Jest koniec lat osiemdziesiątych, masz sześć lat, wyjeżdżasz z Polski do Francji i nagle szeroko otwierasz oczy ze zdumienia. Co to za reklamy w telewizji? Skąd tyle plastiku w sklepach? I o co chodzi z tymi wszystkimi obciętymi głowami z okazji dwusetlecia rewolucji francuskiej? Czy nie dałoby się wprowadzić tego pomysłu także w komunistycznej Polsce?
Najnowszy komiks Marii Rostockiej, autorki „Końca lipca”, to autobiograficzna opowieść o zderzeniu dziecka z „bloku wschodniego” z rzeczywistością Zachodniej Europy, a także portret epoki stojącej na progu wielkich przemian, tuż przed upadkiem muru berlińskiego.
Wydawnictwo: Kultura gniewu
Data wydania: 2026-06-18
Kategoria: Komiksy
ISBN:
Liczba stron: 88
Mała podmiejska miejscowość. Lipiec się kończy, przeleciała już połowa lata. Dwunastoletni Alek, wysłany przez matkę na wakacje do domu babci, stara się...
Przeczytane:2026-07-21, Ocena: 6, Przeczytałam,
Schyłek lat 80-tych ubiegłego wieku, to czas przemian na mapie Europy Środkowej i Wschodniej. Przemian dramatycznych, krwawych, niekiedy bardziej pokojowych, ale zawsze skomplikowanych dla dorosłych, a cóż dopiero dla dzieci. I właśnie o tym czasie postrzeganym oczyma i świadomością dziecka opowiada znakomity komiks Marii Rostockiej pt. ,,Mały palec pod gilotynę", jaki to ukazał się nakładem Wydawnictwa Kultura Gniewu.
Sześcioletnia dziewczynka - Maria, wyjeżdża wraz z rodzicami z ponurej, szarej, jeszcze komunistycznej Polski do pięknej, kolorowej, wspaniałej w każdy calu Francji. Tam zachwyca ją wszechobecne bogactwo, dostępność do wszystkiego, o czym tylko można zamarzyć, jak i wreszcie kolory, które są wszędzie. Z tej perspektywy uczy się ona swojego nowego domu ze skomplikowaną historią i nie mniej skomplikowaną polityką na czele, jak i jednocześnie obserwuje docierające do niej głosy z Polski o tym, że ta odzyskuje swoją wolność... I chyba tylko dziecko mogłoby zrozumieć to wszystko, na swój własny, piękny, wyjątkowy sposób...
To w dużej mierze autobiograficzna opowieść, gdyż Maria Rostocka sama spędziła część swojego dzieciństwa na emigracji we Francji, wobec czego też i automatycznie cała ta historia nabiera wyjątkowej rzeczy - autentyczności i prawdy. Efektem jest zabawnie-gorzka opowieść o dzieciństwa w innym kraju, o uczeniu się nowej codzienności życia, ale też i o naturalnej tęsknocie za tym, co się pozostawiło za sobą. Bo tu jest śmiech, jest trochę wzruszeń, a i nie brak też tej pięknej nostalgii za naszym dzieciństwem - owszem, szarym i dość smutnym, ale jednak dla nas będącym zawsze pięknym.
Główna oś wydarzeń skupia się na kolejnych losach małej Marysi, która wyjeżdża do Francji, która poznaje tę kulturę z wielką rolą tytułowej gilotyny na czele, jak i która stara się przekładać tę nową wiedzę na to, czym jest jej dziecięce spojrzenie na Polskę i zachodzące w niej zmiany. Bo to w równej mierze historia o Francji, jak i właśnie o komunistycznej Polsce, gdzie te dwa miejsca nieustannie się tu ze sobą przeplatają. I to jest piękne - to porównanie, widziane oczyma dziecka, ale ukazywane nam tu dziś za sprawą wspomnień dorosłej już kobiety.
Mamy tu również bardzo specyficzną szatę ilustracyjną, za którą odpowiada także sama autorka. To minimalizm, prostota kreski oraz czerń i biel, ale to właśnie dzięki temu rysunki te przypominają nam prace dziecka, co przekłada się w piękny sposób na całościową wymowę i charakter tej komiksowej opowieści. Bo tu nie mogło być zbyt ładnie, nie mogło być idealnie technicznie i nie mogło być wreszcie podanym z wielkim rozmachem - wówczas opowieść ta wiele by straciła.
To komiks dla nas, czterdziestolatków. Przede wszystkim dla nas, którzy wciąż pamiętamy schyłek komunizmu w naszym kraju, którzy wciąż mamy w pamięci ten przedziwny przeskok pomiędzy PRL-em i demokracją, jak i którzy wreszcie możemy zrozumieć najlepiej te przemyślenia, nadzieje, ale też i lęki głównej bohaterki tej opowieści. Oczywiście jest to też swego rodzaju lekcja historii i lekcja życia dla młodych czytelników, ale mimo wszystko oni już nie odbiorą jej w tak emocjonalny sposób, jak my, urodzeni w latach 80-tych.
To dobra, ciekawa, wielokrotnie zaskakująca sobą rozrywką, która niesie przyjemność, aczkolwiek często przyjemność podszytą tym naturalnym poczuciem smutku i tęsknoty za tym, co było. Bo choć nie był to raj, to był to nasz ,,nie raj", a to zmienia wszakże wszystko. Ze swej strony oczywiście gorąco polecam i zachęcam was do sięgnięcia po ten komiksowy tytuł - dla wzruszeń, dla uśmiechu, dla poczucia, że jest to również opowieść o nas i o naszym dzieciństwie.