Okładka książki - Pola makowe

Pola makowe


Ocena: 5.29 (14 głosów)

Witaj w Polach Makowych, centrum eksperymentalnego leczenia żałoby.

Wiemy, że jest ci ciężko. Śmierć kogoś bliskiego. Rozpad związku. Utrata marzeń, dawnego życia, poczucia sensu... Cokolwiek cię spotkało - jesteśmy tu, by ci pomóc. Za chwilę zaśniesz na wiele tygodni. A gdy się obudzisz, smutek i żal znikną. Tak po prostu. Czy to nie... cudowne?

Do pilnie strzeżonego ośrodka położonego pośród piasków kalifornijskiej pustyni zmierza kanarkowożółty samochód, a w nim grupka nieznajomych, których los postawił sobie na drodze. Ilustratorka Ava chce odnaleźć w Polach Makowych swoją starszą siostrę, strażak Ray szuka ukojenia po śmierci brata, Sasha pragnie dowiedzieć się, dlaczego odrzucono jej podanie o przyjęcie do ośrodka, a Sky...? Sky wplątała się w to wszystko zupełnym przypadkiem.

Choć być może to wcale nie był przypadek i ta czwórka życiowych rozbitków musiała się spotkać? Dlaczego tak naprawdę wyruszyli w drogę? Jaki sekret skrywa każde z nich? Do czego się posuną, żeby posklejać swoje pęknięte serca? I przede wszystkim: czy w tajemniczym ośrodku znajdą to, czego szukają?

Pola Makowe to pełna ciepła i poruszająca opowieść o stracie, miłości i sile ludzkich więzi. Nikki Erlick, autorka bestsellerowej Miary życia ponownie zachwyca emocjonalną głębią i zadaje pytanie: czy ból jest czymś, co należy wymazać - czy przeżyć?

Informacje dodatkowe o Pola makowe:

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-04-22
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788383676289
Liczba stron: 376

Tagi: Proza literacka

więcej

Kup książkę Pola makowe

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Pola makowe - opinie o książce

Gdyby ból po stracie można było po prostu wymazać, wyłączyć jak zbędny odbiornik energii, czy ludzkość stałaby się szczęśliwsza? A może wręcz przeciwnie - zatraciłaby cząstkę swojego człowieczeństwa? Nikki Erlick w swojej najnowszej powieści zabiera nas w niezwykle intymną, a zarazem niepokojącą podróż do serca kalifornijskiej pustyni, gdzie wznosi się klinika obiecująca rzekomy cud: przespanie najtrudniejszego okresu żałoby. Autorka tworzy frapujący konstrukt psychologiczny i filozoficzny, rzucając wyzwanie naszej definicji cierpienia oraz pamięci.

W strukturze tej opowieści odnajdujemy klasyczny, głęboko zakorzeniony w literaturze motyw drogi. Śledzimy losy grupy poturbowanych przez życie rozbitków, którzy w wynajętym, kanarkowożółtym samochodzie przemierzają kolejne stany. Ava, borykająca się z lękami ilustratorka podróżująca z psem, szuka kontaktu ze swoją genialną, lecz emocjonalnie oddaloną siostrą Ellis - założycielką kontrowersyjnego ośrodka. Strażak Ray pragnie odpowiedzi na pytania dotyczące zmarłego brata, który wcześniej poddał się terapii, a Sasha, odrzucona w procesie rekrutacji do kliniki, próbuje przepracować stratę narzeczonego i dręczące ją poczucie winy. Towarzyszy im najmłodsza Sky, stanowiąca rodzaj katalizatora dla emocji grupy. Ta wspólna przestrzeń zmęczonego auta staje się konfesjonałem, w którym bohaterowie stopniowo zdejmują pancerze, odsłaniając przed sobą - i przed nami - skomplikowane odcienie własnego bólu.

Styl Erlick cechuje się ogromną wrażliwością, elegancją oraz nostalgicznym, niespiesznym rytmem. Autorka pisze z niebywałą empatią, unikając taniego melodramatyzmu czy moralizatorstwa. Jej proza balansuje na pograniczu literatury pięknej i powieści obyczajowej z subtelnym, niemal niedostrzegalnym rysem spekulatywnym. Całość wzbogacają umiejętnie wplecione fragmenty artykułów prasowych, wywiadów medycznych oraz wypowiedzi byłych pacjentów kliniki, co nadaje opisywanej rzeczywistości intrygującego realizmu i pozwala czytelnikowi spojrzeć na problem z szerszej, społecznej perspektywy.

Mocną stroną powieści jest bez wątpienia wielowymiarowe i dojrzałe podejście do tematu straty. Erlick nie ogranicza żałoby jedynie do fizycznej śmierci bliskich. Bada ją również przez pryzmat rozpadu relacji, utraconych marzeń i porzuconych wersji samego siebie. Cudownie nakreślona została postać Ellis Jones - postaci pełnej sprzeczności, uwikłanej we własny, głęboko skrywany sekret. Autorka w genialny sposób unika podawania gotowych odpowiedzi, zmuszając nas do ciągłego zadawania sobie pytania: czy ucieczka od cierpienia nie skutkuje emocjonalnym otępieniem? Wizja pacjentów, u których skutkiem ubocznym terapii staje się absolutne zobojętnienie, budzi autentyczny egzystencjalny dreszcz.

Książka nie ustrzegła się jednak pewnych potknięć. Największym manankamentem jest niewykorzystany w pełni potencjał samej koncepcji Pól Makowych. W drugiej połowie powieści, gdy historia drogi dobiega końca, autorka zbyt mocno ucieka w sferę czysto obyczajową, pozostawiając techniczne, naukowe i etyczne aspekty funkcjonowania ośrodka w niedopowiedzeniu. Co więcej, momentami refleksje bohaterów i opisy ich stanów duchowych zaczynają niebezpiecznie zbliżać się do literackich truizmów i niepotrzebnych powtórzeń, co może wywołać u odbiorcy poczucie znużenia oraz wrażenie, że akcja za bardzo dryfuje w stronę nostalgicznej monotonii.

To książka, która potrafi głęboko poruszyć i zasiać w człowieku ziarno niepokoju, a jednocześnie - paradoksalnie - przynieść ogromne pokrzepienie. Urzekła mnie symbolika tytułowego maku, który potrafi zaadaptować się do najtrudniejszych warunków i wyrosnąć na zgliszczach. Choć powieść dotyka najmroczniejszych zakamarków ludzkiej psychiki, zamykałam ją z poczuciem wewnętrznego ciepła. Erlick przypomina nam bowiem o prawdzie starej jak świat: cierpienie jest nierozerwalną ceną miłości, a ucieczka przed nim bywa gorsza niż sam ból. To mądra, niezwykle potrzebna lektura, która uczy akceptacji własnych blizn.

Link do opinii
Avatar użytkownika - AnnaBook
AnnaBook
Przeczytane:2026-05-13, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, 26 książek 2026,

Powieści obyczajowe to nie jest moja literatura pierwszego wyboru, ale od czasu do czasu lubię się zagłębiać w historię, która wydaje się odbiegać od ogólnie dostępnych na rynku. Już swoją pierwszą książką zatytułowaną „Miara życia” Nikki Erlick zafundowała mi hipnotyzującą podróż przez meandry ludzkich emocji, charakterów i zachowań. Dała potężny asumpt do rozmyślań na temat własnego życia i podjętych wyborów. Bez wahania więc sięgnęłam po jej najnowszą powieść „Pola makowe”.

Sen. Nie od dziś wiadomo, że ma on ogromne znaczenie dla organizmu i funkcjonowania człowieka. Jest potrzebny do regeneracji, wypoczynku umysłu. Dla ciała w chorobie jest wręcz zbawienny, a przecież żałobę można uznać za rodzaj schorzenia, które trawi serce, duszę i umysł. Dlaczego więc nie spróbować leczyć ludzi, którzy doznali dotkliwej straty właśnie snem? Na taki pomysł wpadła Ellis Jones. Przedsiębiorcza, oddana pracy kobieta doprowadziła do powstania Pól Makowych, w których ludzie pod nadzorem lekarzy specjalistów mogli zasnąć na kilka tygodni, by w ten sposób przetrwać najgorsze momenty i najbardziej bolesne chwile. Innowacyjna metoda miała zarówno swoich zwolenników, jak i zagorzałych przeciwników. Właśnie w takie miejsce wybrali się Ava, Sasha i Ray. Przypadek sprawił, że musieli podróżować razem i byli zdani na swoje towarzystwo. Każdy z nich jechał do Pól załatwić osobistą sprawę, która ciążyła mu na sercu i nie była to tylko kwestia żałoby.  

Byłam pełna nadziei na nieszablonową opowieść, która porwie mnie w swoje objęcia i będzie mnie w nich trzymała do ostatniego zdania. Otrzymałam ją, ale chwyciła nie tylko mój umysł, a zagrała też na czułych strunach i zaangażowała w taki sposób, że nawet po jej odłożeniu długo o niej myślałam. W tej powieści nawet tytuł ma symboliczne znaczenie, ponieważ mak jest rośliną, która ma zdolność do łatwej adaptacji do różnych warunków. Rośnie nawet w trudnych miejscach. Jest symbolem pamięci, marzeń i poświęcenia, więc idealnie wpisuje się w historię Nikki Erlick. Jej książka jest smutna, refleksyjna, poruszająca, mądra i mimo wszystko ciepła, dająca nadzieję na lepsze jutro. Jest to skomplikowana powieść o przeżywaniu żałoby, różnych odmianach samotności, miłości, bliskości, przyjaźni, postrzegania straty i radzenia sobie z nią. Traktuje o wartościach, które zawsze powinny być nadrzędne, o tym, że trzeba dbać o relacje międzyludzkie, by móc doceniać każdą wspólną chwilę. Żeby czytelnik mógł złapać oddech, autorka wprowadziła do fabuły urywki wywiadów i gazetowych artykułów o eksperymentalnym ośrodku leczenia żałoby. Mogliśmy zajrzeć do niektórych wywiadów poprzedzających odmowę lub przyjęcie na terapię, poczytać o historii tych, którzy na taką formę przepracowania żałoby się zdecydowali. Nie raz i nie dwa mocno ścisnęło mnie za serce i miałam gulę w gardle, kilka razy przydała się chusteczka. Nie potrafiłam pozostać obojętna wobec losu bohaterów, a autorka nie oceniała ich postaw, pozostawiając to nam – czytelnikom.

Czy zdecydowałabym się na taką formę terapii? Trudno powiedzieć… nie wiem…

„Miłość nas zmienia. Wzmacnia, zostawia ślad, dodaje skrzydeł, wskazuje drogę. A jeśli zaśniemy, jeśli doświadczymy efektu ubocznego, jeśli przestaną nas kształtować ludzie, których kochamy, to… kim będziemy?”.

Link do opinii
Avatar użytkownika - olilovesbooks2
olilovesbooks2
Przeczytane:2026-05-19, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2026,

*współpraca reklamowa*

Książka była dla mnie zagadką, ale opis mocno mnie zaintrygował. Do tego zaczęły pojawiać się pierwsze sprzeczne ze sobą opinie, więc tym bardziej chciałam poznać tę historię, która koniec końców zrobiła na mnie wrażenie. Książka zaliczona do literatury pięknej, porusza ważne, trudne ale i kontrowersyjne tematy, jednak ma też w sobie bardzo dużo z obyczajówki, przez co wydaje się bardziej realistyczna, choć niektóre kwestie wydają się nie tylko nietypowe, a może i nawet niemożliwe, ale czy na pewno? Trudno powiedzieć.

Pola Makowe. Ośrodek, który obiecuje poradzenie sobie ze stratą i żałobą, wzbudzający nie tylko ciekawość ale i obawy, a nawet kontrowersje. Jednych fascynuje, inni się go boją a jeszcze inni nie rozumieją jego idei. Do tego też ośrodka podróżuje grupa ludzi, których ścieżki splotły się przypadkiem, a może za sprawą przeznaczenia. Ava chce odnaleźć siostrę i zdobyć odpowiedzi na wiele pytań. Ray szuka ukojenia po śmierci brata i sądzi, że tam dowie się czegoś więcej. Sasha zaś chce się dowiedzieć dlaczego jej podanie zostało odrzucone, ale zamierza ponownie starać się o miejsce. Z kolei Sky weszła w to wszytko przez przypadek i wniosła do grupy świeże spojrzenie. Wyprawa na Pola Makowe to nie tylko podróż do miejsca okrytego tajemnicą, ale to też wewnętrzna droga bohaterów, którzy podczas tej przygody poznają siebie nawzajem, ale poznają też samych siebie.

To była niesamowita książka, która wywarła na mnie spore wrażenie, choć też nie była idealna. Fabuła była oryginalna, łączyła w sobie elementy psychologiczne, filozoficzne, elementy literatury pięknej ale i obyczajówki. Historia okazała się też wielowątkowa, a poruszona tematyka będzie mniej lub bardziej znana każdemu czytelnikowi. Nasi bohaterowie są całkowicie różni, każdy reprezentuje inny styl życia, inny punkt widzenia, dzieli ich niemal wszytko, ale łączy ich jedna rzecz, strata. Tylko, że ta strata u każdego ma inny wymiar, a przez to fabuła wchodzi jeszcze głębiej w analizę ludzkich zachowań, potrzeb, uczuć i emocji. Poznajemy tutaj każdego bohatera, każdy ma swoje przysłowiowe pięć minut, możemy ich ocenić, zauważyć z czym się zmagają, do czego zmierzają. A podróż w konkretne miejsce jest dużo bardziej złożona, i nie skupia się tylko na trasie. Bo w jej czasie nasi bohaterowie rozmawiają, analizują, poznają swoje historie a przez to dostrzegają niuanse, których wcześniej nie dostrzegali, a w rezultacie koniec drogi, może przynieść im wiele niespodzianek i zmian.

Oprócz tej sentymentalnej podróży po ludzkiej psychice, analizie życia i śmierci, czy samej podróży, poznajemy też same Pola Makowe, które są czymś na kształt nowatorskiego ośrodka, który ma pomagać w procesie żałoby. Skupiamy się na leczniczych wartościach snu, pomysł był nowatorski, oryginalny, ale mam też wrażenie, że nie został w pełni wykorzystany potencjał tego tematu. Oczywiście autorka skupiła się też na działaniu ośrodka, na jego celach, na samym śnie i tym wszystkim co wokół niego się dzieje. Weszła w świat nauki, medycyny, a może i głębiej, pokazując różne możliwości, ale też może nieco zahaczyła o jakieś przyszłościowe wynalazki, rodem ze sci fi, ale powiem szczerze, że takie przesypiane problemów, nie brzmi tak źle.

Autorka stworzyła tutaj głęboką i wielowymiarowa opowieść o życiu i śmierci, o emocjach zarówno tych pozytywnych jak i tych mniej przyjemnych. To książka, która zmusza do refleksji, zwraca uwagę na przyziemne sprawy, pokazuje jak ludzie radzą sobie ze stratą i żałobą. Oprócz tego analizuje wiele społecznych aspektów, pokazuje różne tory rozumowania, pokazuje wady i zalety tradycyjnych jak i nowatorskich metod radzenia sobie z trudnymi emocjami. Choć poruszone są tutaj różnorodne tematy, w tym te trudne i wzbudzające kontrowersję, to fabuła wydawała mi się lekka, czytałam tą powieść z ogromną przyjemnością, wzbudziła one we mnie same pozytywne emocje, a oprócz nich wznieciła moją ciekawość, bo jednak sam pomysł na fabułę był nietypowy, trochę niezwykły, a fabuła szła nowymi torami, z którymi ja jeszcze się nie spotkałam.

To była fascynująca przygoda. Książka ważna i potrzebna, skłaniająca do przemyśleń, ale i udowadniająca, że życie trzeba po prostu przeżyć, nie powinno się go przespać, nawet jeśli jest taka możliwość. To lektura ciekawa i wartościowa, w której każdy znajdzie coś dla siebie, coś co pozwoli mu się poczuć jakąś częścią tej historii. Mi się bardzo podobało, jeśli lubicie nietypowe opowieści, w których fabuła skupia się na życiu, na emocjach i nieoczywistych tematach to jest to książka dla was. Ja polecam z całego serca.

Link do opinii
Avatar użytkownika - zainspirowanawku
zainspirowanawku
Przeczytane:2026-05-10,

Jak śpicie? Długo, krótko? Ja ostatnio kiepsko śpię, ale mam nadzieję, że będzie lepiej. Mam dla Was dzisiaj recenzję książki Nikki Erlick pod tytułem "Pola Makowe". Tytułowe Pola Makowe to klinika, która specjalizuje się w uleczaniu żałoby poprzez sen. Brzmi to lekko dziwnie, ale właśnie tak jest. Ludzie którzy tam przyjeżdżają ufają, że po miesięcznym śnie wybudzą się bez smutku i żalu. I właśnie do tej kliniki udaje się trójka bohaterów, których poznajemy na lotnisku. Są to Ava, Sasha i Ray. Niestety ze względu na warunki pogodowe loty zostają odwołane. Ale oni się nie poddają, wynajmują samochód i wspólnie ruszają w tym samym kierunku. Każdy z nich jest inny, ma swoją historię i w innym celu udaje się do kliniki. Jak przebiegnie ich podróż? Czy poznamy wszystkie ich sekrety? A może coś zostawią tylko dla siebie? Jest to historia pełna emocji i niedopowiedzianych słów. Każdy z bohaterów jest inny i niesie ze sobą swoją historię, którą kilometr po kilometrze odkrywamy. Nie jest to łatwa tematyka, ale równocześnie zmusza do refleksji i zastanowienia się czym jest dla nas żałoba. Każdy żałobę powinien przeżyć w najlepszy dla siebie sposób. Sen jest dobry na wszystko, ale czy na pewno?

Link do opinii

Pola makowe autorstwa Nikki Erlick to książka, która od pierwszych stron delikatnie, ale bardzo skutecznie trafia w emocje. To historia o stracie, żałobie i próbie poskładania siebie na nowo — ale opowiedziana w sposób, który jednocześnie koi i boli.


Fabuła skupia się wokół tajemniczego ośrodka na pustyni, który obiecuje coś, co brzmi niemal nierealnie — możliwość pozbycia się bólu po stracie. Wystarczy zasnąć, a po przebudzeniu żal znika. W tym kierunku zmierza grupa bohaterów, którzy na pierwszy rzut oka są sobie obcy, ale szybko okazuje się, że łączy ich coś znacznie głębszego. Ava szuka siostry, Ray próbuje poradzić sobie ze śmiercią brata, Sasha nie rozumie, dlaczego odmówiono jej wstępu do ośrodka, a Sky… trochę jakby znalazła się w tym wszystkim przypadkiem. Ich wspólna podróż staje się czymś więcej niż tylko drogą do konkretnego miejsca — to konfrontacja z własnym bólem, decyzjami i tym, kim są po stracie.


To książka z pogranicza literatury obyczajowej i lekkiego science fiction, ale tak naprawdę najważniejsze są tu emocje. I jest ich naprawdę dużo — smutek, tęsknota, nadzieja, momentami nawet złość. Podczas czytania trudno pozostać obojętnym. Są chwile, które ściskają w gardle, są momenty refleksji, kiedy człowiek zatrzymuje się na chwilę i zaczyna myśleć o własnych doświadczeniach. To jedna z tych historii, które czyta się sercem.


Bohaterowie są bardzo ludzcy — niedoskonali, poranieni, czasem zagubieni. Każdy z nich inaczej przeżywa stratę i to właśnie sprawia, że łatwo się z nimi utożsamić. Ich relacje rozwijają się stopniowo i naturalnie, a więź, która się między nimi tworzy, jest jednym z najpiękniejszych elementów tej książki.


Styl Nikki Erlick jest lekki i przystępny, ale jednocześnie pełen wrażliwości. Nie ma tu przesady ani patosu — emocje są podane subtelnie, ale trafiają dokładnie tam, gdzie trzeba. To pisanie, które nie przytłacza, a jednocześnie zostawia ślad.


Podczas czytania pojawia się cała gama uczuć — od wzruszenia, przez smutek, aż po coś w rodzaju cichej nadziei. To książka, która nie tylko opowiada historię, ale też zadaje ważne pytania: czy naprawdę chcielibyśmy pozbyć się bólu? I co by to o nas powiedziało?


To idealna lektura dla osób, które lubią emocjonalne, refleksyjne historie i nie boją się tematów związanych ze stratą czy żałobą. Szczególnie trafi do tych, którzy szukają w książkach czegoś więcej niż tylko fabuły — czegoś, co zostaje na dłużej. To ciepła, poruszająca i bardzo ludzka opowieść, która przypomina, że nawet w bólu może kryć się sens. Jeśli lubisz książki, które wzruszają i skłaniają do myślenia — naprawdę warto po nią sięgnąć.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Tatiaszaaleksiej
Tatiaszaaleksiej
Przeczytane:2026-04-24, Ocena: 5, Przeczytałem,

„Ale serio… przesypianie żałoby? Nie słyszysz, jak to brzmi?”

Pola Makowe to miejsce zawieszone gdzieś pomiędzy snem a zapomnieniem. To klinika, w której można na chwilę zatrzymać rozpacz, a żałobę oddać czasowi. Zasnąć na miesiąc, dwa i obudzić się jakby lżejszym, choć niekoniecznie innym. Właśnie do tego miejsca zmierzają Ava, Sasha, Ray i Sky obcy sobie ludzie, których życie w jednym momencie splata przypadek. Każde z nich niesie własną historię, własną stratę i powód, który pcha ich aż do Kalifornii. Los zatrzymuje ich na lotnisku. Tornado powoduje, że odwołane zostają loty, a oni zamiast czekać, ruszają razem w drogę. I ta podróż staje się czymś znacznie więcej niż tylko przejazdem do celu. Z każdym kolejnym dniem między nimi rodzi się porozumienie, bliskość, a potem coś na kształt przyjaźni.

Wnikliwa opowieść o ludzkich reakcjach na stratę i o tym, jak różnie każdy z nas ją przeżywa. Spokojna, miejscami melancholijna, pełna refleksji narracja Nikki Erlick prowadzona jest z dużą dojrzałością i umiarem. W tej prostocie tkwi jej siła. Bohaterowie są wyraziści i wiarygodni. Każdy z nich niesie własny ból i własną historię. Ava, ilustratorka, pragnie odnaleźć zaginioną siostrę. Ray, strażak, mierzy się z żałobą po bracie. Sasha szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego odmówiono jej przyjęcia do ośrodka. Sky zaś znalazła się w tej podróży zupełnie przypadkiem.

Opowieść o miłości, która trwa nawet wtedy, gdy ktoś odchodzi. Bo to właśnie ona sprawia, że strata boli tak głęboko. Podróż Avy, Sashy i Raya staje się czymś w rodzaju terapii nie tej gabinetowej, lecz tej najbardziej prawdziwej, opartej na obecności drugiego człowieka. Na rozmowach, które przychodzą stopniowo, spojrzeniach mówiących więcej niż słowa i ciszy, która przestaje uwierać, a zaczyna dawać ukojenie. To historia podszyta ciepłem i światłem, które powoli przebija się przez ciężar żałoby.

Książka pozostawia po sobie wyraźną refleksję. Przypomina, że nie uciekniemy od trudnych emocji, że pamięć o tych, których kochaliśmy, nie jest ciężarem, lecz częścią nas. I że każdy ma prawo przeżyć swoją żałobę po swojemu. Polecam, Tatiasz i jej książki :) 

Link do opinii

 

„Pola makowe” autorstwa Nikki Erlick opowiadają o grupie ludzi, których losy przecinają się w miejscu naznaczonym szczególnym znaczeniem. To przestrzeń, do której trafiają osoby niosące w sobie różne ciężary: stratę, poczucie winy, niespełnione relacje, decyzje, których nie da się cofnąć.

 

Fabuła nie rozwija się linearnie. Zamiast jednej osi wydarzeń dostajemy przeplatające się historie kilku postaci. Każda z nich przyjeżdża tam z innym bagażem emocjonalnym i innym powodem — czasem bardzo konkretnym, a czasem trudnym do nazwania nawet dla nich samych. Wspólnym mianownikiem jest potrzeba zmierzenia się z czymś, co zostało zepchnięte na margines życia.

 

Jest to książka, którą odbiera się bardziej emocjonalnie niż fabularnie — i to jest jej siła, ale momentami też ograniczenie.

 

Czytając ją, miałam poczucie wchodzenia w przestrzeń bardzo miękką, niemal nierealną. Świat przedstawiony nie jest do końca zakotwiczony w konkretach — raczej przypomina stan pomiędzy: pomiędzy wspomnieniem a teraźniejszością, pomiędzy tym, co zostało utracone, a tym, co wciąż nie daje się nazwać. Tytułowe maki działają jak symbol uśpienia, zapomnienia, ale też dziwnego rodzaju ukojenia, które niekoniecznie jest zdrowe.

 

Najbardziej poruszyło mnie to, jak bohaterowie funkcjonują w swoich emocjach — trochę jakby byli od nich odcięci, a jednocześnie całkowicie przez nie pochłonięci. Ich relacje są kruche, często niedopowiedziane. Wiele rzeczy dzieje się „pomiędzy słowami”, co wymaga od czytelnika uważności, ale też gotowości na to, że nie wszystko zostanie jasno wyjaśnione.

 

Ta lektura ma w sobie dużo ciszy. I to nie jest cisza kojąca — raczej taka, która uwiera. Bywały momenty, kiedy miałam wrażenie, że bohaterowie krążą wokół tych samych emocji, nie potrafiąc zrobić kroku dalej. To niekiedy stawało się niekiedy frustrujące, ale jednocześnie bardzo wiarygodne. Nie każda historia prowadzi do rozwiązania. Nie każda rana się zamyka.

 

Styl Erlick jest oszczędny, ale podszyty poetyckością. Czasem trafia w punkt — krótkim zdaniem potrafi oddać coś bardzo złożonego. Innym razem balansuje na granicy przesady, jakby zbyt świadomie chciał być „ładny”. Wtedy narracja traci trochę autentyczności.

 

Po skończeniu tej powieści zabrakło mi poczucia domknięcia. Czułam raczej coś odwrotnego — jakby została we mnie pewna niedopowiedziana myśl. I może właśnie o to chodziło: nie o to, żeby dać odpowiedzi, tylko zostawić czytelnika w stanie lekkiego zawieszenia.

 

To nie jest książka, która prowadzi za rękę. Trzeba się na nią po prostu zgodzić — na jej tempo, na jej niejasność, na emocje, które nie układają się w prostą narrację. Jeśli to zaakceptujesz, dostajesz historię, która działa bardziej podskórnie niż wprost.

 

Link do opinii

„Pola makowe” to mim zdaniem, piękna i bardzo emocjonująca historia, która bardzo mnie poruszyła. Niby jest to spokojna i ciepła, momentami wręcz melancholijna, ale jednocześnie wzbudza wiele różnych emocji. Lubię książki, które zmuszają do refleksji i po lekturze mam wiele pytań, na które sama muszę sobie odpowiedzieć.
Czy można przespać żałobę? Czy długi sen (przez miesiąc) może przynieść ulgę? Moim zdaniem, raczej nie. Miałam takie epizody w swym życiu i nie przyniosły mi korzyści.
Lecz może w Polach Makowych jest zupełnie inaczej?


"Ale serio, przesypianie żałoby? Nie słyszysz, jak to brzmi?"
Poznajemy troje bohaterów, którzy zamierzają lecieć do Kalifornii, żeby udać się do nowatorskiej kliniki pod nazwą Pola Makowe. Poznajemy ich historię i powody, dlaczego właśnie tam się udają. Gdy już są na lotnisku, nadchodzące tornado nie pozwala im odlecieć. Loty zostają odwołane. Trójce zmierzających do Pól Makowych nie udaje się zdobyć biletu na najbliższy lot. Nie chcąc zbyt długo czekać, wynajmują samochód i ruszają w drogę. Ava, Sasha i Ray mimo tego, że wcześniej zupełnie się nie znali, lecz pod wpływem impulsu postanowili razem udać się w podróż do Pól Makowych, czują się jednak dobrze ze sobą. Każde z nich ma inny powód żeby się tam udać, to po pewnym czasie zwierzają się sobie, lecz nie do końca. Każde z nich zostawia część prawdy o sobie w sekrecie.


"Słońce powoli zsuwało się za horyzont, a samochód oddalał się już od Szczerego Pola, pędząc w stronę zupełnie innego..."
"Choć sprawiali wrażenie dobrych ludzi, wciąż byli nieznajomymi."
"Jeśli dzięki klinice w Kalifornii mogła poczuć się mniej nieszczęśliwa, to dlaczego miałaby nie spróbować?"
Podróż trójki bohaterów przebiega niemal zgodnie z planem, a my (oraz oni sami) w jej trakcie poznajemy ich bliżej. Każde z nich ma inne problemy, każde ma własną historię i każde wybrało się w tę podróż w innym celu. Ava ukrywa, że jedzie na Pola Makowe żeby odnaleźć siostrę, która tak naprawdę je stworzyła i jest szefową całej kliniki. Ray chce osobiście sprawdzić co się tam dzieje, bo jego młodszy brat był tu i wrócił zadowolony, lecz wkrótce wydarzyła się tragedia. Sasha chce się upewnić, dlaczego jej prośba o pobyt w Polach Makowych została odrzucona. W trasie spotykają Skay, młodą dziewczynę, z którą spotkali się na lotnisku. Ona nawet nie słyszała o takiej terapii, po prostu wybrała się w podróż. Jej młodzieńcze i z pozoru lekkomyślne zachowanie wprowadza lżejszy i bardziej towarzyski nastrój. Chociaż Skay towarzyszy im tylko przez pewien czas, to z nią przyjemnie mija im czas. 
Czy Pola Makowe spełnią wszystkie oczekiwania naszych bohaterów? Czy Ava pogodzi się z siostrą? Czy Ray odczuje wreszcie ulgę, gdy pozna jak przebiega czas w ośrodku? Czy Sasha zrozumie dlaczego otrzymała decyzję odmowną? 

Chociaż każdy z nas wie, że zdrowy i mocny sen jest ważny i potrzebny każdemu, lecz nie każdy człowiek może spać spokojnie, wielu śnią się złe sny i koszmary. Dlatego nie wiem, czy tak długi sen może przynieść ulgę. Nie wiem, czy zdecydowałabym się na taką terapię, raczej nie, chociaż wszystko zależy od okoliczności. Ja uważam, że żałobę trzeba przepracować, przeżyć i szukać wsparcia wśród rodziny i przyjaciół a nie zasypiać na całe miesiące. Ale to tylko moje zdanie. Gdyby w pobliżu była klinika takiego rodzaju to może....

Warto przeczytać tę poruszającą i pełną emocji powieść, która zmusza do refleksji.

Książkę przeczytałam dzięki Pani Bognie Piechockiej z Prart-Media.pl i Wydawnictwu ZNAK. 

Link do opinii

Życie bywa bardzo z upływającym czasem nieprzewidywalne, gdyż nie spodziewamy się tego, co jest przed nami, kto nam towarzyszy, ale wciąż nie wiemy, co nagle nastąpi. Pomijamy temat śmierci i co po niej następuje. Pozostaje wówczas zadać w skryciu ciąg pytań, jak dalej żyć i poradzić mamy sobie w tak trudnym czasie, jakim jest żałoba, po utracie najbliższej nam osoby, czy w pełni ją rozumie, czy jednak nie, a może wydaje się nam, że wiemy, czym ona jest, a może wystarczy żyć chwilą, czy wspomnieniami o tym kogo nagle i niespodziewanie utraciliśmy?

Postanowiłam się przekonać, jak to jest, poznając i przejść przez wspólną drogę wraz z głównymi bohaterami książki pt.'' Pola makowe'' należącej do gatunku powieści nieznanej mi do tej pory autorki Pani Nikki Erlick.

Nie da się ukryć tego faktu, że kiedy zaznajomiłam, się z opisem treści książki stwierdziłam, że mam chęć od razu odkrywać po kolei losy głównych bohaterów i wczuć się w ich sytuację.

Uważam, że każdy z bohaterów jest na swój sposób sympatyczny pomimo tego, że przeżywają osobiste dramaty, z którymi muszą się zmierzyć.

Wiele razy zastanawiałam się nad pytaniem, jak to jest nie zdążyć, pożegnać się z najbliższą osobą i nie zawsze otrzymywałam odpowiedź na to pytanie. Kilkakrotnie spotkałam się z takimi zachowaniami u osób mi bardziej znanych osobiście i liczył się wyłącznie czas, a na inne kwestie nie starczyło już czasu. Dlatego czytanie tej powieści było dla mnie niezwykłym spotkaniem z bohaterami i zetknięciem się z tym, co daje największe im indywidualne ukojenie, a może większe wyrażenie siebie na nowo siebie, co się dzieje wówczas z nimi, kiedy nie ma czasu na myślenie, lecz należy działać i spróbować podzielić się z kimś nieznanym swoim bólem i cierpieniem po utracie bliskiej osoby.

W trakcie czytania książki uświadomiłam sobie, któremu bohaterowi zaufałabym najbardziej, najmniej, wcale.

''Pola makowe'' moim zdaniem to nie tylko są ośrodkiem, w którym zostawia się cząstkę, jaką utraciło się kiedyś, lecz jest miejscem odnalezienia odpowiedzi, czym jest, walka zobaczenia kim ja naprawdę jestem i czy tak naprawdę potrafię wybaczyć osobom, które już nigdy się nie obudzą, a może nowy sen okaże się ostatnią szansą, aby zobaczyć siebie w innych odsłonach życia, które jest przed nami na czele wraz z bohaterami.

Polecam przeczytać tę książkę.

Link do opinii

Czy według Was można przespać żałobę? Czy sen leczy rany, te na duszy?

Według Ellis jest to skuteczny i potrzebny sposób. kobieta otwiera ośrodek leczenia żałoby, gdzie to leczenie polega na kilkutygodniowym śnie. Całkowicie wierzy w sens tego co robi. Ma wielu przeciwników, ale się nie poddaje. Do ośrodka przybywają kolejni pacjenci, świadomi i niezrażeni tym, że niektórzy budzą się z pewnym skutkiem ubocznym.

W książce towarzyszymy kolejnym osobom, które pragną dostać się do Pól. Każda z nich ma inne doświadczenia, każda zmaga się z bólem. Czy otrzymają pomoc?

 

Pola makowe to książka, w której nie ma porywającej akcji. Czyta się raczej spokojnie, skupia na uczuciach, na przeżyciach, na cierpieniu ludzi, w której czytelnik razem z bohaterami zmaga się z ich wyrzutami sumienia i szuka ukojenia. 

Link do opinii

Nikki Erlick jest dla mnie gwarancją nieoczywistej fabuły, nieprawdopodobnej, ale nie niemożliwej. Po przeczytaniu powieści ,,Miara życia" bardzo chętnie sięgnęłam po najnowszą publikację autorki.

 

Grupka nieznajomych zmierza do ośrodka położonego na odludziu pośród piasków kalifornijskiej pustyni. Każdy z nich w innym celu. Ilustratorka Ava chce odnaleźć w Polach Makowych swoją starszą siostrę, strażak Ray szuka ukojenia po śmierci brata, Sasha pragnie dowiedzieć się, dlaczego odrzucono jej podanie o przyjęcie do ośrodka, a Sky młodziutka dziewczyna znalazła się tam przez przypadek.

 

Dlaczego tak naprawdę wyruszyli w drogę, jakie chowają sekrety smutki i żale? Co odnajdą w tajemniczym ośrodku, który został stworzony, by uśmierzyć ból po stracie najbliższej osoby?

 

Zdecydowanie to nie jest zwykła historia jakich wiele na półkach w księgarni. Czytając, mamy świadomość, że to, co się wydarzyło, nie zawsze jest realne, ale z drugiej strony, czy na pewno? Świat nas zaskakuje, nowinki medyczne, technologiczne odkrywane są każdego dnia, więc ta fabuła nie jest taka mało prawdopodobna, jakby się wydawało na początku.

 

Bohaterowie są niewątpliwie atutem powieści, każdy w inny sposób sobie radzi sobie z odejściem najbliższej osoby. Wyruszyli w podróż, mając nadzieję, że dotrą do miejsca, które pomoże im ponowie nabrać chęci do życia. Jadą w tym samym kierunku, ale z innym bagażem życiowym. Chcą zapomnieć, bo wspomnienia rozrywają ich dusze. Ile razy sobie powtarzamy: prześpij się z tym problemem, a jutro będzie lepiej. Dla nich jedna noc, to za mało, oni chcą zasnąć na miesiąc.

 

Zdanie, które pozostało w mojej głowie: żałoba, to kiedy twój świat gwałtownie staje w miejscu, kiedy to rękoma młócisz powietrze, a reszta świata po prostu kręci się dalej - pięknie napisała Nikki Erlick.

 

Pola Makowe to opowieść o przeszywającym smutku, który każdy z nas doświadczył lub doświadczy w przyszłości. Najbliżsi odchodzą, a my na to wpływu i nie każdy umie sobie poradzić z tą pozostawioną pustką. Autorka z empatią pochyliła się nad zranionym sercem, ale nie jest to poradnik z gotowymi rozwiązaniami. Otrzymujemy za to refleksje od bohaterów z analizą psychologiczną ich żałoby. Zasnąć i nie czuć smutku, czy to możliwe? Czy jest to recepta na zniwelowanie bólu po śmierci najbliższej osoby? A może należy się z nim zmierzyć, a nie odrzucać. Powieść polecam osobom, które niedawno utraciły kogoś bliskiego i faktycznie nie musi to być ten ostateczny koniec, ale również odejście partnera, rozwód lub ogromna zmiana życiowa. Może pewne fragmenty, przemyślenia uczestników tej niezwykłej podróży pomogą odpowiedzieć na kilka pytań, spojrzeć z inne perspektywy na własny smutek. Historia pozwoli zaakceptować obecny stan ducha, ocalić wspomnienia, a może odkryjemy coś więcej. I za to lubię powieści Nikki Erlick.

 

 

Link do opinii

,,najczęstszym sposobem na cierpienie

jest po prostu je przeżyć"

Sen od dawna uznawany jest za jeden z najważniejszych elementów regeneracji -- nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej. To właśnie podczas snu mózg porządkuje emocje, przetwarza trudne doświadczenia i pozwala nam stopniowo oswajać to, co w ciągu dnia wydaje się zbyt bolesne lub przytłaczające. Nic więc dziwnego, że motyw snu i jego potencjalnego wpływu na ludzką psychikę staje się punktem wyjścia dla powieści ,,Pola Makowe", w której sen ukazany jest w zupełnie innej roli.

Ava, Ray, Sasha wyruszają w drogę do Kalifornii, gdzie na pustynnych terenach znajduje się tajemniczy ośrodek nazwany ,,Pola Makowe" prowadzony przez jego charyzmatyczną, tajemniczą i niejednoznaczną właścicielkę Ellis. Los sprawił, że zamiast samolotem jadą tam żółtym samochodem nazywanym Kanarkiem. Początkowo spędzają ten czas we trójkę, nie licząc psa Avy o imieniu PJ, ale w pewnym momencie dołącza do nich Sky, która nie miała dotąd pojęcia o istnieniu ,,Pól Makowych". Ich historie splatają się powoli, z wyczuciem, a pani Nikki Erlick pokazuje, że pozornie obcy sobie ludzie mogą odnaleźć wspólny język w doświadczeniu straty i w potrzebie uzdrowienia.

,,Pola Makowe" to powieść, która zaczyna się jak historia drogi: czwórka obcych sobie ludzi -- Ava, Ray, Sasha i Sky -- wyrusza w podróż do odległego ośrodka położonego na kalifornijskiej pustyni. Ośrodek, prowadzony przez obiecuje możliwość zmierzenia się z bólem w sposób, który wykracza poza znane metody terapii. Wydaje się to przytłaczające, ale jednocześnie wzbudza niepokój i przyciąga. Im dalej zagłębiamy się w tę historię, tym bardziej dostrzegamy więcej szczegółów i zagadnienia ukazane w zupełnie nieoczekiwanym świetle. Zarówno czwórka podróżników, jak i zespół kliniki leczenie snem mierzą się ze swoimi wewnętrznymi demonami, żalami, dylematami i nie zawsze chodzi o stratę w sensie fizycznym.

To historia, która wprost stawia pytanie o to, jak naprawdę uleczyć się z bólu i czy w ogóle istnieje jedna właściwa droga przechodzenia przez żałobę. Poza obserwowaniem pokonywania kolejnych etapów podróży czwórki znajomych z lotniska, poznajemy też niektóre przypadki z ośrodka ,,Pola Makowe", które przybyły do niego po ratunek. To zapis rozmowy z nimi, z której wynika, dlaczego przybyli do tego miejsca. Uzupełnieniami są też artykuły z lokalnych gazet na temat tej szczególnej, innowacyjnej kliniki i metod, jakie sa w niej stosowane. To pokazuje, jak nowe, mało znane terapie, czy podejścia do problemów wzbudzają sensację, ekscytacje i ciekawość. Są też obiektem ataków, szukania głębszego dna i skrywanych sekretów, jakie mogą skrywać powody prowadzenie takiego sposobu uzdrawiania duszy człowieka.

Pokazuje, że każdy przeżywa stratę, żal, poczucie winy, tęsknotę, żałobę i inne tego rodzaju doświadczeni inaczej. Często oczekujemy szybkich rozwiązań i zamknięcia emocjonalnych drzwi naszego serca. Pojęcie starty nabiera też zupełnie innego sensu, znacznie szerszego, niż na początku się nam wydaje. Książka mocno akcentuje znaczenie czasu, przemijania, relacji i pozwolenia sobie na przeżywanie - bez skrótów i uproszczeń - podkreślając siłę połączenia między ludźmi jako kluczowego elementu uzdrawiania.

Jednym z atutów historii zawartej w książce ,,Pola Makowe" jest sposób, w jaki autorka przedstawia stratę, uzdrawianie, przebaczenia i akceptację, unikając przy tym przesadnego patosu. Jednak największą siłą tej powieści jest sposób, w jaki są wykreowani bohaterów. Ava, Ray, Sasha i Sky są pełni sprzeczności, a ich historie odsłaniają się powoli, w rytmie, który pozwala naprawdę wejść w ich emocje. W trakcie poznawania kolejnych wydarzeń wyłaniają się skrywane sekrety bohaterów, którzy nie do końca są ze wszystkim wobec siebie szczerzy, mimo że w czasie podróży wiele o sobie opowiadają.

Relacja między nimi rozwija się naturalnie -- od nieufności po poczucie wspólnoty, które rodzi się z dzielonego doświadczenia straty. Kontrastem dla tej czwórki jest Ellis, postać złożona i moralnie niejednoznaczna, przekonana o słuszności swojej wizji uzdrawiania. To ona wprowadza do fabuły napięcie i pytania o granice ingerencji w cudzy ból.

Pani Nikki Erlick stwarza pomiędzy wydarzeniami przestrzeń do przemyśleń nad tym czym jest ból i dlaczego tak bardzo wnika ona w nasze komórki i zmysły. Dotyka fundamentalnych pytań o życie, stratę i sens, a jednocześnie pozostaje historią przystępną i komunikatywną. To, co istotne, mimo niepokojącego punktu wyjścia, całość ma raczej kojący niż przytłaczający charakter. To opowieść, która nie epatuje cierpieniem, lecz daje przestrzeń do oswojenia się z nim, budując melancholię i ciepło i dając możliwość zadania sobie własnych pytań.

,,Pola makowe" to historia, w którą wchodzi się powoli, wnikając w mentalną sferę każdej postaci pozwalając nam razem z nimi odczuwać każdą emocję poprzez do analizę tego, jakie przeżycia mają za sobą. Czytając opis na okładce książki może się spodziewać ciężkiego tematu i trudnego sposobu pokazywania ludzkiego cierpienia. Tymczasem całość nabiera bardziej refleksyjnego tonu, w stylu powieści drogi, w której główni bohaterowie przechodzą przemianę i tworzą relacje, których się nie spodziewali. To opowieść o nadziei, o potrzebie bliskości i o tym, że nawet najbardziej pęknięte serce można próbować poskładać, ale nie przez zapomnienie, lecz przez zrozumienie.

Książkę przeczytałam w ramach współpracy

z PRart Media Bogna Piechocka

i wydawnictwem Znak Literanova

Link do opinii

Podczas jednego z tornad pasażerowie samolotów są zmuszeni udać się do schronu i nieco zmodyfikować swoje plany. Troje nieznajomych decyduje się na wspólną podróż wynajętym samochodem. Łączy ich cel podróży - Pola Makowe, pełne kontrowersji ale i nadziei. Każde z nich oczekuje czegoś innego. Po drodze spotykają młodą dziewczynę, Sky pragnacą zasmakować życia, czerpiąc z niego ile się da. Bez planu, biorąc to co los przyniesie. 

 

Temat żałoby i radzenia sobie z nią jest bardzo trudny. Każdy z nas jest inny, inaczej przechodzi stratę. Nie da się jednoznacznie stwierdzić - poczekaj, tydzień i już zapomnisz, będzie lżej. To nie jest recepta dla NIKOGO. Nawet dla tych najbardziej odpornych psychicznie, a jednak to takie rady najczęściej słyszymy lub dajemy...

Autorka stworzyła postaci różnorodne i  naturalne, które z zupełnie innych pobudek chcą znaleźć się na pustyni w Polach Makowych.

Przespać ciężki i trudny czas...ile razy zdarza się i nam tak pomyśleć i o tym marzyć. Czy jednak sen, tak długi, przyniósłby nam ulgę. A może obudzilibyśmy się z nazwanym w książce "efektem ubocznym" nie czując nic. 

Jest to niejako powieść drogi, podczas której bohaterzy nawiązują głębszą relacje, otwierają się przed sobą ale i zmieniają. Dopiero widząc nastawienie innych ludzi na konkretne sytuację, bliższe poznanie tematu sprawia,że bardzo często zmieniamy nastawienie i swój cel. 

Powolna, budząca kontrowersje i pełna refleksji. Myślę,że nie da się jednoznacznie powiedzieć czy taka metoda radzenia sobie ze stratą jest zła czy dobra. Trzeba by było znaleźć się w takiej sytuacji by ocenić. Książkę polecam, porusza ważny temat, a fabuła jest bardzo dobrze prowadzona.

Link do opinii

" [...] Ludzie przychodzą do nas, gdy ból po stracie całkowicie przejmuje nad nimi kontrolę, bo chcą spróbować ją odzyskać. [...]"

Nie wiem jak was, ale mnie urzekła najnowsza powieść Nikki Erlick pod tytułem "Pola Makowe". Podobały mi się w niej emocje i nie dopowiedzenia, a także tajemnice skrywane przez główne postacie, które bardzo subtelnie są uwalniane.
Tytułowe Pola Makowe, to centrum snu, które skierowane jest głównie do osób pogrążonych w żałobie, z traumą i do ludzi cierpiących na zespół stresu pourazowego. Leczenie ma na celu złagodzenia bólu po stracie i przetrwanie w spokoju najgorszego okresu żałoby, traumy, czy stresu. Pacjenci zapadają w sen na miesiąc lub dwa. Budzą się zupełnie w innym stanie. Leczenie żałoby snem jest eksperymentalne i może wywołać skutki uboczne. Nie każdy może leczyć się w tym ośrodku. Żebyście nie myśleli nic złego, to leczenie jest całkowicie za darmo. Pola Makowe znajdują się na odludziu w Południowej Kalifornii.
Poznałam tutaj kilka wyjątkowych postaci, których na pozór nic nie łącz:
Ava -- ma talent artystyczny. Jest utalentowaną ilustratorką. Podróżuje z ukochanym pieskiem, którego nazwała PJ. Ma swoje traumy, z którymi musi się zmierzyć.
Ray -- strażak, który nie może pogodzić się ze śmiercią brata.
Sasha -- świetna kobieta, która lekko w swoim życiu się pogubiła.
Sky -- młoda dziewczyna z oryginalnym wyglądem i ubiorem. Ma świetną wizję na siebie. Dąży do wyznaczonego celu. Podobało mi się jej dążenie do spełnienia marzeń. Z miejsca ją polubiłam.
Jest jeszcze jedna postać godna waszej uwagi, ale ją odkryjecie sami.
Te cztery osoby na pozór nic nie łączy. Tylko czy na pewno?
Jedno tornado, jeden cel, jedna trasa i życie kilku osób diametralnie się zmieni. Czy na lepsze, czy raczej na gorsze?
Czasami bywa tak w życiu, że nie widzimy sensu istnienia, ale wystarczy jedna chwila, przypadkowo poznane osoby i nasze życie diametralnie się odmienia. Tak właśnie jest w tej powieści.
Autorka w idealny sposób pokazała, zmagania osób, które zmagają się z bólem istnienia po stracie. Jest to często problem zamiatany pod dywan. A niestety nie wolno tego zbagatelizować. Warto być przy osobie, która zmaga się z bólem po stracie najbliższego członka rodziny. Warto o tym pamiętać.
Czy po stracie ukochanej osoby, położylibyście się w eksperymentalnym ośrodku, który przez sen pomógłby wam przeżyć żałobę w najtrudniejszej chwili? Ja niestety nie. Panicznie bałabym się,  skutków ubocznych.
Książka "Pola Makowe" napisana jest w ciekawej formie. Spotkacie tutaj między innymi wywiady z kandydatami na pacjentów, a także rozmowę z samą założycielką.
Polecam.

Link do opinii
Recenzje miesiąca Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy