Czasem sąsiedzka znajomość może zmienić życie w istny koszmar.
Wojtek Śmieszek wynajmuje mieszkanie w bloku z wielkiej płyty. Już od pierwszych dni doświadcza niepokojących zdarzeń dziejących się w nowym miejscu zamieszkania. Szybko dociera do niego, że przeprowadzka nie była dobrą decyzją.
Pewnego wieczoru w sąsiedztwie dochodzi do wstrząsającej tragedii. Umiera ponury sąsiad, z którym Wojtek rozmawiał jako ostatni. Żeby dowiedzieć się, co było przyczyną strasznego wypadku, musimy cofnąć się w przeszłość, w której ukryta jest odpowiedź. Ale czy na pewno tam ją odnajdziemy? Rozwiązanie zagadki może okazać się bardziej zaskakujące, niż byśmy przypuszczali. Nasz bohater wplątuje się w historię, która wywraca jego spokojne życie do góry nogami, a towarzyszące temu okoliczności sprawiają, że zostaje zmuszony do ukrywania przytłaczającego sekretu.
Osiedle od lat rządzi się własnymi prawami. Między murami rodzą się pierwsze przyjaźnie, zakazana miłość, mroczne tajemnice i kłamstwa.
Wydawnictwo: WasPos
Data wydania: 2025-08-29
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 284
Czasem jesteśmy zmuszeni, żeby zamieszkać w wielkim blokowisku. Ma to wiele zalet, ale i ogrom wad. Jednak jedno jest pewne, dla wielu z nas, nie jest to mieszkanie marzeń.
Główny bohater to Wojtek Śmieszek postanowił wynająć mieszkanie w szarym, tętniącym codziennością osiedlu z wielkiej płyty. Zwyczajny facet szukający stabilizacji i spokoju po życiowych zakrętach. To osobowość unikająca konfrontacji, stara się być niewidzialny, aby uniknąć oceny ze strony innych. Wydawałoby się, że blokowisko nadaje się do tego idealnie. Jednak nic bardziej mylnego, tu już od pierwszych dni doświadcza niepokojących zdarzeń. Zastanawia się, czy wariuje, czy ktoś robi żarty. Hałas zza ściany, dziwne spojrzenia sąsiadów i to uczucie, że jest obserwowany. Jednak nie wie, że to początek jego kłopotów.
Zaskakująco wciągający kryminał, który podbije serce miłośników detektywistycznych opowieści. Głowacki w sposób delikatny wprowadza nas w fabułę, na spokojnie buduje napięcie. Świetnie oddana atmosfera wielkiego blokowiska z płyty. Tu każdy myśli, że zna każdego, a tak naprawdę nie wie, co dzieje się za ścianą.
„Opowieść z osiedla” fikcyjna historia, która mogłaby zdarzyć się każdemu. To obraz odzwierciedlający realny współczesny świat, ale podany w łagodny sposób. Opowieść o zmaganiach z trudnościami, jakie czasem zgotuje nam los. Autor przypomina nam, że życie ma dla nas jeszcze wiele niespodzianek, niekoniecznie miłych.
Są książki, które zaczynają się niepozornie – od przeprowadzki, od nowego adresu, od kluczy do mieszkania w bloku z wielkiej płyty. Ale już po kilku stronach Opowieści z osiedla Łukasza Głowackiego wiemy, że to nie będzie zwyczajna historia o nowym początku. Bo w świecie Głowackiego każdy blok ma swoje duchy, a przeszłość lubi wracać – nie po to, by się z nami pogodzić, lecz by upomnieć się o prawdę.
Główny bohater, Wojtek Śmieszek, wynajmuje mieszkanie w jednym z takich miejsc – szarym, zwyczajnym, tętniącym codziennością osiedlu, które jednak już od pierwszych dni zaczyna wysyłać niepokojące sygnały. Hałas zza ściany, dziwne spojrzenia sąsiadów, uczucie, że ktoś obserwuje – Głowacki buduje napięcie subtelnie, ale skutecznie, krok po kroku, wciągając czytelnika w atmosferę coraz gęstszej niepewności.
Wojtek to postać, z którą łatwo się utożsamić – zwyczajny facet, szukający spokoju, stabilizacji, może też jakiegoś sensu po życiowych zakrętach. Jednak zamiast bezpieczeństwa znajduje labirynt tajemnic. Pewnego wieczoru w jego sąsiedztwie dochodzi do tragedii – umiera ponury, wycofany sąsiad, z którym Wojtek rozmawiał jako ostatni. Od tej chwili granica między rzeczywistością, a niepokojącymi przeczuciami zaczyna się rozmywać. Czy śmierć Ryśka to wypadek? Samobójstwo? A może coś znacznie mroczniejszego?
Autor prowadzi nas przez warstwy tej historii z niezwykłą precyzją. Cofamy się w przeszłość, poznajemy ludzi, którzy tworzą tkankę osiedla – sąsiadów, których codzienność miesza się z sekretem. To miejsce żyje własnym rytmem: między ścianami toczą się romanse, rodzą się zdrady, a dzieci dorastają szybciej, niż powinny. Tutaj każdy ma coś do ukrycia – i każdy jest czyimś cieniem.
Osiedle, jakie maluje Głowacki, jest bohaterem samym w sobie – dusznym, pełnym niedomówień, niby znajomym, a jednak złowrogim. W jego opisach czuć zarówno realizm, jak i coś na kształt metafizyki: beton jako pamięć, korytarz jako echo dawnych win, balkony jako nieme świadectwo zdarzeń, których nikt nie chce pamiętać.
W miarę jak Wojtek próbuje zrozumieć, co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy, coraz bardziej wikła się w historię, która wykracza poza zwykły kryminał. To opowieść o poczuciu winy, lęku i o tym, jak łatwo można zgubić siebie, gdy próbuje się odkryć prawdę o innych. Jego spokój rozpada się, a na jego miejscu pojawia się obsesja. Czytając, czujemy tę nieustanną presję – jakby ściany bloku zamykały się wokół bohatera, a czytelnik razem z nim stawał się więźniem tajemnicy.
Styl Łukasza Głowackiego jest niezwykle filmowy – precyzyjny, a przy tym pełen emocji. Dialogi brzmią naturalnie, opisy mają ciężar i rytm, a napięcie rośnie bez tanich sztuczek. To proza psychologiczna z elementami thrillera, ale jednocześnie bardzo ludzka. Bo nawet gdy dzieje się coś niepokojącego, w tle słychać zwykłe życie: rozmowy pod balkonem, trzask windy, dziecięcy śmiech.
Opowieść z osiedla to historia o tym, że zło nie przychodzi z zewnątrz – ono rośnie w nas, karmione strachem, milczeniem i wstydem. To również gorzka refleksja o wspólnotach, które tylko z nazwy są wspólnotami – o ludziach żyjących drzwi w drzwi, a jednak odgrodzonych emocjonalnie murem obojętności. Ta książka wciąga nie tylko intrygą, ale i atmosferą. Czyta się ją z niepokojem, ale też z fascynacją, bo każdy kolejny rozdział odkrywa nie tylko nową warstwę fabuły, lecz także nową warstwę człowieczeństwa.
W finale Głowacki nie daje łatwych odpowiedzi. Wręcz przeciwnie – zostawia czytelnika z pytaniem, które zostaje długo po ostatniej stronie: czy naprawdę chcemy wiedzieć wszystko o tych, którzy mieszkają za ścianą?
Opowieść z osiedla to mroczna, emocjonalna i dobrze napisana powieść o cienkiej granicy między winą a przypadkiem, między ciekawością a obsesją. To lektura, która wciąga jak labirynt i przypomina, że w blokach z wielkiej płyty mieszkają nie tylko ludzie, ale i ich tajemnice.
Niemal każde miasto ma dzielnicę czy ulicę owianą złą sławą, do której strach jest zaglądać, a co dopiero mieszkać. Jeśli jesteście ciekawi co może dziać się w środku takiego osiedla od którego każdy woli trzymać się z daleka sięgnijcie po powieść Łukasz Głowackiego "Opowieść z osiedla".
Wojtek Śmieszek przeprowadza się do Słupska i wynajmuje mieszkanie w bloku. Już pierwszego dnia zaczynają dziać się w nim dziwne rzeczy. Szybko przekonuje się, że jego sąsiedztwo nie jest zbyt ciekawe. Wiecznie kłócąca się para, łysy handlarz narkotyków i zdziwaczały i nadużywający alkoholu Rysiek mieszkają w tej samej klatce co Wojtek. Wkrótce po przeprowadzce dochodzi do wypadku, w którym ginie Rysiek, a Wojtek odkrywa pewien sekret, który komplikuje jego dotychczasowe życie. Czy zatrzyma sekret w tajemnicy?
Łukasz Głowacki na głównego bohatera swojej książki wybrał zwykłego chłopaka przed trzydziestką, który przeprowadza się do miasta by być bliżej dziewczyny, którą jest zainteresowany. Bohater nie wyróżnia się niczym szczególnym i ciężko mi określić nawet czy go polubiłam czy nie. Niestety, ale nie zostanie on na dłużej w naszej pamięci po skończeniu książki.
"Opowieść z osiedla" to powieść trochę z pogranicza kryminału. Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych. Mamy przedstawione wydarzenia teraźniejsze oraz kilka rozdziałów, które cofają się o kilka lub kilkanaście lat wstecz. Dzięki temu mamy pełny obraz sytuacji, która miała wpływ na to co dzieję się wokół Wojtka. Początkowo trudno mi było przyzwyczaić się do stylu pisania autora. W moim odczuciu dialogi były czasem mało autentyczne, trochę wymuszone, a niektóre opisy zbyteczne. Na szczęście po pewnym czasie można się do tego stylu przyzwyczaić i czyta się trochę lepiej. Historia opisana przez autora miała na prawdę fajny potencjał, który jednak nie do końca został wykorzystany. Klimat małego osiedla gdzie każdy się zna, ale nikt się w niczyje życie nie wtrąca, nawet gdy za drzwiami mieszkania nie dzieje się za dobrze zapowiadał się bardzo obiecująco. Dodatkowo urozmaicenie tego dziwnymi zjawiskami dotykającymi głównego bohatera bardziej zaciekawiło i dodało książce tajemniczości. Jednak ta cała atmosfera później nagle pęka niczym mydlana bańka zostawiając nas trochę z poczuciem rozczarowania i niedokończonymi wątkami.
Łukasz Głowacki w powieści dużo miejsca poświęcił tematowi uzależnień od narkotyków i alkoholu. Pokazuje jak te używki mają destrukcyjny wpływ na organizm, zdolność kontrolowania emocji, racjonalną ocenę sytuacji oraz relacje rodzinne. Autor poruszył również temat małych, zamkniętych społeczności, pokazując jak jej nowy członek może spotkać się z niechęcią, wrogością, a nawet prześladowaniem.
"Opowieść z osiedla" to powieść, która miała ciekawy potencjał. Niestety niedokończone wątki, sztuczne dialogi i zbędne opisy sprawiły, że nie wszystko zagrało tak jak powinno. Książka nie jest zła, ale mnie nie zachwyciła. Myślę, że każdy powinien jednak sam osobiście wyrobić sobie o niej zdanie.
*współpraca reklamowa*
Jak tam wasze relacje sąsiedzkie? U mnie bez szału, ale wiadomo w małych miejscowościach to całkiem co innego niż w mieście. Ta książka zabiera nas na jedno z osiedli, gdzie dzieje się coś dziwnego, gdzie sąsiedzi są podejrzani, a nowy lokator czuje się bardzo zagubiony. Kryminał z elementami thrillera, dobry ale jak dla mnie jakiś taki niewyraźny.
Wojtek wynajmuje mieszkanie, a już w pierwszych dniach doświadcza niepokojących zdarzeń. Zastanawia się czy wariuje, czy sobie ktoś z niego robi żarty, czy w grę wchodzi jeszcze coś innego, wie natomiast że decyzja o przeprowadzce nie do końca była dobrą decyzją. Niedługo później w sąsiedztwie dochodzi do tragedii, umiera jeden z sąsiadów z którym Wojtek rozmawiał jako ostatni, mężczyzna widzi w tym wszystkim coś podejrzanego, jednak sam nie jest w stanie niczego zrobić. Fabuła tymczasem cofa się w przeszłość, tak żeby czytelnik mógł sam rozwiązać zagadkę.
To było moje drugie spotkanie z twórczością autora, wrażenie mam podobne jak w przypadku pierwszej czytanej książki z jego dorobku. Powieść zaczęła się naprawdę ciekawie, miałam dobre przeczucia, które jednak jak szybko się pojawiły, tak szybko się ulotniły. Wraz z Wojtkiem przeżywamy dziwne zdarzenia w jego domu, jako że jestem po lekturze w której dominowały duchy, to miałam różne skojarzenia, nawet brałam pod uwagę wątek paranormalny, choć zdecydowanie na plan wychodziły sąsiedzkie sprawy czy żarty. Jako czytelnik zdecydowanie więcej jesteśmy w stanie dostrzec, przez co zachowanie głównego bohatera z czasem stało się irytujące, bo ileż razy można sobie wmawiać, że coś mu się pomyliło. Z czasem fabuła robiła się coraz bardziej zawiła, byłą pełna nieścisłości i domysłów. Pojawiły się rozdziały, które cofały nas do przeszłości, skupiając się na mieszkańcach osiedla, przez co zagadka krok po kroku się klaruje.
Lektura była dla mnie monotonna, początkowa ekscytacja i dobre wrażenie opadły, a ja szczerze mówiąc zaczęłam się męczyć z tą historią. Przeskoki w czasie nie należą do moich ulubionych zabiegów, tutaj to one zdecydowanie najbardziej wpływały na zrozumienie tego wszystkiego co się zadziało, jednak wydawało mi się, że to wszytko było takie jakieś proste, nawet pomimo tych pojawiających się zawiłości, rozwiązanie wcale nie było takie trudne do odgadnięcia, a autor też kolejno wykłada wszytko czarno na białym, ja jestem z tych co lubią myśleć i analizować, a tutaj niekoniecznie jest nad czym się zastanawiać, trochę jednak żałuję, że nie było tych wątków paranormalnych, według mnie byłoby ciekawiej i trochę bardziej intensywniej.
Książkę określam jako dobrą, napisana w poprawnie, z wieloma wątkami, z jakąś zagadką, z trudnymi i kontrowersyjnymi tematami, ale niestety dla mnie była ona za spokojna, zbyt stateczna, że tak powiem, bez polotu i bez efektu wow. Ja mam mieszane uczucia, ale myślę że historia może się podobać, ja mimo wszytko zachęcam do lektury, może akurat komuś spodoba się bardziej.
Główny bohater Wojtek, który rozpoczyna nowy etap w życiu i wyprowadza się od rodziców, wynajmuje mieszkanie na jednym osiedlu w Słupsku. Poznaje tam alkoholika Ryśka, handlarza narkotyków, parę, która ciągle się kłóci i grupę młodzieży tzw. osiedlowych łobuzów. Osiedle zaczyna pokazywać swoje złe strony. Hałas zza ściany, dziwne spojrzenia sąsiadów, ciągłe uczucie obserwowania. Wyprowadzając się z domu miał plany by pięknie żyć. Przeprowadzka miała go zbliżyć do kobiety. Nowe życie staje się jednak pełne błędów i zdarzeń, których nie chciałby przeżyć. Pewnego wieczoru w wypadku ginie Rysiek. Wojtek rozmawiał z nim jako ostatni. W miarę jak próbuje odkryć co naprawdę się stało, bardziej angażuje się w tę historię. Spokój jego znika, a pojawia się obsesja.
To powieść psychologiczna z elementami thrillera opowiadająca o poczuciu winy i lęku.
Akcja dzieje się w dwóch płaszczyznach czasowych. Rozdziały, które przenoszą nas do przeszłości, pomagają w wyjaśnieniu wielu spraw.
W książce poruszone zostały tematy samobójstwa, alkoholizmu, narkomanii, morderstwa i pieniędzy. Autor porusza w książce tematy uzależnienia od narkotyków oraz alkoholu i pokazuje jak używki mogą zniszczyć życie. Przedstawia czytelnikowi jak zły wpływ mają one na organizm, kontrolowanie emocji i relacje rodzinne. Szczególnie dobrze jest pokazany problem uzależnienia od narkotyków. Dowiadujemy się, że może dotyczyć każdej warstwy społecznej i uświadamiamy sobie, że to zło może przyciągać nawet idealnych ludzi. Wojtek jest świadkiem upadku wielu ludzi, którzy podjęli złe decyzje. Bohaterowie, szczególnie ci z marginesu społecznego, zostali realistycznie przedstawieni. Doskonale oddany jest klimat blokowiska. Świat, w którym każdy zna każdego, ale nikt tak naprawdę nie wie co dzieje się za ścianą.
Książka pokazuje, że nawet w najzwyklejszym miejscu mogą kryć się tajemnice. To opowieść o tym, że zło rodzi się w nas podsycane strachem, milczeniem i wstydem. Historia o ludziach żyjących obok siebie, a tak naprawdę odgrodzonych murem obojętności.
Siedemnastoletni Krystian Dąbrowski był zwyczajnym nastolatkiem, dopóki mroczna tajemnica całkowicie nie odmieniła jego życia. Kiedy ojciec zauważa, że...
Przeczytane:2025-11-17, Przeczytałam, 2025, 26 książek 2025, 52 książki 2025, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2025,
Wojtek Śmieszek wynajmuje mieszkanie w bloku z wielkiej płyty. Już od pierwszych dni doświadcza niepokojących zdarzeń dziejących się w nowym miejscu zamieszkania. Szybko dociera do niego, że przeprowadzka nie była dobrą decyzją.
Gdy wyprowadzamy się z rodzinnego domu, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Odejść, zacząć nowe życie w nowym miejscu. Nowe miejsca są znane z tego, że nie wiemy czego się możemy spodziewać. Czy coś nas nie zbudzi w nocy, może ktoś będzie pukał rano w drzwi. Nic totalnie nie wiemy, a co dopiero o sąsiadach. I taki oto sposób Wojtek także się przekonuje co to znaczy wyprowadizć się "na swoje".
Początkowe dni były bardzo stersujące dla naszego bohatera, ale były też miłe chwile. Poznał kilku sąsiadów, choć niekoniecznie chce z nimi pozostać w kontakcie. Oczywiście jak to na osiedlach, Wojtek spotyka grupę młodych chłopaków, którzy się z niego naśmiewają i pewnego razu przebijają oponę z samochodu. Dodatkowo znajduje kopertę z kluczem przed swoimi drzwiami i od tego momentu dużo rzeczy się dzieje w jego życiu.
O czym jest ta książka? O wyprowadzce chłopaka i jego perypetiach w nowym miejscu. Poznania innych ludzi, ich spojrzenia na świat, preferencji i zdania. A także znalezienia przyjaciela w postaci psa. Nie chcę za dużo mówić, bo książkę czyta się szybko i dużo się dzieje, więc musiałabym zdradzić nieco fabuły a nie każdy to lubi.
Odsyłam Was do zapoznania się z jej treścią.