Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: b.d
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 228
Dziewiętnastoletnia Emma, córka sławnego angielskiego malarza, nie zaznała wiele rodzinnego ciepła. Gdy pochłonięty karierą artysta wysyła dziewczynę do...
Karolina ma niebawem wyjść za mąż za brata swojej macochy. Boi się jednak rozstania z 11-letnim bratem. W szalonym odruchu wyruszają do Szkocji, do swojego...
Przeczytane:2016-10-25, Ocena: 4, Przeczytałam, ***Z książkami w tle,
Powieści Rosamunde Pilcher to w większości nieskomplikowane historie obyczajowe, które nie wymagają szczególnego zaangażowania. Można je z powodzeniem zaliczyć do grupy łatwych, lekkich i przyjemnych, choć mają w sobie coś, co mnie do nich przyciąga. Nie wiem do końca na czym to polega, ale od czasu do czasu mam ochotę właśnie na powieść Pani Pilcher. I tak też było w przypadku „Fiesty w Cala Fuerte”.
20-letnia Selina Bruce wychowywana przez nianię i babkę w świecie konwenansów, z poszanowaniem tego, co należy i wypada oraz kategorycznym odrzuceniem tego, co nie przystoi przygotowuje się do ślubu. Jej narzeczonym jest prawnik rodziny Rodney Auckland – mężczyzna, którego Selina zna od dziecka i którego, poniekąd, wybrała jej na męża nieżyjąca już babcia. Dziewczyna nie ma rodziny, matka zmarła, a osoba ojca, który zginął na wojnie, to temat tabu. Selina posiada jednak jego fotografię, znalezioną pomiędzy stronicami starej książki i przechowywaną w sekrecie. Kiedy pewnego dnia dostaje w podarunku od Rodneya książkę „Fiesta w Cala Fuerte” jej życie nabiera nowego sensu. Bo oto z okładki spogląda na nią autor publikacji – mężczyzna do złudzenia przypominający ojca. Złakniona rodziny dziewczyna postanawia niezwłocznie wybrać się do Cala Fuerte w Hiszpanii, gdzie w Casa Barco mieszka autor książki i prawdopodobnie jej nieznany dotąd ojciec.
O tym jak przebiegnie podróż i czy Selina faktycznie odnajdzie swojego ojca na niewielkiej wyspie w Cala Fuerte przeczytacie na stronach książki. Zdradzę tylko, że wydarzenia ułożą się w dość nieprzewidywalny sposób, a Hiszpania zaoferuje bohaterce przeróżne, nie zawsze miłe niespodzianki.
Historie opowiedziane przez autorkę zazwyczaj balansują na granicy powieści obyczajowej i romansu, choć w tym przypadku warstwa obyczajowa zdecydowanie dominuje. Czytając „Fiestę w Cala Fuerte” na krótki czas przenosimy się do krainy marzeń, takiej mało realnej, z pogranicza baśni i snów, gdzie można się zrelaksować i zapomnieć o codziennym dniu. Zestawienie staroświeckiego Londynu, w którym konwenanse i reputacja to podstawa i domena życia z dość liberalną i „lajtową” – używając potocznego języka – małą wioską w Hiszpanii bardzo mi się spodobało. Nawet naiwna i niedojrzała Selina żyjąca według upodobań innych potrafiła pokazać „pazurki” i zaznaczyć swoje zdanie.
„Fiesta w Cala Fuerte” to prosta, momentami zabawna, relaksująca historia, po którą można sięgnąć zawsze i wszędzie.