,,Jestem Wandzia. Wesołych psiąt" to czwarty tom pełnej ciepła i humoru serii o rezolutnej Wandzi - bohaterce, która z dziecięcą szczerością i uważnością obserwuje świat wokół siebie. Dziewczynka ma na głowie nie tylko szkołę i obowiązki w domu, ale także masę pomysłów, które nieustannie wprawiają w ruch całą rodzinę Wilków.
Gdy listopad niespodziewanie przynosi pierwszy śnieg, Wandzia cieszy się na myśl o zbliżającej się zimie. Pisze list do Mikołaja (choć nie wszyscy wierzą, że ten w ogóle istnieje!) i wpada na pomysł, jak połączyć magię świątecznego oczekiwania z pomocą potrzebującym. Wraz z przyjaciółmi angażują się w akcję wsparcia dla zwierząt ze schroniska, a jej dziecięca determinacja i ogromne serce sprawiają, że każdy, kto ją spotyka, daje się wciągnąć w tę radosną, pełną dobra inicjatywę.
Seria o Wandzi została stworzona z myślą o dzieciach w wieku 6-8 lat. Dzięki lekkiemu językowi i przystępnemu stylowi mali czytelnicy łatwo utożsamiają się z bohaterką, a jej zabawne przygody rozbawią także dorosłych. Książeczka napisana jest z humorem, ale i czułością - pokazuje, że nawet w codziennych sytuacjach kryje się magia, jeśli tylko patrzy się na świat oczami dziecka.
,,Jestem Wandzia. Wesołych psiąt" to opowieść o przyjaźni, rodzinie i odpowiedzialności, a także o tym, jak wielką moc ma dziecięca wyobraźnia i chęć niesienia pomocy innym.
Wydawnictwo: Wilga
Data wydania: 2025-11-12
Kategoria: Dla dzieci
ISBN:
Liczba stron: 128
Pomimo tomu czwartego to moja pierwsza przygoda z Wandzią. Oczywiście bardzo udana, gdyż nie da się nie polubić siedmiolatki za to kim jest i jak rozumie świat. Ale od początku:-)
Książka jest wielkości pocketu z obrazkami wewnątrz w kolorach błękitu, bieli, szarości i czarnego. Czwarta i piąta strona poświęcona jest pokazaniu jak postacie wyglądają i opisie jacy są oraz jakie słowa najczęściej wychodzą z ich ust:-) Następnie rozpoczynamy w opowieści dosyć mroźny listopad, opisany większym drukiem, gdzie zima szybciej przyszła pokazać jak potrafi wyglądać. Tutaj rozpoczęły się rozmowy o postaci Świętego Mikołaja i faktu czy istnieje, czy ktoś go sobie wymyślił. I tutaj nawet jeśli oficjalnie ktoś w niego nie wierzył, to dla pewności i tak list konstruował w sposób proszący o najważniejsze dla niego rzeczy. Po rozmowach życie ich toczy się nadal, więc Wandzia pokazuje nam jaką ma nauczycielkę. W tej sytuacji zauważyłam, że autorka bardzo dobrze pokazała tok rozumowania dzieci. Jakkolwiek by się nie wypowiedziała, to one każde słowo brały na poważnie nie wątpiąc nawet w możliwość ich wykonania. To mi przypomniało chwile, kiedy w dzieciństwie miałam wiele rzeczy obiecywane, a nikt ich nie spełniał. Teraz od dawna jestem mamą i nie rzucam słów na wiatr, gdyż wiem, że niedotrzymywanie słowa sprawia, że czują się oszukane, a jako doroślejsi ludzie mają problem z zaufaniem. No bo jak zaufać obcemu, kiedy najbliższe osoby ze spokojem w oczach zapewniały o czymś i słowa nie dotrzymywały? Następnie nadszedł grudzień i przyszedł czas na tajną misję. Przy dużym mrozie pieski potrzebowały okryć oraz jedzenia, więc Wandzia nie myśląc zbyt długo wparowała do domu i pozabierała swoim domownikom ich okrycia. Jak sądzicie, czy rodzice byli z tego powodu zadowoleni? Jak przebiegł ich dzień świąt Bożego Narodzenia?
Urocza ta bajka, naprawdę:-) Pokazuje nam miłość do zwierząt i przypomina o opiece nad nimi. To, że my siedzimy w ciepłym domu wcale nie oznacza, że one mają w budzie swój grzejnik. Autorka pięknie pokazała co jest w życiu ważne i że czasami warto spojrzeć na życie oczami dziecka. Bo czy nie jest pięknie, kiedy każdy potrafi drugiemu pomagać?
Prawdziwa opowieść o dojrzewaniu, miłości i szukaniu swojego bezpiecznego miejsca na ziemi. Dziesięć lat wcześniej... Wieliczka, klasa maturalna. W ramach...
Wandzia Wilk tuż przed wakacjami skończyła siedem lat i właśnie wypadł jej drugi ząb. Na dodatek wraca od babci Mileny, a tu w domu... pizza. Oj, w domu...
Przeczytane:2026-03-28, Ocena: 4, Przeczytałam,
Akcja książki „Jestem Wandzia. Wesołych Psiąt” zaczyna się już w listopadzie. Śnieg spadł dość szybko, co wprawiło rodzinę Wilków w iście świąteczny nastrój. Wandzia pamięta, żeby napisać list do Mikołaja, co wywołuje dyskusję, czy staruszek w ogóle istnieje. Im bliżej wigilii, tym więcej jest do zrobienia, a my będziemy obserwować to urocze zamieszenie. Również w szkole Wandzi postanowiono zrobić coś dobrego. Zorganizowano pomoc dla czworonogów w potrzebie, w co bohaterka się angażuje. W końcu podczas andrzejek wywróżyła sobie psa.
Jest to jedna z tych książek, które skupiają się na przygotowaniach, a kulminacja jest wigilijny wieczór. Trochę ciężko jest opisać mi fabułę, bo nie ma jednego punktu zaczepienia. Barbara kwinta po prostu opisuje okres przedświąteczny w rodzinie Wandzi. Akcentuje, ile rzeczy jest do dopilnowania, ale też rozdziela obowiązki. Nie wszystko idzie zgodnie z planem – w pewnym momencie nawet wigilijna kolacja „wisi na włosku” - jednak bohaterowie nie boja się improwizować. Wiedzą, że najważniejsza nie jest równa choinka i idealny papier do zapakowania prezentów, a druga istota.
Poza członkami swojej rodziny pamiętają też o innych potrzebujących. I tak dochodzimy do tematu, jaki sugeruje nam tytuł, czyli piesków. Mam wrażenie, że różnego rodzaju akcje pomagające schroniskom i azylom dla zwierząt to już przedświąteczny standard. Coraz więcej osób angażuje się w nie. Barbara Kwinta opisuje inicjatywę zorganizowana przez szkolę i to, ile radości miały dzieci zanosząc wsparcie dla porzuconych psów.
Wcześniej nie znaliśmy cyklu autorstwa Barbary Kwinty, ale córka uparła się właśnie na tą świąteczną powieść. Czy „miała nosa”? Jest to to na pewno ciepła książka, która uczy radości z małych rzeczy i uwrażliwia na bliźniego. Bohaterowie to duża rodzina, która na co dzień trochę wchodzi sobie w drogę, ale więzi ich łączące są wyczuwalne. Nie zapominajmy też o pomocy czworonogom, która jest jednym z wątków tej powieści. No właśnie, jednym. Kilka razy już o tym pisałam, że ja wolę powieści z wyraźnym przewodnim tematem. W „Wandzi” tych tematów jest kilka. Wszystkie okołoświąteczne. A autorka niejako podsumowała je wigilijnym spotkaniem.