Okładka książki - Gra pozorów

Gra pozorów


Ocena: 5.33 (9 głosów)

Kryminał obyczajowy, przy którym zapomnisz o całym świecie. Brawurowa intryga wciąga bardziej niż niejeden serial!

Milanówkiem wstrząsa wieść o zaginięciu autorki bestsellerowych kryminałów Moniki Bułat. Kobieta oznajmia, że niebawem ukaże się jej nowa książka, po czym... zapada się pod ziemię. Zrozpaczona agentka pisarki zadanie odnalezienia swej najważniejszej klientki zleca Gai Stawskiej z kobiecej Agencji Detektywistycznej Czajka. Tropy, jak w najlepszej powieści, prowadzą w różnych kierunkach. Porwanie? Sprytny chwyt marketingowy? A może... morderstwo?

Gaja, Klara i Matylda, próbując odnaleźć pisarkę, po raz kolejny wchodzą w drogę miejscowemu komendantowi policji. Między nim a właścicielką Czajki lecą iskry. Na domiar złego nad detektywkami zbierają się czarne chmury. Matylda próbuje sobie poradzić z nowym współpracownikiem, Klara - z rodzicami, którzy koniecznie chcą poznać jej narzeczonego, tyle że ten... nie istnieje. A Gaja, poza problemami z dorastającą córką, musi się zmierzyć z tajemnicą przeszłości swojej rodziny, która coraz częściej zaprząta jej myśli.

Katarzyna Gacek - pisarka i scenarzystka, z wykształcenia psycholożka. Mistrzyni cosy crime. Ukończyła kurs detektywistyczny, pracowała w agencji, mieszka w małym miasteczku pod Warszawą. Jej powieść W jak morderstwo została zekranizowana (do obejrzenia na Netfliksie).

Informacje dodatkowe o Gra pozorów:

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2023-03-08
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 9788324065301
Liczba stron: 416

Tagi: Thrillery i suspens

więcej

POLECANA RECENZJA

Kup książkę Gra pozorów

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Przez ostatni miesiąc pracy w agencji Gaja nauczyła się, że niczego nie można być pewnym. Właściwie wszyscy, których spotykała, uprawiali, nomen omen, grę pozorów.


Więcej

Kiedy odjechali, poczuła się dziwnie. Cisza nie różniła się przecież w żaden sposób od tej, która tu panowała w ciągu dnia, kiedy Helena była w szkole. A jednak nagle, w przeciągu kilku minut, zyskała wymiar definitywny.


Więcej
Więcej cytatów z tej książki
REKLAMA

Zobacz także

Gra pozorów - opinie o książce

Avatar użytkownika - annaszymczak
annaszymczak
Przeczytane:2026-02-23, Ocena: 6, Przeczytałam,

„Gra pozorów” już od pierwszych rozdziałów ustawia czytelnika w dość komfortowej przestrzeni kryminału obyczajowego. Jest zagadka, jest wyraźny punkt wyjścia fabularnego, są bohaterki, którym łatwo kibicować. Wszystko wydaje się znajome, osadzone w sprawdzonej konwencji. A jednak im dalej w historię, tym wyraźniej widać, że Katarzyna Gacek nie poprzestaje na samym odtworzeniu schematu. Pod powierzchnią sprawnie skonstruowanej intrygi zaczyna pulsować coś bardziej niejednoznacznego — subtelna refleksja nad tym, jak konstruujemy rzeczywistość i jak chętnie wierzymy w jej uproszczone wersje.

Nie spodziewałam się po tej powieści ciężaru emocjonalnego ani moralnych rozważań, które wywracają światopogląd do góry nogami. Liczyłam na dobrze opowiedzianą historię z wyraźnymi bohaterkami i zagadką, która pozwoli na kilka godzin oderwać się od codziennych spraw. I rzeczywiście — „Gra pozorów” spełnia te oczekiwania. Fabuła wciąga, śledztwo rozwija się konsekwentnie, a relacje między postaciami nadają całości lekkości. Jednocześnie jednak ta lekkość okazuje się pozorna. Autorka bardzo uważnie pokazuje mechanizmy budowania wizerunku — zarówno w przestrzeni publicznej, jak i w życiu prywatnym. Zniknięcie znanej pisarki staje się pretekstem do przyjrzenia się temu, jak łatwo tworzy się narracje, które szybko zaczynają funkcjonować jako „prawda”. Media, środowisko zawodowe, znajomi — każdy dopowiada własną wersję wydarzeń, często bardziej atrakcyjną niż fakty.

W tym sensie książka nie jest wyłącznie opowieścią o śledztwie. To również historia o tym, jak bardzo potrzebujemy spójnych opowieści. O tym, że niepewność bywa trudniejsza do zniesienia niż nawet najbardziej niepokojące wyjaśnienie. Gacek nie moralizuje i nie prowadzi czytelnika za rękę. Raczej delikatnie podsuwa pytanie: jak często sami przyjmujemy wersję wydarzeń, która brzmi najbardziej przekonująco, choć w głębi czujemy, że coś w niej nie do końca się zgadza? Ta powieść działa właśnie w tej przestrzeni niedopowiedzeń. Nie krzyczy, nie epatuje dramatyzmem, nie próbuje udowodnić swojej „ważności”. A jednak zostawia po sobie lekki niepokój — świadomość, że granica między prawdą a jej wygodną interpretacją jest znacznie cieńsza, niż chcielibyśmy wierzyć. I że gra pozorów toczy się nie tylko w świecie przedstawionym, ale również w codziennych sytuacjach, w których wszyscy — mniej lub bardziej świadomie — bierzemy udział.

Milanówek jako przestrzeń pozornie bezpieczna
Akcja powieści rozgrywa się w Milanówku — miasteczku, które na pierwszy rzut oka wydaje się idealnym tłem dla kryminału w lżejszym tonie. Jest spokojnie, kameralnie, niemal sielsko. Ulice mają swój stały rytm, kawiarnie swoich stałych bywalców, a twarze mijane na chodnikach nie są anonimowe. To przestrzeń, w której wszystko wydaje się uporządkowane, przewidywalne, oswojone. Takie miejsce daje poczucie bezpieczeństwa — i właśnie dlatego tak łatwo uwierzyć, że nic naprawdę złego nie ma tu prawa się wydarzyć.

Zniknięcie Moniki Bułat działa więc jak pęknięcie na idealnie wygładzonej powierzchni. Nagle okazuje się, że pod spokojem kryje się napięcie, a pod znajomością — dystans. W małej społeczności każda informacja rozchodzi się szybko, ale rzadko pozostaje w pierwotnej formie. Plotka zaczyna żyć własnym życiem, urasta do rangi faktu, a przypuszczenia mieszają się z domysłami. Milanówek reaguje na zniknięcie nie tylko niepokojem, lecz także potrzebą natychmiastowego wyjaśnienia sytuacji — nawet jeśli to wyjaśnienie miałoby być przedwczesne. Autorka bardzo świadomie wykorzystuje specyfikę takiego miejsca. Milanówek nie jest wyłącznie tłem wydarzeń, ale pełnoprawnym uczestnikiem historii. Reputacja ma tu znaczenie, a wizerunek bywa równie ważny jak prawda. Bohaterowie funkcjonują w sieci zależności — rodzinnych, zawodowych, towarzyskich — które z jednej strony dają poczucie przynależności, z drugiej ograniczają swobodę. Każde słowo może zostać zapamiętane, każdy gest zinterpretowany.

Im dłużej trwa śledztwo, tym wyraźniej widać, że ta pozorna sielanka opiera się na pewnej umowie społecznej: nie mówimy głośno o tym, co niewygodne. Przemilczenia, drobne kłamstwa, uprzejme uśmiechy — wszystko to buduje obraz stabilności, który łatwo zaakceptować, dopóki nie pojawi się coś, co go zakwestionuje.

Autorka nie tworzy karykatury prowincji ani nie sugeruje, że małe społeczności są siedliskiem hipokryzji. Pokazuje raczej uniwersalny mechanizm, który działa wszędzie — także w dużych miastach. Im bardziej zależy nam na utrzymaniu spójnego obrazu świata, tym mniej miejsca zostaje na szczerość i konfrontację z trudnymi faktami. W tym sensie Milanówek staje się czymś więcej niż konkretną lokalizacją. To metafora przestrzeni, w której każdy odgrywa przypisaną sobie rolę, a gra pozorów toczy się cicho, niemal niezauważalnie — dopóki ktoś nie odważy się jej przerwać.


Zniknięcie, które uruchamia lawinę
Punktem wyjścia fabuły jest zniknięcie Moniki Bułat tuż przed premierą jej nowej książki — moment wybrany niemal symbolicznie. Czas, który powinien być zwieńczeniem pracy, świętem sukcesu i medialnej obecności, nagle zamienia się w ciszę i niedopowiedzenie. Ta jedna decyzja fabularna natychmiast burzy porządek świata przedstawionego. To, co miało być przewidywalnym etapem promocji, staje się początkiem niepokoju. Na początku trudno jednoznacznie określić, z czym właściwie mamy do czynienia. Czy to dramatyczne wydarzenie, czy może przemyślany gest? W świecie literatury i marketingu granica między autentycznością a kreacją bywa cienka. Autorka bardzo zręcznie wykorzystuje ten kontekst — podsuwa różne możliwości, ale nie wskazuje żadnej jako oczywistej. W ten sposób czytelnik zostaje wciągnięty w grę domysłów niemal od pierwszych stron.

Najciekawsze jest jednak to, w jaki sposób Pani Katarzyna buduje napięcie. Nie opiera go na brutalności ani gwałtownych zwrotach akcji. Nie potrzebuje scen przemocy ani dramatycznych konfrontacji, by utrzymać uwagę. Zamiast tego konsekwentnie odsłania kolejne fragmenty układanki. Każda rozmowa, każdy trop i każda pozornie niewinna informacja dokłada nową warstwę do obrazu sytuacji. Napięcie rodzi się z niepewności, z poczucia, że coś nie do końca się zgadza, choć trudno jeszcze wskazać konkretny element. Zniknięcie Moniki Bułat działa jak kamień wrzucony w spokojną wodę. Fale rozchodzą się szeroko, dotykając nie tylko jej najbliższych, ale całej społeczności. To wydarzenie uruchamia lawinę reakcji — zawodowych, towarzyskich, emocjonalnych. Bohaterowie zaczynają ujawniać swoje lęki, ambicje, urazy. To, co wcześniej było skrzętnie ukrywane, zaczyna powoli wypływać na powierzchnię.

W pewnym momencie staje się jasne, że samo pytanie „co się stało?” przestaje być najważniejsze. Znacznie ciekawsze okazuje się „kto i dlaczego potrzebuje określonej wersji wydarzeń?”. Śledztwo przekształca się w próbę zrozumienia motywacji, interesów i mechanizmów obronnych. To przesunięcie akcentu sprawia, że „Gra pozorów” wykracza poza ramy klasycznego kryminału. Nie chodzi wyłącznie o rozwiązanie zagadki, ale o odsłonięcie sieci zależności, w której prawda bywa jedynie jedną z wielu możliwych narracji.

Agencja Detektywistyczna Czajka — kobieca perspektywa śledztwa
Centralne miejsce w powieści zajmuje Agencja Detektywistyczna Czajka, a wraz z nią Gaja Stawska — bohaterka, która wymyka się najprostszym schematom. Nie jest twarda w demonstracyjny sposób, nie buduje dystansu ironią ani chłodem. Jej sposób działania opiera się na uważności. Gaja potrafi słuchać — naprawdę słuchać — i to właśnie ta cecha okazuje się kluczowa w prowadzeniu śledztwa. Zamiast spektakularnych konfrontacji wybiera cierpliwość, zamiast efektownych dedukcji — mozolne składanie faktów z drobnych, często lekceważonych elementów. Jej siła nie wynika z dominacji, lecz z konsekwencji. Z tego, że nie ignoruje intuicji, ale też nie pozwala, by całkowicie przejęła kontrolę nad rozumowaniem. To bohaterka, która myśli, analizuje, wątpi. I właśnie te wątpliwości czynią ją wiarygodną. Nie ma w niej potrzeby udowadniania czegokolwiek światu — jest za to wewnętrzna potrzeba zrozumienia sytuacji do końca.

Wraz z Klarą i Matyldą tworzy zespół, który funkcjonuje na innych zasadach niż klasyczne struktury śledcze. Ich współpraca nie opiera się na hierarchii i sztywnych procedurach, lecz na relacji. Pojawiają się różnice zdań, momenty napięcia, czasem zmęczenie — ale wszystko to mieści się w przestrzeni wzajemnego szacunku. W ich rozmowach jest codzienność: kawa wypita w biegu, prywatne sprawy przemykające między zawodowymi obowiązkami, drobne żarty rozładowujące napięcie. To detale, które sprawiają, że historia nie zamienia się w czysto fabularną konstrukcję, lecz pozostaje zakorzeniona w realnym doświadczeniu.

Śledztwo prowadzone przez Agencję Czajka nie jest oderwane od życia — przeciwnie, splata się z nim na wielu poziomach. Bohaterki nie funkcjonują w próżni; mają swoje zobowiązania, emocje, przeszłość. Dzięki temu ich decyzje nie są jedynie elementem fabularnej układanki, ale konsekwencją osobistych przekonań i doświadczeń. Kobieca perspektywa w „Grze pozorów” nie jest manifestem ani próbą odwrócenia ról. Nie chodzi o kontrast wobec męskiego modelu detektywa, lecz o naturalny sposób patrzenia na świat, w którym emocje nie są słabością, a relacje nie stanowią przeszkody w dochodzeniu do prawdy. Wręcz przeciwnie — to właśnie wrażliwość na kontekst i subtelne niuanse okazuje się największym atutem zespołu.

Dzięki temu powieść zyskuje dodatkową warstwę. Śledztwo nie jest wyłącznie ciągiem logicznych operacji, lecz procesem, w którym równie ważne jak fakty są intencje i to, co pozostaje niewypowiedziane. Taka konstrukcja pozwala uniknąć schematyczności i sprawia, że Agencja Detektywistyczna Czajka staje się czymś więcej niż tylko narzędziem do rozwiązania zagadki — staje się sercem tej historii.

Humor jako przeciwwaga dla niepokoju
Jednym z wyraźniejszych atutów „Gry pozorów” jest sposób, w jaki Katarzyna Gacek operuje humorem. To nie jest komizm sytuacyjny budowany na przerysowaniu ani seria żartów mających rozładować każdą poważniejszą scenę. Humor pojawia się dyskretnie, często w dialogach, w krótkich ripostach, w spojrzeniu na rzeczywistość z lekkim dystansem. Dzięki temu nie burzy napięcia, lecz je równoważy. W rozmowach między bohaterkami wyczuwa się naturalność — ironiczne uwagi, drobne uszczypliwości, momenty autoironii. Ten ton sprawia, że postaci stają się bliższe czytelnikowi. Nie są wyłącznie uczestniczkami intrygi, ale osobami z krwi i kości, które nawet w trudnych sytuacjach potrafią pozwolić sobie na odrobinę luzu. To bardzo ludzki mechanizm — w obliczu stresu często uciekamy w żart, by choć na chwilę oswoić napięcie.

Humor w tej powieści pełni funkcję ochronną, ale też integrującą. Buduje relacje między bohaterami, pokazuje ich wzajemne zrozumienie i skraca dystans. Czasem jedno krótkie, trafne zdanie mówi więcej o więzi między postaciami niż długi opis emocji. Dzięki temu atmosfera śledztwa nie staje się zbyt ciężka ani przytłaczająca. Co ważne, lekkość nie oznacza bagatelizowania tematów. „Gra pozorów” dotyka przecież kwestii manipulacji, kłamstwa i odpowiedzialności — a więc spraw, które łatwo mogłyby nadać historii mroczny ton. Gacek znajduje jednak równowagę. Pozwala czytelnikowi na chwilę oddechu, zanim znów skieruje uwagę ku temu, co niewygodne. Ten rytm — napięcie i rozluźnienie, niepokój i uśmiech — sprawia, że lektura jest płynna i angażująca, a jednocześnie nie wyczerpuje emocjonalnie.

W efekcie humor staje się czymś więcej niż ozdobnikiem. Jest elementem konstrukcji całej powieści, subtelnym narzędziem, które nadaje jej lekkości bez odbierania powagi. Dzięki niemu „Gra pozorów” pozostaje historią wyważoną — taką, która potrafi mówić o rzeczach istotnych bez popadania w nadmierny dramatyzm.

Pisarka pisząca kryminały — autotematyczna gra z czytelnikiem
Jednym z ciekawszych, choć nienachalnie prowadzonych motywów „Gry pozorów” jest obecność pisarki kryminałów w samym centrum intrygi. Monika Bułat nie jest jedynie pretekstem do rozpoczęcia śledztwa — jej zawód i publiczny wizerunek stają się ważnym elementem narracji. Autorka bardzo świadomie wykorzystuje ten fakt, prowadząc subtelną grę z czytelnikiem, który przyzwyczajony jest do pewnych schematów gatunkowych. Monika jako postać funkcjonuje na dwóch poziomach. Z jednej strony znamy ją jako osobę publiczną — autorkę bestsellerów, której nazwisko gwarantuje sukces wydawniczy, medialne zainteresowanie i konkretne oczekiwania odbiorców. Z drugiej strony stopniowo odsłaniana jest jej prywatna twarz — mniej wygodna, bardziej skomplikowana, niekoniecznie pasująca do wizerunku kreowanego na potrzeby rynku. To rozdwojenie doskonale wpisuje się w główny temat powieści: różnicę między tym, co widoczne, a tym, co rzeczywiste.

Czytelnik, śledząc losy zaginionej pisarki, nieuchronnie zaczyna zadawać sobie pytanie, na ile narracje, które tak chętnie przyjmujemy w literaturze, różnią się od tych, które funkcjonują w realnym życiu. Gacek nie formułuje tu jednoznacznych tez, ale bardzo zręcznie podsuwa refleksję: być może największą fikcją nie są książki, lecz historie, które opowiadamy o sobie nawzajem — i o sobie samych.

Gra pozorów jako motyw przewodni
Tytuł powieści nie jest jedynie efektowną etykietą, lecz kluczem do odczytania całej historii. „Gra pozorów” toczy się równolegle na kilku płaszczyznach i obejmuje zarówno sferę publiczną, jak i prywatną. Jest obecna w mediach, w środowisku zawodowym, w relacjach towarzyskich, a przede wszystkim w intymnych przestrzeniach bohaterów. Każda z postaci — nawet ta pojawiająca się na drugim planie — w mniejszym lub większym stopniu uczestniczy w tej grze. Czasem świadomie, manipulując własnym wizerunkiem, a czasem zupełnie nieświadomie, reagując na oczekiwania otoczenia. Autorka z dużą wnikliwością pokazuje, jak łatwo wchodzimy w role, które wydają się nam przypisane. Agentka literacka musi być profesjonalna i opanowana, nawet jeśli sytuacja wymyka się spod kontroli. Policjant balansuje między procedurą a przeczuciem, starając się zachować twarz w strukturze, która nie zawsze zostawia przestrzeń na wątpliwości. Detektywki z Agencji Czajka prowadzą śledztwo, ale jednocześnie mierzą się z własnymi problemami, próbując pogodzić zawodową skuteczność z prywatną kruchością. Każda z tych ról wymaga określonej maski — dopasowanej do sytuacji, oczekiwań i presji.

Co istotne, Gacek nie przedstawia pozorów wyłącznie jako narzędzia manipulacji. W jej ujęciu są one często mechanizmem obronnym. Chronią przed oceną, pozwalają zachować kontrolę, odsuwają moment konfrontacji z bólem czy wstydem. Bohaterowie nie zakładają masek wyłącznie po to, by kogoś oszukać. Często robią to, by przetrwać — emocjonalnie, zawodowo, społecznie. Właśnie ta ambiwalencja sprawia, że motyw pozorów nabiera głębi i przestaje być prostą metaforą kłamstwa.

Najciekawsze jest jednak to, że autorka nie demaskuje swoich postaci z satysfakcją ani moralnym triumfem. Nie ustawia się ponad nimi. Pozwala im być niekonsekwentnymi, czasem słabymi, czasem sprzecznymi w swoich decyzjach. Dzięki temu „gra” nie jest jedynie fabularnym zabiegiem, lecz odbiciem codzienności, w której rzadko kiedy jesteśmy w pełni autentyczni w każdej sytuacji. Motyw pozorów staje się więc nie tylko osią intrygi, ale też subtelnym komentarzem do ludzkiej natury — do naszej potrzeby akceptacji, bezpieczeństwa i kontroli nad własną narracją.

Relacje międzyludzkie jako cichy bohater powieści
Jednym z najmocniejszych i najbardziej wyczuwalnych elementów „Gry pozorów” są relacje między postaciami. To one nadają historii prawdziwy ciężar emocjonalny i sprawiają, że śledztwo nie funkcjonuje w oderwaniu od życia, lecz jest jego naturalnym przedłużeniem. Intryga rozwija się konsekwentnie, ale to właśnie interakcje bohaterów sprawiają, że czytelnik angażuje się w tę opowieść na głębszym poziomie. Katarzyna Gacek z dużą uważnością przygląda się drobnym gestom i codziennym rozmowom — tym, które w pierwszej chwili mogą wydawać się nieistotne. W półsłówkach, zawieszonych spojrzeniach, przemilczeniach i zbyt szybkich odpowiedziach kryje się często więcej niż w bezpośrednich deklaracjach. Napięcia nie wybuchają gwałtownie, lecz narastają powoli, czasem niemal niezauważalnie. To właśnie ta subtelność sprawia, że relacje w powieści wydają się tak autentyczne.

Zespół Agencji Czajka jest przedstawiony z dużą czułością, ale bez idealizowania. Bohaterki potrafią się wspierać, ufać sobie i działać razem, ale nie są wolne od zmęczenia czy chwilowych wątpliwości. Pojawiają się drobne nieporozumienia, różnice zdań, momenty frustracji. I bardzo dobrze — bo dzięki temu ich współpraca nie jest literacką konstrukcją podporządkowaną wyłącznie fabule, lecz relacją budowaną na realnych emocjach. To odświeżające szczególnie w gatunku, który często upraszcza dynamikę zespołową do funkcjonalnych ról: lider, sceptyk, specjalista od techniki. Tutaj postaci nie są narzędziami do rozwiązywania zagadki. Mają swoje życie poza śledztwem, własne doświadczenia i ograniczenia, które wpływają na sposób podejmowania decyzji.

Równie interesujące są relacje bohaterów z osobami spoza głównego kręgu dochodzenia. Każde spotkanie wnosi nowy kontekst — zawodowy, towarzyski, rodzinny. Widać wyraźnie, że nikt nie działa w próżni. Nawet pozornie neutralne rozmowy odsłaniają zależności, sympatie, dawne urazy. Autorka pokazuje, jak bardzo jesteśmy uwikłani w sieć relacji i jak trudno całkowicie oddzielić sferę prywatną od zawodowej. W „Grze pozorów” relacje nie są dodatkiem do fabuły — są jej fundamentem. To one nadają sens kolejnym decyzjom, tłumaczą motywacje i sprawiają, że historia wykracza poza ramy klasycznej zagadki kryminalnej. Dzięki nim powieść zyskuje wymiar bardziej ludzki, a czytelnik ma poczucie, że obcuje nie z literacką konstrukcją, lecz z żywą tkanką emocji i zależności.

Styl Katarzyny Gacek — lekkość bez banalności
Styl Katarzyny Gacek zdecydowanie zasługuje na osobne zatrzymanie się przy nim, bo to właśnie on w dużej mierze decyduje o charakterze całej powieści. Autorka pisze lekko, ale nie w sensie uproszczenia — raczej w znaczeniu swobody i płynności. Narracja prowadzona jest spokojnie, bez zbędnych ozdobników, a jednocześnie z wyraźnym wyczuciem tempa. Zdania są klarowne, dialogi brzmią naturalnie, a opisy nie dominują nad akcją, lecz dyskretnie budują tło.

W tej prozie nie ma stylistycznych fajerwerków ani demonstracyjnej literackości. Gacek nie próbuje zwracać uwagi na siebie jako autorkę — uwaga pozostaje przy historii i bohaterach. To umiejętność, która wbrew pozorom wymaga dużej dyscypliny. Łatwo bowiem popaść w nadmiar, dopowiedzieć za dużo, zbyt mocno podkreślić emocje. Tutaj tego nie ma. Opisy są oszczędne, ale sugestywne; dialogi dynamiczne, ale wiarygodne. Co szczególnie istotne, lekkość stylu nie oznacza powierzchowności. Dzięki tej przejrzystości trudniejsze wątki — manipulacja, odpowiedzialność, lęk przed ujawnieniem prawdy — nie przytłaczają czytelnika. Refleksje pojawiają się naturalnie, niemal mimochodem, wpisane w bieg wydarzeń. Nie ma tu moralizowania ani prób jednoznacznego oceniania postaci. Autorka pozostawia przestrzeń na własne wnioski, co w przypadku literatury gatunkowej wcale nie jest tak oczywiste.

Styl w „Grze pozorów” współgra z tematem książki. Skoro opowieść dotyczy pozorów, półcieni i niejednoznaczności, forma również unika przesady i dosłowności. Delikatność narracji sprawia, że czytelnik sam musi uważnie przyglądać się szczegółom, wyłapywać drobne sygnały i łączyć fakty. To proza, która nie narzuca interpretacji, lecz zachęca do współuczestnictwa.

W efekcie powstaje historia wyważona — taka, w której styl nie przyćmiewa fabuły, ale ją wzmacnia. Lekkość staje się tu narzędziem precyzji, a klarowność sposobem na wydobycie tego, co najważniejsze: niuansów, relacji i subtelnych przesunięć znaczeń. Dzięki temu „Gra pozorów” czyta się płynnie, ale nie bezrefleksyjnie — i to właśnie jest jej największa siła.

Prawda jako konstrukcja — komu i kiedy jest potrzebna?
Im bliżej końca „Gry pozorów”, tym wyraźniej widać, że pytanie o prawdę nie jest w tej powieści pytaniem zero-jedynkowym. To nie historia, w której prawda zostaje wydobyta na światło dzienne i przynosi oczyszczenie wszystkim zaangażowanym. Gacek bardzo konsekwentnie pokazuje, że prawda bywa niewygodna, fragmentaryczna, a czasem wręcz niechciana — nawet przez tych, którzy głośno się jej domagają.

Autorka zdaje się pytać: czy naprawdę zawsze chcemy wiedzieć wszystko? A może częściej zależy nam na wersji wydarzeń, która pozwala zachować spójny obraz świata, nawet jeśli opiera się on na półprawdach? W „Grze pozorów” prawda nie jest wartością absolutną — jest raczej elementem negocjacji pomiędzy różnymi interesami, emocjami i lękami bohaterów. To bardzo dojrzałe podejście, zwłaszcza jak na powieść, która formalnie mieści się w nurcie kryminału obyczajowego. Gacek nie próbuje udowadniać, że prawda zawsze wyzwala. Czasem pokazuje wręcz, że jej ujawnienie wiąże się z konsekwencjami, na które nie każdy jest gotowy. I to właśnie ta ambiwalencja sprawia, że książka zostaje z czytelnikiem na dłużej.

Manipulacja bez czarnych charakterów
Jednym z najbardziej przekonujących elementów tej powieści jest sposób, w jaki Katarzyna Gacek przedstawia manipulację. Nie znajdziemy tu jednego, wyraźnie zarysowanego antagonisty, który z premedytacją pociąga za wszystkie sznurki. Manipulacja w „Grze pozorów” nie ma twarzy klasycznego czarnego charakteru — jest rozproszona, często subtelna, czasem nawet nieuświadomiona. Wynika z potrzeby kontroli, z lęku przed oceną, z chęci zachowania dobrego wizerunku albo po prostu z ludzkiej słabości. To ujęcie nadaje historii wiarygodności. Bohaterowie nie są cynicznymi strategami ani bezwzględnymi graczami. Częściej próbują ochronić siebie lub kogoś bliskiego, dopasowując fakty do narracji, która wydaje się bezpieczniejsza. Autorka pokazuje, że manipulacja nie zawsze jest aktem agresji — bywa mechanizmem obronnym. Co więcej, dotyczy nie tylko relacji z innymi, lecz także sposobu, w jaki opowiadamy historię samym sobie. Wygładzamy wspomnienia, przesuwamy akcenty, pomijamy niewygodne szczegóły, by zachować poczucie spójności. Dzięki temu książka unika moralnego uproszczenia. Nie dostajemy jasnego podziału na winnych i niewinnych, na tych, którzy kłamią, i tych, którzy stoją po stronie prawdy. Zamiast tego pojawia się przestrzeń na interpretację. Czytelnik musi sam ocenić motywacje postaci, zastanowić się nad ich wyborami i być może zadać sobie pytanie, jak sam postąpiłby w podobnych okolicznościach. To rzadkość w kryminale, który często opiera się na jednoznacznych rozwiązaniach.

Właśnie w tym tkwi siła „Gry pozorów” jako powieści gatunkowej. Nie próbuje udawać literatury wysokiej ani rewolucjonizować kryminału. Jej wartość wynika z czegoś bardziej subtelnego — ze świadomości konwencji i umiejętności jej twórczego wykorzystania. Intryga jest spójna i przemyślana, postaci mają wyraźnie zarysowane motywacje, a elementy kryminalne i obyczajowe przenikają się w sposób naturalny, bez sztucznego podziału. Autorka traktuje czytelnika poważnie. Nie podsuwa łatwych odpowiedzi, nie upraszcza emocji, nie domyka wszystkiego w sposób nadmiernie komfortowy. Zostawia lekki niedosyt, który nie wynika z niedopowiedzeń fabularnych, lecz z refleksji, że rzeczywistość rzadko bywa jednoznaczna. To również przykład dobrze poprowadzonej kontynuacji serii — rozwijającej znane postaci, a jednocześnie na tyle samodzielnej, by nowy czytelnik mógł wejść w ten świat bez poczucia zagubienia.

„Gra pozorów” jest więc dobrą książką w swoim gatunku nie dlatego, że próbuje przekroczyć jego granice, ale dlatego, że rozumie jego możliwości. Wykorzystuje je w sposób dojrzały, wyważony i świadomy, tworząc historię, która daje satysfakcję z lektury, a jednocześnie zostawia przestrzeń na myślenie.

 

Dla kogo jest „Gra pozorów”?
„Gra pozorów” to propozycja przede wszystkim dla tych czytelników, którzy w kryminale szukają czegoś więcej niż adrenaliny i gwałtownych zwrotów akcji. To powieść dla osób ceniących napięcie budowane stopniowo — bez epatowania brutalnością, bez drastycznych scen i bez potrzeby szokowania za wszelką cenę. Zamiast intensywnej sensacji dostajemy tu historię rozwijającą się spokojnie, ale konsekwentnie, w której kluczową rolę odgrywają relacje, emocje i psychologiczne niuanse. To książka dla czytelników lubiących obyczajowe tło, codzienność bohaterów i drobne szczegóły, które z czasem nabierają znaczenia. Śledztwo nie toczy się w próżni — jest osadzone w życiu, w rozmowach, w zmęczeniu, w wątpliwościach. Dzięki temu historia wciąga w sposób naturalny, nie wymuszony. Nie męczy nadmiarem dramatyzmu, nie przytłacza tempem, ale angażuje, bo pozwala naprawdę poznać postaci i zrozumieć ich motywacje.

„Gra pozorów” spodoba się również tym, którzy lubią, gdy książka zostawia przestrzeń na własną interpretację. Autorka nie podaje wszystkiego wprost, nie prowadzi czytelnika za rękę do jednoznacznych ocen. Zamiast tego zachęca do uważności i refleksji. To lektura, która wybrzmiewa także po odłożeniu na półkę — nie przez spektakularny finał, lecz przez pytania, jakie stawia o prawdę, odpowiedzialność i ludzkie wybory.

Nie jest to natomiast propozycja dla osób oczekujących mrocznego thrillera z dynamiczną akcją rodem z seriali kryminalnych, pościgów i nagłych zwrotów sytuacji co kilka stron. Tutaj napięcie działa ciszej. Emocje są stonowane, ale głębokie. To książka, która ufa, że czytelnik doceni subtelność bardziej niż fabularne fajerwerki — i właśnie do takiego odbiorcy jest skierowana.

Podsumowując:
Po zamknięciu tej książki trudno oprzeć się wrażeniu, że tytułowa gra pozorów nie dotyczy wyłącznie bohaterów powieści. To raczej uniwersalny mechanizm, w który wszyscy jesteśmy wciągani — czasem świadomie, czasem zupełnie bezwiednie. Udajemy, dopasowujemy się, przemilczamy, wygładzamy rzeczywistość, by była łatwiejsza do zniesienia.

Katarzyna Gacek nie potępia tego mechanizmu. Pokazuje go z empatią i zrozumieniem, ale też z wyraźnym sygnałem ostrzegawczym: każda gra ma swoje konsekwencje. I prędzej czy później przychodzi moment, w którym trzeba zdecydować, czy nadal chcemy grać, czy jednak odważyć się na konfrontację z tym, co niewygodne.

„Gra pozorów” to dobra, solidna powieść — taka, która daje satysfakcję z lektury, a jednocześnie zostawia po sobie coś więcej niż tylko rozwiązanie zagadki. I właśnie dlatego warto po nią sięgnąć.

 

 

Link do opinii

Po książki Katarzyny Gacek sięgam w ciemno, zaczęło się kilka lat temu, gdy w moje ręce trafiła komedia "W jak morderstwo", która zapoczątkowała cykl z Magdaleną Borowską. A jakiś czas potem udało mi się wygrać vouchery do kina na film zrealizowany na podstawie tej książki. Ekranizacja podobała mi się i mam nadzieję, że następne części również znajda się na ekranie. 

"Gra pozorów" to druga część nowego cyklu komedii detektywistycznej "Agencja detektywistyczna Czajka". Lektura poszła mi dość gładko, chociaż nieco przeszkadzało mi nawiązywanie autorki do pierwszej części, bo zbytnio się dłużyło, lecz taka forma pozwoli czytelnikom na czytanie jako odrębnej książki.
Gaja założyła agencję detektywistyczną po zdradzie męża, razem z nią pracuje modelka Klara a także w wolnym czasie pomaga im sąsiadka i przyjaciółka Gai -Matylda. Dziewczyny zajmują się przede wszystkim śledzeniem mężów zdradzających żony i dostarczaniem dowodów zdrady. Lecz udało im się poprzednio znaleźć mordercę dziewczyny i uwolnić niewinnego nauczyciela od stawianych mu zarzutów. Tym razem w Milanówku zaginęła tuz przed premierą swojej najnowszej książki pod tytułem "Gra pozorów", dość znana autorka powieści kryminalnych Monika Banach. Agentka powieściopisarki zawiadamia policję, ale komisarz Lewin nie traktuje tej sprawy zbyt poważnie. Uważa, że Banach wyjechała aby odpocząć przed premierą. Wkurzona i zrozpaczona agentka wynajmuję więc Gaję aby ze swoją grupą zaczęły poszukiwania pisarki.


"Ze spotkania z nim, poza kolejną refleksją, że nie znosi mężczyzn, którzy w tak zaczepny sposób jak Lewin eksponują swoją łysinę, wyniosła przekonanie, że na policję nie ma co liczyć. W sumie nic nowego."
Gaja ze swoimi przyjaciółkami zaczyna prowadzić rozmowy ze wszystkimi, którzy mogli cokolwiek zauważyć lub mogli wiedzieć, gdzie może przebywać Monika Banach. Wątki zaczynają się mnożyć i kilka osób może być zamieszanych w ewentualne porwanie...
Fabuła kryminalna przeplatana jest wątkami obyczajowymi, które są równie wciągające. Gaja po odejściu męża nie może dojść do siebie, tylko praca pomaga jej na oderwanie się od nawracających myśli, nie tylko o zdradzie i rozwodzie, ale także o zmarłych tragicznie rodzicach. Dochodzą do tego jeszcze problemy z dorastającą córką. Klary i Matyldy również kłopoty nie oszczędzają. To tak jakby wszystko co złe, zebrało się nad nimi...


"Najpierw nakryła męża na zdradzie. I choć później próbowała rozegrać sprawę po swojemu, to mleko już się rozlało. Wycieranie go ścierką i wyżymanie z powrotem do szklanki nie miało sensu."
Książka mimo tego, że lekka i chwilami zabawna, to jednak bardzo dobrze łączy ze sobą wątki obyczajowe z zagadką kryminalną i ciężko oderwać się od lektury. Ja czekam już na część następną, bo zakończyła się w takim momencie, że nie ma innej opcji - trzecia część być musi.
Dodam jeszcze, że jest w książce bardzo ciekawe nawiązanie do Agathy Christie...

Link do opinii

Do przeczytania książki autorstwa Pani Katarzyny Gacek pt. ''Gra pozorów'' przekonała mnie interesująco i tajemniczo zapowiadająca się treść w opisie należącej do gatunku kryminału, w który lubię się zagłębiać, a przy okazji potrafię jako uważna czytelniczka wskazać tego, kto jest głównym sprawcą wyrządzonych krzywd ludzkich.

Z czasem bywa tak, że nie każda przygotowana perfekcyjnie intryga opisana jest perfekcyjnie, ale za to mogę stwierdzić od razu czy chce zapoznać się z losami bohaterów, które są na ogół nieprzewidywalne, jak i również zwroty akcji mogące spowodować, że książka ta będzie przyjemna w całościowym odbiorze z opracowaną niecodzienną kryminalną fabułą w tle.

Lubię, kiedy podczas czytania książek z gatunku kryminologii mogę poznawać twórczość autorki, a dodatkowo oceniam, czy skonstruowani przez nią bohaterzy zostali trafnie dopasowani, co sprawiło jej najwięcej trudności oraz czy potrafiła poradzić sobie z utworzeniem odpowiedniego klimatu podczas przebiegu każdego najdrobniejszego wątku w opisywanych rozdziałach.

Muszę przyznać, że od samego początku spodobała się mi u autorki wyjątkowa lekkość w sposobie pisania, którą spotyka się bardzo rzadko.

Język, jakim posługuje się, autorka jest barwny, a szczególnie jest widoczny u bohaterek, które pomimo pracowitości, poczucia humoru mają dystans do siebie dający wiele do myślenia w drodze ku użyteczności właściwego klucza w zagadce, która to od samego początku ma w sobie wiele niedomówień, a światełka w tunelu nad jej rozwiązaniem wciąż nie widać, a jedynie są pomysły ze strony Gai, Klary, Matyldy.

Podoba mi się w tej książce to, że opisywane przez autorkę rozdziały są krótkie. Wypływa z nich prawda o życiu codziennym bohaterek, ale uważam, że jest zbyt mało informacji zamieszczonych o głównej bohaterce, która zaginęła- Monika Banach. Być może jest to celowe zagranie autorki, aby przekonać do siebie czytelnika, dając mu możliwości do myślenia, co się dzieje z bohaterką, która niby ma wszystko, a jednak nieoczekiwanie znika z horyzontu życia ziemskiego.

Ciekawiła, mnie jak będzie wyglądała współpraca Agencji Detektywistycznej Czajka z policją, czy będą mogły liczyć na udzielanie przez nich drogocennych informacji o przebiegu śledztwa, czy jednak zdane są na siebie i inne osoby mogące im pomóc.

Książki tej nie czyta się szybko.

W zasadzie nie tak od razu da, się rozszyfrować komu zależy na śmierci znanej pisarki Moniki Banach, ale właściwie może, to być każda osoba z kim była związana podczas swojego pisarskiego image, na które wytrwale pracowała przez wiele lat.

Polubiłam twórczość Pani Katarzyny Gacek za to, że potrafiła do samego końca utrzymać w napięciu atmosferę panującą wokół wszystkich przydarzających się bohaterom przygód tych przyjemnych i tych, na które wpływu nie mieli.

Polecam przeczytać ten kryminał.

Link do opinii
Avatar użytkownika -

Przeczytane:2023-04-02,

Twórczość Pani Katarzyny Gacek znam dzięki fantastyznej serii dla dzieci i młodzieży "Supercepcja". Tym razem zapraszam Was do poznania kryminału obyczajowego. Jest to 2 tom serii "Agencja Detektywistyczna Czajka". Gorąco polecam pierwszy tom serii "Pies ogrodnika".

***
Milanówkiem wstrząsa wieść o zaginięciu autorki bestsellerowych kryminałów Moniki Bułat. Kobieta oznajmia, że niebawem ukaże się jej nowa książka, po czym… zapada się pod ziemię. Zrozpaczona agentka pisarki zadanie odnalezienia swej najważniejszej klientki zleca Gai Stawskiej z kobiecej Agencji Detektywistycznej Czajka. Tropy, jak w najlepszej powieści, prowadzą w różnych kierunkach. Porwanie? Sprytny chwyt marketingowy? A może… morderstwo?

Gaja, Klara i Matylda, próbując odnaleźć pisarkę, po raz kolejny wchodzą w drogę miejscowemu komendantowi policji. Między nim a właścicielką Czajki lecą iskry. Na domiar złego nad detektywkami zbierają się czarne chmury. Matylda próbuje sobie poradzić z nowym współpracownikiem, Klara – z rodzicami, którzy koniecznie chcą poznać jej narzeczonego, tyle że ten… nie istnieje. A Gaja, poza problemami z dorastającą córką, musi się zmierzyć z tajemnicą przeszłości swojej rodziny, która coraz częściej zaprząta jej myśli.

Czytając byłam zachwycona. Historią wciągnęła mnie od pierwszej strony. Czytałam i nie mogłam sie oderwać. Podoba mi się w jaki sposób autorka pokazuje bohaterów i ich historie.
Lubię jak historia dzieje się w Polsce, bohaterowie mają takie "nasze" imiona - wtedy czuję, że historia jest mi bliższa.

Przekonajcie się sami - "Gra pozorów" jest po prostu świetna! Polecam - sięgnijcie po książkę - Warto.

Link do opinii
Avatar użytkownika - KsiazkiHaliny
KsiazkiHaliny
Przeczytane:2023-03-08, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, Kryminał, thriller, sensacja,

Tytuł recenzji:

𝗜𝗱𝗲𝗮𝗹𝗻𝘆 𝗺𝗼𝘁𝘆𝘄

𝐾𝑎ż𝑑𝑎 𝑛𝑎𝑠𝑧𝑎 𝑤𝑎𝑑𝑎 𝑚𝑜ż𝑒 𝑜𝑘𝑎𝑧𝑎ć 𝑠𝑖ę 𝑧𝑎𝑙𝑒𝑡ą 𝑖 𝑜𝑑𝑤𝑟𝑜𝑡𝑛𝑖𝑒.

W 𝐺𝑟𝑧𝑒 𝑝𝑜𝑧𝑜𝑟ó𝑤Agencja Detektywistyczna Czajka na czele z Gają Stawską, znów na tropie. Tym razem szukają zaginionej autorki poczytnych kryminałów, która zniknęła bez śladu. Porwanie? Chwyt marketingowy? Czy może ktoś ją zamordował? Co zachwyca w tej książce od pierwszej chwili? Wspaniale skonstruowana fabuła i świetne dialogi, w których tworzeniu Katarzyna Gacek jest mistrzynią. Trudno się nie uśmiechnąć, gdy czyta się zabawną wymianę zdań pomiędzy Klarą a Gają. I dodatkowo całość ubarwia postać komendanta policji Lewina, z którym szefowa agencji się nie lubi od samego początku. Iskrzy między nimi, jak przed burzą, a potyczki słowne tej pary nie mają sobie równych. Katarzyna Gacek kolejny raz stworzyła istny majstersztyk, koktajl gatunkowy, od którego trudno się oderwać. Przewybornie połączyła wątki kryminalne, obyczajowe i komediowe w zgrabną całość, która zapewnia kilkanaście godzin wspaniałej lektury i oderwania się od rzeczywistości. Szczególną uwagę zwraca kreacja głównych bohaterek, tak bardzo różnych, ale każda z nich boryka się ze swoimi prywatnymi problemami, co pozwala traktować je jak bliskie przyjaciółki, które bardzo się lubi. Może trochę brakuje rozbudowanych postaci męskich, którzy są tu zaledwie tłem, ale mimo wszystko, jeśli nawet odgrywają rolę drugo, czy trzecioplanową są ciekawie przedstawieni i warci uwagi. 𝐺𝑟𝑎 𝑝𝑜𝑧𝑜𝑟ó𝑤to niesamowita powieść, pełna intryg i zwrotów akcji, w której można odnaleźć nawiązania do kryminałów Agathy Christie.

Agencja Czajka ma się w zasadzie dobrze, bo po ostatnim spektakularnym śledztwie, drzwi do biura się nie zamykają. Dziewczyny nie mogą narzekać na brak klientów, ale zaczyna powiewać nudą, bo ileż można śledzić zdradzających małżonków. I gdy stwierdzają, że nic w zasadzie się nie dzieje, to kolejna ciekawa sprawa znajduje je sama. Znika w bliżej nieokreślonych okolicznościach znana autorka poczytnych kryminałów Monika Banach. Jej zniknięcie jest tym dziwniejsze, że w garażu pozostawiła auto, a na łasce losu szczeniaka labradora. Zrozpaczona agentka Banach, nie wierzy, że autorka tak po prostu beztrosko się ulotniła i podejrzewa porwanie. Na nogi zostaje postawiona policja, a równolegle Ewelina wynajmuje także agencję Gai, tłumacząc to ograniczonym zaufaniem do policji, która faktycznie nie przejmuje się zbytnio zniknięciem autorki, uważając, że zrobiła sobie wakacje. Zniknięciem Moniki Banach nie przejmuje się też zbytnio jej brat. 𝑀𝑜𝑛𝑖𝑘𝑎 𝑚𝑎 […] 𝑑𝑜ść 𝑧𝑎𝑠𝑎𝑑𝑛𝑖𝑐𝑧𝑦 𝑐ℎ𝑎𝑟𝑎𝑘𝑡𝑒𝑟, 𝑛𝑖𝑒 𝑧𝑛𝑜𝑠𝑖 𝑜𝑏ł𝑢𝑑𝑦, 𝑛𝑖𝑒 𝑝𝑜𝑧𝑤𝑎𝑙𝑎 𝑠𝑖ę 𝑤𝑦𝑘𝑜𝑟𝑧𝑦𝑠𝑡𝑦𝑤𝑎ć. 𝐽𝑒𝑠𝑡 𝑏𝑎𝑟𝑑𝑧𝑜 𝑐𝑧𝑢ł𝑎 𝑛𝑎 𝑠𝑤𝑦𝑚 𝑝𝑢𝑛𝑘𝑐𝑖𝑒 𝑖 𝑝𝑜𝑡𝑟𝑎𝑓𝑖 𝑏𝑦ć 𝑛𝑎𝑝𝑟𝑎𝑤𝑑ę 𝑛𝑖𝑒𝑚𝑖ł𝑎. Nie sądzi jednak, żeby miała takich wrogów, którzy mogliby jej coś zrobić.

Dziewczyny zwietrzyły ciekawą sprawę i bardzo starają się, by ją rozwiązać przed policją, a to, że są wciąż krok przed Lewinem, jest mu nie w nos i coraz bardziej go irytuje. Do ekipy śledczej detektywek nieoczekiwanie dołącza szczeniak labradora Bruno. Piesek demolka, który ląduje w domu Gai ku uciesze jej córki a jej utrapieniu, bo pozostawiony sam w domu potrafi zrobić jesień średniowiecza.

Śledztwo toczy się bardzo powoli, bo ciągle brak logicznego wyjaśnienia zniknięcia pisarki, jakichkolwiek śladów, czy podejrzeń kto mógł to zrobić. Matylda ma problemy w pracy, Gai nieustannie depcze po piętach przeszłość, a Klara chadza własnymi ścieżkami niczym kot, czym doprowadza szefową agencji do szału. 𝑃𝑜𝑠𝑖𝑎𝑑𝑎𝑛𝑖𝑒 𝑤ł𝑎𝑠𝑛𝑒𝑗 𝑎𝑔𝑒𝑛𝑐𝑗𝑖 𝑚𝑖𝑎ł𝑜 𝑚𝑛ó𝑠𝑡𝑤𝑜 𝑝𝑙𝑢𝑠ó𝑤 𝑎 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜 𝑗𝑒𝑑𝑒𝑛 𝑚𝑖𝑛𝑢𝑠. 𝑇𝑦𝑚 𝑚𝑖𝑛𝑢𝑠𝑒𝑚 𝑏𝑦ł𝑎 𝐾𝑙𝑎𝑟𝑎. 𝑁𝑖𝑒𝑠𝑓𝑜𝑟𝑛𝑎, 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑠𝑎𝑑𝑛𝑖𝑒 𝑝𝑒𝑤𝑛𝑎 𝑠𝑖𝑒𝑏𝑖𝑒 […] 𝐶ℎ𝑜ć 𝑝𝑟𝑎𝑐𝑜𝑤𝑎ł𝑦 𝑧𝑒 𝑠𝑜𝑏ą 𝑑𝑜𝑝𝑖𝑒𝑟𝑜 𝑘𝑖𝑙𝑘𝑎 𝑡𝑦𝑔o𝑑𝑛𝑖, 𝑧𝑑ąż𝑦ł𝑎 𝑜𝑑𝑤𝑎𝑙𝑖ć 𝑗𝑢ż 𝑘𝑖𝑙𝑘𝑎 𝑛𝑢𝑚𝑒𝑟ó𝑤 […] 𝐵𝑜 𝑖𝑐ℎ 𝑟𝑒𝑙𝑎𝑐𝑗𝑎 𝑤𝑦𝑔𝑙ą𝑑𝑎ł𝑎 𝑡𝑎𝑘, ż𝑒 𝐾𝑙𝑎𝑟𝑎 𝑠𝑧ł𝑎 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑧 𝑠𝑢𝑐ℎ𝑦 𝑙𝑎𝑠, 𝑤𝑧𝑛𝑖𝑒𝑐𝑎𝑗ą𝑐 𝑝𝑜ż𝑎𝑟𝑦, 𝑎 𝐺𝑎𝑗𝑎 𝑏𝑖𝑒𝑔ł𝑎 𝑧𝑎 𝑛𝑖ą 𝑧 𝑤𝑖𝑎𝑑𝑒𝑟𝑘𝑖𝑒𝑚 𝑤𝑜𝑑𝑦, 𝑢𝑠𝑖ł𝑢𝑗ą𝑐 𝑗𝑒 𝑔𝑎𝑠𝑖ć.

Matylda liczyła na awans i podwyżkę w pracy, a zamiast tego otrzymuje od szefa pomocnika. Gaja założyła agencję, by demaskować niewiernych małżonków, i w jakiś symboliczny sposób mścić się na mężczyznach. Sądziła, że da jej to poczucie siły i satysfakcji, a w pakiecie dostała ból z rozdrapywanych ran. Klara nieokiełznana singielka trafiła na mężczyznę, na którym po raz pierwszy w życiu zaczyna jej zależeć.

Obie detektywki mają głowę zaprzątniętą czymś innym, więc wydaje się, że główny ciężar śledztwa spada tym razem na Matyldę. Chociaż kobieta formalnie w agencji nie pracuje, pomimo że Gaja proponowała jej zatrudnienie, a ona z obawy, że to zajęcie nie jest zbyt stabilne, odmówiła, to wydaje się, że to właśnie jej najbardziej zależy na odnalezieniu Banach. Matylda dopatruje się wskazówek w wywiadzie, jaki pisarka udzieliła jej tuż przed zniknięciem. Także policja nie natrafiła na żaden ślad, Lewin zrobił wszystko, co robiło się w takich wypadkach, z zerowym rezultatem. […] 𝑠𝑝𝑟𝑎𝑤𝑎 𝐵𝑎𝑛𝑎𝑐ℎ 𝑏𝑦ł𝑎 𝑠𝑝𝑟𝑎𝑤ą 𝑚𝑒𝑑𝑖𝑎𝑙𝑛ą, 𝑎 𝑡𝑎𝑘𝑖𝑒 𝑝𝑜𝑡𝑟𝑎𝑓𝑖ą 𝑛𝑎𝑝𝑠𝑢ć 𝑐𝑧ł𝑜𝑤𝑖𝑒𝑘𝑜𝑤𝑖 𝑘𝑟𝑤𝑖. 𝑤𝑖𝑎𝑑𝑒𝑟𝑘𝑖𝑒𝑚 𝑤𝑜𝑑𝑦, 𝑢𝑠𝑖ł𝑢𝑗ą𝑐 𝑗𝑒 𝑔𝑎𝑠𝑖ć. Dodatkowo był jeszcze jeden powód mniej zawodowy, ale bardziej ambicjonalny. Frustrowała go plącząca mu się przed nosem agencja z Gają Stawską na czele. Lewin ma ochotę udusić Gaję gołymi rękami, ale to akurat nic nowego, bo nie jest tajemnicą, że ta dwójka się nie znosi od samego początku. Być może kto się lubi, ten się czubi i mam nadzieję, że ich relacja ma szansę na rozwinięcie się w kolejnych częściach.

Sprawa zaginięcia sławnej autorki wydaje się zawiła i nierozwiązywalna. Dziewczyny kluczą, szukają, wciąż wpadają na nowe tropy, które okazują się ślepymi uliczkami i są coraz bardziej zniechęcone śledztwem, które nie przynosi rezultatów. Jedynie Matylda szuka wskazówek w przeszłości Banach i cały czas wierzy, że uda jej się trafić na właściwy ślad. Gdy w końcu odkrywają prawdę dotyczącą zniknięcia pisarki, następuje zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i dopiero wtedy zaczyna się dziać. Dziewczyny zachodzą w głowę, jak to możliwe, że aż tak się pomyliły i sprawa toczy się w zupełnie innym kierunku, niż to zakładały na początku.

𝐺𝑟𝑎 𝑝𝑜𝑧𝑜𝑟ó𝑤 to wspaniale skonstruowana powieść. Mieszanka gatunków, które doskonale ze sobą współgrają. Katarzyna Gacek jest świetną obserwatorką otoczenia i w jej historii oprócz śledztwa, zabawnych dialogów i perfekcyjnej kreacji bohaterów, można znaleźć opis kilku kwestii, z którymi każdy mógł mieć styczność. Stalking, problemy związane z rodzicielstwem, relacje damsko męskie, kwestia uczciwości wydawców, ale przede wszystkim wspaniale przedstawiony wątek związany z przyjaźnią i lojalnością. To powieść 𝑂 𝑝𝑜𝑧𝑜𝑟𝑎𝑐ℎ, 𝑘𝑡ó𝑟𝑒 𝑠𝑡𝑎𝑟𝑎𝑚𝑦 𝑠𝑖ę 𝑧𝑎𝑐ℎ𝑜𝑤𝑎ć 𝑛𝑎 𝑤ł𝑎𝑠𝑛𝑦 𝑢ż𝑦𝑡𝑒𝑘 𝑖 𝑢ż𝑦𝑡𝑒𝑘 𝑖𝑛𝑛𝑦𝑐ℎ. 𝑍 𝑤𝑦𝑔𝑜𝑑𝑛𝑖𝑐𝑡𝑤𝑎, 𝑧 𝑡𝑐ℎó𝑟𝑧𝑜𝑠𝑡𝑤𝑎. 𝑂 𝑢𝑐𝑧𝑐𝑖𝑤𝑜ś𝑐𝑖 𝑖 𝑧𝑑𝑟𝑎𝑑𝑧𝑖𝑒, 𝑜 𝑤𝑖𝑒𝑟𝑛𝑜ś𝑐𝑖 𝑖 𝑧𝑒𝑚ś𝑐𝑖𝑒. 𝐼 𝑧𝑎𝑑𝑜ść𝑢𝑐𝑧𝑦𝑛𝑖𝑒𝑛𝑖𝑢.

Wielkim plusem serii są jej bohaterki. Trio kobiet, tak różnych od siebie, że aż nie do uwierzenia, że potrafią wspólnie prowadzić śledztwo, wbrew dzielących ich różnicom. Wielkie brawa dla autorki za ich kreację. Trzy umysły, serca i sumienia, które świetnie się uzupełniają. Pomimo że każda z nich jest zupełnie inna, to wydają się tak bardzo prawdziwe i nie da się ich nie lubić.

Prywatnie Gaja boryka się ze swoją traumą po rozwodzie i przeszłością, która nadal nie jest dla niej jasna. Klara wieczna singielka, która myśli, że wreszcie znalazła właściwego mężczyznę, musi uznać swoją porażkę, a naciskającym ją rodziców, by się ustatkowała przedstawić rzekomego narzeczonego. Natomiast Matylda walczy z nadwagą i uczy się jak być szefową dla współpracownika, którego zamiast podwyżki i awansu zafundował jej burmistrz. Razem dziewczyny stanowią niesamowity team. Są niezawodne i pomysłowe, a ich śledcze prowokacje wywołują uśmiech na twarzy. Agencja Czajka rozwiązuje kolejną sprawę i mógłby być koniec. No mógłby, ale mam pytanie. Kiedy będzie ciąg dalszy?

[…] 𝑛𝑎𝑢𝑐𝑧𝑦ł𝑎 𝑠𝑖ę, ż𝑒 𝑡𝑎𝑘 𝑗𝑎𝑘 𝑛𝑎𝑗𝑝𝑟𝑜𝑠𝑡𝑠𝑧𝑒 𝑟𝑜𝑧𝑤𝑖ą𝑧𝑎𝑛𝑖𝑎 𝑏𝑦𝑤𝑎𝑗ą 𝑛𝑎𝑗𝑠𝑘𝑢𝑡𝑒𝑐𝑧𝑛𝑖𝑒𝑗𝑠𝑧𝑒, 𝑡𝑎𝑘 𝑖 𝑛𝑎𝑗𝑝𝑟𝑜𝑠𝑡𝑠𝑧𝑒 𝑜𝑑𝑝𝑜𝑤𝑖𝑒𝑑𝑧𝑖 𝑜𝑘𝑎𝑧𝑢𝑗ą 𝑠𝑖ę 𝑛𝑎𝑗𝑡𝑟a𝑓𝑛𝑖𝑒𝑗𝑠𝑧𝑦𝑚𝑖.

Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Znak

Link do opinii
Avatar użytkownika - przyrodaz
przyrodaz
Przeczytane:2023-03-18, Ocena: 6, Przeczytałam,

Nie czytałam pierwszej części, ale mi to wcale nie przeszkadzało. Książki autorki znam nie od dzisiaj i zawsze czyta mi się je bardzo przyjemnie. Przede wszystkim atutem jej twórczości są bardzo charakterystyczne postacie, które zawsze się od siebie odróżniają. Wysławiają się inaczej i nawet ich myślenie bywa zupełnie odmienne. Dzielą się na mądrych i tych mniej inteligentnych, ale zabawnych. Rozdziały nie są długie i każdy z nich kończy pewien etap, lecz zawsze jakby ze znakiem zapytania. Niby do postaci można mieć zaufanie, lecz to tylko złudna nadzieja. Powiedziałabym nawet, że ich kłamstwa są na tyle perfekcyjne, że nikt nie podejrzewa tutaj nie prawdy. Autorka podkreśliła, że nawet jeśli się idealnie kłamie, to i tak prawda kiedyś wyjdzie na jaw. Podobno również pierwsze wrażenie jakie odczuwamy przy danej osobie bywa właśnie prawdziwe. Później zbyt wiele rzeczy nas rozprasza, by tą osobę wyczuć. Dokładnie takie wrażenie miałam, kiedy pojawiła się tutaj postać Moniki Banach. Początek książki był dla mnie małą zmyłką, nie wiedziałam dlaczego czytam tutaj wywiad właśnie z autorką kryminałów, czyli Moniką. Wydawała się być nieco nieuprzejma, skryta, niemiła, by nie powiedzieć gburowata. Niewątpliwie wiedziała, że jest popularna i może sobie pozwolić na wszystko. Tam też obwieściła, że wyjdzie jej nowa książka napisana zupełnie pod innym kontem. Postać miała być podobna do niej samej. Podkreśliła też tutaj, że jeśli czegoś chce, to zawsze to osiąga. Na tym wywiad się kończy, choć tak naprawdę przygoda z opowieścią dopiero się zaczyna. Dowiadujemy się, że najnowsza powieść ma być zekranizowana, choć nikt nie zna jeszcze jej treści. Następnie poznamy kilka szczegółów, które mają odwrócić naszą uwagę od dalszych wydarzeń. Bowiem nagle nasza sławna Monika znika. Nikt nie może jej znaleźć, ani nawet nie domyślają się, co się z nią stało. A to dopiero początek tajemniczych wydarzeń:-)
Według mnie niesamowita książka z zagrywkami godnymi największych pisarzy kryminałów. Zachęcam do zapoznania się z innymi książkami autorki, gdyż każda z nich jest warta uwagi:-)

Link do opinii

Czy kryminał w wersji bardziej obyczajowej może zaciekawić równie bardzo, jak ten krwawy i pełen intryg? Owszem, a nawet powiedziałabym, że bardziej, szczególnie wtedy, kiedy historia jest bardzo zawiła, a złapane tropy za każdym razem wyprowadzają w pole, sprawiając, że jeszcze bardziej chcemy dowiedzieć się prawdy.
Gra pozorów to historia kobiet, które prowadzą Agencje Detektywistyczną Czajka, ich specjalizacją są zdrady, ale przypadkiem dostają zlecenie na odnalezienie słynnej pisarki Moniki Banach. Sprawa wydaje się bardzo trudna, ponieważ na początku kobiety mają mało poszlak, ale z czasem grono podejrzanych osób zaczyna się powiększać, aż przestają szukać porywacza, a zaczynają mordercy.
Z książkami bywa różnie, jedne zaczynają wciągać już od pierwszej strony, za to w inne trudno nam się wgryźć i akurat ta zalicza się do tych pierwszych, już od samego początku nie mogłam się od tej historii oderwać i sięgałam po nią w każdej wolnej chwili. Napisana jest tak, że ciężko przewidzieć nam następny krok, chociaż próbujemy rozwiązać zagadkę zaginięcia razem z Gają, Klarą i Matyldą to i tak kobiety są zawsze przed nami i wiedzą coś, czego my jeszcze się nawet nie spodziewamy. Tak naprawdę w trakcie czytania przez chwilę miałam przebłysk tego, kto mógłby zamordować pisarkę, ale tak naprawdę to brałam pod uwagę taki scenariusz, że wszystko jest wymyślone na potrzeby wypromowania nowej książki, nawet śmierć, a jak to się skończyło, przekonajcie się sami.
Jest to naprawdę świetna książka, niby obyczajowa, ale z wątkami kryminalnymi, więc przypadnie do gustu osobą lubiącym spokojne historie oraz tym, które lubią dreszczyk grozy. Przy okazji są tutaj poruszane inne tematy, szczególnie intryguje mnie historia Gai i tajemniczego prawa jazdy jej ojca, które pomimo pożaru przetrwało, także mam nadzieję, że to wyjaśni w się w kolejnej części, ponieważ jestem bardzo ciekawa zakończenia i z niecierpliwością czekam na kontynuację.

Link do opinii
Avatar użytkownika - hajduczek
hajduczek
Przeczytane:2025-06-26, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2025,

Poprzednio kobietom z Agencji Czajka udało się dowieść, że podejrzany o morderstwo matematyk jest niewinny, a teraz zaginięcie autorki kryminałów Moniki Banach okazuje się zabójstwem. I oczywiście rozwiązują one sprawę!

Link do opinii

W Milanówku ginie znana pisarka. Jej agentka postanawia zatrudnić Agencję Czajka, aby kobiety odnalazły Monikę Banach. Kobiety rozwiązują trochę zagadek, ale czy uda im się odnaleźć pisarkę? 

Do tego Gaja musi się zmierzyć z problemami z dorastającą córką oraz tajemniczą przeszłością. Klara próbuje zadowolić rodziców, którzy chcą poznać jej narzeczonego, którego nie ma. Natomiast Matylda musi odnaleźć się w roli przełożonej nowego współpracownika.

 

Byłam bardzo ciekawa czy "Gra pozorów" spodoba mi się tak samo jak "Pies ogrodnika". I tak, na szczęście książka jest tak samo wciągająca jak poprzednia część. 

 

Nowe niełatwe śledztwo wciągnęło mnie i to nawet bardzo. Było wiele tropów co się mogło stać z pisarką, więc kobiety miały dużo pracy. No i ciągle pojawiające się spięcia między Gają i komendantem policji. Mnie te spotkania bardzo bawiły. 

 

No i spodobało mi się to, że Matylda zaczęła się zmieniać, chociaż stało się to pod wpływem nowego współpracownika. Mam na

dzieję, że wyjdzie jej to na dobre. 

 

Chociaż przyznam szczerze, że liczyłam na rozwinięcie wątku z tajemnicą rodzinną Gai. Niestety za dużo się nie dowiedziałam, więc trzeba czekać cierpliwie na kolejny tom. Bo taki chyba się pojawi. Myślę, że kobiece biuro detektywistyczne jeszcze niejedno zadanie ma do wykonania. 

 

Pióro Pani Katarzyny jest takie lekkie, że książkę czyta się błyskawicznie. Ja bardzo miło spędziłam czas czytając "Grę pozorów".

Link do opinii

Słyszeliście już o gatunku cosy crime? Ja spotkałam się z nim dopiero teraz, przy okazji książki @gacekpisze  "Gra pozorów", za którą dziękuję @wydawnictwoznakpl

 

Czym wyróżnia się ten gatunek? Pomimo że jest tu zbrodnia i zagadka detektywistyczna, nie ma tu brutalności i drastycznych opisów.

Gaja Stawska prowadzi Agencje Detektywistyczną Czajka. Jej współpracowniczką jest piękna, młoda, rudowłosa Klara. Agentka znanej pisarki zleca agencji znalezienie Moniki Banach, autorki bestsellerów, która zniknęła ze swojego domu w Milanówku.

 

Czy doszło do porwania? Czy może to nowy sposób na wypromowanie nowej książki? A może doszło do morderstwa?

Gaja, Klara z pomocą Matyldy, urzędniczki i dziennikarki, ruszają na poszukiwania. Ich drogi często krzyżują się z miejscowym komendantem, który delikatnie mówiąc, nie jest z tego powodu zadowolony.

 

Kobiety oprócz zmagań ze śledztwem, muszą zmierzyć się z problemami życia codziennego. Gaja nie potrafi dogadać się z nastoletnią córką. Klarę odwiedzają rodzice, którzy chcą poznać jej narzeczonego. Ta musi na szybko jakiegoś zorganizować. Matylda zaś dostaje nowego współpracownika, z którym musi dzielić biuro i któremu ma delegować prace. Jak się okazuje łatwiej być podwładną niż szefową.

 

"Gra pozorów" to druga część serii z Agencją Detektywistyczną Czajka. Bardzo ubolewam, że przegapiłam pierwszą część, bo ta ogromnie przypadła mi do gustu. Czyta się szybko i lekko. Intryga jest wciągająca i ciężko się od niej oderwać.

 

Wielkim plusem są bohaterki tej serii. Każda z kobiet jest inna, ale wydają się bardzo prawdziwe. Mają pracę, dom i problemy, jak każdy z nas. Trochę drażniło mnie zachowanie Klary, jej lekceważący stosunek do pracy i Gai, jako szefowej. Myślę, że w prawdziwym życiu, długo by się w tej pracy nie utrzymała. Z drugiej strony wątek Klary i jem przebojów z rodzicami i nieistniejącym narzeczonym jest najzabawniejszy.

 

Katarzyna Gacek świetnie połączyła wątki kryminalne, obyczajowe i komediowe w zgrabną, wciągająca całość. Dla mnie było to miłe oderwanie od mroczniejszych tytułów, które rozbudziło mi apetyt na więcej takich książek.

 

Link do opinii
Inne książki autora
Supercepcja. Szósty zmysł
Katarzyna Gacek0
Okładka ksiązki - Supercepcja. Szósty zmysł

Co zrobisz by uchronić swoich przyjaciół przez groźnym niebezpieczeństwem? Janek, Zosia, Klara, Julka i Tymek to paczka wystrzałowych przyjaciół...

Supercepcja. Podwójny spisek
Katarzyna Gacek0
Okładka ksiązki - Supercepcja. Podwójny spisek

Rewelacyjny słuch, bezbłędny smak i nadzwyczajny dotyk. Czegoś tu brakuje… Julka, Klara i Tymon podejrzewają, że tajemnica niezwykłych uzdolnień...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Opad
Opad

František Kotleta

Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy