Bóg się rodzi, moc truchleje…
Grudzień 1976.
Wracający z pasterki mieszkańcy Poręby dostrzegają na drodze zakrwawione ciało dziewczyny w ciąży. Pod stojącym w rowie autokarem leżą kolejne zwłoki. Lokalna milicja oraz prokuratura rejonowa twierdzą, że doszło do nieszczęśliwego wypadku, mieszkańcy wsi uparcie milczą, a kluczowe dowody znikają w tajemniczych okolicznościach. Mimo to w Tarnobrzegu sformowana zostaje grupa, która ma na celu odkryć za wszelką cenę, co tak naprawdę wydarzyło się w cichą noc na drodze między Porębą a Połańcem.
Porucznik Grewling z krakowskiego wydziału kryminalnego zostaje odesłany do Tarnobrzega, aby dołączyć do dwójki śledczych jako niezależny funkcjonariusz, nieuwikłany w miejscowe układy. Na podstawie pojedynczego zeznania prokuratura wojewódzka zleca ekshumację zwłok trzech ofiar, ujawniając ślady brutalnego morderstwa. Milicjanci zderzają się ze zmową milczenia, która sięga głębiej, niż mogli podejrzewać. Dawne krzywdy i przelana krew sprawiają, że jedynymi wiarygodnymi świadkami w tej sprawie pozostają ofiary. Zeznanie za zeznaniem, śledczy wkraczają do przerażającej rzeczywistości ukrytej za fasadą zwykłej polskiej wsi położonej w cieniu szybko rosnących bloków dekady Gierka.
Grzegorz Wielgus wciąga nas tym razem w wir historii kryminalnej opartej na prawdziwych wydarzeniach. To książka o zbrodni, która ponad czterdzieści lat temu wstrząsnęła całą Polską. Okrutne morderstwa, zemsta, nienawiść i zmowa milczenia, która trwa do dziś. Autor w sposób mistrzowski serwuje czytelnikowi kryminalny rollercoaster, dodając do tego sporą dawkę faktów i jeszcze większą dawkę emocji.
Wydawnictwo: Initium
Data wydania: 2026-01-29
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 432
Język oryginału: polski
Recenzja
Grzegorz Wielgus " Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL "
@grzegorz.m.wielgus_autor
Wydawnictwo: Initium
@wydawnictwo_initium
„– Panie poruczniku, areszt to jedno, a co kto powie przed sądem, to drugie.
– Jerzy z westchnieniem obrócił głowę w bok. – Bóg jest daleko, ludzie tutaj…”
Wigilia kojarzy się ze spokojem, kolędami i rodziną siedzącą przy wspólnym stole. Trudno uwierzyć, że właśnie w taką noc może wydarzyć się coś tak okrutnego. A jednak w 1976 roku, w jednej z polskich wsi, świąteczny nastrój został brutalnie przerwany przez tragedię, o której przez długi czas próbowano milczeć. O tej właśnie historii opowiada książka „Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL” Grzegorza Wielgusa.
Kilka kilometrów od kościoła, w którym odbywa się nabożeństwo , na drodze dochodzi do brutalnej zbrodni. Ginie cała rodzina. Najbardziej przerażające w tej historii jest jednak to, że świadków nie brakuje. Ludzie widzą, co się dzieje, ale nikt nie reaguje. Nikt nie próbuje pomóc. Zapada cisza.
✖️ Co znajdziemy w książce:
▪️ historię opartą na prawdziwej zbrodni z czasów PRL
▪️ brutalne morderstwo młodej rodziny
▪️ zmowę milczenia wśród mieszkańców i lokalnych władz
▪️ śledztwo prowadzone przez porucznika Grewlinga i jego współpracowników
▪️ realia życia na wsi w latach 70.
▪️ strach, zależności i układy w niewielkiej społeczności
▪️ śledztwo próbujące przebić się przez mur milczenia
▪️ stopniowe odkrywanie prawdy o wydarzeniach z tamtej nocy
▪️ pokazanie, jak łatwo manipulować faktami
▪️ refleksję nad ludzką moralnością i odwagą cywilną
Autor bardzo mocno pokazuje mechanizm tej ciszy. Strach, zależności i układy w małej społeczności sprawiają, że prawda zostaje zepchnięta na dalszy plan. Każdy coś słyszał, każdy coś widział, ale gdy pojawiają się pytania, nagle wszyscy powtarzają to samo – że nic nie wiedzą. Czytając, trudno nie zastanawiać się, jak to możliwe, że tak wiele osób potrafiło milczeć.
Książkę momentami czyta się jak dobry kryminał. Autor stopniowo odsłania kolejne elementy tej historii, pokazując śledztwo i próby dotarcia do prawdy mimo muru milczenia. Jednocześnie bardzo dobrze oddaje realia PRL-u i życie w małej społeczności, gdzie wiele spraw rozgrywa się poza oficjalnym prawem, a wpływowi ludzie potrafią trzymać innych w swojej zależności.
Największe wrażenie robi jednak świadomość, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Z każdą kolejną stroną pojawia się coraz więcej emocji, niedowierzanie, złość, a momentami także poczucie bezsilności.
Na końcu książki autor zamieszcza posłowie, w którym wyjaśnia, że powieść została oparta na faktach, jednak nie jest ich wiernym odtworzeniem. Niektóre nazwiska, miejsca czy elementy chronologii zostały zmienione, a część postaci jak choćby prowadzący śledztwo porucznik ma charakter fikcyjny, choć została oparta na wspomnieniach z tamtych lat. Dzięki temu historia zyskała formę powieści, a jednocześnie nie straciła swojego najważniejszego fundamentu, czyli prawdziwych wydarzeń, które stały się jej inspiracją.
„Połaniecka” to książka mocna, momentami bardzo mroczna, ale jednocześnie niezwykle wciągająca. To nie tylko opowieść o zbrodni, ale przede wszystkim o strachu i o tym, jak łatwo prawda może zostać zagłuszona przez milczenie całej społeczności. Po jej przeczytaniu trudno nie zadać sobie jednego pytania czy my na miejscu świadków zachowalibyśmy się inaczej?
📌 Post powstał w ramach współpracy barterowej i reklamowej.
,,To był mord na wskroś ludzki, skalkulowany i chłodny jak zima, która stała się jego tłem".
Grudzień 1976 roku.
Noc wigilijna.
,,Bóg się rodzi" w środku zimy, a dla kogoś świat się zapalił - ,,zniknął w jednym, brutalnym rozbłysku bożonarodzeniowej nocy". I nikt nie widział i nikt nie słyszał ,,jak rozpędzone sześć ton stali taranuje ludzi". ,,Po prostu to się wydarzyło i nikt nie zwrócił na to uwagi?"
Wracający z pasterki mieszkańcy wsi na drodze między Porębą a Połańcem, znajdują skąpane we krwi ciała trzech osób - młodego mężczyzny, jego ciężarnej żony i chłopca oraz porzucony autokar. Lokalna milicja oraz prokuratura uznają to przerażające zdarzenie za nieszczęśliwy wypadek. Tylko ci miejscowi z takim uporem milczą, a kluczowe dowody w sprawie znikają w tajemniczych okolicznościach. Może właśnie dlatego, że to wszystko wygląda zbyt ,,idealnie", po kilku miesiącach, niezależni śledczy próbują dotrzeć do prawdy, sforsować przerażającą zmowę milczenia, przedrzeć się przez kurtynę ciszy i zdemaskować lokalne układy.. Czy to oznacza, że będą zmuszeni ,,obudzić zmarłych"? Bo to, co kryją poplamione ludzkie sumienia tych jeszcze żywych - wymyka się rozumowi. A ,,granice ludzkiego okrucieństwa są znacznie większe niż jego zrozumienie".
,,Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL" Grzegorza Wielgusa to mocna powieść oparta na faktach. Nie da się tu odciąć emocji i na chłodno przeczytać ,,coś", bo wzburza, niepokoi, przeraża. Autor z premedytacją obnaża oblicza ludzkiej natury. Lata 70. i określony kontekst historyczny sprawy nadają całej historii charakteru.
To powieść o zbrodni, a nie o karze, o zemście, zawiści, manipulacji, strachu i sprawiedliwości, która jest tak bardzo zależna od perspektywy.
Polecam.
Ta książka wstrząsnęła mną bardziej niż niejeden najmroczniejszy thriller.
Motywem była zemsta. Poczucie władzy i przekonanie, że można stać ponad innymi, decydować o ich losie, upokarzać i karać za sprzeciw. Za tę pychę zapłacili życiem bardzo młodzi ludzie: 12-letnie dziecko, 18-letnia kobieta w ciąży oraz jej 25-letni mąż. Ta świadomość towarzyszy przez całą lekturę i sprawia, że trudno oddzielić emocje od czytania. A wszystko wydarzyło się w noc wigilijną...
To jedna z najstraszniejszych historii, jakie wydarzyły się w powojennej Polsce. I chyba właśnie to przeraża najbardziej świadomość,że ta opowieść nie narodziła się wyłącznie w wyobraźni autora. Jej fundamentem są prawdziwe wydarzenia z 1976 roku. Owszem, pojawia się tu fikcja literacka, zmienione nazwiska, dopisane postaci, ale rdzeń tej historii wydarzył się naprawdę.
Czytając kryminały, zawsze mamy w głowie bezpiecznik: ,,to tylko fabuła". Tutaj tego bezpiecznika nie ma. Jest brutalność, która boli podwójnie, bo wiemy, że drugi człowiek naprawdę był zdolny do takiego okrucieństwa. Zabójstwa dokonane z zimną krwią, przemoc tak niewyobrażalna, że trudno ją objąć rozumem to nie jest literacka przesada, tylko echo realnych zdarzeń.
Najbardziej wstrząsnęło mną jednak coś innego. Świadkowie. Dziesiątki ludzi, którzy widzieli. Twarze przyklejone do szyb. Strach, który skutecznie zasznurował im usta. Groźby, wymuszane przysięgi, całowanie różańca, przypieczętowanie milczenia krwią. To właśnie ta zbiorowa cisza jest tu równie przerażająca jak sama zbrodnia.
Autor bardzo obrazowo prowadzi czytelnika przez kolejne etapy tej historii. Nie ma tu zbędnych ozdobników. Zdania są celne, mocne, momentami duszne. Czytając, naprawdę widzi się te sceny.
Mam ogromną słabość do klimatów PRL-u. Fascynują mnie te wszystkie absurdy, które z dzisiejszej perspektywy brzmią jak kiepski żart, a wtedy były normą. Kolejki ,,za czymś", polowanie na rzucony towar, czy ta niemal religijna ekscytacja, gdy komuś udało się zdobyć pomarańcze na święta. Śmiejemy się z tego przy rodzinnych stołach, ale pod tą warstwą komizmu kryła się szara, często brutalna rzeczywistość. I właśnie w takim świecie osadzona jest ta historia. Małe miasteczko, sąsiedzi znający się od pokoleń, wspólne wigilie i plotki pod spożywczakiem. Sielanka kończy się w momencie potwornej zbrodni. Najgorsze nie jest jednak samo morderstwo, ale to, co dzieje się później. A raczej to, co się nie dzieje. Zapada cisza. Mur milczenia, którego nie da się przebić.
Autor nie bawi się w kaznodzieję. Wielgus nie ocenia, nie krzyczy na nas zza kartek. Wykłada karty na stół i zostawia nas z tym niewygodnym pytaniem: ,,A ja? Co ja bym zrobił/ła?". Łatwo jest mówić o odwadze z perspektywy wygodnej kanapy w 2026 roku. Trudniej, gdy żyjesz w systemie, gdzie ,,niewychylanie się" było strategią przetrwania.
To nie jest fikcja. Fakt, że to wydarzyło się naprawdę, sprawia, że opisywany kontrast między ,,normalnością" (załatwianiem pralki spod lady czy słuchaniem Wolnej Europy pod kołdrą) a tragedią uderza ze zdwojoną siłą. Według mnie autor pisze prosto, konkretnie, bez literackiego zadęcia. Dzięki temu historia ,,niesie się" sama, a napięcie buduje się naturalnie, bez sztucznych sztuczek.
Jeśli czytacie w papierze przygotujcie się na momenty, w których trzeba odłożyć książkę i po prostu wyjść na balkon odetchnąć. Z kolei audiobook ma w sobie coś gęstego, jakby ktoś opowiadał wam tę mroczną tajemnicę prosto do ucha co sprawia, że podczas słuchania może trafić się tak ze poczujecie zimny dreszcz na karku. W pewnym momencie musiałam zatrzymać książkę bo miałam wrażenie że ktoś wszedł do domu, albo że ktoś wymówił moje imię. Creepy trochę to muszę przyznać. To nie jest tylko reportaż o zbrodni. To studium strachu, który potrafi sparaliżować całą społeczność. Jeśli lubicie wracać do czasów PRL-u, ale nie boicie się zajrzeć pod tę grubą warstwę nostalgii, żeby zobaczyć coś znacznie mroczniejszego bierzcie ,,Połaniecką" w ciemno. To jedna z tych lektur, po których długo siedzi się w ciszy. Polecam zajrzeć do aplikacji Audioteka i tam odsłuchać audiobooka.
Wigilia w 1976 roku dla niektórych skończyła się śmiercią. Ciało zakrwawionej kobiety w ciąży leżące nieopodal autobusu i kolejne zwłoki pod nim, odkrywają mieszkańcy Poręby, którzy wracają z Pasterki. Milicja i prokuratura orzekają, że to nieszczęśliwy wypadek, mieszkańcy milczą, a dowody znikają. Coś tu się zdecydowanie nie zgadza. Dlatego po paru miesiącach zostaje wszczęte ponowne dochodzenie.
Po ekshumacji ciał okazuje się, że doszło do brutalnego, potrójnego morderstwa. Czy mieszkańcy odzyskają głos? Czy winny zostanie ukarany za swoje czyny?
Połaniecka to przerażająca, prawdziwa historia, która zostanie ze mną na długo. To tysiące pytań, które pozostaną bez odpowiedzi, bezkarność winnych oraz strach, w który odziani są wszyscy w Porębie.
O sprawie połanieckiej napisano już wszystko, co o tych wydarzeniach zostało ustalone. Dlatego zastanawiałem się co może przynieść fabularna odsłona tego dramatu. Wprawdzie nie przynosi ona żadnych nowych faktów, to jednak jest to naprawdę dobra powieść. Autor wykreował ciekawe postacie śledczych, świetnie ukazał konformistyczną postawę mieszkańców wsi oraz silną osobowość jednostki, dążącą do podporządkowania innych. Warto posłuchać i potraktować jako wstęp do głębszego poznania wydarzeń, na których oparto fabułę. Do plusów należy również bardzo dobra interpretacja w wykonaniu lektora.
Nie ma nic groźniejszego niż cud, a cudem jest Ziemia Święta.Średniowiecze, czas wypraw krzyżowych i walk o wyzwolenie Jerozolimy z rąk muzułmanów...
Austria, rok 1279. Po zakończeniu krwawej wojny o koronę Królestwa Niemiec kraj cieszy się chwilowym spokojem. Chcąc zadowolić krnąbrnych wasali...
Przeczytane:2026-03-21, Ocena: 6, Przeczytałam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026,
Kiedy sięgałam po „Połaniecką”, byłam przekonana, że trafię na kolejną powieść kryminalną inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami. Nie spodziewałam się jednak, jak mocno ta historia wstrząśnie moim spojrzeniem na ludzkie postawy wobec zła, strachu i milczenia. Autor zabiera nas w mroźną, grudniową noc 1976 roku, kiedy to mieszkańcy małej wsi wracający z pasterki odkrywają na drodze coś, co odmieni ich życie — ciało młodej, ciężarnej kobiety oraz dwóch bliskich jej osób, rozrzucone niedaleko przewróconego autokaru. Ta scena, tak brutalna i jednocześnie tak „znormalizowana” w opisie lokalnej milicji, staje się początkiem śledztwa, które dopiero po latach zaczyna wychodzić z cienia milczenia.
Fabuła powieści skrupulatnie prowadzi nas przez zmagania śledczych z murem obojętności i strachu. Do Tarnobrzega zostaje oddelegowany porucznik Grewling — funkcjonariusz z krakowskiego wydziału kryminalnego, który nie jest uwikłany w lokalne układy i dlatego jako jedyny ma realną szansę dotrzeć do prawdy. To poprzez jego oczy i myśli poznajemy mechanizmy zmowy milczenia: jak sąsiedzi unikają rozmów, jak kluczowe dowody znikają, a lokalna prokuratura szybko klasyfikuje sprawę jako zwykły wypadek. Grewling stopniowo odkrywa, że to, co miało być efektownym dochodzeniem, w rzeczywistości staje się powolnym przedzieraniem się przez gęstą sieć lęków i wzajemnych powiązań społecznych.
II to właśnie wątek społeczny w „Połanieckiej” jest dla mnie równie istotny jak sama zagadka kryminalna. Wielgus mistrzowsko ukazuje, jak struktury lokalnej społeczności — znajomości, tradycje, lojalności i uprzedzenia — mogą działać niczym niewidzialna sieć, w której prawda łatwo ginie, a jednostka nie ma realnej mocy działania. Czytając, poczułam, że obserwuję nie tylko dramat jednej kobiety czy pracy śledczego, ale też dynamikę całej społeczności: jej mechanizmy wykluczenia, lęk przed odmiennością, presję konformizmu. To, co z pozoru wydaje się ciszą lub obojętnością, okazuje się reakcją wyuczoną, uwarunkowaną historycznie i społecznie. Cisza staje się symbolicznym głosem całego społeczeństwa, które woli milczeć niż mierzyć się z prawdą i konsekwencjami jej ujawnienia.
Ta perspektywa społeczna sprawia, że książka staje się głęboko refleksyjna. Widzę w niej nie tylko kryminał, lecz studium społecznej psychiki: jak w małych społecznościach władza, strach i konformizm mogą tłumić sumienia, a jednostka, która chce być uczciwa, zostaje zepchnięta na margines. W ten sposób autor pokazuje, że prawda nie jest kwestią faktów samej zbrodni — jest też efektem odwagi społecznej, gotowości, by mówić i działać, gdy większość milczy.
Czytając tę książkę, wielokrotnie wracałam myślami do tego, jak wiele znaczeń ma cisza. Ona nie tylko chroni sprawców — ona chroni przed prawdą, przed konfrontacją z własnym sumieniem, przed koniecznością zajęcia stanowiska. Grewling jako postać staje się dla mnie symbolem tego, co w człowieku najbardziej wartościowe: gotowości, by nie pozwolić milczeniu zwyciężyć. Jego determinacja, by powoli rozplątywać kolejne warstwy kłamstw i zatajeń, ukazuje, że prawda, choć często spóźniona, jest potężniejsza niż lęk.
Narracja nie tylko opisuje kolejne etapy śledztwa. Autor z wyczuciem wprowadza nas w tło historyczne dekady Gierka — epoki, w której Polska wydawała się zmieniać, rozwijać, budować nowe bloki i drogi, a z drugiej — jej prowincje skrywały takie tragedie, o jakich oficjalna propaganda nie miała mówić. W ten sposób fabuła „Połanieckiej” rozciąga się od konkretnej zbrodni do szerokiego obrazu społecznego, gdzie strach przed konsekwencjami bycia „innym” jest równie groźny jak sam akt przemocy.
Jako czytelniczka poczułam, jak bardzo ta historia dotyka nie tylko umysłu, ale też emocji. Każda strona przynosi napięcie — nie tylko z powodu kolejnych faktów śledztwa, ale przez pytanie, które autor zdaje się stawiać każdej z nas: jak daleko posunęłabyś się w milczeniu, gdy cały świat każe ci nie mówić? I co by to zrobiło z twoim sumieniem?
„Połaniecka” to nie tylko opowieść kryminalna — to głęboka analiza ludzkiej odpowiedzialności wobec prawdy i bólu drugiego człowieka oraz wnikliwe studium mechanizmów społecznych, które decydują o tym, co jest akceptowane, a co skazane na zapomnienie.