Międzyrzecz

Wydawnictwo: JanKa
Data wydania: 2013-05-10
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-62247-24-0
Liczba stron: 224

Ocena: 5 (1 głosów)

Siódma książka Piotra Ibrahima Kalwasa jest opowieścią o zwodniczej naturze znaków, wśród których człowiek porusza się przez całe życie, wśród których błądzi, przez które cierpi i których pożąda, sam stając się takim znakiem-rzeczą w picatriksie świata. I sam, jak inne znaki, budzi u jednych fascynację, a wstręt bądź nienawiść u innych. „Międzyrzecz” nie ma w sobie nic z nudnego traktatu. Kipi od emocji i uczuć: lęk, groza metafizyczna, patos spotykają się w niej z zachwytem urodą świata i dziecięcym pragnieniem niespodzianki i gry. Zapewnia więc rozmaitość doznań w pasjonującej podróży przez wielorakie stany ducha, czasy i krainy; symbole święte bądź przeklęte, znane z kultury judaistycznej, arabskiej i chrześcijańskiej, prowadzą w niej ze sobą dialog, szukają harmonii, która jednak rozpada się raz po raz, oscylując między apokalipsą a kabałą. Opowieść, wzbogacona przez ilustracje, staje się rodzajem labiryntu, próbą rozwiązywania zagadki życia i śmierci, wierności i zdrady; szyfrem ludzkiego losu.
*


Kalwas nawiązuje do prozy Kafki i Borgesa, inspiruje się malarstwem niderlandzkim i arabskimi bajkami, swobodnie przerzuca bohatera książki w przestrzeni, od mglistych Wysp Owczych po zalane słońcem południe Europy, oraz w czasie, od współczesności po wieki dawne. Mnoży piętra opowieści, ale wciąż – nieco obsesyjnie – powraca do tych samych obrazów, wątków i przede wszystkim pytań o istotę pisarstwa.

Kalwas, jak mało który pisarz, posiadł dar tworzenia wizji pełnych konkretów, sugestywnych, niemal namacalnych, a przy tym skrzących się od znaczeń.


Robert Ostaszewski


Bóg ma tu wiele imion i wiele mocy sprawczych, lecz wcale z nich nie korzysta. Bogiem może być pisarz, ale i czytelnik; Kalwas ironizuje pojęcie kreatora i podejmuje z tą definicją inteligentną grę. Mamy do czynienia ze specyficznym wizjonerem nowej prozy polskiej, któremu warto oddać głos i poświęcić czas.

Jarosław Czechowicz


O autorze:

Urodził się w 1963 r. w Warszawie. Tu się wychowywał, kształcił, żył. Zanim został pisarzem, śpiewał w zespole punkowym, pracował jako robotnik w Skandynawi, był właścicielem sklepu z winami, pisał scenariusze filmowe. W 2000 roku przyjął islam i ruszył w świat na spotkanie z Innym. Napisał o tym cztery książki: „Salam” (2003), „Czas” (2005), „Drzwi” (2006), „Rasa mystica” (2008). Cztery lata temu osiadł w Aleksandrii. Tam napisał „Dom” (2010), „Tarikę” (2012) i „Międzyrzecz”.

POLECANA RECENZJA

Opinie o książce - Międzyrzecz

Avatar użytkownika - Czytamduszkiem
Czytamduszkiem
Przeczytane:,

Niektórzy może zauważą, że rok 2021 zaczęłam sentymentalnie, bo najpierw sięgnęłam po książkę historyczną, a teraz po „Międzyrzecz” Piotra Ibrahima Kalwasa – rzecz starą jak świat, bo (sic!) aż z 2013 r. Leciwa (jak na rynek wydawniczo-czytelniczy, bo obchodząca już ósme, cukrowe, urodziny) lektura okazała się wystarczająco słodka, by spędzić w jej towarzystwie zimowe wieczory.

Kalwas krążył wokół mnie od dawna. Albo może to ja krążyłam wokół niego? Jednak nasze ścieżki nie miały okazji się przeciąć, mijaliśmy się, wyczuwali z oddali, wciąż w zasięgu, lecz nigdy na tyle blisko, by wzajemnie sobie powiedzieć, że nadszedł czas. Swoisty znak czasu? Czy znak „Międzyrzeczy”?

            „Międzyrzecz” Kalwasa to dla mnie współczesny grymuar, czyli księga wiedzy tajemnej. Jednak w odróżnieniu od klasyki, która zawiera zbiory magicznych zaklęć i objaśnia znaczenia symboli, „Międzyrzecz” skupia się na efektach końcowych, czyli metafizycznych przeżyciach w drodze do odnalezienia źródeł… źródeł tworzenia i tym samym źródeł istnienia.

            Kalwas lewituje wśród wartości uniwersalizmu i synkretyzmu, jednak – jak zapowiada wydawca na okładce – to nie jest nudny traktat, brak tu pseudonaukowych dywagacji odstręczających wagą hermetycznego języka, wręcz przeciwnie, gdy tylko oswoicie się ze stylem, jaki autor wprowadza, zatracicie się w morzu fluidów emocji, wielorakości, wieloznaczności i odmian, które bez najmniejszych ograniczeń pączkują na kartach „Międzyrzeczy”.

Zawsze fascynowały mnie książki, które potrafią przykuć uwagę nie tyle samą akcją, co pomysłem na opowieść. I taki właśnie przypadek reprezentuje dzieło Kalwasa. Do autora siedzącego w warszawskiej kawiarni (a będącego jednocześnie bohaterem opowieści) przypadkowo podchodzi obcy mężczyzna. Starszy pan przedstawia się jako profesor literatury i prosi o przewiezienie starego greckiego manuskryptu do właściciela cennego dokumentu, który czeka na niego na Wyspach Owczych. Tak zaczyna się podróż ta prawdziwa – o ile tak można powiedzieć, bo u Kalwasa wszystko i nic może okazać się zarówno prawdziwe, jak i zmyślone – jak i ta rozgrywająca się na odległej wyspie Eysturoy, na którą autor, jakiś czas po dziwnym spotkaniu w stolicy, dociera późnym wieczorem. Zapada zmrok, w oddali migocą światła, a w mgle szklącej się na szybach auta pejzaż coraz bardziej się załamuje i rozpierzcha, wreszcie jednak zza strug tnącego niemal poziomo deszczu wyłania się dom, który opisał profesor. Tam wyczekuje adresat przesyłki. Okazuje się, że autor wprawdzie dotarł do celu, ale to nie koniec drogi, którą przyjdzie mu iść. Ogromny dom mieści mnóstwo drzwi, a za każdymi z nich skrywa się historia, odmieniana przez czas, ludzi, nastrój, emocje. A jednocześnie przez miejsce i ludzi również podobna. Jak to możliwe, że choć czas się cofa, powtarza i zatrzymuje, to te same chwile nie są jednak takie same? Spytajcie Kalwasa. On Wam powie, ale nie liczcie na prawdę. Bo tę każdy z nas musi odczytać ze znaków, które towarzyszą szkatułkowym opowieściom. Z ich arabeskowej helisy wykluwa się znaczenie symboli, cytatów, powracających snów, przebłysków myśli, kulturowych szyfrów prowadzących w zakamarki nie tylko arabskich czy judaistycznych wartości.

            U Kalwasa każdy, z pozoru bardzo rzeczowy, szczegół może być wykorzystany do stworzenia nierealistycznego nastroju. Każdy zostaje podszyty wielokropkiem wyobraźni odbiorcy. Tylko bowiem od fantazji i bystrości czytelnika zależy, dokąd picatrixowe formuły go doprowadzą i czy w ogóle ulegnie ich metafizycznym klimatom. Pozazmysłowe doznania mnożą się bowiem wprost proporcjonalne do wielości odmian zagadkowych scen z pogranicza świata snów, mitów i hagad. Kruche, spowite niedopowiedzeniem intrygują wielością subtelnych wariantów i – co zadziwiające – za każdym razem pozwalają odkryć kolejną wersję obrazu, jakby z ziaren czasu wyłaniały się warstwy oszlifowane sekretną zapowiedzią następnych i następnych wrażeń zapętlonych w nieskończoność.

            Powiedzieć, że Kalwas snuje opowieść rodem z „tysiąca drzwi” (niczym Szeherezada opowieści z „Tysiąca i jednej nocy”) byłoby niezgrabnym faux pas, bo Allahem a prawdą to wciąż ta sama nić, tylko opleciona innym wspomnieniem i niosąca różny ładunek ekspresji. Kalwas bowiem wciąż śni ten sam sen, lecz w innym wydaniu. Jakim? To zależy, które drzwi otworzycie i w jakim lustrze odbije się dzieło. Jednak niezależnie od wersji, w której się zatrzymacie na dłużej, czy to w śródziemnomorskich odcieniach słońca, czy raczej w spowitej niepokojącą wonią sił piekielnych, w każdej czeka na Was tak bogactwo szczegółów, jak i zadziwiająca giętkość języka, jakimi Kalwas (z pełną tego świadomością) nas urzeka.

            Jeszcze słowo o oprawie. Wydawca opatrzył „Międzyrzecz” Piotra Ibrahima Kalwasa monochromatycznymi ilustracjami i akcentami graficznymi. Ponieważ moje oczęta już nie te, co kiedyś, więc gdy grafiki zachodziły na wersy, miałam niejakie problemy z odczytaniem tekstu, ale takich przypadków było na szczęście niewiele. Wszędzie tam, gdzie stanowiły wyodrębniony i niezależny od tekstu materiał, prezentują się doskonale i zdecydowanie uatrakcyjniają opowieść.

Link do opinii
Inne książki autora
Dom
Piotr Ibrahim Kalwas0
Okładka ksiązki - Dom

Tym razem Piotr Ibrahim Kalwas zabiera czytelnika na wędrówkę po Aleksandrii, swoim – od roku – mieście. A właściwie mieście, które dopiero...

Gozo. Radosna siostra Malty
Piotr Ibrahim Kalwas0
Okładka ksiązki - Gozo. Radosna siostra Malty

Piotr Ibrahim Kalwas mieszka na malej maltańskiej wyspie Gozo od ponad trzech lat. To obrzeża Unii Europejskiej, między Sycylią a Afryką, specyficzna...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Kudłata
Hwang Sun-mi
Kudłata
Hania Baletnica
Jolanta Symonowicz, Lila Symonowicz
Hania Baletnica
Już, już!
Katarzyna Wasilkowska
Już, już!
Kartoteka Pitera P.
Jacek Wiśnicki
Kartoteka Pitera P.
Zaginiona apteka
Sarah Penner
Zaginiona apteka
Skręcona historia
Jakub Ostromęcki
Skręcona historia
Maja Orety i skarb Szkocji
Eliza Sarnacka-Mahoney
Maja Orety i skarb Szkocji
Na zawsze
Karolina Winiarska
Na zawsze
Kuba na tropie
Kuba i Filip Majewscy
Kuba na tropie
Lwowska kołysanka. Dwa miasta
Monika Kowalska (I)
Lwowska kołysanka. Dwa miasta
Pokaż wszystkie recenzje