"Opowiadania z trupem w tle" to zbiór 12 opowieści, w których znajdziecie śmierć.
Autor w każdej z nich opisuje nam proste, acz nie zawsze oczywiste historie o ludziach, ich emocjach i postępowaniu (nie zawsze dobrym). Jest jednak coś, co je ze sobą łączy- to tytułowy trup. I to nie taki rodem z CSI, ale zwykły, szary trup...
Nie znajdziecie tutaj spektakularnych zwrotów akcji, ale wypadki, czy raczej "przypadki", które okazują się być nieudanym żartem, czy ironią losu kończącą żywot człowieka w sposób dający do myślenia, a czasem nawet i bezmyślny... Podczas lektury tych powieści przypomniał mi się program w stylu "Najgłupsze przypadki śmierci" i 2-3 historie tu opisane mogłyby tam się znaleźć 😅.
Większość jednak karze nam się zastanowić, czy ofiara, jaka poniesiemy, jest warta tego, z czym chcemy się zmierzyć i na co pozwalamy.
Muszę przyznać, że autor nie bawi się w upiększanie swoich bohaterów, czy opisów w opowiadaniach- o nie! Tutaj wszystko jest ukazane takim, jakie jest naprawdę- realizm wyziera z każdej cząstki słów Leona Durki. Czy to dobrze, czy jednak wolicie sztuczne "ubarwianie" rzeczywistości?
Powiem wam jeszcze, że to moje drugie podejście do tej powieści- ostatnim razem nie mogłam wyłapać tej głębi, która ukazuje nam autor, może to był po prostu zły czas na nią? Teraz, jednak gdy jestem po lekturze, powiem wam tylko tyle i aż tyle- przeczytajcie tę książkę! Resztę zrozumiecie sami 💀💀💀.
Polecam!
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-05-08
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 191
Tytuł oryginału: Opowiadania z trupem w tle
Język oryginału: POLSKI
Dodał/a opinię:
izka91
Są ludzie, którym zabijanie sprawia przyjemność, są też mordercy, którzy w swoim schizofrenicznym świecie słyszą nakaz aby zabić, wykonać polecenie według...
W ,,Farmerze", podobnie jak poprzednio w ,,Daltoniście" oraz ,,Słudze", ukazana została postać bezwzględnego mordercy, którego patologiczny umysł planuje...
GRABARZJanek, czterdziestoletni, krępy mężczyzna średniego wzrostu, był grabarzem od szesnastego roku życia. Właściwie, to na imię miał Jan, ale nikt go tak nie nazywał, nawet ksiądz proboszcz. Był szefem na parafialnym cmentarzu, który zajmował ponad dziewięć hektarów, wielkością zatem dorównywał obszarowi sporego gospodarstwa rolnego. Kamienny parkan odgradzał leżącą na wzgórzu nekropolię, na zachodzie i północy od asfaltowej drogi, ze wschodniej strony intymność miejsca chronił las. Stare drzewa rzucały cień na obrośnięte mchem nagrobki. Sytuacja zupełnie inaczej wyglądała na południu, gdzie wzgórze miało łagodny spadek. Rósł tam czereśniowy sad. Łatwo można było zauważyć, że drzewa rosnące bliżej grobów były wyższe, bardziej rozgałęzione, dające więcej dorodnych owoców. Janek wiedział, że podziemne cieki wodne, płynąc z północy na południe, niosą ze sobą wymywany z grobów, organiczny pokarm, który zasilał sad. Drewniane trumny parcieją, ciała rozkładają się i w ten sposób działają jak kompost. Dobry uczynek po śmierci dla niektórych tu leżących, jedyny, jaki w swoim życiu zrobili. Maksyma „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” powinna wg grabarza brzmieć „Z prochu powstałeś, a w kompost się obrócisz”, ale wtedy nie byłaby medialna.
Więcej