Nie każdy, kto znika w mroku, jest ofiarą.
Jan Stelmach budzi się na pustej drodze wśród beskidzkich lasów. Jest zakrwawiony. Jego żona i córeczka zniknęły bez śladu, a on nie ma pojęcia, co się stało.
W ciągu kilku godzin staje się głównym podejrzanym nie tylko o uprowadzenie najbliższych, ale również o brutalne zabójstwo obcego mężczyzny.
Podwójne śledztwo prowadzi coraz głębiej w krainę Oszastu - najbardziej odludnego obszaru Beskidu Żywieckiego. Tu urywają się wszystkie szlaki. Mówi się o tajemniczych zaginięciach, a według legend beskidzkie ścieżki spływają krwią.
Ktoś ukrywa się w sercu nieprzeniknionego, dzikiego rezerwatu... Ten las od lat strzeże pradawnych zwyczajów i historii, o których ludzie nie chcą pamiętać.
Grzegorz Mirosław - pisarz, miłośnik gór. Każdą wolną chwilę spędza przemierzając beskidzkie szlaki i zgłębiając tradycję i folklor Żywiecczyzny. Autor dwóch powieści kryminalnych: Diablak (2024) i Eutymia (2024). Prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-03-25
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 352
Zaczęło się dość klasycznie: mężczyzna budzi się na poboczu drogi otoczonej gęstym lasem. Jest zakrwawiony i... ma lukę w pamięci. Do tego nigdzie nie ma jego żony i dziecka. I samochodu. Panikuje...
Co się stało? Co on tu robi? Gdzie jest jego rodzina? Co się stało z samochodem?
W jego głowie pojawia się coraz więcej pytań.
A potem wszystko pochłania tytułowy Oszast... miejsce pełne tajemnic sprzed wielu lat...
Kiedy pojawiły się retrospekcje sięgające XIX wieku, poczułam prawdziwy dreszcz. Wielki głód, ludzkie instynkty sprowadzone do najprostszej, najbardziej brutalnej formy...
Powiem Wam, że to było bardzo dobre. Im dalej brnęłam w tę historię, tym więcej niewiadomych się pojawiało. I wciąż tu coś nie grało. Tempo początkowo było spokojne, żeby za chwilę lecieć na łeb na szyję. Druga połowa to był dla mnie czytelniczy sprint. Napięcie wciąż rosło, kolejne elementy układanki wskakiwały na swoje miejsce, a ja nie byłam w stanie odłożyć książki. I znów myślałam sobie ,,jeszcze tylko jeden rozdział", aż tu nagle zastała mnie ostatnia strona i 2. w nocy.
Największe wrażenie zrobił na mnie sam Oszast, który był nie tylko punktem na mapie, ale pełnoprawnym bohaterem tej powieści. Las żył, był nieprzenikniony, momentami wręcz wrogi i tworzył duszny klimat. Czytając, miałam wrażenie, że każde wejście głębiej między drzewa to przekraczanie granicy, zza której niekoniecznie da się wrócić jako ta sama osoba.
W pamięć zapadły mi też fragmenty, w których śledztwo zaczynało zahaczać o lokalne legendy i dawne, niewygodne historie regionu, które były podszyte czymś pierwotnym. Ostrzegam tylko, że są tu momenty, które mogą wywoływać dyskomfort i obrzydzenie.
Główny bohater był dla mnie zagadką. Autor bardzo sprytnie podsuwał drobne sygnały, które kazały mi się zastanawiać: a jeśli on naprawdę coś ukrywa? Uwielbiam takie prowadzenie narracji, kiedy nie mogę w pełni zaufać głównemu bohaterowi. Za to para śledczych wzbudzała u mnie sympatię, choć nie od samego początku. Szczególnie polubiłam Ankę Kocoń, której kibicowałam, nawet jeśli podejmowała decyzje balansujące ,,na granicy".
Podobało mi się też, jak autor połączył dwa śledztwa - zaginięcie rodziny i brutalne zabójstwo nieznanego mężczyzny. Początkowo wydawały się one oddzielne, wręcz przypadkowe, ale z każdą kolejną stroną zaczynały się splatać w sposób, który bardzo konsekwentnie budował napięcie.
To było moje drugie spotkanie z twórczością autora i zdecydowanie bardziej intensywne niż pierwsze. Lubię, kiedy kryminał daje mi coś więcej niż zagadkę i pozostawia pewien niepokój. Tutaj tak właśnie było. No, może nie do końca było idealnie, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Klimat wynagradzał wszystkie niedociągnięcia.
Ode mnie leci polecajka.
Jakiś miesiąc temu bookstagram zalany był nietypowymi unboxingami tej powieści. Z otrzymanych paczek wysypywała się złowrogo ciemna ziemia, zawierająca mech i szyszki. Marketing pierwsza klasa, bo chyba nie było nikogo, kto by nie zainteresował się treścią książki. I słusznie, bo już od pierwszych stron czytelnik wyrzucony jest w sam środek tajemnicy.
Jan Stelmach budzi się cały we krwi, gdzieś na pustej drodze w Beskidach. Nie wie, jak się tam znalazł, nie wie gdzie jest jego żona i malutka córeczka, z którymi jechał na urlop. Odnaleziony na drodze przez miejscowego leśniczego i jednocześnie swojego kuzyna, którego miał przy okazji odwiedzić, nie jest w stanie przypomnieć sobie, co właściwie się stało. Za to policja nie ma wątpliwości. Mężczyzna nie ma alibi, ale „wygodnie” ma lukę w pamięci. Do tego znika jego rodzina, a niedaleko znalezione zostaje ciało obcego mężczyzny. Dla śledczych to sprawa rozwiązana, mimo że mężczyzna naprawdę nie wie, co się wydarzyło. Sam wciąż zadaje sobie pytanie czy jest ofiarą, czy wyparł z pamięci własne czyny.
Fabuła książki przebiega dwutorowo. Z jednej strony obserwujemy śledztwo prowadzone przez policję, z drugiej działania Jana, próbującego złożyć w całość fragmenty wspomnień. Autor doskonale wybrał miejsce akcji, bowiem Oszast to odludny fragment Beskidu Żywieckiego, który jest tu nie tylko tłem, lecz pełnoprawnym bohaterem powieści. Opisy lasu, oddziałują na zmysły. Czuć jaka to surowa i nieprzyjazna okolica. Tu zanika sygnał, szlaki się urywają, a cisza działa na nerwy. W takim miejscu każdy, nawet osoba znająca teren, szybko przestaje czuć się pewnie. A do tego dochodzą lokalne legendy, opowieści o zaginięciach i pradawnych zwyczajach.
Autor powoli buduje atmosferę, w której nie wiadomo, co jest realne, a co już zakrawa na rzeczy obce „szkiełku i oku”.
Świetny thriller, wymykający się wszelkim konwencjom. Poznajcie koniecznie
Zdezorientowany mężczyzna odzyskuje świadomość na górskiej drodze. Jest sam, nie może odnaleźć swojej żony i córeczki. Za sprawą kuzyna szybko uzyskał pomoc. Wezwano na miejsce służby i szybko wszczęto poszukiwania.
Szybko pojawiają się nowe wątki. W porzuconym samochodzie mężczyzny zostają odnalezione zwłoki, a sam Jan Stelmach – bo tak się nazywa, awansuje w hierarchii z poszkodowanego na podejrzanego o uprowadzenie rodziny i zabójstwo mężczyzny z bagażnika.
Anka, miejscowa policjantka, znająca okolicę i mieszkańców szybko zostaje zaangażowana w śledztwo. Jest zmuszona współpracować z komisarzem Weberem, który od samego początku traktuję młodą adeptkę sztuki policyjnej z góry. Szybko jednak daje się poznać jako zaangażowana i mająca policyjnego nosa kandydatka na dobrego śledczego.
Śledztwo nabiera tempa i tylko kwestia czasu jest rozwiązanie zagadki morderstwa i zaginięcia. Pytanie tylko czy tytułowy oszast pozwoli na ujawnienie tajemnic, które skrywa?
„Oszast” to trzecia powieść autora, którą miałem przyjemność czytać. Tym razem mamy do czynienia z dużo mroczniejszą historią, w której górski las staje się głównym bohaterem. Tu właśnie oszast gra pierwsze skrzypce, nadając historii niepowtarzalny klimat i napięcie, którego nie dałoby się osiągnąć w żadnym innym otoczeniu.
Sama intryga kryminalna jest solidna, choć momentami można odnieść wrażenie, że jest gdzieś na drugim planie. Nie jest to wada, raczej świadomy zabieg autora, któremu zależy na doświadczeniu czytelnika bardziej niż na samej łamigłówce.
Książka ta to idealna pozycja dla miłośników górskich wędrówek i surowych pejzaży. Klimat, tajemnica, tempo i nietuzinkowi bohaterowie. Wszystko tu znajdziecie i jest to idealny przepis na świetną książkę.
Polecam serdecznie.
(...) Oszast, to pełna tajemnic i mroku kraina w Beskidzie Żywieckim. Podczas śledztwa dotyczącego zabójstwa oraz poszukiwań zaginionej kobiety z dzieckiem, otwierają się piekielne wrota jakie to miejsce skrywa od wielu lat. Aspirant Anka, przydzielona do zespołu, na czele którego staje komisarz Weber, musi zmierzyć się również z demonami przeszłości, które budzą się pod wpływem aktualnych wydarzeń...
"Oszast" to lektura obowiązkowa dla fanów gatunku. Zawiera wszystko to, co powinno charakteryzować dobry, mocny kryminał. Poczynając od budowanego stopniowo napięcia, poprzez idealnie dobraną scenerię, charakterne postacie, aż po elementy zaskoczenia, które wbijają czytelnika w fotel. Głębokie ukłony dla autora za tak umiejętnie wykreowaną opowieść, od której nie sposób się oderwać. Tak zachłannie to chyba jeszcze nigdy nie czytałam żadnej książki. Niemalże brakowało mi tchu, tak bardzo nie mogłam doczekać się finału, jednocześnie wyczuwałam, że koniec czytania przyniesie mi pustkę. I tak też się stało. Bo to jedna z tych książek, po odłożeniu których jest nam czegoś brak. Jakby skończyło się to, w czym braliśmy czynny udział i nagle musimy wrócić do rzeczywistości.
Nie widzę w tej książce żadnych minusów. No może po za tym, że się skończyła. Polecam gorąco !! Ogrom emocji i nerwy napięte do granic możliwości gwarantowane.
Tytuł książki „Oszast” niewielu osobom zapewne mówi cokolwiek, natomiast Beskid Żywiecki kojarzy niemal każdy. To właśnie tam, wśród gęstych górskich lasów i z dala od uczęszczanych szlaków, znajduje się Oszast – dziki rezerwat przyrody, który staje się scenerią wydarzeń powieści Grzegorza Mirosława.
W tej surowej przestrzeni rozpoczyna się dramat Jana Stelmacha, który odzyskuje przytomność leżąc na pustej drodze, nie pamiętając niczego z ostatnich godzin. Wie tylko, że miał wypadek, a wcześniej jechał z żoną i małą córeczką, a teraz nie ma po nich śladu. Nie rozumie, jak znalazł się daleko od miejsca wypadku i co się właściwie stało. Sytuacja od razu nabiera niepokojącego wymiaru, a milczenie lasu zdaje się tylko pogłębiać poczucie zagrożenia.
W sprawę zostaje wciągnięty miejscowy leśnik Szczepan Banach, kuzyn Stelmacha, który odnajduje go gdy wraca samochodem do domu, jadąc górską ścieżką. Widząc jego stan i słysząc urywane, chaotyczne słowa, wzywa policję z komisariatu w Rajczy. Na miejscu pojawia się aspirant sztabowy Anna Kocoń, a po wstępnych ustaleniach i odkryciu zawartości bagażnika dołączają do niej posterunkowi Nowacki i Florek. Wraz z rozwojem sytuacji sprawa przestaje mieć lokalny charakter, dlatego do śledztwa zostaje włączony komisarz Jarosław Weber z Żywca, a całość nadzoruje prokurator Paulina Wyderny.
Książka wywołuje przysłowiowe ciarki na plecach już w momencie, gdy patrzymy na jej okładkę. Na pierwszy rzut oka widać jedynie pnie drzew, ich zarysy, ale gdy przyjrzymy się dokładniej, wówczas pomiędzy nimi dostrzegamy ukrytą w cieniu twarz, która wywołuje nieprzyjemny dreszcz. Ten sam rodzaj niepokoju towarzyszy od pierwszych stron. Fabuła wciąga tak silnie, że momentami trudno złapać oddech, a kolejne wydarzenia narastają jak ciemność nad gęstym lasem.
Oszast skrywa swoje tajemnice, ale równie ważne są ludzkie historie, które niosą w sobie jeszcze większy ciężar. Każda z postaci ma przeszłość, od której trudno im się odciąć. Sekrety, demony przeszłości, wciąż odzywają się w umysłach bohaterów. Stopniowo zaczynają wychodzić na światło dzienne, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Nie eksplodują nagle, raczej wypływają powoli, jakby ciemność i groza górskiej, beskidzkiej kniei wydobywała na powierzchnię umysłu pamięć traumatycznych przeżyć.
Na pierwszy plan wysuwa się śledztwo, jednak równie istotne stają się relacje między aspirant Anną Kocoń a komisarzem Weberem. Od początku towarzyszy im napięcie – Weber traktuje ją z wyraźną rezerwą i pobłażliwością, jakby jej obecność była jedynie formalnością, a nie realnym wsparciem. Jego chłodny stosunek i dystans budują między nimi wyczuwalną barierę, która z każdym kolejnym spotkaniem tylko się umacnia. Kocoń jednak nie daje się zepchnąć na margines. Z determinacją i spokojną konsekwencją broni swojej pozycji, nie pozwalając, by ktokolwiek odbierał jej sprawczość. W tej relacji narasta ciche napięcie, przypominające pojedynek charakterów rozgrywany bez słów.
„Oszast” to świetny thriller, po którym trudno wrócić do codzienności z poczuciem spokoju. Sięgając po tę powieść obawiałam się, że będzie to horror, ale okazało się, że to historia, która mogłaby wydarzyć się naprawdę. Uwiarygadnia to wątek sięgający XIX wieku, z czasów cholery i głodu, który rozpoczyna każdy rozdział, odsłaniając coraz więcej z tamtych wydarzeń. W tamten ponury czas, gdy „śmierć stała się codziennym gościem”, granica między dobrem a złem, człowieczeństwem, a wolą przetrwania stawała się wyjątkowo cienka. Ten motyw, początkowo pozornie odległy od współczesnego śledztwa, stopniowo zaczyna splatać się z główną historią, budując dodatkową warstwę napięcia i niepokoju, nadając historii dodatkowej głębi. Atmosfera jest budowana z niezwykłą precyzją, konsekwentnie, ze ściśle zaplanowanym scenariuszem.
Każdy krok w głąb fabuły przypomina wejście w las, w którym nic nie jest oczywiste, a cisza bywa bardziej niepokojąca niż jakikolwiek dźwięk. .Napięcie rośnie z rozdziału na rozdział, a atmosfera tajemnicy staje się coraz bardziej gęsta. Autor rewelacyjnie stworzył klimat miejsca bardzo sugestywnie z poczuciem grozy, czyhającego niebezpieczeństwa i czegoś niewiadomego, kryjącego się za każdym cieniem drzewa. Można odnieść wrażenie, jakbyśmy sami błądzili po lesie, nasłuchując tego, co kryje się w mroku, jakby wszystko wokół nas wirowało i niepokojąco pulsowało swoim życiem.
Finał nie przynosi spokoju ani ulgi, bo gdy wydaje się, że wszystko jest już wyjaśnione, autor dorzuca na koniec epizod, który na nowo budzi obawy i rozsadza pozorne domknięcie. Pozostaje więc wrażenie, że wciąż coś drga pod powierzchnią, że jeszcze nie wszystko zostało odkryte. To wskazuje, że pan Grzegorz Mirosław nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w tej historii - jakby Oszast wciąż nie odsłonił wszystkich swoich mrocznych tajemnic.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem Znak JednymSłowem
Lubicie klimatyczne historie z lasem w tle?
Ja uwielbiam! Ta tajemniczość, bezkres oraz dzikość krajobrazu spowodowały, że zawędrowałam w niebezpieczne tereny rezerwatu "Oszast". Ciągnące się hektarami lasy stworzyły klimat idealnie pasujący do tej tajemniczej powieści.
Historia opisana przez Grzegorza Mirosława brzmiała niczym niekończący się horror, taki, który nigdy nie kończy się dobrze, grzebiąc wszelkie nadzieje...
Przyznam, że ta książka "kupiła" mnie już na samym początku, więc jak widać, czytało mi się ją bardzo dobrze. Wędrując wraz z bohaterami przez mroczne szlaki "Oszastu" z minuty na minutę czułam rosnący niepokój oraz strach przed tym, co mogło tam się kryć. Uczucie to potęgowały wspomnienia bohaterki, które wywoływały "ciarki na plecach".
Ciekawym pomysłem było włączenie do fabuły wątku "głodu w Galicji", który dodał historii autentyczności oraz klimatu grozy. Fakt, że takie wydarzenia mogły mieć miejsce, napawał mnie niepokojem – myśl o tym, że ktoś pozbywa się swojego człowieczeństwa w taki sposób – nawet w celu uratowania rodziny jest przerażająca.
Bardzo przypadła mi do gustu para śledczych Anna Kocoń i Jarosław Weber – ona- policjantka z szóstym zmysłem i on- śledczy, zdeterminowany, by poznać prawdę, nawet kosztem własnego życia...
Występujący w książce wątek amnezji ciekawił mnie niemal od zawsze. Oparcie fabuły na tej przypadłości jest naprawdę ciekawe, ponieważ wtedy odkrywamy tajemnice bohaterów wraz z nimi, zaczynając od tak zwanej "czystej karty", bo żadne z nas nie wie do końca, co się wydarzyło.
Nie sposób jest dokładnie określić dynamiki akcji, ponieważ toczyła się ona różnym tempem w zależności od sytuacji. Natomiast zakończenie rodem z najlepszego slashera sprawiło, że jej koniec był naprawdę wybuchowy.
Muszę przyznać, że "Oszast" naprawdę mi się spodobał i na pewno wrócę do książek tego autora, ponieważ była to świetna i bardzo mroczna przygoda 🔥. Polecam!
„Każdy krok był walką, a każdy oddech – próbą opanowania lęku”
Na beskidzkiej drodze, pośrodku lasu stoi zakrwawiony mężczyzna. Leśnik, który tamtędy przejeżdżał rozpoznaje w nim swojego kuzyna. Jan Stelmach miał do niego przyjechać z rodziną. Mężczyzna kojarzy tylko, że miał wypadek, ale nie wie gdzie jest jego żona i dziecko. Policja odkrywa we wraku pojazdu martwego człowieka. Co takiego wydarzyło się na drodze i czy Stelmach mówi prawdę?
„Oszast” pulsuje dziką przyrodą, starymi legendami i mrocznymi tajemnicami. Góry są nie tylko tłem, ale i bohaterem tej powieści. W leśnych ostępach rezerwatu dzieje się coś dziwnego. Nikt tam nie zapuszcza się z własnej woli, Ci, którzy nie posłuchali starych podań zaginęli.
Duszny klimat tej powieści chwyta kolczastymi mackami czytelnika od pierwszych stron. Napięcie buduje się szybko i oblepia swym ciężarem. Coś niepokojącego, sekretnego, niebezpiecznego czai się w mrokach lasu i umyśle bohaterów. Każda strona niesie pytanie, nasuwa podejrzenie, intryguje i podnosi włoski na karku. Prawdziwe oblicze zbrodni ukryte jest głęboko w ludzkiej pamięci, zabezpieczone przed odkryciem latami przemilczeń.
Bohaterowie tej powieści są niejednoznaczni. Nawet gdy wzbudzają naszą sympatię czujemy, że coś ukrywają. Nie jesteśmy pewni ich zachowania ani przeszłości. Bacznie się im przyglądamy i dogłębnie ich analizujemy.
Śledztwo przebiega dwutorowo, prowadzone przez policję oraz leśnika. Tylko czytelnik ma wgląd do obu. Liczne jego zaułki przyprawiają o gwałtowne skoki adrenaliny. Niektóre momenty mrożą krew w żyłach, inne palą żywym ogniem a są też takie, które doprowadzają do mdłości z obrzydzenia.
Całkowicie przepadałam w tej powieści. Szybko wciągnęła mnie ona w nurt wydarzeń, oblepiła strachem, nakarmiła ciekawością, zafascynowała Oszastem. Powiem jedno: POPROSZĘ O WIĘCEJ.
Jan Stelmach budzi się na pustej drodze wśród beskidzkich lasów. Jest zakrwawiony. Jego żona i córeczka przepadły bez śladu, a on nie ma pojęcia, co się stało. W ciągu kilku godzin staje się głównym podejrzanym nie tylko o uprowadzenie najbliższych, ale również o brutalne zabójstwo obcego mężczyzny.
Na początkowej fazie książki akcja się rozkręca. Czyta się bardzo przyjemnie. Autor podaje nam na początku rodziału jaki to dzień, miejsce i godzina - ułatwia to w odnalezieniu się gdzie jesteśmy w wydarzeniach.
Akcja rozkręca się bardzo dobrze, intrygująco i zachęca czytelnika do dalszego nieprzerwanego czytania. Mamy trochę takiego gburowatego komisarza Werbera z którym Anka musi współpracować, by odkryć co się dzieje i rozwikłać zagadki. Ale nadaje on książce i historii takiej prawdziwości. No ale tego co Szczepan odkrył mnie zdziwiło! To było niespodziewane i zaskakujące!
Takich zwrotów akcji, nowych informacji to się nie spodziewacie! Ja byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tym, gdy czytałam. Tego mi chyba brakowało - tej zmienności, a nie przewidywalności, tego czekania co będzie dalej. Czy to co mam w głowie się wydarzy czy raczej muszę obrać nowy kierunek. Ten kierunek przy końcu się już bardzo ustabilizował, ale ciągle pozostawała jedna kwestia do wyjaśnienia.
Obecnie jestem zachwycona książką i historią w niej zawartą. Ciekawi mnie czy ten temat zostanie pociągnięty na kolejną książkę czy pozostanie tylko jedna. Wnioskując po epilogu, można by było dalej to pociągnąć, ale co Autor z tym zrobi? Pozostaje nam poczekać cierpliwie.
Jeśli poszukujecie historii, która Was dogłębnie zaintryguje, zostawi odciski w głowie, pozwoli pomyśleć o rzeczach, które skrywa natura w niedostępnych i opuszczonych terenach - to ta książka jest dla Was! Nie ma co się wachać. Trzeba wziąć tą pozycję do ręki i się z nią zapoznać.
"Oszast" to książka, która od samego początku wprowadza czytelnika w niesamowity klimat, zmuszając do podążania za przedstawioną historią w głąb gęstego lasu położonego na terytorium Beskidu Żywieckiego. Jak każde tego typu miejsce, Oszast jest owiany legendami, ale to, co skrywa naprawdę, jest dużo gorsze…
Pewnego dnia Szczepan - miejscowy leśniczy, omal nie potrącił idącego środkiem drogi mężczyzny. Był oszołomiony, dodatkowo ranny, co gorsza, po chwili okazało się, że gdzieś zniknęły jego żona i córka. Problem w tym, że nie było żadnych śladów, które świadczyłyby o tym, że jego bliscy w ogóle znajdowali się w samochodzie… Co tak naprawdę wydarzyło się tej nocy?
W książce pojawia się dość popularny case - młoda, ambitna policjantka, dobrze znająca lokalną społeczność, łatwiej trafiająca do ludzi, oraz komisarz w średnim wieku, doświadczony życiem, nałogowiec, a do tego pozornie nie dający się lubić, ale mający dobre serce, które jednak skrzętnie skrywa pod grubą skorupą pozorów. Nie można tutaj mówić o oryginalności, ale z drugiej strony w ogóle mi to nie przeszkadzało.
Książka podzielona została na rozdziały, a te na części opisujące konkretny dzień, miejsce i godzinę, w której dzieje się akcja. Dzięki temu przenosimy się po osi czasu toczącej się fabuły i na bieżąco możemy śledzić rozwój wydarzeń. To zabieg, który bardzo lubię, zaspokaja moją ciekawość, jednocześnie wymuszając uwagę i zwiększając napięcie w oczekiwaniu na rozwój poszczególnych wątków. Być może w pewnych momentach wprowadza to trochę chaosu, ale w tym przypadku w pozytywny sposób.
Rozdziały poprzedza krótkie nawiązanie do historii z czasów Wielkiego głodu w Galicji, który miał miejsce na terenie dawnego zaboru austriackiego w XIX w. Dopiski są brutalne i przejmujące, poruszają wiele kwestii, łącznie z tymi dotyczącymi straty najbliższych, w tym dzieci. Te fragmenty niesamowicie wnikają w ciało i duszę, są obrazowe, ale językowo cudowne, chociaż pełne bólu, śmierci i strachu o każdą chwilę. Chwytają za serce, uplastyczniając przerażający obraz ówczesnej rzeczywistości. Stanowią wstęp, może w pewnym sensie również wyjaśnienie czynów sprawców, pojawiających się w książce. Czy faktycznie można je usprawiedliwić? Na to pytanie będziecie musieli odpowiedzieć sobie sami.
Mrok towarzyszący relacjom, pobudza wyobraźnię, powodując zniesmaczenie i odrazę nad czynami, ale przede wszystkim nad ich pobudkami. Coś, co miało być wyłącznie ostatecznością w walce z głodem, staje się największym pragnieniem, pożądaniem, które trudno zaspokoić. Bohaterowie tej historii posiadają swoją przeszłość, która kroczy razem z nimi, co krok o sobie przypominając. Wpływa tym samym na przebieg wydarzeń i podejmowane przez nich decyzje. Zdecydowanie w moich oczach, wraz z rozwojem fabuły zyskuje Weber, który wychodzi ze skorupy i pokazuje zupełnie inny obraz siebie.
Akcja pod koniec znacząco przyspiesza, chociaż tempo od początku jest spore. Kiedy tajemnice wychodzą na światło dzienne, a sprawcy są ujawnieni, okazuje się, że gdzieś tam w gęstym lesie dalej czai się coś, czego nikt się nie spodziewał. Coś, co zmusi bohaterów do walki o to, co jest najcenniejsze - o własne życie.
"Oszast" to książka, która zabierze was do miejsca owianego legendami, powtarzanymi z pokolenia na pokolenie. Tajemnicza, niepokojąca aura tego zakątka udzieli się również wam, a historia, którą odkryjecie, będzie znakomitym uzupełnieniem lektury. Ten tytuł polecam wszystkim miłośnikom kryminałów, których akcja rozgrywa się w mrocznych, odizolowanych od świata górskich sceneriach, a zwłaszcza w dzikich i nieprzystępnych rejonach Beskidu Żywieckiego.
Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Grzegorz Mirosław i po raz kolejny mnie zachwycił. Jego najnowsza powieść „Oszast” to wciągający thriller psychologiczny z elementami kryminału i powieści grozy, który trzyma w napięciu od pierwszych stron.
Fabuła opowiada o Janie Stelmachu, który budzi się zakrwawiony na pustej drodze wśród beskidzkich lasów. Jego żona i córeczka zniknęły bez śladu, a on sam staje się głównym podejrzanym nie tylko o ich porwanie, ale również o brutalne zabójstwo obcego mężczyzny. Akcja szybko przenosi się w głąb Oszastu – najbardziej odludnego rejonu Beskidu Żywieckiego, miejsca pełnego tajemnic, legendarnych zaginięć i pradawnych zwyczajów. Autor w mistrzowski sposób buduje atmosferę grozy, splatając zagadkę kryminalną z napięciem psychologicznym i lokalnym folklorem.
Bohaterowie są wielowymiarowi i pełni sprzeczności – szczególnie Jan Stelmach, którego poczucie winy, strach i determinacja napędzają akcję. Czytelnik nie tylko śledzi rozwój śledztwa, ale też emocjonalnie angażuje się w losy bohaterów, odczuwając strach, niepewność i napięcie, które narasta wraz z kolejnymi odkryciami.
Powieść „Oszast” to gatunek thriller/kryminał z elementami grozy i literatury psychologicznej. To książka dla tych, którzy lubią dynamiczną akcję, mroczne tajemnice i atmosferę pełną napięcia. Świetnie sprawdzi się dla miłośników powieści sensacyjnych i kryminalnych z lokalnym kolorytem i głębokim tłem psychologicznym.
„Oszast” wciąga bez reszty – to historia o tajemnicach, które kryje dzika przyroda, o ludzkich emocjach, których nie da się kontrolować, i o cienkiej granicy między winą a niewinnością. To tytuł, który polecam szczególnie fanom mrocznych thrillerów i powieści kryminalnych, którzy cenią sobie napięcie, zaskakujące zwroty akcji i realistycznie wykreowanych bohaterów.
"My, ludzie, mamy tendencje do komplikowania wszystkiego. Nie doceniamy tego, co mamy, a przecież to, co dla nas jest codziennością, dla innych bywa szczytem marzeń."
Thriller, w którym fabuła osadzona jest w samym sercu beskidzkich losów.
Czego chcieć więcej?
Autor stworzył duszną atmosferę thrillera, który wciąga od pierwszej strony i trzyma w napięciu do ostatniej. Do tego dynamiczna akcja, plot twisty i świetna kreacja bohaterów sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko.
Fabuła jest wciągająca i spójna a pióro autora lekkie i przyjemne.
Do tego zaskakujące zakończenie.
Jedno jest pewne, autor postawił poprzeczkę naprawdę wysoko, mam nadzieję, że kolejne jego historie będę na tym samym poziomie a może nawet i wyższe.
Gorąco polecam.
#współpracarecenzencka
Już sam opis intryguje, a prolog sprawia, że wiesz, że to prawdopodobnie będzie dobre. Ta historia wciąga jak moczary w Oszaście.
Jan Stelmach z żoną i córeczką wyjechał na urlop w słowackie góry. Po drodze mieli jeszcze skręcić do jego kuzyna, jednak tam nie dotarli. Mężczyzna budzi się zakrwawiony, nic nie pamięta i nie wie gdzie jest. Jest zafiksowany na znalezieniu rodziny, policja jednak odkrywa coś innego... W jego rozbitym samochodzie nie ma śladu po planowanej wycieczce ani jego dziewczynach, jest za to ciało. Pięć miesięcy wcześniej przy wyrębie lasu odkryto zbiorową mogiłę. Czy te sprawy są powiązane?
Zacznę od jedynego zarzutu jaki mam do tej książki. Schemat, który jest ciągle powielany w kryminałach odnośnie bohaterów. Młoda policjantka, śledczy z nałogiem i silna prokuratorka. Natomiast zdecydowanie są to postacie dobrze rozpisane. Tak jak i pozostali bohaterowie. Do tego rewelacyjne opisy mrocznego, pierwotnego lasu, oraz historii z czasów Wielkiego Głodu w Galicji, które aż wywoływały ciarki.
Czytając miałam duże skojarzenie z pewnym horrorem, które okazało się bardzo trafne. A to dodawało dodatkowego niepokoju.
Ta książka ma wszystko czego oczekuje się od tego gatunku. Jest zbrodnia, jest mrok, są wyraziści bohaterowie. Sam Oszast zasługuje na miano osobnego bohatera. Nie można się oderwać, czyta sie błyskawicznie. Napisana prosto, ale z dbałością o historię, folklor i utrzymanie atmosfery. Zdecydowanie najlepsza z gatunku od bardzo dawna.
Moja ocena to mocne 8/10?.
" [...] To kraina, w której natura nieustannie igra z wyobraźnią, zaciera granice pomiędzy synem a jawą. [...]"
Biorąc do ręki książkę Grzegorza Mirosława pod tytułem "Oszast" pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to jej creepy okładka. Jest tak straszna, że aż chce się zajrzeć do środka i zobaczyć, jaki potwór się tam ukrywa. Powiem wam tylko tyle, że ukrywa się tam coś przerażającego i zarazem przyciągającego. To coś musicie odkryć sami. Gwarantuję wam, że będzie przerażeni.
"Oszast", jak sam autor napisał, jest pierwszą częścią mrocznej serii thrillerów, osadzonej w Beskidzie Żywieckim. Od siebie dodam, że jest to bardzo emocjonująca historia. Nie da się jej odłożyć na półkę, nim nie pozna się zakończenia, a później pozostaje tęsknota i czekanie na kolejną mrożącą krew w żyłach opowieść.
Grzegorz Mirosław w wyjątkowy sposób przedstawił swoje postacie. Polubiłam aspirant sztabową Annę Kocoń, zwaną potocznie Anką. Mocno jej kibicowałam. W tej historii nie będzie miała lekko. Czy da radę odkryć prawdę na temat między innymi brutalnego morderstwa? Chętnie poznałaby lepiej ją i jej wszystkie demony, które skrywa przed światem.
Na uwagę zasługują również świetne dialogi. Niektóre z nich są bardzo zabawne, a inne wręcz przerażające.
Nigdy nie byłam w Beskidzie Żywieckim, ale dzięki autorowi oczyma wyobraźni tam się przeniosłam. A właściwiej chodziłam, a nawet biegałam po krainie Oszastu. Tam ukrywa się coś bardzo złowieszczego. Da się wyczuć złą aurę tam panującą.
Początek każdego rozdziału zaczyna się mroczną wstawką między innymi z pierwszej połowy dziewiętnastego wieku. Warto się im przyjrzeć z bliska. Świetna robota. Te teksty wywołały we mnie ciarki. Brawo.
Czy tak jak ja odważycie się poznać pierwszą z wielu historii, którą skrywa niemy, ale nie ślepy Oszast?
Moim zdaniem ten mroczny thriller zasługuje na ekranizację.
Przeczytać kilka stron i już wiedzieć.
Że to będzie to. Że człowiek daje się temu porwać bez pytania i... trochę bez odwrotu.
To ogromna przyjemność wejść w świat autora, którego wcześniej się nie znało - i od razu poczuć, że jesteś w dobrych rękach. Bez zbędnego przeciągania, bez literackiego zadęcia. Kilka zdań, kilka dobrze postawionych akcentów i już płyniesz. A największą sztuką jest nie tylko wciągnąć czytelnika, ale utrzymać ten poziom do samego końca - i tutaj naprawdę to wszystko się udało.
Ta historia ma smak. I to nie taki oczywisty. To wywar długo gotowany - z wyrazistych postaci, gęstej atmosfery i miejsca, które niemal wychodzi z książki i staje obok ciebie.
I właśnie - Beskid Żywiecki.
Nie tło. Nie dekoracja.
Pełnoprawny, trochę przerażający bohater.
Ujsoły, Glinka, te wszystkie ścieżki, które niby istnieją, ale jakby prowadziły donikąd... Drzewa jak powykręcane sylwetki, kikuty gałęzi jak pazury. Las, który patrzy. Las, który słucha. Las, który wie więcej niż powinien.
I człowiek, który w tym wszystkim jest tylko gościem - i to niekoniecznie mile widzianym.
Do tego ta góralska gwara, która co chwilę przebija przez tekst - i zamiast wybijać z rytmu, robi robotę. Buduje klimat, podkręca autentyczność i sprawia, że to wszystko jeszcze bardziej ,,wchodzi".
No i bohaterowie...
Anka - jedna z tych postaci, które po prostu się ,,czuje". Bez przesady, bez sztuczności. Spójna, prawdziwa, z przeszłością, która wraca - jak to zwykle bywa - wtedy, kiedy najmniej tego chcesz. Naprawdę szacun za kreację. Bo ja naprawdę rzadko kupuję bohaterki od razu. Zawsze coś mi zgrzyta. A tu? Nic. Null. Zero.
A Jarek... czyli Edmund...
No błagam. Najpierw masz ochotę go udusić. Serio. Typowy wypomadowany bubek. Dokładnie ten typ bohatera, którego się nie znosi, a potem... coś zaczyna pękać. I nagle orientujesz się, że gość wcale nie jest taki oczywisty. I że... no dobra, lubisz go. I nawet nie wiesz kiedy.
Ich relacja z Anką? Totalnie to kupuję. Chemia jest. I to taka, co nie wali po oczach, tylko działa gdzieś pod skórą.
W ,,Oszaście" bardzo ładnie, bardzo płynnie kryminał przenika się z horrorem. I to tak, że nie czujesz granicy między jednym a drugim. Napięcie rośnie powoli, ale konsekwentnie. I kiedy już myślisz, że masz wszystko poukładane...
...to przychodzi końcówka.
I zostawia cię z tym specyficznym dreszczem. Takim, jaki kiedyś odczuwałam po ostatniej - tej dodatkowej scenie ,,Z archiwum X", która pojawiała się po napisach...
To świetna, klimatyczna historia dla tych, którzy lubią, kiedy kryminał ma pazur, a mrok nie jest tylko dekoracją.
A jo?
Jo chcom wiyncyj! I pewnikiem pude do tego lasu, i to pryndko. Autorze... bo jo juz gotowo - powiedz ino, kie wracomy?
Jesień. Pieniny. Szczawnica poza sezonem. W górach ginie mężczyzna. Choć wygląda to na niefortunny wypadek nieostrożnego turysty z Hiszpanii, szybko okazuje...
Zuzanna Szczerbska, młoda miłośniczka turystyki górskiej i tegoroczna maturzystka, znika w tajemniczych okolicznościach podczas pobytu w Beskidzie Żywieckim...
Przeczytane:2026-09-03, Ocena: 5, Przeczytałam,
Góry potrafią zachwycać, ale również wzbudzać niepokój. Szczególnie wtedy, gdy człowiek schodzi z dobrze oznaczonego szlaku i zapuszcza się w miejsca rzadko odwiedzane przez turystów. Gęsty las, gwałtownie zmieniająca się pogoda, ograniczona widoczność oraz świadomość, że w pobliżu może nie być nikogo, kto usłyszy wołanie o pomoc, tworzą atmosferę idealną dla kryminału. Grzegorz Mirosław doskonale wykorzystuje ten potencjał w powieści „Oszast”, przenosząc czytelnika w jeden z najbardziej odludnych zakątków Beskidu Żywieckiego.
Już sam tytuł wzbudza ciekawość. Oszast jest istniejącym naprawdę rezerwatem przyrody położonym przy granicy ze Słowacją. To miejsce oddalone od popularnych tras i zatłoczonych miejscowości turystycznych, surowe, dzikie i niełatwo dostępne. W książce Grzegorza Mirosława staje się jednak czymś znacznie więcej niż punktem na mapie. Jest przestrzenią odciętą od bezpiecznego, uporządkowanego świata, świadkiem dawnych tragedii oraz strażnikiem wydarzeń, o których ludzie woleliby nie pamiętać.
Powieść łączy kryminał z thrillerem, elementami grozy, historią regionu oraz lokalnym folklorem. Autor nie ogranicza się do przedstawienia kolejnego policyjnego śledztwa. Tworzy opowieść, w której współczesna zbrodnia splata się z przeszłością, a racjonalne wyjaśnienia nieustannie zderzają się z miejscowymi legendami. Ta mieszanka nadaje książce własny, bardzo wyrazisty charakter.
Mocne otwarcie i człowiek bez pamięci
Jan Stelmach odzyskuje przytomność na pustej drodze pośród beskidzkich lasów. Jest zakrwawiony, zdezorientowany i nie potrafi przypomnieć sobie, co wydarzyło się wcześniej. W pobliżu znajduje się rozbity samochód, ale nie ma w nim jego żony ani małej córeczki. Kobieta i dziecko zniknęły bez śladu, choć Jan jest przekonany, że podróżowali razem. Nie wie, czy zostały uprowadzone, same oddaliły się z miejsca wypadku, czy może spotkało je coś znacznie gorszego.
Sytuacja od początku wygląda dramatycznie, ale bardzo szybko staje się jeszcze bardziej przerażająca. Zamiast uzyskać pomoc, Jan sam trafia w centrum podejrzeń. Brakuje dowodów potwierdzających jego wersję, natomiast kolejne odkrycia działają zdecydowanie na jego niekorzyść. W krótkim czasie przestaje być traktowany wyłącznie jak zrozpaczony mąż i ojciec. Staje się głównym podejrzanym nie tylko o zaginięcie swoich najbliższych, lecz również o brutalne zabójstwo obcego mężczyzny.
Grzegorz Mirosław rozpoczyna powieść bardzo mocno. Nie pozwala czytelnikowi spokojnie poznać bohaterów ani stopniowo wejść w przedstawiony świat. Od razu wrzuca go w sam środek koszmaru, w którym nic nie jest pewne, a pierwsze wrażenie może okazać się całkowicie mylące. Pytania pojawiają się niemal na każdej stronie. Co naprawdę wydarzyło się na leśnej drodze? Gdzie są żona i córka Jana? Kim jest zamordowany mężczyzna? Dlaczego główny bohater nie pamięta najważniejszych chwil? Czy rzeczywiście stał się przypadkową ofiarą, czy może jego amnezja skrywa prawdę, której sam nie chce poznać?
Niepewność związana z bohaterem jest jednym z najważniejszych elementów książki. Czytelnik obserwuje rozpacz człowieka poszukującego rodziny, ale jednocześnie otrzymuje wystarczająco dużo powodów, aby zachować wobec niego ostrożność. Luki w pamięci sprawiają, że nawet on nie może być całkowicie pewny własnej niewinności. Autor umiejętnie wykorzystuje ten motyw, podsuwając nowe tropy, drobne sprzeczności i informacje, które zmieniają sposób patrzenia na wcześniejsze wydarzenia. Jan budzi więc sprzeczne emocje. Trudno nie współczuć mężczyźnie, który nie wie, co stało się z jego żoną i dzieckiem, ale równie trudno bezwarunkowo uwierzyć we wszystko, co mówi. Jego strach wydaje się autentyczny, jednak pamięć pozostaje zawodna. To dobre rozwiązanie, ponieważ przez długi czas nie wiemy, czy traktować go jak ofiarę, podejrzanego, czy może jedno i drugie.
Śledztwo prowadzące w głąb Oszastu
Sprawa zaginięcia kobiety i dziecka oraz odnalezienia zwłok szybko uruchamia policyjne śledztwo. Jedną z najważniejszych postaci tej części historii jest Anna Kocoń, miejscowa policjantka dobrze znająca okolicę i jej mieszkańców. Nie została przedstawiona wyłącznie jako funkcjonariuszka wykonująca polecenia bardziej doświadczonych kolegów. Ma własną osobowość, silną intuicję i sposób myślenia, który pozwala jej dostrzec szczegóły umykające innym.
Anka jest konkretna, uparta i zdeterminowana. Potrafi słuchać, obserwować oraz wyciągać wnioski z pozornie nieistotnych informacji. Jednocześnie nie jest nieomylną śledczą zawsze znajdującą się o krok przed sprawcą. Popełnia błędy, podlega emocjom i musi radzić sobie ze służbowymi ograniczeniami. Dzięki temu pozostaje wiarygodna i ludzka. Jej zaangażowanie nie wynika jedynie z zawodowego obowiązku. Kobieta wyczuwa, że w tej sprawie kryje się coś znacznie bardziej skomplikowanego niż zwyczajne przestępstwo. Postać Anki dobrze równoważy perspektywę Jana. On działa pod wpływem rozpaczy, strachu i poczucia zagrożenia, natomiast ona próbuje uporządkować fakty. Nie oznacza to jednak, że zawsze zachowuje chłód i dystans. Im głębiej wchodzi w śledztwo, tym wyraźniej dostrzega, że prawda może być o wiele bardziej niepokojąca, niż początkowo sądziła. Nie wystarczy odnaleźć sprawcę i dopasować do niego zgromadzone dowody. Trzeba również zrozumieć przeszłość miejsca, w którym rozgrywają się wydarzenia, oraz ludzi od lat żyjących w cieniu jego tajemnic.
Śledztwo stopniowo prowadzi w stronę rezerwatu Oszast. To właśnie tam kończą się dobrze znane drogi, urywają się szlaki i zaczyna działać wyobraźnia. Wśród mieszkańców krążą opowieści o zaginięciach, dawnych zbrodniach oraz miejscach, których lepiej nie odwiedzać. Trudno ocenić, ile jest w nich prawdy, a ile przesądów przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Wiadomo jednak, że las skrywa coś, czego nie należy lekceważyć.
Na uwagę zasługują także bohaterowie drugoplanowi, zwłaszcza osoby związane z pobliskimi miejscowościami i beskidzką puszczą. Każda z nich patrzy na Oszast inaczej. Dla jednych jest rezerwatem, dla innych miejscem pracy lub częścią rodzinnej historii, a dla jeszcze innych obszarem przeklętym, którego tajemnic nie powinno się budzić. Szczególny niepokój wzbudza tajemniczy mechanik Głomczak. Autor długo nie pozwala jednoznacznie ocenić jego roli. W tej historii pozory wielokrotnie okazują się mylące, a ludzie budzący największy lęk nie zawsze muszą odpowiadać za najgorsze wydarzenia. Jednocześnie ktoś wyglądający zupełnie zwyczajnie może ukrywać o wiele bardziej niebezpieczne sekrety.
Beskid Żywiecki, który nie jest jedynie tłem
Największą siłą „Oszastu” jest atmosfera. Autor nie wykorzystuje górskiej scenerii wyłącznie jako efektownej dekoracji dla kryminalnej zagadki. Beskid Żywiecki staje się jednym z bohaterów powieści i wpływa na wszystkie rozgrywające się wydarzenia. Las ogranicza widoczność, tłumi dźwięki i zmienia zwyczajną wędrówkę w walkę z własnym zmęczeniem, dezorientacją oraz strachem. Góry nie są tutaj pocztówkowo piękne. Pozostają surowe, obojętne i nieprzewidywalne.
Pan Grzegorz znakomicie oddaje poczucie odizolowania. W mieście nawet późną nocą mamy świadomość, że gdzieś w pobliżu znajdują się inni ludzie, oświetlone budynki oraz drogi prowadzące do bezpiecznych miejsc. W beskidzkiej puszczy wszystko wygląda inaczej. Jeden niewłaściwy krok może oznaczać utratę orientacji, a pogoda w krótkiej chwili potrafi całkowicie zmienić warunki wędrówki. Telefon nie zawsze zapewnia kontakt ze światem, natomiast dźwięk dobiegający spomiędzy drzew może mieć wiele źródeł. Podczas czytania niemal czuje się zapach wilgotnej ziemi, chłód osiadający na ubraniu oraz ciężar powietrza przed burzą. Opisy przyrody są plastyczne, ale nie przeciążają narracji. Nie zatrzymują akcji tylko po to, by autor mógł pochwalić się znajomością regionu. Zostały wplecione w wydarzenia i służą budowaniu napięcia. Każde kolejne wejście do lasu wywołuje wrażenie przekraczania niewidzialnej granicy.
Bardzo podobało mi się to, że przyroda nie została podporządkowana człowiekowi. Bohaterowie nie mogą jej kontrolować ani zmusić, aby ujawniła skrywane sekrety. Muszą dostosować się do jej rytmu, uważać na zmieniające się warunki i zaakceptować własną bezradność. Oszast nie potrzebuje fantastycznego potwora, aby budzić lęk. Wystarczą gęste drzewa, nieprzenikniona ciemność, odgłosy zwierząt oraz świadomość, że gdzieś w pobliżu może znajdować się ktoś doskonale znający ten teren.
Widać, że pisarz jest miłośnikiem gór i nie opisuje ich wyłącznie na podstawie map czy fotografii. Zna ich zmienność, wymagania i wyjątkową atmosferę. Potrafi pokazać zarówno piękno Beskidów, jak i ich znacznie mniej przyjazne oblicze. Dzięki temu przedstawiony świat jest wiarygodny, a miejsce akcji pozostaje w pamięci długo po poznaniu zakończenia.
Kryminał na granicy thrillera i grozy
„Oszast” trudno zamknąć w jednej kategorii. Fundamentem historii jest zagadka kryminalna. Mamy zaginioną kobietę i dziecko, ciało nieznanego mężczyzny, podejrzanego z lukami w pamięci oraz policjantów próbujących odtworzyć przebieg wydarzeń. Autor sięga jednak również po rozwiązania charakterystyczne dla thrillera psychologicznego i powieści grozy.
Napięcie nie wynika wyłącznie z poszukiwania sprawcy. Równie istotne jest wrażenie, że w lesie może kryć się coś trudnego do wyjaśnienia. Bohaterowie poznają opowieści brzmiące jak miejscowe legendy, ale jednocześnie trafiają na ślady sugerujące, że nie należy ich od razu odrzucać. Granica pomiędzy realnym zagrożeniem, a działaniem przestraszonego umysłu stopniowo się zaciera. Czy za wszystkim stoi człowiek? Czy przeszłość może powrócić po wielu pokoleniach? A może prawdziwą zbrodnię starannie ukryto za opowieściami, w które rozsądna osoba nie powinna uwierzyć? Grzegorz Mirosław nie spieszy się z udzielaniem odpowiedzi. Umiejętnie buduje niepewność i pozwala czytelnikowi samodzielnie interpretować poszczególne zdarzenia. Dzięki temu książka momentami przypomina horror, chociaż jej konstrukcja pozostaje mocno związana z kryminałem. Groza nie pojawia się w postaci nadmiaru niewytłumaczalnych zjawisk. Rodzi się przede wszystkim z miejsca, historii regionu i zachowania ludzi.
Autor pokazuje, że najbardziej przerażające opowieści często mają swoje źródło w prawdziwych tragediach. Legendy zmieniają się z upływem czasu, ale wydarzenia, z których wyrosły, nie zawsze są fikcją. Czasami za pozornie fantastyczną historią kryją się przemoc, cierpienie albo zbiorowa wina, o której kolejne pokolenia próbowały zapomnieć.
Elementy grozy wzmacniają atmosferę, ale nie przejmują kontroli nad fabułą. Największy strach budzi nie to, co mogłoby czaić się w miejscowych podaniach, lecz to, do czego zdolny jest człowiek. Natura może być surowa i bezlitosna, jednak nie działa z nienawiści, chciwości ani pragnienia zemsty. To ludzie świadomie podejmują decyzje, których konsekwencje bywają odczuwalne przez wiele lat.
Dawna historia ukryta pod współczesną zbrodnią
Współczesne wydarzenia przeplatają się z fragmentami dotyczącymi przeszłości. Szczególne znaczenie ma wielki głód, który w XIX wieku dotknął Galicję. Autor nie traktuje tego wątku jak encyklopedycznego dodatku ani prostego sposobu na urozmaicenie fabuły. Pokazuje historię poprzez doświadczenia ludzi zmuszonych walczyć o przetrwanie w warunkach trudnych do wyobrażenia dla współczesnego człowieka.
Głód nie oznacza tutaj chwilowego niedostatku. Jest siłą odbierającą ludziom godność, osłabiającą więzi i zmuszającą do podejmowania decyzji, które w normalnych warunkach byłyby nie do zaakceptowania. Człowiek doprowadzony do ostateczności potrafi przekroczyć granice, o których istnieniu wcześniej nie wiedział. Pozostaje jednak pytanie, czy można go za to jednoznacznie osądzić. Historyczne fragmenty należą do najbardziej przejmujących części powieści. Są surowe, niepokojące i pozbawione romantycznej wizji dawnego życia na wsi. Autor pokazuje biedę, bezsilność oraz rozpacz, ale nie sprowadza bohaterów przeszłości do anonimowych ofiar. Nadaje im emocje, potrzeby i lęki, dzięki czemu ich historia staje się czymś więcej niż odległym wydarzeniem znanym z podręczników.
Początkowo nie wiadomo, w jaki sposób wydarzenia sprzed wielu lat łączą się z zaginięciem rodziny Jana Stelmacha. Z czasem kolejne elementy zaczynają jednak tworzyć wspólny obraz. Przeszłość okazuje się nie zamkniętym rozdziałem, lecz fundamentem współczesnych zdarzeń. Dawne krzywdy nie znikają tylko dlatego, że odchodzą ludzie, którzy ich doświadczyli. Pozostają w rodzinnych sekretach, przemilczeniach, legendach i lękach przekazywanych następnym pokoleniom.
Bardzo cenię kryminały, które poza zagadką pozwalają poznać mniej oczywiste fragmenty historii. W „Oszastcie” warstwa historyczna nie przytłacza fabuły, lecz nadaje jej dodatkową głębię. Po zakończeniu książki można mieć ochotę na samodzielne poszukanie informacji o galicyjskim głodzie, historii Żywiecczyzny oraz miejscowych podaniach. To duża zaleta tej powieści. Dostarcza emocji, a równocześnie rozbudza ciekawość świata istniejącego poza jej stronami.
Pamięć, wina i dziedziczone tajemnice
Pod warstwą kryminalnej intrygi „Oszast” porusza również temat pamięci, zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej. Jan Stelmach nie potrafi przypomnieć sobie wydarzeń bezpośrednio poprzedzających tragedię, natomiast mieszkańcy regionu wybiórczo pamiętają własną przeszłość. W obu przypadkach brak pełnej wiedzy staje się niebezpieczny.
Zapomnienie może być przypadkowe, ale bywa także formą obrony. Człowiek wypiera doświadczenia, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Społeczność usuwa natomiast z własnej historii wydarzenia niewygodne, zawstydzające albo podważające wyobrażenie o przodkach. Problem polega na tym, że przemilczana prawda nie przestaje istnieć. Nadal wpływa na relacje, decyzje oraz sposób postrzegania świata. Istotnym tematem staje się także odpowiedzialność za czyny popełnione w sytuacji skrajnej. Historia galicyjskiego głodu przedstawia ludzi doprowadzonych do granic człowieczeństwa. Czy można oceniać ich według tych samych zasad, które obowiązują w spokojnym i bezpiecznym świecie? Gdzie kończy się desperacka walka o przetrwanie, a zaczyna zbrodnia? Czy cierpienie może usprawiedliwić każde zachowanie?
Autor nie podaje prostych odpowiedzi. Zmusza natomiast do zastanowienia się, jak cienka bywa granica pomiędzy ofiarą a sprawcą. Człowiek skrzywdzony może sam zacząć krzywdzić innych, natomiast ktoś uznawany za winnego może skrywać doświadczenia zmieniające ocenę jego postępowania. W „Oszastcie” rzadko można wydać jednoznaczny wyrok po poznaniu zaledwie części historii.
Powieść mówi również o dziedziczeniu lęku i winy. Kolejne pokolenia nie odpowiadają bezpośrednio za czyny przodków, ale mogą żyć w rzeczywistości ukształtowanej przez ich decyzje. Rodzinne tajemnice mają ogromną siłę, ponieważ pozbawiają ludzi możliwości zrozumienia własnej historii. Czasami dopiero odkrycie bolesnej prawdy pozwala przerwać wieloletnie milczenie.
Tempo i styl Grzegorza Mirosława
Powieść od początku narzuca dynamiczne tempo. Punkt wyjścia jest na tyle mocny, że trudno odłożyć książkę po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów. Czytelnik natychmiast chce się dowiedzieć, co stało się z rodziną Jana. Autor nie ogranicza jednak fabuły do jednego problemu. Wraz z rozwojem śledztwa pojawiają się kolejne zagadki, a każdy odnaleziony ślad komplikuje sytuację.
Napięcie nie wynika wyłącznie z gwałtownych scen czy bezpośrednich starć. Pan Grzegorz potrafi budować je również poprzez rozmowy, przemilczenia oraz drobne sygnały ostrzegające, że bohaterowie zbliżają się do czegoś niebezpiecznego. Czasami bardziej niepokojące od widocznego zagrożenia jest oczekiwanie na to, co może pojawić się spomiędzy drzew. Narracja została poprowadzona tak, aby stopniowo poszerzać wiedzę odbiorcy. Współczesne śledztwo przeplata się z przeszłością, a zmiany perspektywy pozwalają inaczej spojrzeć na te same wydarzenia. Autor często kończy rozdziały w momentach pobudzających ciekawość, dlatego łatwo wpaść w pułapkę czytania jeszcze tylko kilku stron.
W ostatniej części akcja wyraźnie przyspiesza. Nie wszystkie wcześniejsze przypuszczenia okazują się trafne, a rozwiązanie zagadki zmusza do ponownego spojrzenia na wiele scen. Zwroty akcji wynikają jednak z przedstawionej historii i nie sprawiają wrażenia dodanych wyłącznie po to, by za wszelką cenę zaskoczyć. Po poznaniu prawdy można wrócić myślami do wcześniejszych wydarzeń i dostrzec sygnały, które początkowo wydawały się nieważne.
Grzegorz Mirosław pisze obrazowo, a jednocześnie przystępnie. Jego język dobrze pasuje do dynamicznego kryminału. Dialogi brzmią naturalnie, a opisy nie spowalniają nadmiernie fabuły. Autor potrafi jednym szczegółem stworzyć wrażenie, że w pozornie spokojnej scenie coś jest nie tak.
W książce znalazło się wiele informacji związanych z regionem, jego historią i folklorem, ale nie miałam poczucia, że czytam przewodnik turystyczny albo opracowanie historyczne. Wiedza została wpisana w fabułę i wynika z rozmów, odkryć oraz doświadczeń postaci. Dzięki temu poznajemy Żywiecczyznę niejako przy okazji, cały czas pozostając skupieni na głównej zagadce.
Czy wszystko w powieści działa idealnie?
„Oszast” jest książką, którą zdecydowanie warto polecić, chociaż jej gatunkowa różnorodność może być odbierana na dwa sposoby. Autor łączy kryminał, thriller, powieść grozy, historię regionalną oraz folklor. Dla mnie jest to duża zaleta, ponieważ fabuła nie ogranicza się do standardowego schematu śledztwa. Czytelnicy oczekujący wyłącznie realistycznej procedury policyjnej mogą jednak początkowo zastanawiać się, w którą stronę zmierza opowieść.
W niektórych momentach atmosfera wysuwa się przed samą akcję. Autor pozwala bohaterom wejść głębiej w las, poznawać opowieści mieszkańców i odkrywać przeszłość regionu. Nie odbieram tego jako wady, ponieważ bez tych fragmentów Oszast nie miałby tak silnej osobowości. Warto jednak wiedzieć, że nie jest to powieść oparta wyłącznie na pościgach, brutalnych zbrodniach i nieustannych zwrotach akcji. Napięcie często rozwija się w ciszy, poprzez sugestie oraz narastające poczucie zagrożenia. Niektóre sceny są mocne i mogą wywołać dyskomfort. Książka dotyka głodu, śmierci, przemocy, cierpienia oraz krzywdy wyrządzanej najbardziej bezbronnym. Autor nie epatuje brutalnością bez powodu, ale też nie łagodzi przedstawianego świata. To historia przeznaczona dla czytelników gotowych wejść w naprawdę mroczną opowieść.
Pomimo ciężkiego klimatu książka nie przytłacza przez cały czas. Dynamiczne śledztwo, wyraziści bohaterowie oraz kolejne odkrycia sprawiają, że groza zostaje zrównoważona przez ciekawość. Chcemy poznać odpowiedzi nawet wtedy, gdy zaczynamy podejrzewać, że prawda okaże się wyjątkowo bolesna.
Czy warto przeczytać „Oszast”?
Jest to zdecydowanie propozycja dla osób lubiących mroczne, klimatyczne kryminały z mocno zaznaczonym miejscem akcji. Powieść powinna spodobać się czytelnikom szukającym historii nie tylko o zbrodni, lecz również o przeszłości, lokalnych wierzeniach i ludzkiej naturze. To książka dla tych, którzy cenią nieoczywiste połączenia gatunkowe i nie przeszkadza im atmosfera ocierająca się momentami o horror.
Grzegorz Mirosław stworzył opowieść, która wciąga od pierwszych stron i prowadzi coraz głębiej w świat pełen sekretów. Zaginięcie żony i córki Jana Stelmacha jest zaledwie pierwszą warstwą znacznie większej tajemnicy. Pod nią kryją się dawne tragedie, rodzinne zależności, przemilczane historie oraz lęki, które przez lata zdążyły obrosnąć legendami. Największym atutem tutaj pozostaje gęsty, duszny klimat. Podczas lektury trudno pozbyć się wrażenia, że las obserwuje bohaterów, zamyka ich we własnym wnętrzu i stopniowo odbiera możliwość odwrotu. Każde wejście pomiędzy drzewa przybliża ich do prawdy, ale jednocześnie zwiększa zagrożenie. Autor bardzo dobrze wykorzystuje naturalne cechy górskiej przestrzeni, dzięki czemu nie potrzebuje nadmiaru sztucznych efektów, aby wzbudzić niepokój.
Na uznanie zasługuje także Anna Kocoń. Jest interesującą bohaterką, która nie ginie w cieniu dramatycznej historii Jana. Jej determinacja, znajomość regionu oraz niezgoda na zbyt łatwe odpowiedzi nadają śledztwu charakter. Chętnie przeczytałabym kolejną powieść z jej udziałem, zwłaszcza gdyby ponownie została osadzona w beskidzkiej scenerii. Duże wrażenie robi również połączenie współczesnego dochodzenia z historią galicyjskiego głodu. Wątek ten nadaje książce głębię i pokazuje, że zbrodnia nie zawsze jest odizolowanym wydarzeniem. Wszystko ma swoje korzenie, a teraźniejszość może być konsekwencją dawnych decyzji, przemilczeń i krzywd. Historia nie zawsze pozostaje zamknięta w muzeach oraz podręcznikach. Czasami zostaje zakopana w ziemi, ukryta w lesie albo zamknięta w rodzinnej opowieści.
„Oszast” potrafi zaskakiwać, ale nie opiera swojej wartości jedynie na rozwiązaniu zagadki. Równie ważna jest droga prowadząca do prawdy. Obserwowanie śledztwa, poznawanie bohaterów i stopniowe odkrywanie sekretów regionu daje dużą satysfakcję. To jedna z tych książek, podczas których czytelnik próbuje samodzielnie połączyć wszystkie elementy, lecz długo ma wrażenie, że brakuje mu najważniejszej części układanki.
Jeżeli lubicie kryminały rozgrywające się z dala od wielkich miast, thrillery z elementami grozy oraz historie, w których przyroda staje się pełnoprawnym bohaterem, „Oszast” powinien znaleźć się na Waszej liście. To powieść pozwalająca poczuć chłód beskidzkiego lasu, usłyszeć trzask gałęzi gdzieś poza zasięgiem wzroku i przez chwilę uwierzyć, że nie wszystkie stare legendy są jedynie wymysłem.
Po tej lekturze Beskid Żywiecki może już nie wydawać się wyłącznie spokojnym miejscem na górską wędrówkę. Grzegorz Mirosław przypomina, że poza wyznaczonymi szlakami nadal istnieją przestrzenie, których człowiek nie zdołał całkowicie oswoić. Kiedy zapada tam noc, łatwo zrozumieć, dlaczego pewne historie przez całe pokolenia opowiadano jedynie szeptem.
„Oszast” polecam wszystkim poszukującym kryminału z niepowtarzalną atmosferą, mocnym początkiem oraz tajemnicą sięgającą znacznie dalej niż jedno współczesne przestępstwo. To mroczna podróż w głąb beskidzkiej puszczy, ale również w najmniej poznane zakamarki ludzkiej natury. Warto na chwilę zejść z bezpiecznego szlaku i przekonać się, czego od tylu lat strzeże las.