Poznajcie Kate. Zapytana o to, co jest dla niej najważniejsze, bez chwili zawahania odpowiedziałaby: moje dzieci. Mój mąż. Ponieważ kocha swoje życie. Kocha je, kiedy do późna w nocy szyje strój dla dziecka na Światowy Dzień Książki, kocha, kiedy przeczesuje sklep w poszukiwaniu dokładnie takich bułek, jakie lubią jej dzieci, kocha je w szaleńczym biegu między pracą a domem, ale jednocześnie próbuje całkowicie nie zatracić siebie w tym wirze. I znajduje sposób, by to osiągnąć. Raz na kilka miesięcy wykrada parę chwil, kiedy może być sobą. Kiedy nikt niczego od niej nie chce. Kiedy oczekuje się od niej tylko jej ciała. Kiedy uprawia seks z mężczyzną, którego ledwie zna, w anonimowych przestrzeniach. Nie do końca rozumie, dlaczego to robi - wie tylko, że to pozwala jej pozostać przy zdrowych zmysłach. Bez oceniania.
Czy to co robi, jest naprawdę złe? Niektóre kobiety mają jogę. Ona ma romans.
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2026-05-13
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 352
Tytuł oryginału: Room 706
Okładka książki przedstawia front jakiegoś mieszkania, a w przypadku naszej książki może to być jeden z hoteli. Dominują ciemne kolory, a w jednym z okien widzimy obejmującą się parę. W dotyku jest matowa z wybiciami i wytłuszczeniami. Ma skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytacie kilka zdań o autorce, a na drugim fragment książki. Strony są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka, odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane.
Jest to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki, bo jakby miało być inaczej... Skoro to debiut. :) Zaintrygowana opisem, postanowiłam wziąć udział w naborze recenzenckim i się udało. Zabrałam się za nią stosunkowo szybko i też szybko się z nią zapoznałam. Ma niewiele ponad trzysta stron, no, niecałe trzysta pięćdziesiąt. Rozdziały nie są ani długie, ani zbyt krótkie. Jeśli chodzi o pióro autorki, czyta się przyjemnie. Nie miałam jakichś blokad podczas czytania, oporów, wręcz przeciwnie. Pochłaniałam kolejne strony z zaciekawieniem. Chciałam się dowiedzieć, jak to wszystko się zakończy. To, co warto wspomnieć, że nie jest to typowy thriller czy romans. To coś pomiędzy. Trochę obyczajówka, trochę romans, trochę erotyk i trochę thriller. Ale zdecydowanie warto dać tej książce szansę. Dlaczego? Po pierwsze czyta się szybko, bez oporów i przyjemnie.
Po drugie to bohaterowie. Są z krwi i kości. Popełniają błędy tak jak my i nie ma tu nic nadzwyczajnego. Lubię, gdy w powieściach występują osoby, które mierzą się z podobnymi do naszych problemów, dzięki temu czasami w niektórych sytuacjach może nam pomóc chociażby zrozumieć pewne aspekty i nie mówię tutaj tylko i wyłącznie o tej pozycji, ale i o każdej książce. Może nie było tutaj postaci, która przypadłaby mi do gustu bardzo, na tyle, bym obdarzyła ją zaufaniem, ale dobrze mi się o nich czytało.
Po trzecie autorka skupia się na psychice postaci. Psychice, która nie jest taka banalna, jakby się mogło wydawać. Pisarka na czynniki pierwsze rozkłada myślenie głównej bohaterki, która posuwa się do zdrady. Zdrady męża, którego wciąż mocno kocha. A więc po co? W jakim celu? Sama początkowo tego nie rozumie... To nie jest taka zwykła książka. To opowieść, która mogła spotkać nas wszystkich, ale jest to temat tabu, który omija się szerokim łukiem. A po drugiej stronie szali mamy miłość. Miłość, która jest prawdziwa, trwa, ale nie z przymusu a z własnej woli. Jest też sieć kłamstw i ryzyko, że to już koniec...
Po czwarte... Droga pisarko, tak się NIE ROBI! Nie zostawia się czytelnika w takim momencie! Mamy tutaj otwarte zakończenie, a ja takich od dziś (dzień skończenia książki) przestanę je lubić. Tak bardzo byłam ciekawa i co? Guzik. Ale emocje były, nawet nie chcecie wiedzieć, jaka byłam wściekła i sflustrowana, że nie znam końca. Akcja przeważnie jest dosyć dynamiczna, nasze postacie podejmują duże ryzyko, ale musicie mi wierzyć, że to ich poniekąd uzależnienie prowadzi samo. Do zguby...
Reasumując uważam, że jest to naprawdę bardzo dobry debiut. Podobało mi się, tym bardziej przez przemyślenia głównej bohaterki, jej rozdarciu, emocjach, przeszłości. To wszystko łączy się w jedno i powoduje naprawdę bardzo intrygującą powieść. Nie każdy lubi czytać o przemyśleniach bohaterów, o ich zdradach, miłości, co czasami aż zakrawa o hipokryzję, ale... W tym przypadku warto. Trochę nie rozumiem, skąd takie niskie oceny widziałam na lubimy czytać... Mam nadzieję, że w dniu publikacji recenzji będzie tylko i wyłącznie lepiej. Polecam.
O czym byście myśleli, gdyby się okazało, że za chwilę możecie umrzeć?
Właśnie w takiej sytuacji jest Kate, która utknęła w pokoju hotelowym ze swoim kochankiem. Hotel opanowali terroryści, nie wiadomo więc czy ujdzie z życiem.
I tu poznajemy życie Kate, jej spotkanie z mężem. Trudy dorastania, przeżywanie żałoby po bliskich, spotkanie z kochankiem, opowieści o jej dzieciach. W sumie z pewnością w takiej sytuacji myśli się o bliskich i o tym co chciałoby się im przekazać.
Jednak nie ma tu nic więcej, myślałam, że ta historia mnie czymś zaskoczy.
Ogólnie okazuje się że Kate ma dobre życie, wyrozumiałego męża, który chwiałby jej przychylić nieba. Rozumieją się bez słów, zawsze wiedzą co zrobić by poprawić sobie wzajemne humor. Ma dwójkę fajnych dzieci, oraz przyjemną pracę. Same opisy życia były naprawdę przyjemne, autorka pisze w sposób, który czyta się szybko. Bardzo ładnie opisuje wzajemne relacje i związek Kate i jej męża, łącznie z pomysłami na wspólne spędzanie czau.
Z jakiego powodu ona znajduje sobie kochanka, ja jakoś nie mogę tego zrozumieć, chyba dla adrenaliny. Moim zdaniem takie przedmiotowe traktowanie kochanka jako odskocznia i chwila relaksu jest niefajne, szczególnie gdy jest się szczęśliwą żoną i matką.
To czego nie lubię w książkach to też brak konkretnego zakończenia. Nie lubię takiego pozostawienia w zawieszeniu. Mam poczucie, że to było jedynym co mnie trzymało przy tej historii, chciałam się dowiedzieć co z tego wyniknie. Koniec więc też mnie sfrustrował.
Moja ocena 6/10
„Pokój 706” Ellie Levenson to powieść, która z pewnością nie pozostawi nikogo obojętnym, choć z zupełnie innych powodów, niż mogłoby się początkowo wydawać. Sięgając po tę książkę, wkraczamy w misternie utkany świat skrajności, gdzie intymna codzienność zderza się z brutalnym, zewnętrznym zagrożeniem. Autorka serwuje nam opowieść, która wymyka się sztywnym ramom gatunkowym i bawi się oczekiwaniami czytelnika, co dla jednych stanie się jej największym atutem, dla innych zaś źródłem sporej konsternacji.
Główna bohaterka, Kate, to postać fascynująco niejednoznaczna i psychologicznie gęsta. Z jednej strony oddana matka i żona, z drugiej - kobieta szukająca w anonimowych hotelowych przestrzeniach odskoczni od przytłaczającej rutyny. Levenson w genialny sposób unika taniego moralizowania. Nie stawia swojej bohaterki pod pręgierzem opinii publicznej, nie ocenia jej, lecz pozwala nam zajrzeć głęboko w jej psychikę i skomplikowane motywacje. Ta ucieczka w ramiona kochanka nie jest tu przedstawiona jako klasyczny, płomienny romans, ale jako chłodna, niemal mechaniczna potrzeba odzyskania kontroli nad własnym ciałem i przestrzenią, w której nikt niczego od niej nie oczekuje. Kontrast między ciepłem domowego ogniska a surowością hotelowych pokoi buduje tu niezwykle duszną, intymną atmosferę.
Prawdziwym punktem zwrotnym historii staje się moment, w którym hotel - a wraz z nim pokój tytułowy - zostaje sparaliżowany przez atak terrorystyczny. To genialny punkt wyjścia, który otwiera drzwi do rasowego thrillera psychologicznego. I właśnie w tym miejscu autorka podejmuje najodważniejszą, a zarazem najbardziej ryzykowną decyzję rzutującą na całą strukturę powieści. Zamiast widowiskowej akcji, spektakularnych ucieczek i gwałtownych zwrotów wydarzeń, Levenson decyduje się na drastyczne zwolnienie tempa. Dynamika ustępuje miejsca klaustrofobicznej stagnacji.
Zagrożenie staje się jedynie tłem, katalizatorem do odbycia specyficznej, wewnętrznej podróży w czasie. Zamknięta w pokoju Kate, w obliczu potencjalnej śmierci, zaczyna dokonywać emocjonalnej wiwisekcji swojego życia. Fabuła przenosi się w sferę retrospekcji - analizy małżeństwa, macierzyństwa, lęków i bólów z przeszłości. Zamiast strachu przed terrorystami, na pierwszy plan wysuwa się paraliżujący strach przed obnażeniem prawdy i rozpadem idealnego wizerunku w oczach najbliższych. Ta narracyjna konstrukcja przypomina filmowy seans, w którym całe życie przemyka bohaterce przed oczami w obliczu ostateczności.
Taka forma niesie ze sobą jednak spore konsekwencje dla dynamiki lektury. Styl autorki jest niezwykle lekki, płynny i przystępny, dzięki czemu przez książkę dosłownie się płynie, jednak momentami można odnieść wrażenie, że historia cierpi na kryzys tożsamości. Powieść nieustannie balansuje na granicy dramatu obyczajowego i thrillera, rzadko kiedy dając któremuś z tych gatunków w pełni wybrzmieć. Wątek sensacyjny potraktowany jest momentami po macoszemu, a zachowania bohaterów w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa - jak choćby wysyłanie esemesów o prozaicznych obowiązkach domowych czy próby załatwiania codziennych spraw w cieniu tragedii - potrafią wybić z rytmu i odebrać sytuacji realizm, wywołując w czytelniku lekką irytację.
Najbardziej polaryzującym elementem całej opowieści jest bez wątpienia jej finał. Autorka decyduje się na całkowicie otwarte, niejednoznaczne zakończenie. Zamiast mocnego tąpnięcia czy satysfakcjonującego punktu kulminacyjnego, zostawia nas z fabularnym znakiem zapytania, zmuszając do samodzielnego dopisania dalszego ciągu.
Moja subiektywna ocena tej książki oscyluje wokół docenienia jej odwagi, ale też dostrzeżenia pewnych niedociągnięć konstrukcyjnych. „Pokój 706” to pozycja intrygująca, która miała ogromny, wręcz filmowy potencjał na trzymający w napięciu dramat psychologiczny. Znalazłam tu świetnie zarysowany portret kobiecych zakamarków duszy i trudnych wyborów, ale zabrakło mi konsekwencji w budowaniu napięcia oraz mocniejszego, bardziej zdecydowanego uderzenia na koniec. To lektura idealna dla miłośników niespiesznych, refleksyjnych opowieści o ludzkich słabościach, którzy nad dynamiczną akcję stawiają głęboką analizę emocjonalną.
"Pokój 706" jest historią Kate, kobiety która jest na pozór szczęśliwą żoną i matką dwójki dzieci. Jej życie jest bezpieczne, poukładane, wszystko ma zaplanowane z wyprzedzeniem. W takim trybie życia łatwo jednak zapomnieć o sobie samym, zgubić gdzieś po drodze siebie i swoje potrzeby, poczuć znużenie i zmęczenie. Gdy podczas pewnego służbowego spotkania Kate poznaje Jamesa, ta dotąd uczciwa i odpowiedzialna kobieta, wdaje się z nim w romans. Przez kilka lat, co kilka miesięcy spotykają się w hotelowych pokojach, uprawiają seks, a potem każde z nich wraca do swojego życia. Gdy podczas jednej z ich tajemnych schadzek terroryści napadają na ich hotel, a oni sami zostają uwięzieni w tutułowym pokoju 706, Kate zaczyna analizować swoje życie, małżeństwo z Vickiem oraz znajomość z Jamesem. W każdym z rozdziałów poznajemy na przemian historię jej relacji z mężem, romansu z Jamesem i śledzimy wydarzenia za zamkniętymi drzwiami pokoju. Jest to historia o tym, że często szukamy szczęścia nie wiedząc tak naprawdę co może nam je dać. Szukamy często w złym miejscu, za daleko od jego prawdziwego źródła i dostrzegamy to za późno. Kate, jak wielu z nas, dopiero w sytuacji zagrożenia zauważa, jak wiele ma do stracenia.
Nie jest to zła książka, ale muszę ze smutkiem przyznać uczciwie, że mam po jej lekturze mieszane uczucia. Czuję niedosyt. Historia sama w sobie jest ciekawa, styl pisania autorki jest dość lekki, autorka zostawia nas z otwartym zakończeniem co jest akurat plusem. Ciągle jednak czekałam z nadzieją na to coś, co sprawia że po odłożeniu książki tęskni się za nią, za bohaterami i co sprawia że chcemy jak najszybciej dowiedzieć się, co dalej, co przyniesie kolejny rozdział. Niestety ja tego tym razem nie odnalazłam.
„Pokój 706” to niezwykle intrygująca i emocjonalnie gęsta historia, która wciąga nie wartką akcją lecz duszną atmosferą i psychologiczną głębią. To opowieść niespieszna, momentami wręcz klaustrofobiczna, ale właśnie dzięki temu tak intensywna i sugestywna. Autorka pozwala czytelnikowi naprawdę poznać Kate, kobietę, która do końca sama nie wie, czego chce. Kobietę, kierującą się impulsem, jedną decyzją, która zapoczątkowała cykl spotkań, z których trudno się wyplątać.
To właśnie te spotkania stają się dla niej przestrzenią, w której przyjemność zaczyna wygrywać z emocjonalną stroną życia. Jest w tym coś na kształt cichego uzależnienia, od którego coraz trudniej się oderwać. Kate żyje w nieustannym rozdarciu pomiędzy spokojem i bezpieczeństwem, jakie daje jej rodzina, a chwilą adrenaliny i namiętności, które stają się jej sekretną ucieczką. To napięcie jest subtelne, ale stale obecne, jak cień, który nie znika nawet w jasnym świetle dnia.
Najciekawsze jest to, że autorka nie ocenia swojej bohaterki. Nie pokazuje jej w czarnym świetle, nie narzuca jednoznacznych osądów, nie odbiera jej człowieczeństwa. Zamiast tego pozwala czytelnikowi samemu wyrobić sobie opinię, obserwować, rozumieć i interpretować jej wybory bez moralizowania.
Dodatkowym elementem tej historii jest sytuacja zamknięcia w hotelu przejętym przez terrorystów, gdzie Kate znajduje się ze swoim kochankiem, relacją czysto fizyczną, odrębną od jej życia rodzinnego, w którym sercem pozostaje przy mężu i dzieciach. To zestawienie codzienności i zagrożenia sprawia, że napięcie staje się niemal namacalne. Każdy dźwięk, każdy trzask, każda chwila ciszy wydaje się zwiastować coś niepokojącego.
To książka bardziej o emocjach niż o akcji. Nie ma tu dynamicznej fabuły ani ciągu spektakularnych zwrotów wydarzeń. Zamiast tego dostajemy powolne zanurzenie w psychikę bohaterki i atmosferę narastającego niepokoju, który działa jak powolne, nieustanne napięcie rozciągnięte na kolejne strony.
Jedynym elementem, który mnie zwiódł, było zakończenie, od którego oczekiwałam mocnego tąpnięcia. Czegoś,, co w pełni zrekompensuje dotychczasową melancholijną i wyciszoną część książki. Zamiast tego pozostawiło pewien niedosyt, choć jednocześnie wpisuje się w jej niejednoznaczny i refleksyjny charakter.
Ile razy człowiek potrafi zagubić samego siebie, zanim w ogóle to zauważy? W codziennym biegu między pracą, domem, obowiązkami i próbą bycia „wystarczającą” dla wszystkich wokół bardzo łatwo zapomnieć, że gdzieś pod tym wszystkim nadal istnieją własne potrzeby, emocje i pragnienia. Autorka tej książki, pisząc tą fabułę wprowadza nas w bardzo odważny, momentami niewygodny sposób w historię, która nie krzyczy dramatami od pierwszych stron, ale powoli wślizguje się do głowy czytelnika i zostawia tam mnóstwo pytań.
Kate jest kobietą, którą wiele osób mogłoby uznać za spełnioną. Ma rodzinę, dzieci, męża i życie, które z zewnątrz wygląda zwyczajnie, stabilnie, wręcz idealnie. Tylko że pod tą codziennością kryje się ogromne zmęczenie i potrzeba choć kilku chwil, w których nie musi być dla kogoś. Nie musi spełniać oczekiwań, organizować, pomagać, pamiętać o wszystkim. I właśnie dlatego co jakiś czas znika. Spotyka się z obcymi mężczyznami w anonimowych hotelowych pokojach. Bez uczuć. Bez zobowiązań. Bez pytań.
Najbardziej poruszyło mnie w tej książce to, że autorka nie próbuje na siłę oceniać Kate. Nie robi z niej ani bohaterki, ani potwora. Pokazuje kobietę zagubioną, zmęczoną rolami, które przez lata zaczęły ją przytłaczać. I właśnie to sprawia, że ta historia jest tak autentyczna.
Podczas czytania wiele razy zastanawiałam się, gdzie właściwie przebiega granica między egoizmem a desperacką próbą ratowania samej siebie. Czy człowiek może być jednocześnie dobrą matką, kochającą żoną i osobą, która tak bardzo potrzebuje ucieczki od własnego życia?
Bardzo podobał mi się klimat tej książki. Z jednej strony mamy ciepło rodzinnej codzienności... dzieci, obowiązki, zwykłe drobiazgi dnia codziennego, a z drugiej chłodne, anonimowe przestrzenie hotelowych pokoi, w których Kate próbuje odzyskać kontrolę nad sobą i własnym ciałem. Ten kontrast został naprawdę świetnie pokazany. Czuć tutaj napięcie, niepokój i coś bardzo intymnego, wręcz dusznego. Momentami miałam wrażenie, jakbym podglądała czyjeś sekrety, myśli i emocje, których nikt nigdy nie powinien usłyszeć.
Autorka mocno skupia się na psychologii bohaterki i jej wewnętrznych rozterkach. To właśnie emocje, analiza własnych decyzji i próba zrozumienia samej siebie są tutaj najważniejsze. Nie jest to typowy romans ani książka nastawiona na same sceny erotyczne. One oczywiście się pojawiają, ale pełnią bardziej rolę narzędzia pokazującego, jak bardzo Kate próbuje wyrwać się z własnej rzeczywistości. I myślę, że właśnie ten psychologiczny aspekt tej historii wypada najmocniej.
Jednym z ciekawszych elementów było dla mnie obserwowanie, jak bohaterka usprawiedliwia swoje wybory i jednocześnie sama zaczyna się w nich gubić. Czy sekretne życie można naprawdę oddzielić grubą kreską od codzienności? Czy da się kontrolować coś, co z czasem zaczyna wymykać się spod kontroli?
Muszę jednak przyznać, że mimo naprawdę świetnego pomysłu na fabułę, momentami brakowało mi mocniejszego uderzenia. Cały czas czekałam, aż wydarzy się coś bardziej wstrząsającego, co wywoła większy dreszczyk emocji. Liczyłam też, że sam pokój 706 odegra jeszcze większą rolę i że pewne wydarzenia, szczególnie atak terrorystyczny pojawiający się w tle, mocniej wpłyną na całą historię. Dla mnie było tutaj trochę za dużo wewnętrznych analiz bohaterki, a odrobinę za mało samej fabuły i napięcia, które mogłoby naprawdę przyspieszyć bicie serca. Ale jednocześnie nie mogę powiedzieć, że to zła książka. Wręcz przeciwnie, ona po prostu bardziej stawia na emocjonalną i psychologiczną stronę historii niż na dynamiczne zwroty akcji.
Myślę, że właśnie dlatego warto wyrobić sobie własną opinię. Każdy czytelnik odbiera takie historie inaczej. Jedni całkowicie zanurzą się w emocjach Kate i jej wewnętrznych rozterkach, inni, tak jak ja, mogą czuć lekki niedosyt związany z tempem wydarzeń.
Jedno jest pewne "Pokój 706" to książka, która prowokuje do myślenia, wzbudza dyskusje i zostawia po sobie więcej pytań niż odpowiedzi. A takie historie zawsze zapadają w pamięć.
Zaintrygował mnie opis fabuły i stwierdziłam, że to książka dla mnie, ale już nie byłam tego taka pewna, gdy zobaczyłam na znanym portalu książkowym oceny i opinie. Byłam zaskoczona, jak wiele osób zawiodło się, czytając tę książkę, bo moje spostrzeżenia są zupełnie odmienne.
Kate uwielbia swoje dzieci i kocha męża. Jest typową matką i żoną. Poświęca każdą swoją wolną chwilę na wychowywanie pociech, dbanie o ciepło rodzinne, zabiega o każdy szczegół, który uszczęśliwi jej rodzinę, a jednocześnie próbuje znaleźć odrobinę czasu dla siebie.
Jej marzenie, to raz na jakiś czas spędzić cały dzień w hotelu, spać i leniuchować, zamówić gotowe jedzenie, zająć się tylko sobą. Tylko że w tym pokoju nie jest sama, a z mężczyzną, o którym nie wie za dużo, ale wie jedno, seks z nim, sprawia jej ogromną przyjemność i daje własną przestrzeń na bycie kobietą.
Czy ma wyrzuty sumienia? Jak długo tak można i co, gdyby prawda wyszła na jaw? Co z jej ukochaną rodziną?
Pomysł na fabułę dla mnie genialny, wzbudzający zainteresowanie. Codzienność Kate można przypisać niejednej kobiecie, która opiekuje się rodziną, domem, skrupulatnie dba o wszystkie ich codzienne sprawy. Tak wiele zmęczonych mężatek marzy o tym, by się oderwać od tej rodzinnej rzeczywistości, by na chwilę złapać oddech, wyjechać gdzieś. Ona znalazła inny sposób, by swoją niezależność wpleść w to poukładane życie żony i matki.
Fabuła biegnie w różnych przedziałach czasowych, gdyż pod wpływem zatrważających wydarzeń w hotelu, kobieta ma pewne przemyślenia i powraca do przeszłości, gdy dwóch mężczyzn wkroczyło do jej życia. To historia o relacji damsko-męskiej o małżeństwie, ale też o przyjaźni. Bardzo dobrze sportretowana bohaterka, jej refleksje, pod którymi może się podpisać niejedna kobieta, a nie są popularne i mogą zostać odebrane przez społeczeństwo jako samolubne, są bardzo ważne.
,,Pokój 706" to niebanalna historia, która kipi od wnikliwej analizy kobiecej natury, bez lukru, obnażona z tego, co wypada lub nie. Miłość, romans, przyjaźń, dodatkowo elementy lęku, strachu, niepewności, tworzą smakowitą całość, wręcz nieodkładaną lekturę. Dla mnie to powieść obyczajowa z elementami thrillera, o ogromnej miłości, ale i o granicach, które kobiety powinny stawiać, by być szczęśliwe.
Historia bardzo potrzebna, by społeczeństwo zrozumiało, że kobieta, to nie tylko żona i matka, a ma prawo do własnych pragnień, nawet gdy nie wypowiada ich głośno, one w niej siedzą i kiedyś znajdą ujście, które wyważą ten zakłamany sufit. Po lekturze przygarnęłam książkę do siebie, tak jakbym chciała przytulić główną bohaterkę. To świadczy tylko o jednym, jak bardzo mnie urzekła.
Kate od czasu do czasu wychodzi do hotelu odpocząć. Jednak swoje łóżko dzieli ze swoim kochankiem i zdecydowanie wtedy nie ma czasu na odpoczynek.
Zapytacie pewnie ale jak to? No tak. Kate ma męża i dzieci. Jest przykładną żoną i matką. Dla swojej rodziny poświęciła by życie. Jednak pewnego razu poznała mężczyznę, z którym teraz od czasu do czasu się spotyka. Wtedy jest sobą. Ma czas dla siebie. Nikt nic od niej nie potrzebuje oprócz jej ciała.
Praktycznie anonimowy James nie ocenia. Również na rodzinę. Ma żonę, z którą jest lata. Jednak ta dwójka dobrze się rozumie.
Hotel, w którym właśnie się zatrzymali, został zaatakowany przez grupę terrorystyczną. Teraz wszystko może się wydać. Jak kochankowie poradzą sobie z tą sytuacją? Czy wszystko wyjdzie na jaw?
Jeśli chcesz się dowiedzieć co tu się wydarzyło, to dopowiem jedno. Moje wymienne "coooooo" na końcu książki ma znak zapytania.
Przeczytane:2026-06-11, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2024 roku, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2024, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku,
RECENZJA
„Pokój 706”
Autor: Ellie Levenson
Wydawnictwo: Muza
Jak wiele można poświęcić dla innych, zanim całkowicie zgubi się samego siebie?
To pytanie nie opuszczało mnie przez całą lekturę „Pokoju 706”. Ellie Levenson stworzyła powieść, która nie daje prostych odpowiedzi i nie prowadzi czytelnika utartymi ścieżkami. To historia, która prowokuje do myślenia, wywołuje emocje i zmusza do spojrzenia na ludzkie wybory z większą empatią.
Kate z pozoru ma wszystko, czego można pragnąć. Kochającego męża, dzieci, dom i życie, które dla wielu mogłoby być definicją spełnienia. Jest kobietą, która pamięta o szkolnych przedstawieniach, ulubionych bułkach swoich dzieci i wszystkich drobiazgach składających się na codzienność rodziny. Jednak pod tą starannie zbudowaną rzeczywistością kryje się coś znacznie bardziej skomplikowanego, zmęczenie, samotność i coraz silniejsze poczucie, że gdzieś po drodze zgubiła samą siebie.
Jej sekretne spotkania z Jamesem w hotelowym pokoju 706 nie są historią wielkiej miłości ani romantycznej namiętności. To raczej desperacka próba złapania oddechu. Chwila, w której nie musi być matką, żoną, organizatorką rodzinnego życia ani osobą odpowiedzialną za wszystkich wokół. Może po prostu istnieć.
Wszystko zmienia się w chwili, gdy londyński hotel zostaje przejęty przez terrorystów. Nagle to, co miało być kolejną ucieczką od rzeczywistości, zamienia się w walkę o życie. Paradoksalnie jednak największe zagrożenie nie pochodzi z zewnątrz. Prawdziwa konfrontacja rozgrywa się we wnętrzu Kate. Zamknięta w hotelowym pokoju bohaterka zostaje sam na sam z własnymi decyzjami, wspomnieniami i pytaniami, od których przez lata próbowała uciekać.
Czy jest szczęśliwa?
Czy gdyby mogła cofnąć czas, wybrałaby inaczej?
I czy można kochać swoją rodzinę, a jednocześnie czuć się więźniem własnego życia?
Ellie Levenson stworzyła bohaterkę niezwykle autentyczną. Kate nie jest ani idealna, ani jednoznaczna. Popełnia błędy, podejmuje kontrowersyjne decyzje i nieustannie balansuje pomiędzy poczuciem winy a potrzebą odnalezienia własnej tożsamości. Jej sekretne wizyty w hotelowym Pokoju 706 nie są historią wielkiej miłości ani romantycznej przygody.
To próba odnalezienia przestrzeni w życiu, które coraz bardziej przestaje należeć do niej samej.
Największą siłą tej powieści jest psychologiczna głębia. Autorka nie moralizuje, nie ocenia i nie próbuje przekonać czytelnika do jednej interpretacji wydarzeń. Zamiast tego pozwala nam wejść do głowy bohaterki i obserwować jej lęki, rozczarowania, pragnienia oraz wewnętrzne konflikty. Dzięki temu Kate staje się postacią niezwykle autentyczną, nieidealną, zagubioną, czasami irytującą, ale przede wszystkim bardzo ludzką.
Pokój 706 staje się symbolem tej potrzeby. Miejscem, gdzie bohaterka na moment zdejmuje z siebie ciężar codzienności i próbuje przypomnieć sobie, kim była, zanim świat zaczął definiować ją wyłącznie przez role, które pełni.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie również klimat tej książki. Z jednej strony mamy ciepło rodzinnej codzienności, dziecięcy śmiech, obowiązki i pozornie bezpieczny świat domu. Z drugiej chłodne, anonimowe wnętrza hotelu, które stają się symbolem wolności, ale także samotności. Ten kontrast został pokazany w sposób niezwykle sugestywny. W powietrzu niemal nieustannie unosi się napięcie, poczucie niepokoju i świadomość, że każda decyzja niesie za sobą konsekwencje.
To nie jest typowy romans. Nie jest to również klasyczny thriller, mimo obecności dramatycznych wydarzeń.
To dojrzała, momentami niewygodna opowieść o kobiecie próbującej odnaleźć siebie pośród ról, które narzuciło jej życie.
„Pokój 706” jest przede wszystkim opowieścią o kobiecości, tożsamości i potrzebie odnalezienia własnego miejsca w świecie. O marzeniach schowanych pod warstwą codziennych obowiązków. O samotności, która potrafi istnieć nawet pośród ludzi, których kochamy najbardziej.
Nie zmienia to jednak faktu, że „Pokój 706” pozostawił mnie z refleksjami, które nie zniknęły wraz z zamknięciem książki.
Bo tak naprawdę nie jest to historia o zdradzie.
To historia o samotności.
O zmęczeniu.
O wyborach, których konsekwencje nosimy przez całe życie.
O kobietach, które przez lata troszczą się o wszystkich wokół, zapominając o własnych potrzebach.
I o tym, jak łatwo zatracić siebie, gdy każdego dnia stawia się innych na pierwszym miejscu.
Ellie Levenson napisała powieść odważną, inteligentną i pełną emocjonalnej szczerości. To książka, która nie oferuje prostych rozwiązań, ale zadaje pytania, które zostają z czytelnikiem na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
A właśnie takie historie pamięta się najdłużej.