Życie bywa przewrotne. Iza zarzekała się, że nigdy nie wyjdzie za wdowca… Miłość sprawia jednak, że musi zmienić zdanie. Biorąc ślub z Piotrem, w pewnym sensie zawarła transakcję wiązaną − została macochą. Ich jest troje, są rodziną, wprawdzie niekompletną, ale jednak, a ona jest… sama. Nie może po prostu wziąć magicznej gumki i za jej pomocą wymazać pamięci o Ewie, zmarłej poprzedniczce. Odczuwa jej obecność na każdym kroku, w dodatku, zdaje się, że komuś bardzo zależy, by zburzyć spokój w jej małżeństwie. Czy Izie uda się zostać chociażby namiastką rodzonej matki? Czy jej dotychczasowy hurraoptymizm pomoże pokonać komplikacje w nowym, zupełnie innym życiu. Czy Piotr, którego imię znaczy „opoka” rzeczywiście się nią okaże?
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2013-02-12
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 504
Język oryginału: polski
Po przeczytaniu "Na wyciągnięcie ręki" obiecałam sobie, że każdą następną książkę autorki kupię bez wahania. Jeśli szukacie książek życiowych, z prawdziwymi problemami, pozbawionych lukru, bierzcie w ciemno powieści Jadwigi Czajkowskiej. Potrzebuję znaleźć w lekturze emocje i to właśnie dostaję w 100% u autorki, która wybiera naprawdę trudne tematy. Tym razem główną bohaterką jest Iza - panna lub jak kto woli singielka, która zarzekała się jak żaba błota, że nigdy nie zwiąże się z żadnym mężczyzną, który jest wdowcem. Tymczasem los ma dla niej niespodziankę. Poznaje wdowca, który dodatkowo ma dójkę dzieci. Iza wychodzi za niego za mąż i niemal od razu po ślubie okazuje się, jak trudny jest taki związek. W dzisiejszych czasach pełnych rodzin patchworkowych wiele kobiet czytających tę powieść może się postawić na miejscu Izy. Są bowiem małżeństwa, które mają oddzielnie dzieci, a później jeszcze wspólne i trzeba to wszystko pogodzić. I chyba łatwiej to pogodzić niż w przypadku młodej niedoświadczonej kobiety, która nagle ma wychowywać dorastające dzieci swojego męża. Spotyka się bowiem z ich oporem, buntem i próbami przeciągnięcia ojca na swoją stronę. Powiedzmy sobie szczerze, ci mężczyźni rzadko kiedy zachowują obiektywizm, więc kobieta zmaga się zarówno z jego dziećmi, jak i z nim samym. Jak ja to mówię, kampania wyborcza w każdym związku partnerskim trwa, aż motyle w brzuchu wyzdychają. Wtedy jest proza życia i trzeba jakoś dość do konsensusu. Czy więc Iza sobie poradzi? Serdecznie polecam!
Nie jest łatwo związać się z mężczyzną, który ma dzieci. U rozwiedzionego partnera, nawet bardzo zaangażowanego, dzieci nie ma na stałe. Ale u wdowca wygląda to inaczej, wchodzi się do zżytej, scementowanej stratą, rodziny. Iza zarzekała się, że nigdy nie wyjdzie za wdowca. Jedno spotkanie na korytarzu i #coupdefoudre Sądząc po fabule szybki ślub, bo kochamy się, chcemy być razem, nie ma na co czekać. Przeprowadzka do nowego mieszkania. I nie było czasu, żeby się wzajemne poznać z jego dziećmi. Iza się budzi dzień po ślubie i uświadamia sobie, że została macochą pary nastolatków. Jakie negatywne emocje budzi to słowo, ona nie chce taka być jak te kobiety z bajek. Mimo dobrej woli z jej strony potrzeba pozytywnej odpowiedzi od drugiej. Tu na wsparcie męża nie może liczyć, jest naukowcem takim oderwany od życia, z głową w chmurach. Raz się uda zbudować dobrą relację, pięć razy nie. Łatwiej jej się porozumieć z pasierbem, który potrzebuje od niej pomocy w chemii i matematyce. I sobie budują płaszczyznę porozumienia. Jednak z jego siostrą, "córeczką tatusia" ma pod górkę. Dziewczynka, kiedy potrzebuje jest miła. Wybierze jej stylizację na wyjście na wywiadówkę, bo chce żeby Iza zrobiła dobre wrażenie. Kiedy przyjaciółka się obrazi Iza jest gotowa jej pomóc naprawić relacje. To tak jakby cieszyła się z obecności dorosłej kobiety, za chwilę przypomina sobie, że ona zajmuje "miejsce mamy" i budzi się "wredota".
Iza i jej siostra za moment znajdą się w podobnej sytuacji, bo ich owdowiały ojciec znalazł życiową partnerkę, którą planuje ślub. Obie córki bardzo przeżywają tę wiadomość. I nieważne ile się ma lat, pierwsza reakcja to bunt i niechęć.
Książka sympatyczna, choć przydługie rozkminy Izy momentami są denerwujące. Ale zniszczenie płyty z Kopciuszkiem jest takie symboliczne.
Warto przypomnieć sobie własne rozmyślania w różnych sytuacjach. Zwłaszcza tych związanych ze związkiem, kiedy analizuje się najdrobniejszy gest. Ja nie byłam lepsza od bohaterki. Wciągnęłam się w losy w sumie sympatycznej rodziny. To też moje pierwsze spotkanie z autorką, podoba mi się styl pisania i będę zwracać uwagę na jej książki.
Ufna i pełna marzeń Kalina, pomimo ostrzeżeń najbliższych, wychodzi za mąż za znacznie starszego, wpływowego i świetnie sytuowanego Pawła. Łudzi się, że...
Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy... Blanka ciężko pracowała na sukces, o którym inni mogą tylko pomarzyć. Na fotelu dyrektora banku czuje...
Przeczytane:2015-08-05, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki w 2015,