Do Sasina, malowniczej nadbałtyckiej wsi, w związku z wyrokiem sądowym trafiają sfrustrowana pisarka Roma Nowacka, amator trawki, krewka fryzjerka i zakręcony nerd z uroczym psem o nienachalnej urodzie. Mają towarzyszyć grupie ekscentrycznych seniorów przebywających na turnusie wypoczynkowym. Wkrótce okazuje się, że łączy ich więcej, niż się spodziewali. Z pobliskiej latarni Stilo spada kobieta. To samobójstwo, wypadek, a może morderstwo? Czy z tym zdarzeniem ma związek ktoś z miejscowej elity? I jak ma się do tego sprawa powstającej nieopodal elektrowni atomowej? Roma i jej przyjaciele wszczynają śledztwo. Co nie spotyka się z aprobatą zgorzkniałej komisarz Gertrudy Florek...
"Marta niezmiennie dowodzi, że da się połączyć dwa, pozornie skrajne bieguny: komedię i kryminał, co więcej - stworzyć z tego wyjątkowe uniwersum. Ta książka to czytelnicza jazda bez trzymanki: na przemian śmieszy i wzrusza, w jednej chwili trzyma w napięciu, a w innej otula jak ciepły koc w jesienny wieczór. I jak tu teraz nie czekać na kolejny tom?" Sławek Gortych
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2026-05-20
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 352
Jakie macie plany na sobotę? Bo ja mam dla Was propozycję książkową Marty Matyszczak pod tytułem "Jeśli dziś sobota to mamy morderstwo". Jest to pierwszy tom serii Wakacje z mordercą. Czwórka młodocianych przestępców w ramach kary i resocjalizacji ma dość specyficzne zadanie. Mają spędzić czas z seniorami w ośrodku nad morzem w Sasinie. Już samo to zestawienie brzmi ciekawie a tu jeszcze w pobliskiej latarni dochodzi do tragedii. Mimo iż nie to planowali robić, postanawiają wspólnie odkryć co tam się wydarzyło. Czy to była przypadkowa śmierć czy może jednak morderstwo? Ale nie wszystkim to będzie się podobało. Jest to historia pełna zwrotów akcji, różnorodnych postaci oraz przygód, które będą oni przeżywać. Tajemnice, zagadki, próby usiłowania morderstwa i to wszystko w nadmorskich okolicznościach. Czy to nie jest idealny pomysł na historię?
„Jeśli dzisiaj sobota, to mamy morderstwo” Marty Matyszczak, to początek nowej serii autorki "Wakacje z mordercą". Czytałam już dwie serie Marty Matyszczak, więc gdy zobaczyłam jej nową książkę nie mogłam się jej oprzeć. Zagadkowy tytuł i przyciągająca okładka tym bardziej zachęcały mnie do lektury.
Latarnia morska widniejąca na okładce zapowiada, że fabuła tej powieści będzie nad morzem, a znając autorkę spodziewałam się dobrej rozrywki z kryminalną zagadką. I kolejny raz nie zawiodłam się, nastrój mi się poprawił a intrygująca zagadka sprawiła, że trudno było mi odłożyć książkę.
"Po sosnowych lasach, ponad którymi wznosiła się wieża latarni morskiej Stilo, poniósł się wrzask przerażenia. Jeszcze nie wybrzmiał do końca, a zawtórował mu łopot ptasich skrzydeł. Zbudzeni mieszkańcy wydm rzucili się lotem do ucieczki."
Do pałacu w Sasinie przybywają niezwykli goście. Grupa seniorów z ekskluzywnego śląskiego osiedla ma spędzić rehabilitacyjny turnus w nadmorskim klimacie a towarzyszyć im i pomagać ma czworo młodych ludzi, którzy zostali skazani za drobne przestępstwa, a ich karą jest właśnie ta praca ze starszymi i schorowanymi osobami.
Zarówno jedni jak i drudzy nie do końca są przekonani o powodzeniu tego projektu, lecz może wszystkim wyjdzie to na dobre?
W pobliżu znajduje się latarnia morska Stilo i właśnie tuż po przyjeździe grupy naszych bohaterów, latarniczka pod tą latarnią potyka się o zwłoki kobiety. Prawdopodobnie spadła z tarasu lub... została z niego wypchnięta. Początkowo latarniczka myślała, że to turystka, lecz po chwili rozpoznała miejscową przewodniczkę...
"Czasy swojego monopolu na bycie stałym punktem nawigacyjnym Stilo miała już dawno za sobą. Tak ona, jak i czternaście jej koleżanek na polskim wybrzeżu nie odeszły jeszcze całkowicie do lamusa, jednak w obliczu rozwoju technologii coraz bardziej przypominały muzealne relikty."
Komisarz Gertruda Florek marzy o zbliżającym się momencie, gdy wreszcie przejdzie na emeryturę. Ma nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy, przez co by musiała pracować dłużej.
Planuje spędzać czas w domu z mężem i kotem... Po pewnym incydencie Gertruda zmuszona została przez policyjnego psychologa do pisania w celu terapii dzienniczka, może wtedy przestanie tak przeklinać. Sama zresztą chce walczyć z tym przeklinaniem, lecz nie dla siebie, ale dla męża, bo on tego bardzo nie lubi...
Gdy okazuje się, że przewodniczkę ktoś zepchnął z latarni Stilo, więc Gertruda Florek musi prowadzić dochodzenie.
"Ale oczywiście nic z moich planów przetrwania w spokoju nie wyszło. Biednemu zawsze morska bryza w oczy."
"Ta sprawa to będzie zupełnie inny kaliber niż kradzieże portfeli z toreb plażowych, pijackie bójki czy nawet utonięcia, których w okolicy kilka w sezonie się zazwyczaj przytrafiało. Jeśli się więc przeciągnie, stary z pewnością będzie mi mendził, żebym została do jej zakończenia, bo braki w kadrach, a ja taka doświadczona i inne tego rodzaju dzindziboły."
Mieszkańcy Sasina obawiają się planowanej budowie nieopodal elektrowni atomowej, organizują różne protesty, w które chcą zaangażować również turystów.
Z każdym dniem czwórka skazanych coraz bardziej zbliża się do kilku starszych podopiecznych. Okazuje się nawet, że niektórych łączy nawet więź innego rodzaju... Wspólnie chcą też poprowadzić prywatne dochodzenie w sprawie śmierci przewodniczki.
Jak upłynie turnus rehabilitacyjny seniorom ze Śląska? Czy uda się im wytypować zabójcę? Co ciekawego się jeszcze wydarzy w trakcie ich pobytu?
Lubię klimat, który stwarza autorka, małe miejscowości, w których toczy się fabuła oraz to, że w każdej jej książce jest albo kot albo pies lub kot z psem jednocześnie...
Jeśli lubicie książki, w których komedia łączy się kryminałem, to bardzo zachęcam do tej książki. To swego rodzaju odskocznia od problemów dnia codziennego.
Wiecie co jest lepsze niż leniwa sobota w piżamie? Sobota, w której ktoś pada trupem, a Wy próbujecie to rozgryźć zanim zamkniecie książkę! 😏
Już sam tytuł wprawił mnie w dobry humor – jest w nim luz i ironia. I dokładnie taki jest ten kryminał. Lekki, ale nie pusty. Zabawny, ale nie głupi.
Mamy tu sympatycznych bohaterów, którzy nagle trafiają w sam środek śledztwa. Nie chcą być detektywami, ale życie (i kilka podejrzanych ziół) lubi psikusy. Intryga jest sensownie poprowadzona – ani za prosta, ani za pokręcona. Są zwroty akcji, ale takie „aha!”, nie „serio?!”.
Bohaterowie to zdecydowanie mocny punkt. Do malowniczej, nadbałtyckiej wsi Sasin, w związku z wyrokiem sądowym, trafia grupa różnorodnych postaci. Są to sfrustrowana pisarka Roma Nowacka, amator ziół, krewka fryzjerka i zakręcony nerd z uroczym psem o "nienachalnej urodzie". Mają towarzyszyć ekscentrycznym seniorom na turnusie wypoczynkowym. Spokój przerywa wydarzenie, gdy z pobliskiej latarni Stilo spada kobieta. Pytanie, czy to samobójstwo, wypadek, czy morderstwo, staje się początkiem śledztwa, które Roma i jej przyjaciele prowadzą na własną rękę. Sprawę komplikują lokalne interesy, w tym plany budowy elektrowni atomowej, a bohaterom na każdym kroku przeszkadza zgorzkniała komisarz Gertruda Florek.
Marta Matyszczak stawia na postacie z krwi i kości – cięte, błyskotliwe, trochę nieporadne w swoim detektywistycznym zapale. Wywołują uśmiech, czasem lekkie wzruszenie, a przede wszystkim – chce się z nimi leżeć na kanapie i tropić kolejne tropy.
Tempo akcji jest przyjemne. Książka nie gna na łeb na szyję, ale też się nie nudzi. Czyta się szybko, dialogi są naturalne, a styl autorki jest lekki i autentyczny – zero napuszonego języka. Idealna na popołudnie przy kawie ☕
Dla kogo? Dla wszystkich, którzy lubią kryminały w stylu cozy mystery – bez brutalności, za to z dawką humoru, sympatycznych postaci i przyjaznego klimatu. Jeśli chcecie się odprężyć przy zagadce – to jest WASZA sobota.
Moja ocena: 8/10 🌟
BRUNETTE BOOKS
Rozalia Ginter prowadzi gabinet weterynaryjny w Mikołajkach. Wiedzie w miarę szczęśliwe życie rodzinne. Aż do pewnego wieczora, który zmienia wszystko...
Na moście Przyjaźni łączącym Cieszyn z Czeskim Cieszynem zostaje znalezione ciało mężczyzny. Ponieważ trup, Gustaw Habsburg – za życia potomek arystokratycznej...
Przeczytane:2026-06-24, Ocena: 5, Przeczytałam, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, 52 książki 2026, 26 książek 2026, 12 książek 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026,
Książka jest całkiem ciekawa, tylko nie jest pisana jednym ciągiem. Mamy tutaj cofania w czasie, konkretne czasy do tyłu, bardziej do tyłu, czas obecny, jeszcze wcześniejszy, więc jeśli nie zerka się na te nagłówki to totalnie może się zrobić misz masz w głowie. Myślę, że właśnie taki układ scenerii nieco wpłynął na ocenę przez innych. Sama książka jest ciekawa, gdyż ma dużo dobrego humoru, choć najbardziej pojmą go osoby zazdrosne i takie, które lubią przekazywać swoje najlepsze plotki:-) Swoją drogą ja też bym się bardzo zdenerwowała, gdyby ktoś ukradł mi książkę i wydrukował jako swoją. Tym bardziej, że nowa wersja zaczynała zyskiwać na większej sławie:-) To tylko skłoniło naszą postać do samoistnego wymierzenia kary. Takich osób ukaranych za mniejsze przewinienia jest więcej i każdy z nich został wysłany w jedno i to samo miejsce, aby odpokutować za swoje. Opowiadają tu swoją historię, a dodatkowo mają osobliwe temperamenty, więc z sensu ich uzewnętrzniania się wychodzi naprawdę zabawna sceneria. Miejsce do którego trafiają ma być spokojnym uosobieniem, gdzie osoby mocno starsze mają tam swój wypoczynek. Mają im pomagać odpracowując to co przeskrobali.
Na pierwszy rzut strony ujrzeliśmy osobę, która pomiędzy relaksem natrafiła na trupa, który prawdopodobnie spadł z wysokości, tylko czy aby przypadkowego czy nieprzypadkowego zdarzenia, to już później będą ustalać. I tak krążymy do czasu późniejszego, wstecznego i tak na zmianę, oraz ujrzymy skrawek zapisków wpływowej kobiety, której terapeuta nakazał ten pamiętnik pisać. W późniejszej scenerii zauważymy, że będzie prowadzone śledztwo do pierwszych wydarzeń z utrudnionym działaniem, gdyż nie każdy tu wszystko będzie pamiętał, bądź będzie pamiętał, że ma niczego nie pamiętać:-) Tak te losy będą się przeplatały, czasami w formie opowieści i myśli, a innym razem jako rozmowy w formie dialogów. Aby bardziej namieszać w fabule, w tle będzie majaczyła budowla elektrowni atomowej, co dołoży tylko rozkładającej się treści. Tak naprawdę dopiero, kiedy będziemy czytali powiedzmy po trzydzieści do czterdziestu stron na raz, jesteśmy w stanie sprawnie zapanować nad tymi wydarzeniami. Ja dwa razy miałam przerwę po dziesięć stron i później odrobinę musiałam się cofnąć aby przypomnieć sobie na czym skończyłam. Nie z powodu samej treści, tylko tych przeskoków w czasie, dlatego zwracajcie na nie uwagę.
Ogólnie cała książka jest ciekawa, zabawna, choć pewnie nie dla wszystkich, ale i ubarwiona mocnymi słowami złości, wściekłości i niezrozumienia drugiej osoby. Cięty język potrafił podnieść ciśnienie albo rozbawić, kiedy nie był użyty konkretnie. Jest to pierwszy tom serii i myślę, że z ciekawością można oczekiwać kolejnej książki. Z nią było jak chodzenie w szpilkach, nie każdy potrafi-ogarnąć czasy, nie każdy je lubi- różnorodność postaci, ale i inni czują się w nich jak ryba w wodzie:-)