Do Sasina, malowniczej nadbałtyckiej wsi, w związku z wyrokiem sądowym trafiają sfrustrowana pisarka Roma Nowacka, amator trawki, krewka fryzjerka i zakręcony nerd z uroczym psem o nienachalnej urodzie. Mają towarzyszyć grupie ekscentrycznych seniorów przebywających na turnusie wypoczynkowym. Wkrótce okazuje się, że łączy ich więcej, niż się spodziewali. Z pobliskiej latarni Stilo spada kobieta. To samobójstwo, wypadek, a może morderstwo? Czy z tym zdarzeniem ma związek ktoś z miejscowej elity? I jak ma się do tego sprawa powstającej nieopodal elektrowni atomowej? Roma i jej przyjaciele wszczynają śledztwo. Co nie spotyka się z aprobatą zgorzkniałej komisarz Gertrudy Florek...
"Marta niezmiennie dowodzi, że da się połączyć dwa, pozornie skrajne bieguny: komedię i kryminał, co więcej - stworzyć z tego wyjątkowe uniwersum. Ta książka to czytelnicza jazda bez trzymanki: na przemian śmieszy i wzrusza, w jednej chwili trzyma w napięciu, a w innej otula jak ciepły koc w jesienny wieczór. I jak tu teraz nie czekać na kolejny tom?" Sławek Gortych
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2026-05-20
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 352
Dziewczyna, trzeba jej przyznać, nie wyglądała na przestępczynię. Jednak czy ktokolwiek z nich wyglądał? W więzieniach kiblują sami niewinni. Nie można się dać zwieść pozorom.
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗡𝗶𝗲 𝗸𝗮ż𝗱𝗮 𝘀𝗼𝗯𝗼𝘁𝗮 𝗽𝗿𝘇𝘆𝗻𝗼𝘀𝗶 𝘇𝗯𝗿𝗼𝗱𝗻𝗶ę, 𝗸𝘁ó𝗿𝗮 𝘄𝗰𝗶ą𝗴𝗮.
Twórczość Marty Matyszczak od dawna kojarzy mi się z lekkimi, pełnymi humoru komediami kryminalnymi, w których zagadka jest równie ważna jak bohaterowie i atmosfera. 𝐽𝑒ś𝑙𝑖 𝑑𝑧𝑖ś 𝑠𝑜𝑏𝑜𝑡𝑎, 𝑡𝑜 𝑚𝑎𝑚𝑦 𝑚𝑜𝑟𝑑𝑒𝑟𝑠𝑡𝑤𝑜 miała być przede wszystkim przyjemną rozrywką, historią z przymrużeniem oka i książką, przy której można spędzić kilka spokojnych godzin. Jednak tym razem miałam wrażenie, że pomiędzy humorem, licznymi postaciami i kolejnymi wydarzeniami gdzieś po drodze zagubił się kryminalny charakter tej opowieści. Zamiast mocniej poprowadzonej intrygi otrzymałam przede wszystkim powieść obyczajową z elementem zagadki i morderstwa w tle.
Doskonale zdaję sobie sprawę, jak trudno jest napisać książkę, która przyciągnie uwagę czytelników, a stworzenie dobrej komedii kryminalnej to już naprawdę wymagające zadanie i jest to wyższy poziom. Celowo użyłam określenia „wyższy poziom”, ponieważ ten gatunek wymaga nie tylko dobrze skonstruowanej fabuły i wyrazistych bohaterów, ale także wyjątkowej spostrzegawczości, umiejętności obserwowania codzienności oraz ogromnego poczucia humoru.
Od autorki znanej ze świetnej serii z Guciem oczekiwałam naprawdę wiele, jednak 𝐽𝑒ś𝑙𝑖 𝑑𝑧𝑖ś 𝑠𝑜𝑏𝑜𝑡𝑎, 𝑡𝑜 𝑚𝑎𝑚𝑦 𝑚𝑜𝑟𝑑𝑒𝑟𝑠𝑡𝑤𝑜 nie do końca spełniła moje oczekiwania. W powieści pojawia się grupa seniorów oraz czwórka „przestępców”. Cudzysłów nie jest przypadkowy, ponieważ ich przewinienia nie czynią z nich jednoznacznie złych bohaterów. Emeryci, choć w większości pełni energii, zmagają się z problemami z pamięcią, a przydzielona im do opieki czwórka skazanych wzbudza ich nieufność, choć przy bliższym poznaniu zmienią swoje nastawienie.
Komisarz Florek, będąca już niemal u kresu swojej zawodowej drogi, zdaje się doszukiwać problemu niemal we wszystkim. Czwórka „przestępców” idealnie wpisuje się w obraz osób, którym zdecydowanie warto się przyjrzeć, przynajmniej z jej perspektywy.
Na początku wszystko zapowiadało się naprawdę obiecująco. Zabawne sytuacje, lekkie dialogi, nietuzinkowe postacie stworzone przez autorkę cenionych komedii kryminalnych oraz moje wysokie oczekiwania sprawiły, że z dużym entuzjazmem weszłam w tę historię.
Z czasem jednak coraz bardziej przeszkadzały mi pojawiające się wątki światopoglądowe oraz pewne komentarze, które zamiast wzbogacać fabułę, odciągały uwagę od tego, na co najbardziej liczyłam, czyli humoru i dobrze poprowadzonej intrygi kryminalnej. Sięgając po komedię kryminalną, oczekuję połączenia zagadki, emocji i dobrej zabawy. Lubię samodzielnie prowadzić śledztwo, szukać tropów, a przy tym uśmiechać się podczas lektury. Niestety tym razem książka nie tylko mnie nie rozbawiła, ale momentami zaczęła mnie przytłaczać.
Nie przekonał mnie również dziennik terapeutyczny komisarz Gertrudy Florek, który prawdopodobnie miał być jednym z zabawniejszych elementów historii. Doświadczona policjantka, będąca tuż przed emeryturą, momentami zachowywała się tak, jakby dopiero rozpoczynała swoją zawodową drogę. Nie potrafiła wyciągać właściwych wniosków ze śledztwa, a ostatecznie okazuje się, że skuteczniejsza od niej jest grupa emerytów i „przestępców”, jak sama określiła młodych ludzi z wyrokami.
Nie do końca przekonały mnie również niektóre poboczne wątki. Miałam wrażenie, że temat problemów seniorów, podobnie jak kwestia elektrowni, był powtarzany zbyt często i zamiast wzbogacać historię, zaczął działać nużąco. Pojawiły się także elementy przypominające kryptoreklamę programu telewizyjnego, które w moim odczuciu nie wnosiły wiele do fabuły.
𝐽𝑒ś𝑙𝑖 𝑑𝑧𝑖ś 𝑠𝑜𝑏𝑜𝑡𝑎, 𝑡𝑜 𝑚𝑎𝑚𝑦 𝑚𝑜𝑟𝑑𝑒𝑟𝑠𝑡𝑤𝑜 miała wszystkie elementy, które mogły stworzyć świetną komedię kryminalną, jednak w moim odczuciu nie zostały one odpowiednio wykorzystane. Zabrakło mi lekkości, błyskotliwego humoru i intrygi, która przyciągnęłaby mnie do końca.
Kiedy sięgałam po 𝐽𝑒ś𝑙𝑖 𝑑𝑧𝑖ś 𝑠𝑜𝑏𝑜𝑡𝑎, 𝑡𝑜 𝑚𝑎𝑚𝑦 𝑚𝑜𝑟𝑑𝑒𝑟𝑠𝑡𝑤𝑜, liczyłam na lekką, zabawną historię z niebanalnym pomysłem. Sama koncepcja grupy osób, które zamiast spokojnie odpokutować swoje przewinienia, zostają wciągnięte w opiekę nad seniorami, a później trafiają w sam środek kryminalnej zagadki, miała w sobie potencjał. Połączenie tak różnych charakterów, przypadkowego śledztwa i rywalizacji z miejscową policją mogło stworzyć naprawdę ciekawą i pełną humoru opowieść.
Niestety z czasem coraz trudniej było mi utrzymać zainteresowanie tą historią. Początkowy pomysł ustąpił miejsca spokojnej narracji, w której zdecydowanie więcej miejsca autorka poświęciła codziennym sytuacjom i opisom niż samej sprawie kryminalnej. Miałam poczucie, że tempo powieści z każdą kolejną stroną coraz bardziej zwalnia, a zagadka, która powinna być motorem całej fabuły, schodzi na dalszy plan. Do końca dotrwałam przede wszystkim z ciekawości, czy finał przyniesie rozwiązanie, które wynagrodzi mi wcześniejsze znużenie. Niestety zakończenie pozostawiło mnie z poczuciem niedosytu.
Nie do końca przekonała mnie również kreacja bohaterów. Zamiast postaci, które mogłyby zaskoczyć swoją złożonością, otrzymałam zestaw dość mocno oparty na znanych schematach. Każdy bohater ma przypisaną konkretną rolę i charakterystyczną cechę, ale zabrakło mi w nich czegoś więcej, elementu, który sprawiłby, że naprawdę chciałabym poznać ich bliżej. Najbardziej zabrakło mi tej iskry i wyrazistości, która sprawia, że bohaterowie komedii kryminalnych stają się kimś więcej niż tylko elementem fabuły.
Największe rozczarowanie przyniósł jednak humor. Przy tego typu powieści to właśnie on powinien być jednym z najważniejszych elementów, a tutaj nie zawsze spełniał swoją rolę. Owszem, pojawiły się sceny, które wywołały uśmiech, ale zabrakło mi sytuacji, przy których mogłabym się naprawdę dobrze bawić. Miałam wrażenie, że autorka większy nacisk położyła na warstwę obyczajową i relacje między bohaterami niż na komediowy charakter historii.
Na szczęście książka ma również swoje mocniejsze strony. Szczególnie doceniłam kaszubski klimat i lokalny koloryt. Opisy miejsca, zwyczajów i atmosfery regionu sprawiły, że historia zyskuje własny charakter i wyróżnia się na tle innych lekkich kryminałów. To właśnie ten element sprawił, że bardziej interesowało mnie otoczenie, w którym rozgrywa się historia, niż sama kryminalna zagadka. Zdecydowanie na plus zasługują piękny język oraz bardzo dobre opisy, które pokazują warsztat autorki. Jednak całościowo powieść odebrałam jako zaskakująco ciężką jak na gatunek, który z założenia powinien dostarczać przede wszystkim rozrywki.
Nie sposób nie zauważyć, że tytuł oraz pomysł grupy nietypowych bohaterów prowadzących własne śledztwo przywodzą na myśl popularny nurt cosy crime, którego jednym z najbardziej rozpoznawalnych przykładów jest 𝐶𝑧𝑤𝑎𝑟𝑡𝑘𝑜𝑤𝑦 𝐾𝑙𝑢𝑏 𝑍𝑏𝑟𝑜𝑑𝑛𝑖 Richarda Osmana. Marta Matyszczak nadaje temu schematowi bardziej swojski, polski charakter, tworząc historię mocno osadzoną w rodzimych realiach.
𝐽𝑒ś𝑙𝑖 𝑑𝑧𝑖ś 𝑠𝑜𝑏𝑜𝑡𝑎, 𝑡𝑜 𝑚𝑎𝑚𝑦 𝑚𝑜𝑟𝑑𝑒𝑟𝑠𝑡𝑤𝑜 nie okazała się dla mnie taką komedią kryminalną, na jaką liczyłam. Bardziej odebrałam ją jako powieść obyczajową z kryminalnym dodatkiem niż historię, w której tajemnica, humor i akcja tworzą idealnie zgraną całość. Pomysł miał potencjał, ale zabrakło mi mocniejszej intrygi, bardziej wyrazistych bohaterów i tego rodzaju humoru, który sprawia, że książkę odkłada się z uśmiechem.
Najwięcej zastrzeżeń wzbudził jednak sposób przedstawienia postaci księdza. Zabrakło mi tutaj większego wyczucia i próby pokazania tej postaci w sposób bardziej złożony. Otrzymałam obraz mocno przerysowany, oparty przede wszystkim na jednostronnym spojrzeniu na tę postać. Zapewne miało to być zabawnym i lekko ironicznym elementem historii, ale dla mnie okazał się przykładem braku większej dbałości o szczegóły. Autorka stworzyła postać księdza uwikłanego w sprawę sprzedaży ziemi, jednak sposób przedstawienia tej sytuacji budzi poważne wątpliwości. Grunt należący do parafii nie jest prywatną własnością księdza, którym może on swobodnie rozporządzać. Taki szczegół, szczególnie w przypadku osoby duchownej, ma znaczenie i może wprowadzać w błąd czytelników, którzy nie znają realiów funkcjonowania Kościoła. Nie wiem, czy był to świadomy zabieg fabularny, czy po prostu zabrakło dokładniejszego sprawdzenia tego tematu, ale dla mnie, jako osoby dobrze zorientowanej w tej kwestii, ten element znacząco wpłynął na odbiór książki.
Kolejnym elementem, który wzbudził moje zastrzeżenia, jest sposób przedstawienia kariery duchownego. W powieści pojawia się ksiądz, który po święceniach zostaje proboszczem, jednak w rzeczywistości nie wygląda to w ten sposób. Kapłan tuż po święceniach zazwyczaj rozpoczyna posługę jako wikariusz, a droga do objęcia funkcji proboszcza wymaga zdobycia odpowiedniego doświadczenia i trwa zwykle wiele lat.
Muszę również odnieść się do sposobu przedstawienia mszy świętej w powieści. Czytając ten fragment, miałam wrażenie, że autorka nie zna realiów związanych z jej przebiegiem. Ksiądz nie może po prostu przerwać nabożeństwa w dowolnym momencie, a osoba postronna nie wchodzi przed mikrofon podczas mszy, zwłaszcza w tak ważnym momencie, jak przygotowanie do udzielania komunii świętej.
Najbardziej zabrakło mi tutaj zrozumienia, czym msza święta jest dla wierzących katolików. Została przedstawiona bardziej jako rodzaj sceny czy przedstawienia, w którym kapłan powtarza ustalone formuły i wykonuje rytuały, niż jako przeżycie duchowe i najważniejsza forma modlitwy. Oczywiście autor ma prawo kreować rzeczywistość zgodnie z potrzebami fabuły, jednak wykorzystując tak ważny dla wielu osób element religii, warto zadbać o większą znajomość tematu.
Być może gdyby autorka osadziła podobną scenę w innej tradycji religijnej, mogłoby to zostać odebrane jako zabawny zabieg fabularny. W przypadku katolickiej mszy świętej zabrakło mi jednak wyczucia i szacunku dla znaczenia, jakie ma ona dla wierzących.
Niestety, w moim odczuciu autorka w dość jednostronny sposób przedstawia w powieści katolików oraz duchownych. Kolejne sytuacje związane z Kościołem i osobami wierzącymi zostały pokazane przede wszystkim przez pryzmat uproszczeń i stereotypów. Trudno mi ocenić, czy był to świadomy zabieg mający służyć określonemu wydźwiękowi historii, czy raczej efekt braku dokładniejszej znajomości tematu. Bardziej skłaniam się ku temu drugiemu, ponieważ wiele opisanych sytuacji sprawiało wrażenie wynikania z niewiedzy, a nie przemyślanej kreacji fabularnej.
Piszę o tym jako wyjaśnienie dla czytelników, którzy mogą nie znać tych realiów i przyjąć przedstawiony w książce obraz za prawdziwy. Być może dla wielu osób taki szczegół nie będzie miał większego znaczenia, jednak dla mnie, mającej wiedzę w tym zakresie oraz osoby głęboko wierzącej, jest to element, którego nie potrafię pominąć. Komedia kryminalna daje autorowi dużą swobodę, ale nawet lekka historia powinna opierać się na pewnych realiach. W tym przypadku miałam poczucie, że fantazja przeważyła nad rzetelnym przedstawieniem tematu. Nawet w lekkiej komedii kryminalnej czytelnik ma prawo oczekiwać, że elementy zaczerpnięte z rzeczywistości będą przedstawione z pewną dbałością. Nie chodzi przecież o to, aby każdą książkę rozliczać jak dokument, ale jeśli autor wykorzystuje konkretną instytucję, zawód czy środowisko, takie szczegóły mogą wpływać na wiarygodność całej historii.
𝐽𝑒ś𝑙𝑖 𝑑𝑧𝑖ś 𝑠𝑜𝑏𝑜𝑡𝑎, 𝑡𝑜 𝑚𝑎𝑚𝑦 𝑚𝑜𝑟𝑑𝑒𝑟𝑠𝑡𝑤𝑜 w założeniu miała to być lekką komedią kryminalną na jeden wieczór, jednak przez wymuszony humor i nużące wątki poboczne, ostatecznie okazała się dla mnie pozycją zaskakująco ciężką. Niestety trudno było mi znaleźć elementy, które zapadłyby mi w pamięć. Sama zagadka kryminalna nie wzbudziła we mnie większych emocji, bohaterom zabrakło wyrazistości i charakteru, a humor momentami sprawiał wrażenie zbyt wymuszonego. W porównaniu z wcześniejszymi kryminałami Marty Matyszczak, które miały więcej pazura i bohaterów potrafiących skraść uwagę, tym razem zabrakło mi tej iskry.
Książka jest całkiem ciekawa, tylko nie jest pisana jednym ciągiem. Mamy tutaj cofania w czasie, konkretne czasy do tyłu, bardziej do tyłu, czas obecny, jeszcze wcześniejszy, więc jeśli nie zerka się na te nagłówki to totalnie może się zrobić misz masz w głowie. Myślę, że właśnie taki układ scenerii nieco wpłynął na ocenę przez innych. Sama książka jest ciekawa, gdyż ma dużo dobrego humoru, choć najbardziej pojmą go osoby zazdrosne i takie, które lubią przekazywać swoje najlepsze plotki:-) Swoją drogą ja też bym się bardzo zdenerwowała, gdyby ktoś ukradł mi książkę i wydrukował jako swoją. Tym bardziej, że nowa wersja zaczynała zyskiwać na większej sławie:-) To tylko skłoniło naszą postać do samoistnego wymierzenia kary. Takich osób ukaranych za mniejsze przewinienia jest więcej i każdy z nich został wysłany w jedno i to samo miejsce, aby odpokutować za swoje. Opowiadają tu swoją historię, a dodatkowo mają osobliwe temperamenty, więc z sensu ich uzewnętrzniania się wychodzi naprawdę zabawna sceneria. Miejsce do którego trafiają ma być spokojnym uosobieniem, gdzie osoby mocno starsze mają tam swój wypoczynek. Mają im pomagać odpracowując to co przeskrobali.
Na pierwszy rzut strony ujrzeliśmy osobę, która pomiędzy relaksem natrafiła na trupa, który prawdopodobnie spadł z wysokości, tylko czy aby przypadkowego czy nieprzypadkowego zdarzenia, to już później będą ustalać. I tak krążymy do czasu późniejszego, wstecznego i tak na zmianę, oraz ujrzymy skrawek zapisków wpływowej kobiety, której terapeuta nakazał ten pamiętnik pisać. W późniejszej scenerii zauważymy, że będzie prowadzone śledztwo do pierwszych wydarzeń z utrudnionym działaniem, gdyż nie każdy tu wszystko będzie pamiętał, bądź będzie pamiętał, że ma niczego nie pamiętać:-) Tak te losy będą się przeplatały, czasami w formie opowieści i myśli, a innym razem jako rozmowy w formie dialogów. Aby bardziej namieszać w fabule, w tle będzie majaczyła budowla elektrowni atomowej, co dołoży tylko rozkładającej się treści. Tak naprawdę dopiero, kiedy będziemy czytali powiedzmy po trzydzieści do czterdziestu stron na raz, jesteśmy w stanie sprawnie zapanować nad tymi wydarzeniami. Ja dwa razy miałam przerwę po dziesięć stron i później odrobinę musiałam się cofnąć aby przypomnieć sobie na czym skończyłam. Nie z powodu samej treści, tylko tych przeskoków w czasie, dlatego zwracajcie na nie uwagę.
Ogólnie cała książka jest ciekawa, zabawna, choć pewnie nie dla wszystkich, ale i ubarwiona mocnymi słowami złości, wściekłości i niezrozumienia drugiej osoby. Cięty język potrafił podnieść ciśnienie albo rozbawić, kiedy nie był użyty konkretnie. Jest to pierwszy tom serii i myślę, że z ciekawością można oczekiwać kolejnej książki. Z nią było jak chodzenie w szpilkach, nie każdy potrafi-ogarnąć czasy, nie każdy je lubi- różnorodność postaci, ale i inni czują się w nich jak ryba w wodzie:-)
Jakie macie plany na sobotę? Bo ja mam dla Was propozycję książkową Marty Matyszczak pod tytułem "Jeśli dziś sobota to mamy morderstwo". Jest to pierwszy tom serii Wakacje z mordercą. Czwórka młodocianych przestępców w ramach kary i resocjalizacji ma dość specyficzne zadanie. Mają spędzić czas z seniorami w ośrodku nad morzem w Sasinie. Już samo to zestawienie brzmi ciekawie a tu jeszcze w pobliskiej latarni dochodzi do tragedii. Mimo iż nie to planowali robić, postanawiają wspólnie odkryć co tam się wydarzyło. Czy to była przypadkowa śmierć czy może jednak morderstwo? Ale nie wszystkim to będzie się podobało. Jest to historia pełna zwrotów akcji, różnorodnych postaci oraz przygód, które będą oni przeżywać. Tajemnice, zagadki, próby usiłowania morderstwa i to wszystko w nadmorskich okolicznościach. Czy to nie jest idealny pomysł na historię?
„Jeśli dzisiaj sobota, to mamy morderstwo” Marty Matyszczak, to początek nowej serii autorki "Wakacje z mordercą". Czytałam już dwie serie Marty Matyszczak, więc gdy zobaczyłam jej nową książkę nie mogłam się jej oprzeć. Zagadkowy tytuł i przyciągająca okładka tym bardziej zachęcały mnie do lektury.
Latarnia morska widniejąca na okładce zapowiada, że fabuła tej powieści będzie nad morzem, a znając autorkę spodziewałam się dobrej rozrywki z kryminalną zagadką. I kolejny raz nie zawiodłam się, nastrój mi się poprawił a intrygująca zagadka sprawiła, że trudno było mi odłożyć książkę.
"Po sosnowych lasach, ponad którymi wznosiła się wieża latarni morskiej Stilo, poniósł się wrzask przerażenia. Jeszcze nie wybrzmiał do końca, a zawtórował mu łopot ptasich skrzydeł. Zbudzeni mieszkańcy wydm rzucili się lotem do ucieczki."
Do pałacu w Sasinie przybywają niezwykli goście. Grupa seniorów z ekskluzywnego śląskiego osiedla ma spędzić rehabilitacyjny turnus w nadmorskim klimacie a towarzyszyć im i pomagać ma czworo młodych ludzi, którzy zostali skazani za drobne przestępstwa, a ich karą jest właśnie ta praca ze starszymi i schorowanymi osobami.
Zarówno jedni jak i drudzy nie do końca są przekonani o powodzeniu tego projektu, lecz może wszystkim wyjdzie to na dobre?
W pobliżu znajduje się latarnia morska Stilo i właśnie tuż po przyjeździe grupy naszych bohaterów, latarniczka pod tą latarnią potyka się o zwłoki kobiety. Prawdopodobnie spadła z tarasu lub... została z niego wypchnięta. Początkowo latarniczka myślała, że to turystka, lecz po chwili rozpoznała miejscową przewodniczkę...
"Czasy swojego monopolu na bycie stałym punktem nawigacyjnym Stilo miała już dawno za sobą. Tak ona, jak i czternaście jej koleżanek na polskim wybrzeżu nie odeszły jeszcze całkowicie do lamusa, jednak w obliczu rozwoju technologii coraz bardziej przypominały muzealne relikty."
Komisarz Gertruda Florek marzy o zbliżającym się momencie, gdy wreszcie przejdzie na emeryturę. Ma nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy, przez co by musiała pracować dłużej.
Planuje spędzać czas w domu z mężem i kotem... Po pewnym incydencie Gertruda zmuszona została przez policyjnego psychologa do pisania w celu terapii dzienniczka, może wtedy przestanie tak przeklinać. Sama zresztą chce walczyć z tym przeklinaniem, lecz nie dla siebie, ale dla męża, bo on tego bardzo nie lubi...
Gdy okazuje się, że przewodniczkę ktoś zepchnął z latarni Stilo, więc Gertruda Florek musi prowadzić dochodzenie.
"Ale oczywiście nic z moich planów przetrwania w spokoju nie wyszło. Biednemu zawsze morska bryza w oczy."
"Ta sprawa to będzie zupełnie inny kaliber niż kradzieże portfeli z toreb plażowych, pijackie bójki czy nawet utonięcia, których w okolicy kilka w sezonie się zazwyczaj przytrafiało. Jeśli się więc przeciągnie, stary z pewnością będzie mi mendził, żebym została do jej zakończenia, bo braki w kadrach, a ja taka doświadczona i inne tego rodzaju dzindziboły."
Mieszkańcy Sasina obawiają się planowanej budowie nieopodal elektrowni atomowej, organizują różne protesty, w które chcą zaangażować również turystów.
Z każdym dniem czwórka skazanych coraz bardziej zbliża się do kilku starszych podopiecznych. Okazuje się nawet, że niektórych łączy nawet więź innego rodzaju... Wspólnie chcą też poprowadzić prywatne dochodzenie w sprawie śmierci przewodniczki.
Jak upłynie turnus rehabilitacyjny seniorom ze Śląska? Czy uda się im wytypować zabójcę? Co ciekawego się jeszcze wydarzy w trakcie ich pobytu?
Lubię klimat, który stwarza autorka, małe miejscowości, w których toczy się fabuła oraz to, że w każdej jej książce jest albo kot albo pies lub kot z psem jednocześnie...
Jeśli lubicie książki, w których komedia łączy się kryminałem, to bardzo zachęcam do tej książki. To swego rodzaju odskocznia od problemów dnia codziennego.
Wiecie co jest lepsze niż leniwa sobota w piżamie? Sobota, w której ktoś pada trupem, a Wy próbujecie to rozgryźć zanim zamkniecie książkę! 😏
Już sam tytuł wprawił mnie w dobry humor – jest w nim luz i ironia. I dokładnie taki jest ten kryminał. Lekki, ale nie pusty. Zabawny, ale nie głupi.
Mamy tu sympatycznych bohaterów, którzy nagle trafiają w sam środek śledztwa. Nie chcą być detektywami, ale życie (i kilka podejrzanych ziół) lubi psikusy. Intryga jest sensownie poprowadzona – ani za prosta, ani za pokręcona. Są zwroty akcji, ale takie „aha!”, nie „serio?!”.
Bohaterowie to zdecydowanie mocny punkt. Do malowniczej, nadbałtyckiej wsi Sasin, w związku z wyrokiem sądowym, trafia grupa różnorodnych postaci. Są to sfrustrowana pisarka Roma Nowacka, amator ziół, krewka fryzjerka i zakręcony nerd z uroczym psem o "nienachalnej urodzie". Mają towarzyszyć ekscentrycznym seniorom na turnusie wypoczynkowym. Spokój przerywa wydarzenie, gdy z pobliskiej latarni Stilo spada kobieta. Pytanie, czy to samobójstwo, wypadek, czy morderstwo, staje się początkiem śledztwa, które Roma i jej przyjaciele prowadzą na własną rękę. Sprawę komplikują lokalne interesy, w tym plany budowy elektrowni atomowej, a bohaterom na każdym kroku przeszkadza zgorzkniała komisarz Gertruda Florek.
Marta Matyszczak stawia na postacie z krwi i kości – cięte, błyskotliwe, trochę nieporadne w swoim detektywistycznym zapale. Wywołują uśmiech, czasem lekkie wzruszenie, a przede wszystkim – chce się z nimi leżeć na kanapie i tropić kolejne tropy.
Tempo akcji jest przyjemne. Książka nie gna na łeb na szyję, ale też się nie nudzi. Czyta się szybko, dialogi są naturalne, a styl autorki jest lekki i autentyczny – zero napuszonego języka. Idealna na popołudnie przy kawie ☕
Dla kogo? Dla wszystkich, którzy lubią kryminały w stylu cozy mystery – bez brutalności, za to z dawką humoru, sympatycznych postaci i przyjaznego klimatu. Jeśli chcecie się odprężyć przy zagadce – to jest WASZA sobota.
Moja ocena: 8/10 🌟
BRUNETTE BOOKS
W świnoujskim sanatorium zostaje popełnione morderstwo. Traf chce, że w uzdrowisku zjawia się Szymon Solański, prywatny detektyw. Wraz z dziennikarką Różą...
Co może zrobić zwolniony z pracy policjant? Może – jak Szymon Solański – przeprowadzić się do chorzowskiego familoka, przygarnąć ze schroniska...
Czasy swojego monopolu na bycie stałym punktem nawigacyjnym Stilo miała już dawno za sobą. Tak ona, jak i czternaście jej koleżanek na polskim wybrzeżu nie odeszły jeszcze całkowicie do lamusa, jednak w obliczu rozwoju technologii coraz bardziej przypominały muzealne relikty.
Więcej