Na krańcu świata, pośród ciszy i sztormów, rodzina strzeże przyszłości, która z każdym dniem staje się coraz mniej pewna. Aż morze wyrzuca na brzeg kobietę -- i nic już nie pozostaje na swoim miejscu.
Shearwater, niewielka wyspa u wybrzeży Antarktydy, to dziś niemal całkowite pustkowie. Z dawnego centrum badań pozostał jedynie bank nasion i ostatnia rodzina, której powierzono zadanie dopilnowania, by bezcenny zbiór trafił w bezpieczne miejsce. Dominic Salt i jego troje dzieci żyją tu w izolacji, każde z nich zmagając się z tym, co utracili -- i z tym, czego wciąż nie potrafią wypuścić z rąk.
Gdy podczas gwałtownej burzy na brzeg trafia nieznajoma, wszystko zaczyna się zmieniać. Rowan -- zraniona i niechętna do zwierzeń -- powoli zyskuje ich zaufanie. Ale jej obecność rodzi też pytania. Kim naprawdę jest? I co tak naprawdę dzieje się na wyspie?
W miejscu, gdzie każda decyzja może zaważyć na przyszłości świata, bohaterowie będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można zaufać komuś, kto sam czegoś się boi -- i czy możliwe są jeszcze nowe początki.
Nie szukaj dalej, jeśli pragniesz thrillera napisanego w stylu najwyższej próby literatury pięknej. "Dziki, mroczny brzeg", powieść utrzymana w oszczędnym, przejmującym stylu, przedstawia bohaterów tak wyrazistych, że poczujesz się, jakbyś sam utknął z nimi na fikcyjnej wyspie Shearwater.
-- Marie Claire
Plastyczna i poruszająca. Powieść oferuje zranionym bohaterom drogę powrotu do więzi i wspólnoty -- ryzyko, które, jak przekonuje McConaghy, zawsze warto podjąć, niezależnie od tego, jak niepewna jest przyszłość.
-- The New York Times Book Review
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2025-11-12
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 336
Tytuł oryginału: Wild Dark Shore
"Dziki, mroczny brzeg" Charlotte McConaghy to historia, która wciąga od pierwszych stron🩵 Ta książka to prawdziwa uczta dla mojej duszy 💔 Charlotte McConaghy po raz kolejny udowadnia, że potrafi połączyć emocjonalną głębię z klimatycznym, surowym światem natury. „Dziki, mroczny brzeg” to historia o stracie, miłości, winie i potrzebie odkupienia — a wszystko to na tle dzikiej, lodowatej krainy, gdzie natura jest równie piękna, co bezlitosna ❄️
Styl Charlotte McConaghy jest przyjemny, refleksyjny i niesamowicie obrazowy. Czytając, czujesz zapach morza, chłód wiatru i ból, który noszą w sobie bohaterowie. To powieść, która zostanie w mojej głowie na długo po przeczytaniu 🌅
Moja ocena: 9/10 🌟
Idealna dla tych, którzy lubią powolne, emocjonalne opowieści o naturze i człowieczeństwie 🌾
Polecam gorąco!
BRUNETTE BOOKS
Ale ta książka hipnotyzuje, dosłownie wciąga niczym fale sztormu, kiedy nie da się z nimi walczyć. Tutaj trudno było pozostawić bohaterów bodaj na chwilę. Tym bardziej, że jest ich kilku, każdy opisuje nam to co sam przeżywa, gdzie się znajduje i na jakim poziomie inteligencji się znajduje. Nie każdy jest tutaj dorosłym, a dzieci bywają ukształtowani od początku na przetrwanie. Mieszkają w miejscu gdzie w każdej chwili woda może zabrać im wszystko, zwłaszcza plony, jak sami powtarzają, że najważniejsze jest ziarno. Różne jego odmiany, które muszą przebywać w odpowiedniej temperaturze, gdyż w przeciwnym razie ulegną zniszczeniu. Tutaj młody chłopiec ma ogromną wiedzę na ich temat. Z wolna w swojej osobie będzie nam przybliżał je, począwszy od mniszka lekarskiego, który ludzie uważają za chwast. To typowy rosnący botanik, który również dzięki lekturze będzie nam zwracał uwagę na zioła, które leczą, lecz od strony ich wyglądu, rozmnażania i przydatności. To są rzeczy prawdziwe. Jednak, aby zacząć od początku, to muszę również zaznaczyć, że pomimo ciągłości, to jednak co postać, to ciągnie swoją opowieść, która przede wszystkim dla niego samego jest ważna. Ktoś będzie tutaj zwracał uwagę na głębiny, zabawę z delfinami i naukę wstrzymywania powietrza, by stać się doskonałym pływakiem. Ktoś inny ma za zadanie dopilnowanie przechowywania ziaren nawet za koszty życia własnej rodziny. Będzie wyjeżdżał na różny czas, gdzie jego dzieci same będą musiały o siebie zadbać. Takim wielkim zaskoczeniem dla tych ostatnich mieszkańców wyspy będzie kobieta, której ciało dosyć mocno poranione zostaje wyłowione i przetransportowane siłą do ich domu. Ona była mocno wyziębiona, potrzebowała opieki medycznej, a jedynie co mogli jej zapewnić, to opatrunki i ciało ogrzewane przez ciało. Nie uwierzycie jakie doskonałości i dary posiadają dzieci tego mężczyzny. Wszędzie dookoła będzie chodziło o naturę, ale od innych stron, gdyż każdy potrafi coś innego. Nie chcę wam zdradzać za wiele, ale nie odsuniecie się na bok ani na chwilę. To tutaj postacie naucza się walki ze swoimi słabościami. Wiarą tak głęboką, aż wydawać by się mogło, że nie możliwą. Postępują według znanych sobie schematów, czym potrafią przewidzieć siebie nawzajem. Siebie tak, ale obcej kobiety nie. To ona będzie stanowiła tutaj sporą tajemnicę. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po nią, by zrozumieć, że każdy z nas ma prawo być jaki jest, iść własnymi ścieżkami i dążyć do tylko nam znanych wartości. Spróbujcie za jej pomocą przekroczyć swoje słabości. Bo my potrafimy wszystko. Tylko wpierw musimy w to uwierzyć:-)
Na subantarktycznej wyspie Shearwater, będącej domem dla fok, pingwinów i morskich ptaków, od ośmiu lat mieszka rodzina Saltów, opiekująca się stacją badawczą. Wkrótce muszą opuścić to miejsce, ale na razie stracili łączność i cierpliwie czekają na okręt zaopatrzeniowy, który ma się pojawić za kilka tygodni.
Dominik Salt został zatrudniony jako dozorca wszystkich zabudowań na tym skrawku lądu, również Światowego Banku Nasion, którego celem jest ocalenie ludzkości, gdyby zaszła potrzeba odbudowy źródeł pożywienia. Z powodu gwałtownego podnoszenia się poziomu wody wyspa zaczyna znikać, robi się niebezpiecznie.
Jak się żyje ojcu z trójką dzieci w takim odcięciu od świata? Tysiąc pięćset kilometrów od stałego lądu? Fen jest siedemnastolatką, świetnie nurkuje, właściwie nie schodzi z plaży, opiekując się fokami. W latarni morskiej mieszka reszta. O rok starszy Raff jest ogromnym wsparciem dla ojca, a najmłodszy Orly, niezwykle inteligentny jak na swój wiek, pasjonat botaniki, kocha to miejsce najbardziej. Codzienną rutynę, wypełnioną prostymi zadaniami, jedzeniem mrożonek, nauką, czytaniem i nieustannym naprawianiem czegoś, przerywa sztormowa noc, w czasie której Fen wyławia z oceanu ranną kobietę. Kim jest Rowan, po co przybyła w to dzikie, mroczne miejsce?
Przestrzeń opisana przez Autorkę jest przepiękna! Pomimo surowości i poczucia zagrożenia, trudno nie dostrzec również jej kruchości. Wręcz słychać ryk wzburzonego oceanu, wiatr zwalający z nóg, czuć powietrze przesycone solą, i kępy srebrzystych traw ocierające się o ciało. Brak słońca, skalistość klifów wynagradzają parsknięcia uchatek, nieśmiałość pingwinów białobrewych czy zabawne pomarańczowe brwi krótkoczubych. Beczące szczenięta fok są po prostu rozczulające.
Powieść mnie zachwyciła - sensualnością języka, ciekawą intrygą, umiejętnością oddania emocji bohaterów. Autorka pisze o świecie w obliczu katastrofy ekologicznej, o ludziach zdolnych niszczyć wszystko, po to, by się wzbogacić. W tej historii można odnaleźć własne lęki dotyczące ginących gatunków. Niezwykła wyspa jest właściwie jednym z bohaterów - godnym miłości, zagrożonym, bezbronnym wobec żywiołu.
Intrygująca historia i początkowo bardzo mnie wciągnęła, ale im bliżej końca, tym stawała się mniej logiczna. Bardzo na plus opisy roślin i zwierząt na wyspie.
,,Dziki, mroczny brzeg" Charlotte McConaghy to jedna z tych książek, o których najlepiej opowiada się szeptem, jakby każde słowo mogło naruszyć jej kruchy, surowy klimat. To opowieść o rodzinie żyjącej na końcu świata, na wietrznej wyspie Shearwater, gdzie oceany i cisza wydają się równie żywe jak bohaterowie. I choć z pozoru najważniejsze jest tu przetrwanie -- troska o bank nasion, o bezcenny zbiór przyszłości -- szybko okazuje się, że prawdziwym ciężarem są emocje, resztki dawnych ran i rzeczy, których nikt nie potrafi wypuścić z dłoni.
McConaghy ma niezwykły talent do pokazywania, że życie rodzi się z drobiazgów. Że coś tak małego i pozornie nieistotnego jak nasiono może unieść na swoich barkach przyszłość całego świata. Na tej surowej wyspie każdy gest, spojrzenie, każde niewypowiedziane słowo między bohaterami nabiera znaczenia. Nawet pojawienie się Rowan -- obcej, wyrzuconej przez morze -- początkowo wydaje się ledwie drobną zmianą, a jednak to od niej zaczyna pękać skorupa milczenia, która oplata tę rodzinę.
To książka przygnębiająca i piękna zarazem. Nie dla czytelników szukających zawrotnej akcji czy jednoznacznych odpowiedzi, ale dla tych, którzy lubią zanurzyć się w psychologiczną głębię postaci, w emocje tak intensywne, że chwilami trudno je unieść. McConaghy opowiada nie tylko o rodzinnym cierpieniu -- pisze o naszej cywilizacji, o ludziach chowających się za murami własnego komfortu, odcinających się od bólu świata.
Na Shearwater każda decyzja może zdecydować o przyszłości ludzkości, ale równie ważne okazuje się pytanie, czy można jeszcze komukolwiek zaufać i czy w ogóle możliwe są nowe początki. To powieść, która zostaje w człowieku długo po tym, jak przewróci się ostatnią stronę -- jak samotny, niepozorny nasionek, który dopiero z czasem pokazuje, jak ogromne znaczenie naprawdę ma.
Czy w świecie, który nieustannie się kończy, potrafimy jeszcze ocalić choć odrobinę nadziei? Co byś zrobił(a), gdybyś musiał(a) przetrwać tam, gdzie nie ma nic - oprócz morza, wiatru i wspomnień?
,,Dziki, mroczny brzeg" Charlotte McConaghy to właśnie taka ucieczka - w głąb samotności, natury i ludzkich emocji, które próbują przetrwać tam, gdzie nie ma już niczego pewnego. To powieść, w której morze mówi więcej niż bohaterowie, a każdy podmuch wiatru przypomina, że nawet w najzimniejszym miejscu na ziemi tli się odrobina ciepła - jeśli tylko odważymy się ją dostrzec.
Shearwater. Maleńka wyspa u wybrzeży Antarktydy, gdzie wiatr nie zna litości, a cisza ma własne życie. To tu Dominic Salt mieszka z trójką dzieci, pilnując bezcennego banku nasion - symbolu nadziei w świecie, który zdaje się chylić ku końcowi. Ich życie to rytuał: praca, przetrwanie, milczenie. Każde z nich niesie w sobie stratę, której nie potrafi wypuścić z rąk. Aż pewnego dnia morze wyrzuca na brzeg kobietę - Rowan. Nieznajomą, która milczy, ale jej obecność mówi wszystko.
Od tego momentu wszystko się zmienia. I choć pozornie nie dzieje się nic spektakularnego, każdy drobny gest, spojrzenie, słowo - stają się jak ruch fal, które nieubłaganie podmywają to, co dotąd wydawało się stabilne.
McConaghy tworzy historię subtelną, ale poruszającą do głębi. To nie jest książka, którą czyta się dla akcji. To książka, którą się czuje. Każdą cząstką ciała. Jej język jest jak morska bryza - ostry, słony, a jednocześnie kojący. Autorka nie szuka wielkich dramatów. Znajduje emocje w ciszy. W spojrzeniu ojca, który nie umie rozmawiać o miłości. W dłoniach córki, która uczy się ufać. W obecności kobiety, która przynosi ze sobą pytanie - kim jesteśmy, gdy zostaje nam tylko prawda?
,,Dziki, mroczny brzeg" to opowieść o samotności - tej, którą wybieramy, i tej, która wybiera nas. O tym, że odcięcie się od świata nie chroni przed bólem, a czasem tylko go pogłębia. Ale też o nadziei - o tej cichej, która przychodzi po burzy, kiedy nikt się jej już nie spodziewa. Bo choć McConaghy prowadzi nas przez surowy krajobraz, to między liniami tli się coś, co przypomina światełko latarni: wiara, że nawet najbardziej zranione serce potrafi znów bić w rytmie życia.
W tej historii nie ma łatwych odpowiedzi. Są rany, które trzeba oswoić. Są wybory, które bolą. I jest ta nieuchwytna prawda, że czasem trzeba pozwolić, by ktoś nas zranił, żeby w końcu poczuć, że naprawdę żyjemy.
Ta powieść to nie tylko literacka podróż - to emocjonalny sztorm. Po jej zakończeniu długo jeszcze słychać szum fal, które przypominają, że odrodzenie nie zawsze oznacza powrót. Czasem znaczy początek czegoś zupełnie nowego.
McConaghy pokazuje, że bliskość nie jest wynikiem wspólnego miejsca, lecz odwagi. Że wspólnota rodzi się nie z wygody, ale z prawdy. I że nawet tam, gdzie wydaje się, że nie ma już nic - może jeszcze rozbrzmieć echo słów: nie jesteś sam.
Ocena: 10/10 - bo ,,Dziki, mroczny brzeg" to książka, która wślizguje się pod skórę i zostaje tam na długo. Wymaga uważności, ale odpłaca wrażliwością, jakiej rzadko doświadcza się w literaturze. To opowieść o końcu świata i o tym, co po nim - jeśli tylko odważymy się zostać i posłuchać ciszy.
" [...] Ten świat to jedna wielka katastrofa. [...]"
"Dziki, mroczny brzeg" to wyjątkowa powieść autorstwa Charlotte McConaghy, która łączy ze sobą kilka gatunków. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj oczywiście literatura piękna. Ekolodzy znajdą tutaj coś dla siebie. W sumie ta powieść jest cała ekologiczna. Tutaj ratuje się między innymi nasiona roślin z całego świata. Nie zabraknie elementów thrillera i literatury obyczajowej.
Zanim sięgniecie po tę lekturę, radzę wam -- ubierzcie się ciepło. Bohaterowie poruszają się w cudownym, niebezpiecznym lodowatym klimacie. Oni udowadniają, że w takich spartańskich warunkach można żyć nawet kilka lat. Ja niestety, nie odnalazłabym się tam, ponieważ jestem ciepłolubna. Nienawidzę zimna.
Poznacie tutaj ojca -- Dominica, jego trójkę dzieci: Fen, Orlyego, Rowana i jeszcze jedną kobietę -- Rowan. Każdy z tych osób jest głównym bohaterem. Dzięki temu poznajemy, co aktualnie czują i przeżywają. Cała piątka jest wyrazista i zmaga się ze swoimi problemami, a nawet duchami. Polubiłam Rowan i mocno się z nią zżyłam. Jej historia mocno mnie poruszyła. Dominic również nie miał w życiu lekko. Został sam z trójką dzieci, w mroźnym klimacie, który niczego nie ułatwia.
Króciutkie rozdziały bez numeracji, sprawiają, że nie wieje tutaj nudą. Jeżeli lubicie szybkie akcje, to niestety źle trafiliście. Tutaj wszystko płynie swoim wolnym tempem. Dzięki temu zabiegowi powstał ciekawy i niepowtarzalny klimacik. Fabuła jest bardzo dobra, tajemnicza i nawet odrobinę mroczna. Były momenty, gdzie serce zabiło mocniej. Końcówka książki, to istny armagedon emocji. Nie ukrywam, że takiego zakończenia się nie spodziewałam. Dało mi dużo do myślenia i zmusiło do głębszej refleksji nad własnym życiem i otaczającym mnie światem.
Historia ukryta w powieści "Dziki, mroczny brzeg" autorstwa Charlotte McConaghy zostanie w mojej głowie na dłużej.
Jestem zachwycona cudną okładką. Idealnie oddaje ducha tego, co autorka chciała nam przekazać. Twarda oprawa i zszywane kartki, to kolejny jej atut.
Jeżeli lubicie klimat mroźnej Antarktydy, cenicie sobie spokojną fabułę i wątki ekologiczne, to śmiało sięgnijcie po tę opowieść.
Franny Stone zawsze była wędrowczynią. Kiedy jej ukochana dzika przyroda zaczyna znikać Franny przybywa do odległej Grenlandii z jedną misją: znaleźć...
Przeczytane:2025-12-14,
Powieści z gatunku literatury pięknej czytam raczej sporadycznie — zwykle wybieram coś innego, bardziej rozrywkowego, co nie wymaga aż tak dużego emocjonalnego zaangażowania. Jednak gdy zobaczyłam opis „Dzikiego, mrocznego brzegu”, poczułam, że to może być historia, która mnie zachwyci: tajemnicza wyspa, opuszczony świat, rodzina pilnująca ostatnich nasion na Ziemi, a do tego obietnica powolnej, intymnej opowieści o stracie, zaufaniu i nadziei. Ta mieszanka brzmiała na tyle intrygująco, że mimo mojej ostrożności wobec literatury pięknej postanowiłam spróbować.
Akcja powieści toczy się na Shearwater, niewielkiej wyspie u wybrzeży Antarktydy, która po upadku dotychczasowego świata stała się niemal zupełnym pustkowiem. Kiedyś znajdowało się tam ważne centrum badawcze, teraz jednak pozostał po nim tylko bank nasion — ostatni bastion nadziei na odbudowanie planety w przyszłości. Opiekę nad tym bezcennym skarbem powierzono rodzinie Saltów.
Dominic Salt i jego troje dzieci żyją na wyspie w pełnej izolacji. Każde z nich nosi w sobie jakiś rodzaj głębokiej straty: utraconą bliskość, dawny dom, nieprzepracowaną żałobę, niezrealizowane marzenia. Wyspa jest dla nich jednocześnie schronieniem i więzieniem — miejscem, które chroni przed światem, ale i nie pozwala ruszyć dalej.
Pewnego dnia, podczas potężnego sztormu, morze wyrzuca na brzeg nieznajomą kobietę. Rowan, bo tak ma na imię, jest poturbowana, zamknięta w sobie i wyraźnie niechętna do rozmów o swojej przeszłości. Mimo to powoli zaczyna zyskiwać zaufanie rodziny Saltów. Jej obecność nie tylko zakłóca ich ustalony porządek, ale przede wszystkim uwalnia emocje, które przez lata były skrzętnie ukrywane.
Rowan wprowadza do ich życia niepewność, nowe pytania i dawno niewidzianą dynamikę. Kim naprawdę jest ta kobieta? Co ukrywa? A przede wszystkim — dlaczego znalazła się na Shearwater? W opustoszałym świecie, w którym każdy błąd może kosztować ludzkość ostatnią nadzieję, zaufanie jest towarem równie rzadkim jak bezpieczeństwo.
McConaghy na kartach swojej powieści prowadzi czytelnika przez pełną napięcia i delikatności historię, w której ważne są nie tylko relacje między bohaterami, ale i pytania o przyszłość planety, możliwość przebaczenia oraz odwagę potrzebną do zaczynania od nowa.
Jednym z największych atutów powieści jest nastrój: gęsty, chłodny, melancholijny — zupełnie jak antarktyczne wiatry, które przewijają się przez karty książki. McConaghy tworzy wrażenie świata na skraju upadku, ale robi to z niezwykłą czułością. Jej styl jest poetycki, pełen niedopowiedzeń i subtelnych obserwacji, co sprawia, że powieść czyta się jak literacką medytację nad tym, co znika, i nad tym, co chcemy ocalić.
Równie ważne są motywy ekologiczne, które pojawiają się w tle — bank nasion, izolacja, konsekwencje katastrofy klimatycznej. Autorka nie moralizuje, ale pozwala czytelnikowi poczuć ciężar świata, który wymknął się spod kontroli.
Relacje między bohaterami rozwijają się powoli i naturalnie. Każdy członek rodziny Saltów ma własny bagaż emocjonalny i własną ścieżkę rozwoju. Pojawienie się Rowan działa jak katalizator — zaczynają zadawać sobie pytania, których wcześniej bali się wypowiedzieć.
Muszę przyznać, że początek był dla mnie trudny. Nie od razu potrafiłam wgryźć się w fabułę — liczne przeskoki między bohaterami sprawiały, że nie umiałam złapać rytmu opowieści, a narracja wydawała mi się nieco rozproszona. Czytałam powoli, ostrożnie, trochę z obowiązku i trochę z nadziei, że w końcu coś „zaskoczy”.
I rzeczywiście — z czasem historia zaczęła mnie coraz bardziej wciągać. Im dalej brnęłam, tym wyraźniej czułam, jak fabuła nabiera kształtu i siły, a ja zaczynam płynąć przez kolejne rozdziały, coraz bardziej ciekawa, dokąd autorka mnie zaprowadzi. W pewnym momencie zorientowałam się, że czytam z rosnącym napięciem, niemal nie mogąc oderwać się od książki, bo za wszelką cenę chciałam poznać zakończenie.
To powieść zdecydowanie melancholijna, miejscami wręcz posępna, pełna smutku i tęsknoty. Jednocześnie — przynajmniej we mnie — nie wywołała łez wzruszenia. Raczej poczucie refleksyjnego ciężaru, delikatnego przygnębienia i cichej nadziei, która sączy się z dialogów i surowych krajobrazów.
Finalnie jestem bardzo zadowolona, że postanowiłam po tę książkę sięgnąć. Choć wymaga cierpliwości i uważności, odpłaca się bogatymi emocjami, pięknym językiem i atmosferą, która na długo pozostaje w pamięci. To historia o końcach i początkach, o tym, co tracimy — i o tym, co mimo wszystko próbujemy ocalić.