść o spokojnej formie, ale emocjonalnej intensywności. Kaja Owczarczyk podejmuje trudny, a zarazem bliski wielu czytelnikom temat wpływu przeszłości na kolejne pokolenia oraz tego, jak niewypowiedziane historie potrafią kształtować życie ludzi, którzy sami ich nie doświadczyli.
Autorka prowadzi narrację dwutorowo, zestawiając losy bohaterów z różnych epok. Dzięki temu przeszłość staje się nie tylko tłem historycznym, ale żywą siłą oddziałującą na teraźniejszość. Ten zabieg wypada naturalnie i spójnie - zmiany perspektywy nie dezorientują, a wręcz pogłębiają zrozumienie motywacji postaci. Szczególnie mocnym punktem książki są kobiece bohaterki, ukazane z dużą uważnością i psychologiczną wiarygodnością.
Styl Owczarczyk jest oszczędny, ale sugestywny. Autorka nie epatuje dramatyzmem; zamiast tego pozwala emocjom wybrzmiewać między wierszami. Dzięki temu czytelnik sam dopowiada sensy i łatwiej wchodzi w świat przedstawiony. To literatura, która nie spieszy się z oceną bohaterów, lecz stara się ich zrozumieć.
,,Dziedzictwo" porusza kwestie traumy, pamięci, lojalności rodzinnej oraz prób uwolnienia się od cudzych wyborów. Nie oferuje prostych odpowiedzi ani jednoznacznych rozwiązań, ale skłania do refleksji nad tym, co sami niesiemy po swoich przodkach - świadomie lub nie.
To książka dla czytelników ceniących literaturę obyczajową z pogłębioną warstwą psychologiczną, bez sensacyjnych zwrotów akcji, za to z dużą dawką emocjonalnej prawdy. ,,Dziedzictwo" zostaje w pamięci na długo - nie przez to, co głośne, lecz przez to, co przemilczano
1993 rok, Ida dowiadując się o śmiertelnej chorobie ukochanej babci Zofii postanawia się nią zająć i spędzić razem tyle czasu ile jeszcze się da. Takie rozwiązanie nie podoba się mężowi kobiety, jednak Ida wie, że innej opcji nie ma i przynajmniej w tym mu nie ustąpi. Zofia licząc ostatnie dni do końca opowiada wnuczce swoją historię, której początek ma przed wojną. Jak traumy, można by powiedzieć, minione rzutują na losy młodego pokolenia i czy to w ogóle jest możliwe?
Powieści osadzone przed, w trakcie i po drugiej wojnie światowej mają osobne miejsce w moim sercu. Tym razem poznajemy dwie bohaterki. Zofię i Idę, gdzieś tam przemyka los jeszcze jednej, znajdującej się pomiędzy nimi ale głównie skupiamy się na tych dwóch postaciach. Nie bez powodu mówi się że wnuki dziedziczą więcej po dziadkach niż rodzice. Ta luka czasem pozwala odetchnąć starszym pokoleniom, które zaczynają w spokoju żyć, bo ufff.... udało się, nie ma co się martwić. Okazuje się,że to tylko chwilowe wytchnienie, a wnuki zostają obarczone przeszłością, o której nie chce się mówić. Bardzo często takie osoby nie rozumieją co się dzieje, dlaczego zachowują się tak a nie inaczej. Za to dziadkowie...oni wiedzą i wiedzą też, że pora na rozgrzeszenie ze swoich przeszłych wyborów.
To powieść o niespełnionej miłości, żalu po tym co utracono, przeżytej i przekazanej - nieświadomie - traumie, a także walce nie tylko fizycznej ale i psychicznej o odzyskanie chodźby namiastki szczęścia. Bardzo dobra, obyczajowo historyczna lektura, która jest skierowana do wszystkich. Może wtedy lepiej pewne rzeczy dziejące się w naszym życiu zrozumiemy. Polecam.
"Dziedzictwo" to powieść, którą z powodzeniem można nazwać tzw. efektem motyla, tyle że w duchu historycznym. Łączy w sobie bowiem dwie ramy czasowe, dwa światy - przeszłość i teraźniejszość. Dzięki takiemu ujęciu zastanawiamy się, jak nasze korzenie wpływają na nasze życie i relacje z innymi ludźmi.
Przenosimy się do przedwojennej Warszawy, do roku 1938, gdzie poznajemy Zofię, panienkę z dobrego domu, rozpoczynającą naukę śpiewu i marzącej o karierze. Wszystko się zmienia, gdy na swojej drodze spotyka młodą Żydówkę Rachelę, która staje się jej bliska. Tu Zofia musi zmierzyć się z prawdą o sobie. A kiedy wybucha II wojna światowa, dziewczyna angażuje się w działania konspiracyjne.
Natomiast w nadmorskim Sztutowie jest rok 1993, gdzie poznajemy Idę, psychiatrę, która stara się pogodzić życie zawodowe i rodzinne. Opieka nad babcią Zofią sprawia, że przy okazji wychodzą rodzinne tajemnice i ich wpływ na zdrowie i emocje. Kobiecie towarzyszą niepokojące dolegliwości, traumy międzypokoleniowe i jej konsekwencje.
Zarówno Zofia, jak i Ida muszą zmierzyć się ze swoją przeszłością, z historią swojej rodziny, z tym, kim były i co przeżyły ich przodkinie. Nieprzepracowane straty, poczucie winy, przemilczane krzywdy, zawsze pozostawiają w człowieku jakiś ślad, który nieświadomie dźwigamy i który będzie się przejawiał w niewyjaśnionym lęku, bólu i cierpieniu. Mamy tu do czynienia z mechanizmem transgeneracyjnej traumy.
"W głowie brzęczało jakieś niewyraźne skojarzenie. Myśl, która nie mogła się o nic zakotwiczyć. Coś niedawnego, czemu nie poświęciła wiele uwagi, teraz do niej wracało."
Autorka stworzyła sylwetki bohaterów niejednoznacznych. Poprzez swoje słabości, błędy i pragnienia są nam bliscy. Z kolei ich zachowania i decyzje musimy sami przemyśleć i ocenić. Autorka tego nie robi.
Niewątpliwą zaletą książki jest to, że Kai Owczarczyk udało się uniknąć brutalności, mimo iż jednym z głównych tematów jest wojna z jej ciężarem i mrokiem ówczesnej rzeczywistości. Autorka buduje realia z niezwykłą wrażliwością, empatią i subtelnością. Zatem z powodzeniem po lekturę może sięgnąć osoba w każdym wieku. To duża wartość, aby młody czytelnik poznał choć część historii naszego kraju. A być może zechce bardziej zgłębiać ten temat.
"Dziedzictwo" to poruszająca, wielowymiarowa powieść z głębokim tłem historycznym i psychologicznym skłaniająca do refleksji nad tym, jak przeszłość wpływa na życie, relacje i wybory kolejnych pokoleń. To książka o niespełnionej miłości, poczuciu pustki, odkrywaniu siebie i swojej tożsamości. Polecam wszystkim bez wyjątku!
Przeczytane:2026-01-10, Ocena: 4, Przeczytałem, Wydawnictwa Videograf S.A., Mam, 2026, Literatura Obyczajowa/Romans,
ak sadzisz- Czy nasza przeszłość ma wpływ na teraźniejszość naszych potomnych?
,,Dziedzictwo"
Kaja Owczarczyk, z tą opowieścią weszła na rynek wydawniczy z wysokiego postawioną poprzeczką.
Moje uznanie dla autorki, za wyjątkowy styl, świeże spojrzenie, ale przede wszystkim umiejętność snucia wciągającej opowieści.
Warszawa rok 1938, Zofia to panienka z dobrego domu, która marzy o karierze artystycznej. Gdy na swojej drodze spotyka młodą Żydówkę Rachelę, wszystko nabiera innego wymiaru. Wybucha II Wojna Światowa, zmienia wszystko. Zofia angażuje się w działania konspiracyjne, a Rachela…?
Sztutowo rok 1993, Ida, pełna zapału psychiatra, rozpoczyna opiekę nad babcią Zofią, próbując pogodzić to z pracą, a ratowaniem relacji z mężem. Dziewczyna odkrywa, że stare rodzinne sekrety wiodą ją do traumy międzypokoleniowej.
Fascynująca historia, niezwykle poruszająca z gatunku literatury obyczajowo-historycznej, czyli takiej, po którą sięgam bardzo chętnie.
Książka jest prowadzona dwutorowo, tu przeszłość i teraźniejszość to kluczowe pojęcie tej historii.
Kaja Owczarczyk, pokazuje nam, że przeszłość jest nierozerwalnie połączona z teraźniejszością, ma ona ogromny wpływ na życie potomnych.
,,Dziedzictwo" to książka, która od pierwszych stron wciąga. Napisana oryginalnym językiem, doskonale odzwierciedlona głębię emocji i odważne podejście do tematów ważnych społecznie.