granice, ciało, wszechświat, relacja, przyciąganie, odwaga, bliskość
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 2025-09-10
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 304
Są książki, po których kocha się swojego męża bardziej...
Janek miał wszystko.
Miał Igę - swoją pierwszą i największą miłość. A czy nie właśnie miłość jest największym skarbem człowieka? Janek potrafił kochać bez reszty. Gdy się w niej zakochał, nie jadł, nie spał, świat skurczył się do jednej osoby. Byli razem od lat. Zwyczajnie. Codziennie. Bez fajerwerków, ale prawdziwie.
Czasem jednak to, co najważniejsze, staje się niewidoczne.
Jest tuż obok - mocne, trwałe - lecz przysłonięte codziennością. Przyzwyczajeniem. Rutyną. A przecież nie wolno zapominać o tym, co jest. Nie wolno pozwolić, by uczucia rozmyły się w obietnicy ,,czegoś więcej", w iluzji silniejszych wrażeń, w potrzebie chwili.
To dlaczego, gdy pojawia się pokusa, nagle ślepniemy?
Janka nie uchroniła nawet pszczoła połknięta w dzieciństwie - dziwny, cielesny znak, który wracał jak intuicja, jak wewnętrzny alarm. Wściekły lot pszczoły w środku ciała był zapowiedzią. Przeczuciem. Niepokojem po spotkaniu. A potem wszystko potoczyło się już samo...
Iga nie miała swojej pszczoły.
Miała dziennik kawowy - cichego świadka ich wspólnego szczęścia - lecz ten zalegał gdzieś zapomniany na dnie pawlacza. Zrobiła krok odchodząc od normalności, zwyczajności i prostej dobroci, by karmić się ułudą nowej szczęśliwości, nadrabiać grą pozorów, by zapewniać samą siebie, że wszystko jest ok. Ale przecież wcale nie było...
Takie emocje nie biorą się znikąd, drogi autorze... Nie dociekam źródeł tej historii, choć ciekawość drzemie gdzieś pod skórą. Wiem jedno: to była lektura piękna i oczyszczająca. Taka, która porządkuje myśli. I przypomina...
To książka o utraconych szansach.
O błędnych ścieżkach.
O soczystości prawdziwych uczuć.
Jedna z najpiękniejszych książek o miłości, jakie możecie przeczytać.
I pamiętajcie: miłość do zwierząt bywa najlepszym sonarem - pozwala rozpoznać ludzi zdolnych do bezwarunkowego kochania innych.
Książka Jakuba Małeckiego "Obiekty głębokiego nieba" to powieść, w której autor zabiera czytelnika w świat bohaterów, którzy mierzą się z własnymi emocjami, przeszłością i konsekwencjami podejmowanych decyzji.
Autor niczym astronom odkrywa galaktyki ukryte w życiu swoich bohaterów: wspomnienia, rodzinne więzi, codzienne rytuały i dramatyczne wybory, tworzące ich osobiste wszechświaty, które możemy śledzić i dostrzec, jak bohaterowie ewoluują i dojrzewają. To wyjaśnia sens tytułu. Ale nie dowiemy się niczego z tradycyjnego opisu książki na okładce, ponieważ zamiast niego, pojawiają się słowa: granice, ciało, wszechświat, bliskość, które jedynie sygnalizują emocje i refleksje, jakie mogą czekać na czytelnika.
Głównymi bohaterami jest młode małżeństwo Janka i Igi. Ich związek wydaje się stabilny, ale decydują się na eksperyment z zaprzyjaźnioną parą, testując granice bliskości i zaufania. Ja osobiście nie zdecydowałabym się na coś podobnego, a tym bardziej trudno mi zrozumieć postępowanie bohaterki, będącej świeżo upieczoną matką, ale rozumiem, że taki scenariusz był świadomym wyborem autora. Temat intymności, cielesności i granic, pokazuje pragnienia, emocje i konsekwencje wyborów. Niektóre późniejsze decyzje bohaterów również trudno mi było pojąć, a momentami nasuwało się pytanie, czy są one próbą zmierzenia się z dylematem, czy warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki? Szczególnie podobała mi się konfrontacja Janka z przeszłością. Jego relacja z ojcem, pokazująca, że czasem tak bardzo pragniemy być inni niż nasi rodzice, że dostrzeżenie tego podobieństwa bywa trudne, ale jest częścią dorastania i budowania własnej tożsamości oraz rozumienia siebie. Autor podejmuje również temat realizacji marzeń Janka jako aspirującego pisarza, który stara się odnaleźć własny głos i sens w świecie, gdzie przeszłość, rodzina i codzienność ciągle wpływają na jego teraźniejszość. Przeglądanie i kontynuowanie przez Igę ,,pamiętnika kawowego" z intymnymi zapisami codzienności (świetny pomysł) jej małżeństwa z Jankiem są nie tylko sposobem na utrwalenie wspomnień, wyrażeniem tęsknoty i pragnień, lecz także refleksją nad tym, jak drobne gesty i rytuały są ważne w codziennym, małżeńskim życiu. Niewątpliwie powieść jest wielowarstwowa, napisana pięknym językiem i pełna poruszających momentów, choć przy odsłuchaniu audiobooka niektóre wątki (dla mnie te ze zwierzętami) bywają trudne do pełnego zrozumienia lub wywołują pewne wątpliwości moralne. Książka Małeckiego może zachwycić wiernych fanów jego twórczości, według mnie jest interesująca, lecz nie dorównuje powieści ,,Święto ognia", która okazała się być wielką emocjami, których tu nie odczułam tak mocno. Audiobook czytają Magdalena Cielecka, Filip Kosior i Krzysztof Gosztyła.
Jakub Małecki to jeden z moich dwóch ulubionych polskich pisarzy, bo jego książki zawsze są pełne empatii, człowieczeństwa i są na bardzo wysokim poziomie literackim. I w "Obiektach..." trzyma formę. To książka trudna emocjonalnie, bo opisuje kondycję współesnych relacji międzyludzkich. Czym one są i jakie one są i, prawdę mówiąc, czy w ogóle one są. Bo może doszliśmy do takiego punktu, że w gruncie rzeczy jesteśmy wszyscy samotni, nie wchodzimy w prawdziwe relacje, a tylko te powierzchowne, nie pamiętamy czym jest lojalność i szacunek do samego siebie. A może jesteśmy tak bardzo pogubieni, że sami nie wiemy czego chcemy. Obraz wspólczesnego świata w kontekście relacji znajdziemy właśnie w tej książce. Do rozważania, weryfikowania, odnajdowania w tym siebie. Polecam bardzo.
Czasami prawda rozciąga się daleko za horyzont. Jałowe lata bez wschodów i zachodów słońca. Wspomnienia jak burza piaskowa, jak skrzypienie desek...
* Wznowienie powieści Odwrotniak z 2013 roku, przepisanej i na nowo zredagowanej. Wydanie uzupełnione o dziesięć opowiadań, niepublikowanych wcześniej...
Przeczytane:2026-04-11, Ocena: 4, Przeczytałam, 2026,
Książkę czytało mi się po prostu dobrze. Była angażująca i z zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów. Ostatecznie mam wrażenie, że powieść jest przede wszystkim opowieścią o tym, jak łatwo podejmujemy decyzje pod wpływem chwilowych emocji i jak trudno później poradzić sobie z ich konsekwencjami. Fascynacja, pragnienie zmiany czy potrzeba intensywnego doświadczenia mogą wydawać się obietnicą nowego początku, ale często prowadzą w miejsca, których wcześniej nie potrafiliśmy przewidzieć.
Najbardziej wnikliwie został przedstawiony wątek relacji Janka z ojcem. W obliczu choroby i zbliżającego się końca życia pojawia się refleksja nad przeszłością, nad tym, co zostało utracone i czego nie da się już naprawić. To właśnie tutaj powieść najpełniej dotyka tematów przemijania, pojednania i potrzeby zrozumienia własnej historii. Być może właśnie dlatego autor każe swoim bohaterom patrzeć głębiej - tak jak sugeruje tytuł książki. Dopiero uważne spojrzenie pozwala zobaczyć to, co wcześniej pozostawało niewidoczne, ukryte pod powierzchnią codziennych zdarzeń.
Mam jednak kilka zastrzeżeń. Wątek eksperymentowania bohaterów z otwartą formą relacji został potraktowany dość powierzchownie. Pojawia się jako interesujący punkt wyjścia, ale szybko okazuje się raczej narracyjnym pretekstem niż przedmiotem rzeczywistej refleksji. Zamiast pogłębionej analizy emocji, zazdrości, granic wolności czy odpowiedzialności w związku otrzymujemy raczej sygnał ostrzegawczy: takie doświadczenia niosą ryzyko i mogą uruchomić procesy, których nie sposób już zatrzymać. Szkoda, bo temat relacyjnej otwartości - bardzo obecny we współczesnych dyskusjach o miłości i intymności - mógłby stać się w powieści przestrzenią znacznie ciekawszych pytań o naturę bliskości i wierności.
Podobny niedosyt pozostawia sposób przedstawienia wsi. W powieści jawi się ona jako przestrzeń powrotu do autentyczności, do natury i do bardziej ,,prawdziwego" życia. Jest jednak w tym obrazie coś z dobrze utrwalonego literackiego mitu: wieś staje się symbolicznym azylem, miejscem oczyszczenia z chaosu współczesności. Brakuje natomiast konkretu - społeczności, codzienności i relacji między ludźmi, które nadałyby temu światu większą wiarygodność. W efekcie wieś funkcjonuje bardziej jako metafora niż rzeczywiste miejsce do życia, co sprawia, że jej obraz wydaje się uproszczony i zbyt łatwy.