Na krańcu świata, pośród ciszy i sztormów, rodzina strzeże przyszłości, która z każdym dniem staje się coraz mniej pewna. Aż morze wyrzuca na brzeg kobietę -- i nic już nie pozostaje na swoim miejscu.
Shearwater, niewielka wyspa u wybrzeży Antarktydy, to dziś niemal całkowite pustkowie. Z dawnego centrum badań pozostał jedynie bank nasion i ostatnia rodzina, której powierzono zadanie dopilnowania, by bezcenny zbiór trafił w bezpieczne miejsce. Dominic Salt i jego troje dzieci żyją tu w izolacji, każde z nich zmagając się z tym, co utracili -- i z tym, czego wciąż nie potrafią wypuścić z rąk.
Gdy podczas gwałtownej burzy na brzeg trafia nieznajoma, wszystko zaczyna się zmieniać. Rowan -- zraniona i niechętna do zwierzeń -- powoli zyskuje ich zaufanie. Ale jej obecność rodzi też pytania. Kim naprawdę jest? I co tak naprawdę dzieje się na wyspie?
W miejscu, gdzie każda decyzja może zaważyć na przyszłości świata, bohaterowie będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można zaufać komuś, kto sam czegoś się boi -- i czy możliwe są jeszcze nowe początki.
Nie szukaj dalej, jeśli pragniesz thrillera napisanego w stylu najwyższej próby literatury pięknej. "Dziki, mroczny brzeg", powieść utrzymana w oszczędnym, przejmującym stylu, przedstawia bohaterów tak wyrazistych, że poczujesz się, jakbyś sam utknął z nimi na fikcyjnej wyspie Shearwater.
-- Marie Claire
Plastyczna i poruszająca. Powieść oferuje zranionym bohaterom drogę powrotu do więzi i wspólnoty -- ryzyko, które, jak przekonuje McConaghy, zawsze warto podjąć, niezależnie od tego, jak niepewna jest przyszłość.
-- The New York Times Book Review
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2025-11-12
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 336
Tytuł oryginału: Wild Dark Shore
Powieści z gatunku literatury pięknej czytam raczej sporadycznie — zwykle wybieram coś innego, bardziej rozrywkowego, co nie wymaga aż tak dużego emocjonalnego zaangażowania. Jednak gdy zobaczyłam opis „Dzikiego, mrocznego brzegu”, poczułam, że to może być historia, która mnie zachwyci: tajemnicza wyspa, opuszczony świat, rodzina pilnująca ostatnich nasion na Ziemi, a do tego obietnica powolnej, intymnej opowieści o stracie, zaufaniu i nadziei. Ta mieszanka brzmiała na tyle intrygująco, że mimo mojej ostrożności wobec literatury pięknej postanowiłam spróbować.
Akcja powieści toczy się na Shearwater, niewielkiej wyspie u wybrzeży Antarktydy, która po upadku dotychczasowego świata stała się niemal zupełnym pustkowiem. Kiedyś znajdowało się tam ważne centrum badawcze, teraz jednak pozostał po nim tylko bank nasion — ostatni bastion nadziei na odbudowanie planety w przyszłości. Opiekę nad tym bezcennym skarbem powierzono rodzinie Saltów.
Dominic Salt i jego troje dzieci żyją na wyspie w pełnej izolacji. Każde z nich nosi w sobie jakiś rodzaj głębokiej straty: utraconą bliskość, dawny dom, nieprzepracowaną żałobę, niezrealizowane marzenia. Wyspa jest dla nich jednocześnie schronieniem i więzieniem — miejscem, które chroni przed światem, ale i nie pozwala ruszyć dalej.
Pewnego dnia, podczas potężnego sztormu, morze wyrzuca na brzeg nieznajomą kobietę. Rowan, bo tak ma na imię, jest poturbowana, zamknięta w sobie i wyraźnie niechętna do rozmów o swojej przeszłości. Mimo to powoli zaczyna zyskiwać zaufanie rodziny Saltów. Jej obecność nie tylko zakłóca ich ustalony porządek, ale przede wszystkim uwalnia emocje, które przez lata były skrzętnie ukrywane.
Rowan wprowadza do ich życia niepewność, nowe pytania i dawno niewidzianą dynamikę. Kim naprawdę jest ta kobieta? Co ukrywa? A przede wszystkim — dlaczego znalazła się na Shearwater? W opustoszałym świecie, w którym każdy błąd może kosztować ludzkość ostatnią nadzieję, zaufanie jest towarem równie rzadkim jak bezpieczeństwo.
McConaghy na kartach swojej powieści prowadzi czytelnika przez pełną napięcia i delikatności historię, w której ważne są nie tylko relacje między bohaterami, ale i pytania o przyszłość planety, możliwość przebaczenia oraz odwagę potrzebną do zaczynania od nowa.
Jednym z największych atutów powieści jest nastrój: gęsty, chłodny, melancholijny — zupełnie jak antarktyczne wiatry, które przewijają się przez karty książki. McConaghy tworzy wrażenie świata na skraju upadku, ale robi to z niezwykłą czułością. Jej styl jest poetycki, pełen niedopowiedzeń i subtelnych obserwacji, co sprawia, że powieść czyta się jak literacką medytację nad tym, co znika, i nad tym, co chcemy ocalić.
Równie ważne są motywy ekologiczne, które pojawiają się w tle — bank nasion, izolacja, konsekwencje katastrofy klimatycznej. Autorka nie moralizuje, ale pozwala czytelnikowi poczuć ciężar świata, który wymknął się spod kontroli.
Relacje między bohaterami rozwijają się powoli i naturalnie. Każdy członek rodziny Saltów ma własny bagaż emocjonalny i własną ścieżkę rozwoju. Pojawienie się Rowan działa jak katalizator — zaczynają zadawać sobie pytania, których wcześniej bali się wypowiedzieć.
Muszę przyznać, że początek był dla mnie trudny. Nie od razu potrafiłam wgryźć się w fabułę — liczne przeskoki między bohaterami sprawiały, że nie umiałam złapać rytmu opowieści, a narracja wydawała mi się nieco rozproszona. Czytałam powoli, ostrożnie, trochę z obowiązku i trochę z nadziei, że w końcu coś „zaskoczy”.
I rzeczywiście — z czasem historia zaczęła mnie coraz bardziej wciągać. Im dalej brnęłam, tym wyraźniej czułam, jak fabuła nabiera kształtu i siły, a ja zaczynam płynąć przez kolejne rozdziały, coraz bardziej ciekawa, dokąd autorka mnie zaprowadzi. W pewnym momencie zorientowałam się, że czytam z rosnącym napięciem, niemal nie mogąc oderwać się od książki, bo za wszelką cenę chciałam poznać zakończenie.
To powieść zdecydowanie melancholijna, miejscami wręcz posępna, pełna smutku i tęsknoty. Jednocześnie — przynajmniej we mnie — nie wywołała łez wzruszenia. Raczej poczucie refleksyjnego ciężaru, delikatnego przygnębienia i cichej nadziei, która sączy się z dialogów i surowych krajobrazów.
Finalnie jestem bardzo zadowolona, że postanowiłam po tę książkę sięgnąć. Choć wymaga cierpliwości i uważności, odpłaca się bogatymi emocjami, pięknym językiem i atmosferą, która na długo pozostaje w pamięci. To historia o końcach i początkach, o tym, co tracimy — i o tym, co mimo wszystko próbujemy ocalić.
"Dziki, mroczny brzeg" Charlotte McConaghy to historia, która wciąga od pierwszych stron🩵 Ta książka to prawdziwa uczta dla mojej duszy 💔 Charlotte McConaghy po raz kolejny udowadnia, że potrafi połączyć emocjonalną głębię z klimatycznym, surowym światem natury. „Dziki, mroczny brzeg” to historia o stracie, miłości, winie i potrzebie odkupienia — a wszystko to na tle dzikiej, lodowatej krainy, gdzie natura jest równie piękna, co bezlitosna ❄️
Styl Charlotte McConaghy jest przyjemny, refleksyjny i niesamowicie obrazowy. Czytając, czujesz zapach morza, chłód wiatru i ból, który noszą w sobie bohaterowie. To powieść, która zostanie w mojej głowie na długo po przeczytaniu 🌅
Moja ocena: 9/10 🌟
Idealna dla tych, którzy lubią powolne, emocjonalne opowieści o naturze i człowieczeństwie 🌾
Polecam gorąco!
BRUNETTE BOOKS
Ale ta książka hipnotyzuje, dosłownie wciąga niczym fale sztormu, kiedy nie da się z nimi walczyć. Tutaj trudno było pozostawić bohaterów bodaj na chwilę. Tym bardziej, że jest ich kilku, każdy opisuje nam to co sam przeżywa, gdzie się znajduje i na jakim poziomie inteligencji się znajduje. Nie każdy jest tutaj dorosłym, a dzieci bywają ukształtowani od początku na przetrwanie. Mieszkają w miejscu gdzie w każdej chwili woda może zabrać im wszystko, zwłaszcza plony, jak sami powtarzają, że najważniejsze jest ziarno. Różne jego odmiany, które muszą przebywać w odpowiedniej temperaturze, gdyż w przeciwnym razie ulegną zniszczeniu. Tutaj młody chłopiec ma ogromną wiedzę na ich temat. Z wolna w swojej osobie będzie nam przybliżał je, począwszy od mniszka lekarskiego, który ludzie uważają za chwast. To typowy rosnący botanik, który również dzięki lekturze będzie nam zwracał uwagę na zioła, które leczą, lecz od strony ich wyglądu, rozmnażania i przydatności. To są rzeczy prawdziwe. Jednak, aby zacząć od początku, to muszę również zaznaczyć, że pomimo ciągłości, to jednak co postać, to ciągnie swoją opowieść, która przede wszystkim dla niego samego jest ważna. Ktoś będzie tutaj zwracał uwagę na głębiny, zabawę z delfinami i naukę wstrzymywania powietrza, by stać się doskonałym pływakiem. Ktoś inny ma za zadanie dopilnowanie przechowywania ziaren nawet za koszty życia własnej rodziny. Będzie wyjeżdżał na różny czas, gdzie jego dzieci same będą musiały o siebie zadbać. Takim wielkim zaskoczeniem dla tych ostatnich mieszkańców wyspy będzie kobieta, której ciało dosyć mocno poranione zostaje wyłowione i przetransportowane siłą do ich domu. Ona była mocno wyziębiona, potrzebowała opieki medycznej, a jedynie co mogli jej zapewnić, to opatrunki i ciało ogrzewane przez ciało. Nie uwierzycie jakie doskonałości i dary posiadają dzieci tego mężczyzny. Wszędzie dookoła będzie chodziło o naturę, ale od innych stron, gdyż każdy potrafi coś innego. Nie chcę wam zdradzać za wiele, ale nie odsuniecie się na bok ani na chwilę. To tutaj postacie naucza się walki ze swoimi słabościami. Wiarą tak głęboką, aż wydawać by się mogło, że nie możliwą. Postępują według znanych sobie schematów, czym potrafią przewidzieć siebie nawzajem. Siebie tak, ale obcej kobiety nie. To ona będzie stanowiła tutaj sporą tajemnicę. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po nią, by zrozumieć, że każdy z nas ma prawo być jaki jest, iść własnymi ścieżkami i dążyć do tylko nam znanych wartości. Spróbujcie za jej pomocą przekroczyć swoje słabości. Bo my potrafimy wszystko. Tylko wpierw musimy w to uwierzyć:-)
Są takie książki, które nie opowiadają historii w pośpiechu. Zamiast tego powoli wnikają pod skórę, zostawiając po sobie chłód, niepokój i mnóstwo refleksji. ,,Dziki, mroczny brzeg" to właśnie jedna z nich - opowieść cicha, surowa i jednocześnie niezwykle intensywna emocjonalnie.
Na odległej wyspie Shearwater, gdzie wiatr nigdy nie milknie, a natura nie zna litości, mieszka Dominic Salt wraz z trójką dzieci. Odcięci od świata, funkcjonują na granicy przetrwania, podporządkowując swoje życie jednej, kluczowej misji - strzegą ostatniego banku nasion. To nie tylko zbiór roślin, ale symbol nadziei dla przyszłości całej ludzkości.
Ich codzienność jest powtarzalna, niemal mechaniczna. Wypełniona obowiązkami, ciszą i niewypowiedzianym bólem. Każde z nich nosi w sobie stratę, która odcisnęła trwały ślad na ich relacjach. Są razem, a jednak osobno - zamknięci w swoich emocjach, próbujący przetrwać kolejny dzień.
I wtedy pojawia się ona. Rowan. Tajemnicza kobieta wyrzucona przez morze po gwałtownym sztormie. Jej obecność burzy delikatną równowagę, którą z takim trudem udało się utrzymać. Wnosi ze sobą coś nowego - cień nadziei, ale też niepokój i pytania, na które nikt nie zna odpowiedzi.
Kim jest? Co ukrywa? I najważniejsze - czy można jej zaufać?
Autorka mistrzowsko buduje klimat tej historii. Czujemy chłód, słyszymy wiatr, widzimy bezkres oceanu. Przestrzeń wydaje się jednocześnie ogromna i przytłaczająco ciasna. Izolacja nie jest tu tylko tłem - ona żyje, oddycha i wpływa na każdy wybór bohaterów. To właśnie ona podsyca napięcie i sprawia, że nawet najdrobniejsze decyzje mają ogromne znaczenie.
To, co jednak najmocniej zostaje w sercu, to bohaterowie. Nieidealni, poranieni, prawdziwi. Ich emocje są surowe i autentyczne - pełne gniewu, tęsknoty, lęku, ale też cichej, trudnej miłości. Szczególnie poruszają relacje rodzinne - napięte, momentami bolesne, a jednocześnie przesycone troską, której nie zawsze da się wyrazić słowami.
Dominic jako ojciec to postać, która zostaje w pamięci na długo. Nie jest idealny, popełnia błędy, czasem milczy zamiast mówić. Ale w tym wszystkim widać jego determinację i desperacką próbę ochrony dzieci - nawet jeśli kosztuje go to więcej, niż jest w stanie udźwignąć.
To nie jest książka pełna akcji. Nie znajdziecie tu dynamicznych zwrotów fabularnych ani spektakularnych wydarzeń. To historia, która płynie powoli - jak zimne fale oceanu - i stopniowo odsłania swoje warstwy. Wymaga skupienia, cierpliwości i otwartości na emocje. Ale jeśli jej na to pozwolicie, odwdzięczy się czymś znacznie głębszym niż chwilowa rozrywka.
To opowieść o:
? samotności, która potrafi zniszczyć, ale też zmusić do konfrontacji z samym sobą
? zaufaniu - kruchym, ryzykownym, ale niezbędnym
? stracie i próbie odnalezienia sensu po tym, co już się skończyło
? nadziei, która pojawia się tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy
? To książka dla tych, którzy lubią zatrzymać się na chwilę.
? Dla tych, którzy szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki.
? Dla tych, którzy nie boją się ciszy, trudnych emocji i historii, które zostają na długo.
Ta historia nie krzyczy - on szepcze. I właśnie dlatego trafia tak głęboko.
Jedna z piękniejszych jakie czytałam i nie mogę się pozbyć smutku śpiewającego w głębi duszy.
Wspaniała, mądra, wartościowa i wzruszająca lektura. Gorąco polecam!
Literatura piękna czytasz czy raczej wolisz inne gatunki? ?
U mnie bywa, ale przeplatam z innymi gatunkami. Od czasu do czasu nie zaszkodzi się "upięknić" ?.
"Dziki, mroczny brzeg" Charlotte McConaghy, to surowa, mocna i bardzo działająca na wyobraźnię historia. W jakim sensie? Ano, potęgi przyrody, jej nieokiełznania.
Historia ojca i trójki dzieci, którzy żyją gdzieś na dosłownym końcu świata. Subantarktyczna, samotna wyspa oraz opuszczona latarnia. To natura decyduje o tym jak żyją.
Motyw rodzicielstwa, poświęcenia, żałoby nie jest obcy w tej powieści. Psychologiczna studnia, która dotyka tych aspektów życia: kruchych, ulotnych. Tych momentów ciszy, samotności i dogniatających swoją dramaturgią.
Nie jest to jednak czysta literatura piękna, ja tu widzę również thriller, który wprowadza uczucie niepokoju tego, co będzie dalej. I dramat, który sprawia, że mimo cienia nadziei, historia kończy się tak, jak się kończy.
Mocny wachlarz emocji, nie powiem, ale ta książka zrobiła na mnie wrażenie. Jednak warto pamiętać, że ta surowość nie jest dla każdego, a chaos czasami pomaga uporządkować wszystko.
Dziękuję za egzemplarz @filialiteracka ?
Na Shearwater mieszkają tylko cztery osoby. Niewiele - zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że ta niewielka wyspa położona gdzieś u wybrzeży Antarktydy właściwie znajduje się na krańcu świata. Surowa, wietrzna, odcięta od wszystkiego. Dziś pozostała tam już tylko jedna rodzina. Dominic Salt i jego dzieci pilnują banku nasion, ostatniego śladu dawnego centrum badań i jednocześnie nadziei na przyszłość świata. Ich życie toczy się w rytmie prostych, powtarzalnych czynności. Towarzyszą im morze, wiatr i cisza, która dla jednych byłaby nie do zniesienia, a dla nich jest zwykłą codziennością.
Wyspa może wydawać się miejscem wrogim, ale dla tej czwórki jest też schronieniem. Każde z nich niesie w sobie własną historię straty. Dominic próbuje odnaleźć się po śmierci żony, a jego dzieci uczą się dorastać w świecie, w którym miłość i tęsknota często idą ze sobą w parze. Ich spokojna, choć naznaczona smutkiem codzienność zmienia się nagle podczas gwałtownego sztormu. Ocean wyrzuca na brzeg nieznajomą kobietę.
Rowan pojawia się w ich życiu jak znak zapytania. Jest ranna, milcząca i wyraźnie czegoś się boi. Szuka odpowiedzi, których mieszkańcy wyspy nie chcą jej udzielić, a jej obecność powoli zaczyna burzyć delikatną równowagę, do której przez lata przywykli. Z czasem okazuje się jednak, że każdy z bohaterów nosi w sobie coś, przed czym próbuje uciec...
Ta historia rozdziela się wyraźnie na dwa porządki: PRZED i PO.
Jest PRZED dla Dominica - naznaczone stratą żony i ciężarem samotnego ojcostwa. Jest PRZED dla jego dzieci - które uczą się dopiero czym jest miłość - nagła, niespodziewana, która spada na człowieka jak sztorm. Jest też PRZED dla Rowan - naznaczone pożarem domu, oddaleniem męża, narastającą samotnością i poczuciem niezrozumienia.
A potem przychodzi PO.
Duchy przeszłości zaczynają słabnąć.
Samotność powoli ustępuje miejsca bliskości.
Smutek - pragnieniu życia.
Co ciekawe, książka rozpoczyna się jak niepokojący thriller - z tajemnicą, napięciem i pytaniem, komu można zaufać. Z czasem jednak powoli zmienia ton i odsłania zupełnie inne serce opowieści. Autorka prowadzi czytelnika w stronę historii niezwykle czułej - opowieści o tym, co w życiu najważniejsze. A wszystko to w otoczeniu oceanu, wiatru i surowego krajobrazu Shearwater, które tworzą niezwykłą przestrzeń, w której człowiek wyraźnie odczuwa swoją kruchość wobec natury.
To piękna, niespokojna i bardzo emocjonalna opowieść o tym, że nawet najbardziej poranieni ludzie mogą odnaleźć w sobie siłę, by spróbować jeszcze raz zaufać życiu.
Bo miłość, jak każdy żywioł, potrafi być gwałtowna i niespodziewana. A jednocześnie jest jedynym tunelem prowadzącym do spokoju i światła...
Na subantarktycznej wyspie Shearwater, będącej domem dla fok, pingwinów i morskich ptaków, od ośmiu lat mieszka rodzina Saltów, opiekująca się stacją badawczą. Wkrótce muszą opuścić to miejsce, ale na razie stracili łączność i cierpliwie czekają na okręt zaopatrzeniowy, który ma się pojawić za kilka tygodni.
Dominik Salt został zatrudniony jako dozorca wszystkich zabudowań na tym skrawku lądu, również Światowego Banku Nasion, którego celem jest ocalenie ludzkości, gdyby zaszła potrzeba odbudowy źródeł pożywienia. Z powodu gwałtownego podnoszenia się poziomu wody wyspa zaczyna znikać, robi się niebezpiecznie.
Jak się żyje ojcu z trójką dzieci w takim odcięciu od świata? Tysiąc pięćset kilometrów od stałego lądu? Fen jest siedemnastolatką, świetnie nurkuje, właściwie nie schodzi z plaży, opiekując się fokami. W latarni morskiej mieszka reszta. O rok starszy Raff jest ogromnym wsparciem dla ojca, a najmłodszy Orly, niezwykle inteligentny jak na swój wiek, pasjonat botaniki, kocha to miejsce najbardziej. Codzienną rutynę, wypełnioną prostymi zadaniami, jedzeniem mrożonek, nauką, czytaniem i nieustannym naprawianiem czegoś, przerywa sztormowa noc, w czasie której Fen wyławia z oceanu ranną kobietę. Kim jest Rowan, po co przybyła w to dzikie, mroczne miejsce?
Przestrzeń opisana przez Autorkę jest przepiękna! Pomimo surowości i poczucia zagrożenia, trudno nie dostrzec również jej kruchości. Wręcz słychać ryk wzburzonego oceanu, wiatr zwalający z nóg, czuć powietrze przesycone solą, i kępy srebrzystych traw ocierające się o ciało. Brak słońca, skalistość klifów wynagradzają parsknięcia uchatek, nieśmiałość pingwinów białobrewych czy zabawne pomarańczowe brwi krótkoczubych. Beczące szczenięta fok są po prostu rozczulające.
Powieść mnie zachwyciła - sensualnością języka, ciekawą intrygą, umiejętnością oddania emocji bohaterów. Autorka pisze o świecie w obliczu katastrofy ekologicznej, o ludziach zdolnych niszczyć wszystko, po to, by się wzbogacić. W tej historii można odnaleźć własne lęki dotyczące ginących gatunków. Niezwykła wyspa jest właściwie jednym z bohaterów - godnym miłości, zagrożonym, bezbronnym wobec żywiołu.
Franny Stone zawsze była wędrowczynią. Kiedy jej ukochana dzika przyroda zaczyna znikać Franny przybywa do odległej Grenlandii z jedną misją: znaleźć...
Przeczytane:2026-03-08,
To pierwsza przeczytana przeze mnie w tym roku powieść, z którą mam pewien dylemat. Z jednej strony bardzo chciałam ją poznać, ponieważ widziałam sporo pochlebnych opinii na jej temat, ale z drugiej po lekturze mam mieszane uczucia. Ale od początku...
U brzegów położonej niedaleko Antarktydy wyspy Shearwater rozbija się łódka Rowan. Nieprzytomną kobietę odnajduje Fen, córka Dominica, którego zadaniem jest pilnowanie i posegregowanie zbiorów z banku nasion, które wkrótce mają zostać przeniesione w inne bezpieczne miejsce, ponieważ wyspa w niedługim czasie znajdzie się pod wodą.
Dominic wraz z trójką swoich dzieci to obecnie jedyni mieszkańcy wyspy, na którą niegdyś przybywali liczni naukowcy. Rowan nie wzbudza zaufania ojca, a cała rodzina głowi się, czego szuka ta kobieta na tak odległym krańcu świata.
Gdy Row wreszcie dochodzi do siebie po wypadku na łodzi, zaczyna poznawać teren i zbliża się do dzieci Doma, które szybko się do niej przywiązują. W krótkim czasie wychodzi na jaw, że Row szuka męża, który do niedawna pracował na wyspie jako badacz...
Mam zazwyczaj tak, że gdy pierwsze strony mnie nie przekonują, z trudem czyta mi się dalej. Właśnie tak stało się w tej powieści. Pierwsze kilka stron wydało mi się bardzo chaotyczne, nie potrafiłam wdrożyć się w akcję. Później czytało mi się lepiej, jednak mimo interesującego przebiegu wydarzeń, czasem nawet zaskakujących zwrotów akcji, nie czułam tego "dreszczyku" ciekawości, który, jak sądzę, powinien mi tu towarzyszyć.
Powieść porusza oczywiście bardzo istotne tematy, pojawia się tu ważny wątek związany z przyrodą, jej niszczycielską siłą - siłą żywiołów ognia czy wody, a także miejsca człowieka w świecie natury i jego możliwości ochrony jej zasobów. Ważna jest tu również relacja rodzic-dziecko, która, jak to w życiu bywa, nie zawsze jest idealna, a każda opiera się na innych doświadczeniach.
Jednak mimo plusów, nie była to tak porywająca powieść, jakiej się po tylu dobrych recenzjach spodziewałam.