Pan Brumm to prawdziwy maszynista. Jednym naciśnięciem guzika wprawia lokomotywę w ruch. "Wielkie nieba" - myśli niedźwiedź, dumny z własnych umiejętności. Niestety, pojazd z turkotem zbliża się do starego mostu! Pan Brumm dobrze wie, że musi zatrzymać lokomotywę, nie ma jednak pojęcia, jak to zrobić. Wtedy dowodzenie maszyną przejmuje Kaszalot... Czy złota rybka poradzi sobie z tym zadaniem?
Informacje dodatkowe o Pan Brumm jedzie pociągiem :
Wydawnictwo: Bona
Data wydania: 2012-02-10
Kategoria: Dla dzieci
ISBN:
978-83-62836-21-5
Liczba stron: 24
Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Przeczytane:2026-05-06, Ocena: 5, Przeczytałem, Mam, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, 52 książki 2026, 26 książek 2026, 12 książek 2026,
W literaturze dziecięcej rzadko spotyka się postać tak polaryzującą, a jednocześnie tak specyficzną jak Pan Brumm. Kolejna odsłona jego przygód, w której ten sympatyczny, choć nieco niezdarny niedźwiedź postanawia sprawdzić się w roli maszynisty, to pozycja, obok której trudno przejść obojętnie. Muszę przyznać, że Daniel Napp stworzył postać, która rzuca wyzwanie tradycyjnemu pojmowaniu „edukacyjnej bajki”, stawiając na czysty, niemal absurdalny humor sytuacyjny.
Książka „Pan Brumm jedzie pociągiem” to wizualny majstersztyk, który kupuje czytelnika już od wyklejki. Wielki format i twarda oprawa obiecują przygodę z rozmachem i pod tym względem autor nie zawodzi.
Mocną stroną publikacji są bez wątpienia ilustracje. Napp ma niezwykłe oko do detalu. Sceny w kabinie lokomotywy, bogactwo przycisków, dźwigni i wskaźników to raj dla małych pasjonatów kolejnictwa. To właśnie w warstwie graficznej ukryte są największe smaczki - dowcipne szczegóły i drugoplanowe żarty, które sprawiają, że wspólne oglądanie książki po raz dziesiąty wciąż może przynieść nowe odkrycia. Autor po mistrzowsku operuje dynamiką; niemal czujemy pęd rozpędzonej maszyny i panikę (lub jej brak u bohatera), gdy sytuacja wymyka się spod kontroli.
Jeśli chodzi o warstwę merytoryczną i stylistyczną, mamy do czynienia z prostotą, która bywa mieczem obosiecznym. Tekst jest oszczędny, co z jednej strony ułatwia odbiór młodszym czytelnikom i pozwala im na samodzielne dopowiadanie historii na podstawie obrazków, z drugiej zaś - może pozostawiać pewien niedosyt u dorosłego lektora. Stylistyka opiera się na powtarzalności, co w zamyśle ma pewnie podkreślać flegmatyczny charakter niedźwiedzia, ale momentami ociera się o monotonię językową.
Największe kontrowersje, a zarazem unikalny charakter tej pozycji, kryją się w samej konstrukcji bohatera. Pan Brumm nie jest typowym wzorcem cnót. To niedźwiedź o specyficznej logice, momentami wręcz irytująco beztroski. Jego relacja z Kaszalotem - rybką w kuli, która pełni rolę głosu rozsądku (często ignorowanego) - jest surrealistyczna i bardzo odważna. Niektórzy mogą zarzucić książce brak klasycznego morału czy "niepedagogiczne" zakończenie, w którym bohater unika konsekwencji swoich czynów w dość nietypowy sposób. Ja jednak patrzę na to inaczej: to świetny punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem o odpowiedzialności i bezpieczeństwie. Pan Brumm nie uczy przez wykład, ale przez prezentację chaosu, jaki sieje brak rozwagi.
Subiektywnie uważam, że jest to pozycja dla rodziców i dzieci, którzy cenią w literaturze element absurdu i potrafią bawić się konwencją. To nie jest nudna powiastka o tym, że trzeba słuchać starszych, ale zwariowana jazda bez trzymanki (dosłownie!). Choć można by oczekiwać większej finezji w dialogach i lepszej spójności między technologicznymi detalami na rysunkach a opisem w tekście, to ładunek radości, jaki niesie ta lektura, jest niezaprzeczalny.
To książka, którą się kocha za oprawę i uśmiech dziecka, albo której się nie rozumie przez pryzmat dorosłych oczekiwań. Ja wybieram to pierwsze, przymykając oko na drobne niedociągnięcia warsztatowe.