Śmierć jest jak podatki – nieuchronna, a Leon Durka za spra
wą tej antologii rozkłada ją na czynniki pierwsze. Każde z tych
opowiadań pod śmiercionośną warstwą skrywa w sobie głęb
szy sens, ale też pozwala dotrzeć w najczarniejsze zakamarki
psychiki. Dajcie się porwać temu zaskakującemu studium ludz
kiej natury, by odkryć drzemiące w człowieku pokłady zła. Nie
zwlekajcie! Mroczny żniwiarz już czeka za rogiem...
Ewelina Białogołąbek, recenzentka
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-05-08
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 191
Tytuł oryginału: Opowiadania z trupem w tle
Język oryginału: POLSKI
"Opowiadania z trupem w tle" to zbiór 12 opowieści, w których znajdziecie śmierć.
Autor w każdej z nich opisuje nam proste, acz nie zawsze oczywiste historie o ludziach, ich emocjach i postępowaniu (nie zawsze dobrym). Jest jednak coś, co je ze sobą łączy- to tytułowy trup. I to nie taki rodem z CSI, ale zwykły, szary trup...
Nie znajdziecie tutaj spektakularnych zwrotów akcji, ale wypadki, czy raczej "przypadki", które okazują się być nieudanym żartem, czy ironią losu kończącą żywot człowieka w sposób dający do myślenia, a czasem nawet i bezmyślny... Podczas lektury tych powieści przypomniał mi się program w stylu "Najgłupsze przypadki śmierci" i 2-3 historie tu opisane mogłyby tam się znaleźć 😅.
Większość jednak karze nam się zastanowić, czy ofiara, jaka poniesiemy, jest warta tego, z czym chcemy się zmierzyć i na co pozwalamy.
Muszę przyznać, że autor nie bawi się w upiększanie swoich bohaterów, czy opisów w opowiadaniach- o nie! Tutaj wszystko jest ukazane takim, jakie jest naprawdę- realizm wyziera z każdej cząstki słów Leona Durki. Czy to dobrze, czy jednak wolicie sztuczne "ubarwianie" rzeczywistości?
Powiem wam jeszcze, że to moje drugie podejście do tej powieści- ostatnim razem nie mogłam wyłapać tej głębi, która ukazuje nam autor, może to był po prostu zły czas na nią? Teraz, jednak gdy jestem po lekturze, powiem wam tylko tyle i aż tyle- przeczytajcie tę książkę! Resztę zrozumiecie sami 💀💀💀.
Polecam!
Benjamin Franklin powiedział kiedyś, że "na tym świecie niczego nie można uznać zapewne, poza śmiercią i podatkami ". Ciężko się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, ale Leon Durka postanowił wziąć na tapet właśnie tę nieuchronną część naszej egzystencji, jaką jest umieranie. W tej antologii znajdziecie wybór tekstów, które mówią o odchodzeniu człowieka z tego świata. Jednak w każdym z nich zgon nie następuje z przyczyn naturalnych, pojawia się nagle oraz gwałtownie, a jego przyczyną bywają najczęściej morderstwa czy wypadki. Choć opowiadania w głównej mierze odwołują się do klasycznego nurtu kryminału nie zabrakło w nich nutki fantastyki bądź realizmu magicznego, które doprawiono szczyptą erotyki, a nawet małą dozą patriotyzmu. Treść nie należy do krwawych lub brutalnych, nie można jej też nazwać wulgarną. Całość została napisana lekkim, obrazowym stylem, a poszczególne historie pozwalają dostrzec cały literacki kunszt autora.
Śmierć została w tej pozycji odmieniona przez pisarza we wszystkich przypadkach i rozłożona na czynniki pierwsze. Aczkolwiek mimo tego, że gra w tej publikacji pierwsze skrzypce, to nie brakuje tutaj również innych tematów. Twórca przemyca problemy związane między innymi z oszustwem, nieuczciwymi prawnikami, eutanazją czy sfingowaniem własnej śmierci, a także Zespołem Aspergera. Między wierszami można również wyczytać przesłanie, by pamiętać o tym, że karma jest jak bumerang– zawsze wraca, więc powinniśmy o tym pamiętać, gdy odnosimy się w dany sposób do drugiej osoby. Ta antologia to szerokie studium ludzkiej natury, które w szczególności skupia się na najbardziej negatywnych oraz najmroczniejszych jej cechach. Wnika w głąb psychiki człowieka, żeby obnażyć czające się w niej zło, choć okruszki dobra też będziecie mogli tu odnaleźć.
To znakomita propozycja nie tylko dla miłośników krótkiej formy czy cosy crime, to lektura, która powinna przypaść do gustu wielbicielom studiowania umysłów oraz rozbudowanej warstwy psychologicznej czy poszukiwaczom ukrytego sensu. Ja niezmiernie jestem zachwycona tą pozycją i z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić.
Jest to zbiór dwunastu różnych opowiadań, a w każdej z nich jest ?, czyli jak sam tytuł mówi są to opowiadania z trupem w tle. Nie znajdziemy w nich brutalnego rozlewu ? czy szczegółowego opisu zbrodni. Mamy tam śmie*ć w róznych wariantach: zab*jstwa, nieszczęśliwy wypadek, naturalne, wojenne czy samob*jstwa. Pokazuje, że śmie*ć jest nieuchronna.
Opowiadania są krótkie, ponieważ mieszczą się w niecałych 200 stronach ale czyta się je z zainteresowaniem. Jest to zupełnie inna książka, inny format niż pozostałe dwa kryminały autora które miałam przyjemność poznać. Mimo wszystko również świetnie napisana. Każdy znajdzie coś dla siebie, ponieważ znajdują się tutaj opowiadania kryminalne, obyczajowe, z lekkim erotyzmem jak i historyczne. Jedno opowiadanie wyróżnia się najbardziej "O róży", jest ono napisane z perspektywy kwiatu a nie człowieka.
Czy książka przynudza? Absolutnie NIE! Czy te opowiadania są wciągające? Mimo, że są krótkie i takie różne to każde mnie wciągnęło w swoją historię. Czy czytało się ją również z przyjemnością jak pozostałe książki? Tak. Czy polecam? Oczywiście!
Jeszcze raz chciałam podziękować Panu Zbigniewowi Łagodzińskiemu czyli autorowi książek pod pseudonimem Leon Durka za książki i te cudowne dedykacje. ? Jest mi niezmiernie miło, że zostałam w takim tłumie bookstagrama zauważona i obdarzona zaufaniem. To dla mnie ogromne wyróżnienie. ? Życzę wielu cudownych czytelników, kolejnych świetnych książek i aby było o książkach głośno, bo naprawdę na to zasługują.
Są ludzie, którym zabijanie sprawia przyjemność, są też mordercy, którzy w swoim schizofrenicznym świecie słyszą nakaz aby zabić, wykonać polecenie według...
W ,,Farmerze", podobnie jak poprzednio w ,,Daltoniście" oraz ,,Słudze", ukazana została postać bezwzględnego mordercy, którego patologiczny umysł planuje...
GRABARZJanek, czterdziestoletni, krępy mężczyzna średniego wzrostu, był grabarzem od szesnastego roku życia. Właściwie, to na imię miał Jan, ale nikt go tak nie nazywał, nawet ksiądz proboszcz. Był szefem na parafialnym cmentarzu, który zajmował ponad dziewięć hektarów, wielkością zatem dorównywał obszarowi sporego gospodarstwa rolnego. Kamienny parkan odgradzał leżącą na wzgórzu nekropolię, na zachodzie i północy od asfaltowej drogi, ze wschodniej strony intymność miejsca chronił las. Stare drzewa rzucały cień na obrośnięte mchem nagrobki. Sytuacja zupełnie inaczej wyglądała na południu, gdzie wzgórze miało łagodny spadek. Rósł tam czereśniowy sad. Łatwo można było zauważyć, że drzewa rosnące bliżej grobów były wyższe, bardziej rozgałęzione, dające więcej dorodnych owoców. Janek wiedział, że podziemne cieki wodne, płynąc z północy na południe, niosą ze sobą wymywany z grobów, organiczny pokarm, który zasilał sad. Drewniane trumny parcieją, ciała rozkładają się i w ten sposób działają jak kompost. Dobry uczynek po śmierci dla niektórych tu leżących, jedyny, jaki w swoim życiu zrobili. Maksyma „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” powinna wg grabarza brzmieć „Z prochu powstałeś, a w kompost się obrócisz”, ale wtedy nie byłaby medialna.
Więcej