Świat jest zepsuty.
Trzeba go naprawić.
Ta dziewczyna to początek.
Warszawa. Miasto czystych i brudnych interesów, plotek, dziennikarzy i chirurgów estetycznych. W jednym z mieszkań policja odnajduje makabryczny obraz, do którego przyklejone są fragmenty ludzkiego ciała. Nigdzie nie ma jednak ofiary. Wszystko wskazuje na to, że kobieta przeżyła upiorną operację. Wkrótce do mediów odzywa się morderca.
NAPRAWIACZ
Grozi tym, którzy w imię próżnych zachcianek bezczeszczą swoje ciała. Znajdzie ich, a potem ich... naprawi.
Kim jest? Dlaczego morduje? I co wspólnego z tymi wydarzeniami ma sprawa zbrodni sprzed lat?
O autorze:
Piotr Kuźniak to nowe nazwisko na scenie polskiego kryminału. Od lat producent telewizyjny, w swojej debiutanckiej książce skomponował intrygę tak, że nawet najzagorzalsi fani ekranu nie będą w stanie się oderwać.
Fragment książki:
Mężczyzna uśmiechnął się do siebie. Rozmowa z Brytem poszła dobrze. Zainteresował go, być może nawet przeraził, a to oznaczało jedno: gdy przyjdzie czas, Bryt będzie jednym z głównych elementów w jego grze.
Wstukał kolejny numer.
- Policja stołeczna. Słucham?
- Przy ulicy Szarmanckiej siedem, mieszkanie trzy miało miejsce przestępstwo.
- Co się stało? Czy potrzebne jest pogotowie? - zapytała dyżurna.
- Potrzebna jest trumna - uciął i zakończył rozmowę.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2023-02-08
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 432
Język oryginału: polski
Gdy debiutancka książka autora zyskuje tak wysokie oceny na portalach książkowych, to coś za tym musi iść, prawda? Ale automatycznie rosną też oczekiwania. Czy „Naprawiacz” Piotra Kuźniaka je spełnił? Z nawiązką!
Autor wciąga nas w świat brutalnego, psychopatycznego mordercy, który działa z misją naprawiania tego, co w jego odczuciu powinno pozostać niezmienione, naturalne. Manipuluje mediami i policją jakby były pionkami na jego szachownicy. Jest nieuchwytny, niemal wszechwiedzący i przerażający. I mimo że ze względu na swoje cechy fizyczne jest bardzo charakterystyczny, wyprzedza wszystkich o krok, potężny krok.
Zarówno za kreację mordercy, jak i bohaterów stojących po drugiej stronie barykady, podążających jego śladem Autorowi należą się brawa. Policjanci uczestniczący w śledztwie oraz towarzyszący im emerytowani koledzy po fachu, dziennikarz wybrany przez psychopatę do kontaktu z mediami i jego „f*ck” szefowa, a nawet wiecznie ujarany haker, były gangster czy ksiądz tworzą barwną plejadę postaci i budują klimat tej powieści.
Dynamikę i rosnące napięcie napędzają krótkie rozdziały kończące się tak, że musimy zajrzeć do kolejnego i jeszcze jednego. I tak w wartkim tempie często z duszą na ramieniu zmierzamy do zakończenia, które nie tylko wiele wyjaśnia, ale również pozostawia miejsce na interpretację czytelnika.
To świetnie wyważony i dopracowany pod każdym względem kryminał, w którym akcję śledzimy z kilku perspektyw. Również mordercy. Wątek kryminalny idealnie koresponduje z osobistym życiem bohaterów, przeszłość odciska piętno na teraźniejszości, a drastyczne i realistyczne, ale nie przesadzone opisy brutalnych zbrodni są elementem wywołującym ciarki.
Od początku ciekawiła mnie motywacja mordercy i wspomnę tylko, że z czasem moje wyobrażenie o niej uległo zmianie, nie okazała się taka oczywista. I nadal nie do końca wierzę w jego pobudki, bo czy najczęściej motyw nie jest jedynie marnym usprawiedliwieniem chęci zabijania?
Zakończenie może sugerować kontynuację, po którą z przyjemnością sięgnę i Was również gorąco zachęcam do poznania powieści Autora. Przepadniecie od pierwszego rozdziału!
Poprawianie ludzkiej urody- jesteście na tak, nie, czy obojętne? Ja nigdy się nie zdecyduję, ale jeśli ktoś tego potrzebuje żeby dobrze się czuć ze sobą to nie moja sprawa.
Za to Warszawę w książce "Naprawiacz" Piotra Kuźniaka nęka seryjny morderca, który takie poprawki ewidentnie potępia. Być może wzbudzają jego agresję? Do takich wniosków dochodzą śledczy oglądając elementy wycięte z ciała pewnej kobiety, a później jej zmasakrowane zwłoki. Ofiar jest więcej - w końcu to seryjniak i wydawało by się, że wszystkie łączą ze sobą tylko operacje plastyczne. Dwójka detektywów wspierana przez dziennikarza śledczego, byłego kolegę po fachu i młodego hakera stara się dopaść Naprawiacza, jednak jest to trudne zadanie, gdyż morderca jest inteligentny, nieprzeciętnie wysportowany i wytrzymały. Ciągle gra na nosie ścigającym go ludziom, a nawet uskutecznia wycieczki na ich teren, czy uda im się złapać nieuchwytnego?
Podchodziłam do "Naprawiacza" z dużym zaciekawieniem, kogo też wydawnictwo, dla którego kiedyś pracowałam wprowadza na naszą kryminalną scenę i nie zawiodłam się. Piotr Kuźniak przez całą książkę wodzi nas za nos i trzyma w napięciu. Buduje historię wielopoziomową, współczesne zbrodnie łączy z martwym przestępcą z przed lat. W połowie historii miałam już swoje podejrzenia co do sprawcy, a jednak tylko częściowo miałam rację. Między śledztwo stopniowo wpłata się wątek romantyczny, czego raczej w kryminałach nie lubię, jednak nie rozmywa akcji i nie rozprasza czytelnika, więc jest ok. Duży plus za sugestywne krwawe opisy zbrodni zwyrodnialca- tu autor nie owija w bawełnę!
To do czego mogłabym się przyczepić to bardzo schematyczna budowa bohaterów - większość mężczyzn była wielka, większość kobiet piękna i atrakcyjna. Każdy rozdział kończył się lub zaczynał burzą. Przez jakiś czas myślałam, że te burze odgrywają jakaś rolę w historii, ale nie, one po prostu non stop były i tyle.
Jeśli szukacie krwawego, pełnego szybkiej akcji kryminału to "Naprawiacz" powinien spełnić wszystkie Wasze oczekiwania
Lubicie bać się podczas czytania? Wyobraźcie sobie, że dzwoni do Was seryjny morderca😮
Czytacie debiuty?
Otóż mam dla Was fenomenalny thriller, ale ostrzegam , że po przeczytaniu tej książki będziecie bali się korzystać z usług chirurgów plastycznych i poprawiać coś w swojej urodzie. Przyznam się, że dawno nie czułam takiego dreszczyku emocji, adrenaliny i przerażenia. Po tej lekturze długo będę bała się chodzić po ciemnych ulicach.
O czym jest ta książka?
Warszawa. W jednym z mieszkań policja znajduje makabryczny obraz utworzony z fragmentów ludzkiego ciała. Jednak ofiary nigdzie nie ma.
Wkrótce z dziennikarzem Maksymilianem Brytem kontaktuje się psychopatyczny seryjny morderca. Chce, by to Maks pisał o nim artykuły. Morderca uważa siebie za Naprawiacza, który łapie kobiety korzystające z usług chirurgów plastycznych i "naprawia" ich ciała usuwając sztuczność.
Śledztwo prowadzą detektyw Ana Zatorska i jej partner Jakub Sztiel.
Kim jest morderca i dlaczego to robi?
I co wspólnego z jego morderstwami ma sprawa zbrodni sprzed lat?
WOW!!! Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co stworzył Piotr Kuźniak w swojej debiutanckiej powieści. Genialna i wciągająca fabuła. Znakomicie wykreowani bohaterowie. Morderstwa, tajemnice, sekrety z przeszłości, manipulacje, kłamstwa, intrygi, pościg za mordercą, śledztwo policji połączone z dziennikarskimi relacjami. Autor potrafi trzymać czytelnika w napięciu zapewniając prawdziwy rollercoaster emocjonalny. Idealnie manipuluje czytelnikiem podsuwając mu mylne tropy. Już niby domyśliłam się, kto jest Naprawiaczem, a nagle autor zrzucił prawdziwą bombę. Dynamiczna akcja i zaskakujące zwroty nie pozwoliły mi nudzić się ani przez chwilę. Przewracałam kartkę za kartką, by razem z bohaterami złapać Naprawiacza. Przyznam się, że nie chciałabym spotkać takiego typa na swojej drodze. Już sam jego opis sprawił, że miałam ciarki na skórze. Autor po mistrzowsku stworzył postać mordercy.
Styl autora przypadł mi do gustu i nie mogłam oderwać się od tej książki.
Zakończenie wbija w fotel.
Rewelacja! Poproszę o więcej takich historii.
Jeśli jesteście fanami mrocznych klimatów i brutalnych zbrodni to będziecie zachwyceni.
Czekam z niecierpliwością na następne książki autora.
Gorąco polecam!
Jeśli poszukujecie mocnego, elektryzującego i zarazem niezwykle intrygującego kryminału z elementami psychologicznego thrillera w tle..., to mam dla was znakomitą propozycję - powieść Piotra Kuźniaka pt. „Naprawiacz”, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Znak. Zapraszam do poznania recenzji tej książki.
Warszawa, dzień dzisiejszy. W jednym z mieszkań zostają odnalezione potwornie okaleczone zwłoki młodej kobiety, które to przybrały postać makabrycznego malowidła na jednej ze ścian. Sprawą tą zajmuje się para doświadczonych śledczych - Anna Zatorska i Jakub Sztiel. Wkrótce dołączy do nich dziennikarz śledczy w osobie Maksa Bryta, który to - z niewiadomych względów, zyskał zainteresowanie w oczach zabójcy. Tym samym rozpocznie się walka z czasem, gdyż oto kolejne ofiary wydają się być już tylko kwestią najbliższych dni...
Zgodnie ze słowami wstępu do niniejszej recenzji, mamy tu do czynienia z niezwykle intrygującym, mrocznym i inteligentnie skonstruowanym kryminałem, który porywa nas swoją relacją od pierwszych stron. I owszem, jest to klasyczne spojrzenie na motyw psychopatycznego zabójcy i starających się go ująć śledczych, ale przy tym podany w naprawdę zaskakujący, inteligentny i przewrotny sposób. I to też wydaje się czynić go tak dobrą i wyróżniającą się z szeregu innych, pozycją.
Powieść ta przybiera postać wielowątkowej relacji, gdzie to obserwujemy wydarzenia zarówno z perspektywy pary policjantów, śledczego dziennikarza oraz samego zbójcy, co samo w sobie czyni tę relację niezwykle dynamiczną, złożoną i wielce interesującą. Kolejne zabójstwa, psychologiczna gra, zaskakujące odkrycia i finał, który nie pozwala o sobie zapomnieć - tak właśnie jawi się nam fabuła tej książki, którą cechuje również realizm, znakomicie oddany klimat i dobry, pisarski warsztat.
Bardzo silną stroną tej powieści są jej bohaterowie - ludzie twardzi, nierzadko po przejściach i z pewnością nie idealni, ale za to poświęceni swojej pracy bez reszty. Te słowa dotyczą oczywiście policyjnej pary śledczych i dziennikarza, którzy wspólnie starają się powstrzymać psychopatycznego zabójcę, okrzykniętego mianem tytułowego Naprawiacza. Jeśli bowiem chodzi o mordercę, to ten jawi się niezwykle ciekawie, jak i przerażająco w swoim pokrętnymi sposobie rozumienia tego, czym jest czynienie świata lepszym...
Nie możemy też narzekać na obraz współczesnej, wielkomiejskiej Polski, który jawi się przekonująco tyleż na polu pracy policji, co i chociażby zawistnej dziennikarskiej codzienności oraz jakże współczesnej mody na korzystanie ze wszelkich ingerencji w ulepszanie ciała człowieka. I choć nie jest to być może najpiękniejsza rzeczywistość, to jednakże nie można odmówić jej prawdy i realizmu.
To literacki kryminał z ciekawym pomysłem, umiejętnie i zarazem perfekcyjnie budowanym napięciem oraz wielkimi emocjami, które udzielają się tyleż nam, co i bohaterom. Jednocześnie trzeba jednak zauważyć, że jest to bardzo mocna i nie unikająca scen przemocy książka, która być może dla nieco bardziej wrażliwych czytelników okaże się nieco nazbyt trudną w odbiorze. Niemniej, jeśli jesteśmy gotowi na to odważne podejście autora, to wówczas będziemy cieszyć się znakomitą rozrywką.
Słowem podsumowania – powieść Piotra Kuźniaka pt. „Naprawiacz”, to pozycja intrygująca, świetnie napisana i wpisująca się w nurt odważnych, polskich współczesnych kryminałów. Znajdziemy na jej stronach barwną fabułę, poznamy charakternych bohaterów i dotkniemy natury ludzkiego szaleństwa. Jeśli zatem macie ochotę na spotkanie z mocną sensacją i inteligentną intrygą, to niniejszy tytuł będzie dla was idealnym wyborem. Ja ze swej strony gorąco was do tego zachęcam – naprawdę warto.
W Warszawie zostają odnalezione fragmenty ciała kobiety. Wszystkie z nich były dziełem chirurga plastycznego. Oprawca wyciął je ofierze i wyeksponował w nieswoim mieszkaniu. Policja zaczyna poszukiwania kobiety, która została potraktowana w tak brutalny sposób. W międzyczasie zostaje odnaleziona kolejna ofiara. Sprawę prowadzą warszawscy policjanci i dziennikarz, który został do tego zmuszony przez tytułowego Naprawiacza. Jeśli nie będzie pisał na bieżąco artykułów na temat jego morderczych działań, życiu reportera zacznie zagrażać poważne niebezpieczeństwo.
Kim jest morderca i jakim cudem działając w pojedynkę, dokonuje tak precyzyjnych operacji na ludzkich ciałach? A będzie ich więcej…
I to jest thriller! Dziękuję, do widzenia!
Od pierwszych stron dzieje się dużo, a z każdą kolejną akcja się zagęszcza, tworząc logiczny ciąg emocjonujących wydarzeń. Autor sprawił, że ani przez chwilę nie wieje nudą, a czytelnik ma wrażenie, jakby brał udział w poszukiwaniach Naprawiacza. Opisy chirurgicznych działań głównego złego - przepięknie realistyczne, więc uwaga, bo nie każdy dobrze je zniesie, ale już bez przesady, nie ma ich na każdej stronie przecież. Dodają za to pikanterii, podkręcają emocje i zainteresowanie tym, na co Naprawiacz sobie jeszcze pozwoli i jak długo będzie bawił się z policją w kotka i myszkę. A czasami to serio, dosłownie gra im na nosach na wyciągnięcie ręki, więc sami rozumiecie.
Fantastycznie napisana książka. I jeśli to jest debiut, to ja jestem ciekawa, co Piotr Kuźniak wymyśli w następnej kolejności.
Makabryczny obraz, stworzony ze szczątków pociętej kobiety to dopiero początek. Nikt, kto ingerował w swój wygląd przy pomocy chirurgii plastycznej nie może czuć się bezpieczny. Tak jak i ci, którzy w owych przemianach "dopomogli".
Ana Zatorska i Jakub Sztiel to dwójka policjantów zajmujących się sprawą Naprawiacza - jak nazwał się sam morderca. Rozpoczynają wyścig z psychopatą, nie posiadając żadnych poszlak co do jego tożsamości. Jest jednak ktoś, z kim sprawca nawiązał kontakt... to były dziennikarz śledczy, Maks Bryt. Naprawiacz chce, by mężczyzna pisał o jego uczynkach, tym samym przestrzegając społeczeństwo przed "naprawianiem" własnych ciał.
Czy odpowiedzi na pytania dotyczące bestii mogą tkwić gdzieś w przeszłości... ?
Byłam ciekawa tej książki. Tego, na czym skupi się uwaga Autora i jak poprowadzi całą akcję. I przede wszystkim czy będzie to coś nowego.
Naprawiacz zostawia za sobą ścieżkę ciał przez niego "odnowionymi" - wycina ofiarom te fragmenty, które zostały przez nich zoperowane. Nie ma dla nich ani krzty litości. I zdaje się, że jest wszędzie i wie wszystko o działaniach policji. Wydaje się wręcz... nieosiągalny. Czytając miałam wrażenie, że to swego rodzaju superbohater. Tylko, że z gatunku tych złych. Wyprzedzał śledczych o krok, manipulując każdą osobą zamieszaną w śledztwo. W pewnym momencie zaczęłam myśleć, że być może mamy do czynienia z serią, w której główni bohaterowie będą śledzić mordercę przez kilka tomów. Tak jednak nie było.
Muszę przyznać panu Kuźniakowi, że potrafi wzbudzić w czytelniku obrzydzenie. O ile zazwyczaj przelewana na papierze krew mnie nie rusza, o tyle w tym przypadku musiałam pomijać niektóre fragmenty. Oczywiście - jak dla mnie - jest to spory plus. Autor potrafi bowiem plastycznie opisywać operacje, jakie przeprowadzał Naprawiacz na swoich ofiarach. Z kolei dialogi między bohaterami wydawały mi się chwilami trochę sztuczne, nienaturalne. Jako że Naprawiacz jest kryminalnym debiutem polskiego autora to sądzę, że kolejne jego utwory będą już nieco lepsze.
Powód, dla którego Naprawiacz ruszył w swoją straceńczą misję, wydawał mi się jak najbardziej racjonalny. Jednak opis środowiska, w jakim przyszło mu dorastać i ogół jego przeszłości był dla mnie już mniej rzeczywisty. Muszę przyznać, że o ile czytało się to dobrze, o tyle gdzieś z tyłu głowy miałam pełne niedowierzania myśli. Wszystko tkwi w przeszłości. Aby dowiedzieć się więcej, sami musicie sięgnąć po tę nowość.
Reasumując, książka nie jest zła i raczej będę śledzić kolejne kroki pana Piotra na ścieżce literackiej. Jednak nie jest to lektura, która zapadnie mi w pamięci na dłużej.
Warszawa. Miasto zbytku nielegalnych interesów plotek I.. zbrodni.
Pewnego wieczoru były dziennikarz śledczy Maks Bryt otrzymuje niepokojący telefon.
Dzwoniący mężczyzna informuje,że w jednym z mieszkań doszło do przestępstwa.. I że to on jest mordercą.
Zaznacza, że to właśnie on ma za zadanie napisać o tej sprawie.
Do śledztwa zostaje przydzielona dwójka policjantów.
Ana Zatorska i Jakub Sztiel.
Gdy funkcjonariusze docierają na miejsce zastają makabryczny widok.
Groteskową płaskorzeźbę z elementami ludzkiego ciała..
Gdzie jest okaleczona dziewczyna? Kim była?
I jaki związek z tym zdarzeniem ma seria zbrodni sprzed dwóch dekad?
Szczerze mówiąc.. tej książki się nie czyta. Ją się po prostu pochłania jednym tchem (kończyłam ją dosłownie na chwilę przed wyjściem, chcąc poznać zakończenie)
Rozdziały umykają niczym sprinterzy , a zwroty akcji gwarantują dwie rzeczy napięcie i świetną rozrywkę.
Wraz z kolejnymi stronami tworzyłam teorie które upadały jak domki z kart.
Autor utkał naprawdę misterną intrygę, która wciąga niczym tornado.
Całości dopełniają bardzo realistyczne opisy kolejnych morderstw ( u mnie ciarki wywołało szczególnie jedno z nich , dosłownie wyjęte z horroru )
Pan Piotr zdecydowanie wiedział co opisuje , widać tu świetne przygotowanie merytoryczne z zakresu medycyny.
Charakteru całej fabule nadają wyraziste postaci zarówno psychopatycznego, pozbawionego uczuć wyższych zwyrodnialca jak i policjantów, dziennikarza a także genialnego informatyka Janka (pierwszą myślą , skojarzeniem, gdy o nim czytałam był Kormak z serii o Chyłce, co osobiście bardzo przypadło mi do gustu)
Zakończenie zaś... dosłownie wbiło mnie w fotel , miałam szczerą ochotę zapytać Ale jak to teraz?
Podsumowując.. im dalej tym ciekawiej. W tej książce próżno szukać szablonowych rozwiązań czy niedociągnięć.
Gdybym nie wiedziała,że to debiut nigdy bym tego nie powiedziała.
Jest to powieść dla czytelników, którzy szukają mocnych wrażeń.
Ze swojej strony mogę śmiało powiedzieć Z niecierpliwością czekam na kolejną część przygód Any i jej partnera.. coś czuję,że zakończenie stanowi furtkę..
Polecam goraco, ja jestem pod ogromnym wrażeniem zarówno pomysłu jak i jego realizacji ❤️
Nie dowierzam, że ta książka to debiut. „ Naprawiacz ” wprost mnie pochłonął. 400 stron nie wiadomo kiedy minęło. A jeszcze więcej by się ich przydało. Bo nie chciałam, żeby ta książka się kończyła. Krótkie rozdziały i dynamiczna akcja sprawiają, że przez tę opowieść się pędzi, a emocjonalna gra, jaką Autor funduje, zapewnia niesamowite wrażenia.
Bohaterowie wyraziści to ważna wartość tej historii. Nie rozmyci, nie byle jacy, ale tacy, których widać. Ich osobowość nie zanika na kartach książki. Duet policjantów Ana i Jakub i towarzyszący im dziennikarz Maks. Charyzmatyczni, prawdziwi, którzy potrafią ze sobą współpracować. Przed nie lada wyzwaniem stają. Muszą dopaść zwyrodnialca, który za misję obrał sobie „ naprawianie ” kobiet, które korzystały z zabiegów medycyny estetycznej. Jaki ma cel w tym cel?
Historia Naprawiacza ma korzenie w przeszłości. I to tam wraz ze śledczymi się udamy. By odnaleźć klucz do działań mordercy. To, kim się stał ma podłoże w jego pochodzeniu i w tym, co go spotkało, gdy był dzieckiem. Krzywda, jakiej doznał, odrzucenie ze strony ojca, żądzą zemsty go napawała, dawała mu motywację. A on czekał. Rozwijał się. Aż narodził się w nim Naprawiacz. Silny, okrutny. I dał o sobie znać. Ale nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Moment był, iż myślałam, że to już, że prawda wyszła na jaw. A tu pojawia się zakończenie. I wiem tyle, że totalnie jestem zaskoczona. Otwieram oczy ze zdumienia, jak Autor mnie wywiódł w pole. I myślę sobie - nie ma opcji, żeby Autor to tak zostawił, musi być tego dalszy ciąg.
Mocne opisy mogą nieco zszokować tych, którzy w takowych się nie odnajdują. Ja takie lubię, więc mi to bardzo odpowiadało. Złożona jest to historia. Refleksji w niej również nie brakuje. Bardzo dobry kryminał.
Dobrze się czytało. Początek bardzo wciągający. Giną kobiety, które pewien psychopata postanawia naprawić, tzn. cofnąć plastyczne poprawki. Śledztwo odkrywa kolejne tajemnice. Jednak zakończenie jakoś mnie rozczarowuje. Spodziewałam się czegoś innego. Ale może to jeszcze nie koniec historii?
"- Świat jest zepsuty. Trzeba go naprawić. Ta dziewczyna to początek. Jej los będzie ostrzeżeniem dla innych, którzy bezczeszczą swoje ciała w imię próżnych zachcianek. Od teraz, każdy kto będzie chciał zrobić coś podobnego, będzie się bał. Bał... Że mogę go znaleźć i naprawić".
Maksymilian Bryt największą karierę w dziennikarstwie śledczym ma już dawno za sobą. Jeden telefon wciąga go ponownie w świat brutalnych zbrodni. Naprawiacz, jak każe się nazywać chce, by było o nim głośno i każdy mógł poznać szczegóły jego makabrycznych morderstw.
Jakie są jego motywy?
Co sprawia, że z takim okrucieństwem stara się "naprawić świat"?
Kończąc książkę pomyślałam, że jeśli miałabym dziś coś o niej powiedzieć, to wystarczy kilka słów: To jeden z najlepszych kryminałów, jakie czytałam.
Po krótkim zastanowieniu uznałam jednak, że książka zasługuje na o wiele więcej.
- że koniecznie muszę wspomnieć o mocnej genialnej fabule, która sprawiła, że przez kilka godzin żyłam pościgiem za Naprawiaczem;
- że uwielbiam całą "ekipę ścigającą" na czele z dziennikarzem, kończąc na niezawodnym Janku;
- że całą akcję zagryzałam paznokcie w nieustannym napięciu;
- że krótkie rozdziały, powodowały, że książka jest wręcz nieodkładalna;
- że autor ma nadzwyczajną wyobraźnię, jeśli chodzi o zbrodnie, bardzo oryginalnie i pomysłowe;
Prawdziwa uczta dla fanów gatunku- niezwykle dynamiczna, zaskakująca, mocna i krwawa.
Takim debiutem Piotr Kuźniak podniósł sobie poprzeczkę niesamowicie wysoko. Czekam na więcej.
11/10
,,Naprawiacz" to wciągający od pierwszych stron kryminał/ thriller. Posiada on wszystkie cechy dobrego kryminału: są trupy, krew, porwania i próby złapania mordercy. Książka posiada również cechy dobrego thrillera. Trzyma w napięciu od początku do końca, posiada zwroty akcji oraz przerażający portret psychologiczny mordercy. Do tego autor posiada lekkie pióro, a rozdziały są krótkie. Wszystko to sprawia, że książkę czyta bardzo szybko i nie można oderwać się od niej.
Już na pierwszych stronach jesteśmy świadkami brutalnego morderstwa. Psychopata jednak nie pozbawiał życia od razu swoim ofiarom. Po przebudzeniu pozwolił im przez chwilę pożyć, by zobaczyły w jaki sposób ich ciała zostały naprawione. Po pierwszej ,,operacji", jaką przeprowadził zadzwonił do dziennikarza, Maksa Bryta z informacją, że dzisiaj w nocy umierać będą osoby. Następnie poinformował policję, na jaki adres powinni przywieźć trumnę. Sprawą morderstw zajmuje się Ana Zatorska oraz detektyw Jakub Sztiel.
Morderca ma wszystko zaplanowane i dopracowane. Autor bawi się czytelnikiem i nie raz zaprowadza go w ślepy zasuwek, co bardzo lubię w tym gatunku. W trakcie czytania zadawała sobie pytania dlaczego zadzwonił do mediów? Po co mu rozgłos? Dlaczego wybierał te a nie inne osoby, które pragnął naprawić? Cały czas kontaktował się z Maksem i kiedy w końcu popełni błąd zdradzając miejsce swojego pobytu? Nie otrzymałam za szybko odpowiedzi na te pytania, a kolejne pojawiały się w mojej głowie.
Autor pozbawił czytelnika makabrycznej pracy nad ciałem swoich ofiar. Skupił się bardziej na strachu jaki odczuwały porwane osoby, oraz ich bliskich. Brak więc tutaj zbędnych opisów, ale za to na każdej stronie coś się dzieje. Pojawiają się nowe postacie, nowe tropy kończące się porażką i uczucie, że psychopata drwi sobie z nas wszystkich.
,,Naprawiacz" to debiut pana Piotra Kuźniaka i muszę przyznać, że jest to bardzo dobrze zapowiadający się autor kryminałów. Już nie mogę doczekać się kolejnych książek i powtórnego stanięcia oko w oko z jakimś psychopatą. Polecam!
[współpraca reklamowa] Wydawnictwo Znak
Dziennikarz Maks Bryt, była gwiazda dziennikarstwa śledczego, teraz pisząca od stołecznych celebrytach, odbiera niepokojący telefon. Nieznajomy poleca mu sprawdzić pocztę elektroniczną, ku przerażeniu dziennikarza, w mailu znajdują się zdjęcia nagiej młodej dziewczyny. Głos twierdzi, że ją naprawił. Po zakończeniu rozmowy, ten sam człowiek dzwoni na policję, żeby zawiadomić o popełnieniu przestępstwa. Na miejsce zostają wysłani detektywi Ana Zatorska i Jakub Sztiel. Przybyli śledczy nie znajdują zwłok, ale ,,wykonany w skali jeden do jednego, obraz przedstawiający atrakcyjną kobietę." Bliższe oględziny ,,malowidła" ujawniają, że obraz został namalowany krwią, a dziwna płaskorzeźba została ,,ozdobiona" fragmentami ciała ofiary. ,,W miejscu ust znajdowały się prawdziwe wargi wycięte z twarzy ofiary. Na klatce piersiowej uwypuklały się duże piersi ze sterczącymi sutkami, postrzępiona skóra odsłaniała umiejscowione pod nią mięśnie. Pod nimi dało się dostrzec wkładki silikonowe." Zatorska i Sztiel nie mają żadnego punktu zaczepienia. Sprawca nie zostawił po sobie niczego oprócz makabrycznej płaskorzeźby. Kilka dni później Bryt, odbiera kolejny telefon od nieznanego mężczyzny, który oświadcza, że ,,Świat jest zepsuty. Trzeba go naprawić. Ta dziewczyna to początek. Jej los będzie ostrzeżeniem dla innych, którzy bezczeszczą swoje ciała w imię próżnych zachcianek. Od teraz każdy, kto zechce zrobić coś podobnego, będzie się bał. Bał...że mogę go znaleźć i naprawić."
Sprawca zmusza Bryta, do powrotu do prawdziwego dziennikarstwa i pisania o nim. Kiedy ginie kolejna kobieta, Zatorska i Sztiel zaczynają wyścig z czasem. Ślad wiedzie do sprawy z przeszłości. Czy detektywom uda się ująć sprawcę, zanim zginą kolejne osoby? Kim jest tajemniczy mężczyzna, który zyskuje pseudonim Naprawiacz?
,,Naprawiacz" to debiut literacki Piotra Kuźniaka i moim zdaniem warto zapamiętać to nazwisko, bo może nieźle namieszać na rodzimym rynku kryminałów.
Powieść nie ma praktycznie słabych stron. 400 stron jazdy bez trzymanki, każde zdanie jest celowe, nie ma dłużyzn. Cały czas akcja pędzi do finału, aby na ostatniej stronie zostawić czytelnika z wielkim ,,i co teraz? Kiedy drugi tom?"
Bohaterowie skonstruowani w sposób bardzo plastyczny i realistyczny. Nikt nie ma super mocy (no może za wyjątkiem Any, która dość szybko dochodzi do siebie po operacji mózgu) ani daru jasnowidzenia, do wszystkich śladów i poszlak śledczy dochodzą mozolnie. Dobrze, że detektywi mają po swojej stronie super hakera Janka, który oprócz umiejętności zdobywania danych wprowadza odrobinę humoru do tego dość mrocznego thrillera.
Moim skromnym zdaniem, plastycznie opisane sceny, są gotowym scenariuszem na film sensacyjny.
Jeśli macie ochotę na dobry i wciągający thriller/kryminał, to polecam sięgnąć po ,,Naprawiacza" Piotra Kuźniaka. Ale ostrzegam lojalnie, powieść wciąga i nie pozwala się odłożyć do ostatniej strony, więc albo posiadacie umiejętność bardzo szybkiego czytania i wtedy możecie siąść z powieścią wieczorem, albo następnego dnia pojawicie się w pracy niewyspani.
Serdecznie polecam wielbicielom thrillerów i nieoczywistych śledztw.
Dziennikarz Maks Bryt odbiera telefon od tajemniczego mężczyzny. Rozmówca oznajmia, że zaczął zabijać, a Bryt ma opisać jego "działalność". Wkrótce policja dokonuje makabrycznego odkrycia. Maks kontaktuję się z prowadzącymi śledztwo Aną Zatorską i Jakubem Sztielem. Czy uda im się złapać mordercę, któremu prasa nadała pseudonim Naprawiacz? Przekonajcie się sami...
Już dawno nie czytałam tak świetnego thrillera. Autor zaproponował wciągającą zagadkę, świetnie skonstruowanych bohaterów i intrygującego złoczyńcę.
Rozdziały są bardzo krótkie, więc książkę czyta się szybko. Historia ma niezłe tempo, wciąż coś się dzieje, akcja gna do przodu, pojawiają się nowe tropy... Autor nie szczędzi brutalnych opisów - takich w stylu Chrisa Cartera - lubię takie. Podobało mi się też zakończenie.
Daję mały minus za akcję z cudownym ozdrowieniem pewnej postaci - trochę nie pasowało mi do dramaturgii całej książki. Ale to chyba jedyna rzecz, która mi się w tej książce nie spodobała.
Z niecierpliwością czekam na kolejne historie od Autora. Ta była świetna!
Przeczytane:2026-02-09, Ocena: 6, Przeczytałam,
Są książki, które czyta się szybko i bez większego wysiłku — wciągają fabułą, zapewniają kilka godzin rozrywki i równie szybko ulatują z pamięci. Są jednak i takie, które od pierwszych stron budzą lekki niepokój. Nie dlatego, że próbują szokować, ale dlatego, że dotykają tematów trudniejszych, mniej wygodnych, takich, nad którymi zostaje się z myślami na dłużej. Naprawiacz Piotra Kuźniaka zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. To nie jest powieść, po którą sięga się wyłącznie dla przyjemności czytania. To książka, która wchodzi pod skórę powoli i bez pośpiechu — i zostaje tam jeszcze długo po odłożeniu.
Nie miałam wobec niej jasno określonych oczekiwań. Wiedziałam, że będzie mrocznie i momentami brutalnie, że autor nie zamierza oszczędzać czytelnika. Nie spodziewałam się jednak, że największy ciężar tej historii nie będzie wynikał z samych opisów przemocy, lecz z narastającego poczucia moralnej niepewności, które ta powieść konsekwentnie buduje. Bo Naprawiacz nie skupia się wyłącznie na pytaniu, kto stoi za zbrodniami. Znacznie ważniejsze wydaje się to inne: dlaczego tak łatwo przyjmujemy narracje, które potrafią nadać złu sens i sprawić, że zaczyna ono wyglądać niemal logicznie?
Wejście w świat, który nie chce nas przyjąć
Już od pierwszych rozdziałów widać, że Naprawiacz nie jest książką, która próbuje ułatwiać czytelnikowi zadanie. Narracja nie spieszy się z wyjaśnieniami, nie porządkuje rzeczywistości na potrzeby odbiorcy i nie oferuje natychmiastowego poczucia bezpieczeństwa. Zamiast tego zaprasza do stopniowego oswajania świata przedstawionego — świata, który nie jest przyjazny, ale też nie odrzuca wprost. Raczej sprawdza, na ile jesteśmy gotowi wejść głębiej, uważniej, bez oczekiwania, że wszystko zostanie nam podane wprost. To doświadczenie bywa wymagające, ale jednocześnie bardzo uczciwe. Kuźniak nie próbuje manipulować emocjami czytelnika ani sztucznie podkręcać napięcia. Pozwala historii rozwijać się własnym rytmem, zostawiając przestrzeń na niepewność i chwilowe zagubienie. Dzięki temu relacja z tą książką buduje się powoli, ale trwale — oparta nie na efekcie, lecz na atmosferze i konsekwencji.
Warszawa, którą odnajdujemy na kartach powieści, daleka jest od znanych, literackich obrazów miasta. Nie ma tu efektownych kontrastów ani kryminalnej stylizacji. To raczej przestrzeń chłodna i anonimowa, w której łatwo się zagubić, a jeszcze łatwiej pozostać niezauważonym. Miasto nie reaguje, nie komentuje, nie bierze udziału w wydarzeniach — trwa obok, obojętne wobec ludzkich dramatów. I właśnie ta obojętność czyni je tak przekonującym tłem dla historii, w której empatia nie jest dana raz na zawsze, lecz podlega ciągłym próbom.
Autor nie próbuje łagodzić obrazu rzeczywistości ani nadawać mu bardziej przystępnej formy. Surowość tej przestrzeni nie wynika z chęci epatowania mrokiem, lecz z potrzeby spójności. Trudno byłoby opowiedzieć historię o przemocy, kontroli i naruszaniu granic w świecie, który wyglądałby zbyt bezpiecznie. Dlatego nawet jeśli momentami ten klimat przytłacza, trudno uznać go za niepotrzebny. Jest integralną częścią opowieści — cichą, ale znaczącą.
Brutalność, która nie jest celem samym w sobie
O Naprawiaczu nie sposób mówić bez odniesienia do przemocy. Jest jej dużo, jest wyraźna i momentami naprawdę trudna w odbiorze. To nie są sceny, obok których można przejść obojętnie. A jednak bardzo szybko staje się jasne, że nie została ona użyta po to, by epatować okrucieństwem czy szokować za wszelką cenę. Brutalność w tej powieści ma swoje uzasadnienie i pełni konkretną funkcję — staje się narzędziem opowieści o potrzebie kontroli, o obsesyjnym dążeniu do „naprawiania” świata według własnych, głęboko wypaczonych zasad. Autor wykorzystuje przemoc jako język, którym opowiada o granicach przekraczanych w imię idei. O tym, jak łatwo przekonanie o własnej racji może usprawiedliwiać działania, które z zewnątrz wydają się niewyobrażalne. Dzięki temu brutalne sceny nie są tu pustym dodatkiem do fabuły, lecz elementem większej całości — konsekwencją sposobu myślenia bohatera, a nie jego chwilowego impulsu.
Naprawiacz jako postać literacka wykracza poza schemat znanego z popkultury seryjnego mordercy. Nie jest figurą czystego chaosu ani bezrefleksyjnego szaleństwa. Przeciwnie — działa według własnej, wewnętrznie spójnej logiki, która staje się przerażająca właśnie dlatego, że w jego oczach ma sens. Jego działania są zaplanowane, podporządkowane określonemu systemowi przekonań i poczuciu misji. To nie przypadkowa przemoc, lecz przemoc wynikająca z przekonania o słuszności własnych działań.
I właśnie to sprawia, że lektura Naprawiacza bywa tak niekomfortowa. Znacznie łatwiej potępić czyste, niekontrolowane szaleństwo niż zło, które potrafi się wytłumaczyć, nazwać i ubrać w logiczne argumenty. Kuźniak zmusza czytelnika do konfrontacji z tym niewygodnym faktem, nie pozwalając schować się za prostą oceną. To brutalność, która nie daje się łatwo odrzucić — bo jej źródłem nie jest chaos, lecz przekonanie o porządku.
Czytanie jako doświadczenie cielesne
Podczas lektury książki wielokrotnie łapałam się na tym, że reaguję nie tylko emocjonalnie, ale też fizycznie. To napięcie, które powoduje mimowolne wstrzymanie oddechu, to dyskomfort, który każe na chwilę odłożyć książkę, to niepokój, który zostaje gdzieś w ciele, nawet gdy na moment odrywamy wzrok od tekstu. Kuźniak pisze w sposób, który angażuje czytelnika całościowo — nie tylko na poziomie wyobraźni, ale także zmysłów. Jego opisy są sugestywne, ale dalekie od dosłowności. Nie epatują detalem dla samego efektu, nie próbują szokować nachalnością. Zamiast tego budują atmosferę, w której wyobraźnia sama dopowiada to, co pozostaje nienazwane, a przez to jeszcze bardziej niepokojące.
To właśnie dlatego nie jest to książka „na jeden wieczór”. To lektura, która domaga się przerw — chwili ciszy, oddechu, emocjonalnego dystansu. Nie dlatego, że jest źle napisana czy nużąca, ale dlatego, że działa aż za dobrze. Intensywność tej historii sprawia, że trudno przejść przez nią obojętnie, a czytanie staje się doświadczeniem, które trzeba dawkować. Jednym z najbardziej intrygujących elementów powieści jest sposób, w jaki autor balansuje na granicy dehumanizacji antagonisty. Z jednej strony Naprawiacz jawi się jako uosobienie zła — chłodnego, bezlitosnego, pozbawionego empatii. Z drugiej jednak Kuźniak konsekwentnie przypomina, że za tą figurą nie kryje się potwór z legend, lecz człowiek. I właśnie ten fakt bywa najbardziej niepokojący.
Bo jeśli uznamy go za monstrum, możemy bezpiecznie odsunąć go od siebie, zamknąć w kategorii „innych” i poczuć ulgę. Jeśli jednak dopuścimy myśl, że jest „tylko” człowiekiem, zmuszeni jesteśmy zmierzyć się z pytaniem znacznie trudniejszym — jak cienka potrafi być granica między normalnością a obłędem. I czy na pewno dzieli nas od niej tak wiele, jak chcielibyśmy wierzyć.
Pierwsze wnioski, które bolą
Po pierwszej części Naprawiacza — tej, w której stopniowo oswajamy się z klimatem powieści, jej bohaterami i narastającym ciężarem historii — jedno staje się wyraźne: to nie jest książka, która oferuje proste odpowiedzi ani szybkie ukojenie. Nie uspokaja, nie porządkuje świata przedstawionego w sposób, który dawałby czytelnikowi poczucie bezpieczeństwa. Zamiast tego konsekwentnie podważa nasz moralny komfort i zmusza do pozostania w stanie niepewności.
To powieść, która prowokuje do zadawania pytań niewygodnych, a czasem wręcz bolesnych. O granice ingerowania w cudze życie, o potrzebę poprawiania świata według własnych wyobrażeń, o to, jak łatwo ideologia — nawet ta pozornie „dobra” i naprawcza — może stać się narzędziem przemocy. Kuźniak nie podsuwa gotowych odpowiedzi ani ocen. Pozwala, by te pytania wybrzmiewały w czytelniku długo po zamknięciu kolejnych rozdziałów.
A to dopiero początek tej drogi.
Im głębiej wchodzimy w powieść, tym wyraźniej widać, że autor nie miał ambicji napisania kolejnego thrillera o seryjnym mordercy, opartego wyłącznie na napięciu i zagadce kryminalnej. Owszem, obecne są tu śledztwo, kolejne odkrycia i wyścig z czasem, ale pełnią one raczej rolę konstrukcyjnego szkieletu. Na nim autor buduje opowieść znacznie cięższą — o odpowiedzialności, o granicach ingerencji i o tym, gdzie kończy się troska, a zaczyna przemoc usprawiedliwiana hasłami „dobra” i „porządku”. W wielu kryminałach rozwój śledztwa przynosi stopniowe uspokojenie — im bliżej rozwiązania zagadki, tym wyraźniejsze poczucie ładu. Tutaj dzieje się coś zupełnie odwrotnego. Każdy kolejny krok w dochodzeniu nie porządkuje rzeczywistości, lecz ją komplikuje. Zamiast jasnych odpowiedzi pojawiają się kolejne pęknięcia: w systemie, w relacjach między ludźmi, a nawet w samym pojęciu sprawiedliwości.
Szczególnie poruszający jest sposób, w jaki Piotr Kuźniak przedstawia osoby próbujące rozwikłać tutejszą zagadkę. To nie są bohaterowie pomnikowi ani nieomylni śledczy, którzy jednym błyskotliwym wnioskiem rozwiązują wszystko. To ludzie zmęczeni, czasem zagubieni, uwikłani we własne ograniczenia, emocje i wątpliwości. Ich niedoskonałość sprawia, że stają się wiarygodni i bliscy — a całe śledztwo nabiera ludzkiego, nieidealnego wymiaru. W Naprawiaczu dochodzenie nie jest triumfem rozumu nad złem. Jest raczej próbą zachowania resztek kontroli w świecie, który coraz wyraźniej wymyka się wszelkim schematom i prostym definicjom.
Bohaterowie z krwi, nie z kartonu
Jedną z największych sił powieści jest sposób, w jaki pisarz konstruuje postacie drugoplanowe. To nie są bohaterowie istniejący wyłącznie po to, by popychać fabułę do przodu. Każdy z nich wnosi do historii coś własnego — drobne pęknięcia, niepewności, lęki, czasem tylko krótką myśl albo gest, który mówi o nich więcej niż rozbudowany opis. Dzięki temu świat powieści zyskuje głębię i wiarygodność. Autor nie próbuje swoich bohaterów idealizować. Pozwala im błądzić, wątpić, podejmować decyzje pod wpływem emocji. Zdarza się, że ich wybory irytują, że chciałoby się, by zachowali się „lepiej”, rozsądniej, odważniej. Ale właśnie ta frustracja sprawia, że stają się prawdziwi. Bo w zderzeniu z realnym złem rzadko działamy tak, jak podpowiadają nam wyobrażenia o samych sobie. Wraz z kolejnymi fragmentami odsłaniającymi postać Naprawiacza coraz wyraźniej widać, że nie jest on jedynie jednostką. Staje się nośnikiem idei — chorej, wypaczonej, ale wyjątkowo niebezpiecznej właśnie dlatego, że ubranej w język porządku, sensu i „naprawy”.
Naprawiacz nie funkcjonuje w chaosie. On porządkuje świat według własnych zasad. Segreguje, ocenia, przypisuje wartość. I to właśnie w tym tkwi największy horror tej postaci. Jego sposób myślenia nie jest bowiem całkowicie obcy naszej codzienności. W mniejszej skali spotykamy go przecież na co dzień — w łatwych osądach, w wykluczaniu, w przekonaniu, że „wiemy lepiej”, jak ktoś powinien żyć, wyglądać czy funkcjonować. Autor bardzo subtelnie, ale konsekwentnie pokazuje, jak narracja „naprawy” może stać się narzędziem przemocy. Jak cienka bywa granica między troską a kontrolą. I jak groźne jest myślenie, w którym cel zaczyna usprawiedliwiać wszystkie środki.
Na szczególną uwagę zasługuje również sposób, w jaki autor traktuje ofiary Naprawiacza. Nie są one jedynie statystyką ani pretekstem do podkręcania napięcia. Każda z nich ma własną historię, swoje motywacje, swoje powody. Nawet jeśli poznajemy je jedynie fragmentarycznie, to wystarczająco, by przestały być „kolejnym przypadkiem”. To bardzo istotne, bo dzięki temu powieść nie popada w fetyszyzowanie przemocy. Ciężar opowieści nie spoczywa na samym akcie zbrodni, lecz na jej konsekwencjach — na tym, co zostaje po niej w ludziach, w śledczych i w przestrzeni, która po takim doświadczeniu już nigdy nie jest neutralna.
Tempo, które nie pozwala uciec
W drugiej części Naprawiacza tempo wyraźnie przyspiesza. Narracja staje się gęstsza, napięcie skondensowane, a kolejne wydarzenia niemal popychają czytelnika do przodu. Mimo to autor nie rezygnuje z chwil refleksji. Wręcz przeciwnie — im szybciej toczy się akcja, tym częściej jesteśmy zmuszeni do zatrzymania się, spojrzenia na całość i zadania sobie pytania: dokąd to wszystko prowadzi? To nie jest thriller, w którym można schować się za fabułą. Każdy rozdział wciąga, ale jednocześnie obciąża emocjonalnie. I właśnie ta równowaga między dynamiką a ciężarem treści sprawia, że książka działa tak intensywnie, że trudno przejść przez nią obojętnie. Pod koniec tej części staje się jasne, że nic tu nie zmierza ku prostemu rozwiązaniu. To nie opowieść, w której złapanie sprawcy przywraca porządek świata. Wręcz przeciwnie — im bliżej finału, tym wyraźniej widać, że pewne granice zostały już przekroczone i nie da się ich cofnąć. Zostaje pytanie: co właściwie da się naprawić? I czy każdy, kto uważa się za „naprawiacza”, nie staje się w końcu niszczycielem?
Kiedy zamknęłam książkę, nie poczułam ulgi. Nie było tego charakterystycznego westchnienia, które często towarzyszy lekturze typowego thrillera: dobrze, sprawa rozwiązana, można iść dalej. Zamiast tego pozostał ciężar — taki, który nie znika po kilku minutach, ale zostaje w myślach, jak echo niewypowiedzianego pytania, które wraca w najmniej spodziewanym momencie.
Bez zdradzania szczegółów fabularnych można powiedzieć jedno: zakończenie Naprawiacza jest konsekwentne. Nie efektowne, nie „filmowe”, nie pod publiczkę. To finał, który logicznie domyka historię, ale emocjonalnie pozostawia ją otwartą. I właśnie dlatego jest tak trafny. Piotr Kuźniak nie próbuje na siłę „naprawiać” świata swojej powieści. Nie przywraca równowagi tylko po to, by czytelnik mógł odłożyć książkę z poczuciem ukojenia. Zamiast tego pokazuje, że pewne rzeczy — raz ujawnione, raz zobaczone — pozostają z nami na długo. Że zło, nawet jeśli zostanie zatrzymane, zostawia trwały ślad. To odważna decyzja narracyjna. I niezwykle uczciwa wobec czytelnika.
To książka, która świadomie wprowadza czytelnika w stan dyskomfortu moralnego. Nie pozwala odgrodzić się od historii grubą kreską ani zasłonić oczu. Zmusza do zmierzenia się z pytaniami, które nie mają prostych odpowiedzi. I nie chodzi tu wyłącznie o klasyczne „dlaczego on to zrobił?”. Znacznie trudniejsze jest pytanie: dlaczego jego narracja bywa tak niepokojąco przekonująca? To jedna z tych powieści, które pokazują, jak łatwo język „dobra”, „naprawy” czy „porządku” może stać się narzędziem usprawiedliwienia przemocy. Jak cienka jest granica między prawdziwą chęcią pomocy a potrzebą kontroli. Jak niebezpieczne potrafi być przekonanie, że mamy prawo decydować o cudzym ciele, wyborach, życiu — nawet jeśli robimy to w imię „lepszego świata”.
Pisarz nie moralizuje. Nie stawia się w roli kaznodziei ani sędziego. Raczej prowokuje. Pozostawia nas sam na sam z pytaniami i pozwala, byśmy sami poczuli ich ciężar. I właśnie ta swoboda interpretacji sprawia, że książka nie znika po odłożeniu na półkę — zostaje w głowie i powraca w najmniej spodziewanych momentach. Język Naprawiacza jest surowy, chłodny, pozbawiony zbędnych ozdobników. Styl podporządkowany jest treści, nie na odwrót. Nie ma tu literackich fajerwerków ani prób popisywania się warsztatem. Jest za to konsekwencja, dyscyplina narracyjna i precyzja w budowaniu atmosfery.
Ten sposób pisania może nie trafić do wszystkich. Osoby szukające lekkiej, dynamicznej rozrywki mogą poczuć się przytłoczone. Dla mnie jednak właśnie ta powściągliwość działa na korzyść książki.
Czy to dobra książka?
Tak, to dobra książka — ale nie w tym prostym, reklamowym sensie, który da się zamknąć w jednym zdaniu na okładce. Naprawiacz broni się nie efektownością ani łatwą przystępnością, lecz konsekwencją i uczciwością wobec własnej wizji. To powieść, która dokładnie wie, czym chce być, i ani przez moment nie próbuje udawać czegoś lżejszego czy bardziej „przyjaznego” dla czytelnika. Kuźniak nie schlebia odbiorcy, nie łagodzi krawędzi, nie omija tematów trudnych i niewygodnych. Zamiast tego prowadzi narrację w sposób spójny, świadomy i momentami bezlitosny, zostawiając po sobie wyraźny ślad emocjonalny — taki, który nie znika wraz z ostatnią stroną.
Jednocześnie warto powiedzieć to jasno: nie jest to książka dla każdego. Jeśli ktoś szuka lekkiego thrillera na jeden wieczór, historii, która pozwala się zdystansować i szybko zapomnieć, fabuły opartej głównie na akcji albo lektury, która oszczędza czytelnika emocjonalnie, Naprawiacz może okazać się męczący, a nawet zniechęcający. To nie jest opowieść, która daje komfort ucieczki. Ona raczej zmusza do pozostania w niewygodnej przestrzeni i zmierzenia się z tym, co tam czeka. Ale jeśli interesują Cię mroczne rejony ludzkiej psychiki, jeśli nie boisz się literatury, która konfrontuje zamiast bawić, jeśli cenisz książki pozostawiające więcej pytań niż odpowiedzi i potrafisz zaakceptować dyskomfort jako pełnoprawny element doświadczenia czytelniczego — wtedy ta powieść może stać się bardzo mocnym przeżyciem. Naprawiacz wymaga zaangażowania, ale w zamian oferuje coś znacznie cenniejszego niż chwilowe napięcie.
Ta książka zostaje ze mną na dłużej nie dlatego, że była „najlepsza” ani dlatego, że zachwyciła mnie stylistycznie. Zostaje, bo dotknęła czegoś realnego. Zmusiła mnie do myślenia nie tylko o fikcyjnym mordercy, lecz także o mechanizmach działających tu i teraz — o naszej skłonności do oceniania, o potrzebie naprawiania innych bez pytania ich o zgodę, o cienkiej granicy między troską a przemocą ukrytą pod szlachetnymi hasłami. Naprawiacz nie daje poczucia bezpieczeństwa, ale daje coś znacznie ważniejszego: uczciwe literackie doświadczenie, które nie kończy się wraz z lekturą. I właśnie za to cenię go najbardziej.