Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 2025-10-29
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 800
Tytuł oryginału: The Covenant od Water
Język oryginału: Angielski
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Dom rodzinny, w którym przewija się ta sama smutna tajemnica, burząc misternie budowane szczęście, powodując ból i rozrywając serce na kawałki. Każda nikła iskierka nadziei na nowo ożywa, by po niedługim czasie zdeptać wszystko to co jest wyczekiwane i bliskie. Dni płyną szybko, jak nurt w pobliskiej wodnej otchłani, która decyduje o przyszłości ludzi związanych z tym miejscem.
Indie Południowe, rok 1900. Z inicjatywy wujostwa, dwunastoletnia dziewczynka łączy się węzłem małżeńskim że sporo starszym wdowcem. Mocno przeżywa rozstanie z matką, lecz nie ma wpływu na podjęte decyzje. Niebezpiecznymi wodami przemierza drogę do nowego domu, który już na zawsze ma stać się jej bezpieczną przystanią. Parambil to miejsce, które potrafi wyżywić mieszkańców, tutaj ludzie są dla siebie życzliwi i pomocni pomimo różnic społecznych. Codzienna ciężka praca, daje spokój i zadowolenie. Społeczność jest głęboko religijna, z pokolenia na pokolenie przekazuje swoje wartości.
Młoda żona dorasta, zacieśnia się bliska więź z mężczyzną, z tego uczucia rodzi się mała dziewczynka. Kobieta od kilku lat opiekuje się również synkiem męża, jest z nim bardzo zżyta, niestety przez nieszczęśliwy wypadek chłopiec traci życie. Wielka woda przez lata jest wrogiem rodziny, ta przeszkoda niesie ze sobą ogromną traumę...
Rewelacyjna, fikcyjna opowieść, zbudowana z życia i emocji, które z każdą stroną coraz głębiej wnikają do serca. Motyw przewodni powieści, to misternie utkany kobierzec z wielu splątanych nitek, które naznaczone są smutkiem, łzami, tragedią, ale również ogromnym uczuciem. Wyjątkowy, urzekający klimat powieści buduje przepiękną, wzruszającą całość. Liczne strony książki, ani na chwilę nie pozwalają jej odłożyć, coraz bardziej wciągają i docierają do serca, by niesamowicie zaskoczyć. Fabuła powieści pokazuje, jak los splata ze sobą nieprzewidywalne sytuacje, tworząc poruszający scenariusz. Powoli rodzące się zmiany, to nowy obiecujący początek dla przyszłych pokoleń. Wpływ systemu, polityki, przekonań, a wreszcie początki opieki lekarskiej zmienia życie ludzi, stabilizuje kruchy i niepewny los. Wspaniała, niezapomniana przygoda literacka, to jedna z tych opowieści, które trwale zapisują się w pamięci...
Gorąco polecam
Podchodziłam do tej powieści z dużą obawą. Przerażała mnie jej objętość, fascynowała mnie jej historia. Moje obawy okazały się bezpodstawne, ponieważ fabuła powieści wciągnęła mnie od pierwszej strony. Tak naprawdę, żeby oddać fenomen i piękno tej książki musiałabym napisać równie monumentalną recenzję jak sama powieść.
Wielopokoleniowa saga rodzinna, rozgrywająca się w południowych Indiach, pełna zagadek i niezwykłych rodzinny historii z pewnością zaintryguje niejednego czytelnika.
Przede wszystkim jest to powieść, która otula niezwykłą magią hinduskiego świata. Odkrywa wiele tajemnic mieszkańców Indii, od kuchni, przez to jak żyli i funkcjonowali. Pokazuje blaski i cienie, tej jakże nam mało znanej części ziemskiego globu. Ta książka, to bilet do niesamowitej i pięknej podróży.
To również fascynująca historia rodziny. Bohaterów, z ich trudnym życiem. Historiami życia tyleż fascynującymi co zaskakującymi. Ich życie otoczone mrokiem "Choroby" tajemniczej przypadłości, która doprowadza do śmierci kolejnych członków rodziny, a mająca powiązanie z wodą. Czymże ona jest? Faktycznie chorobą, przekleństwem, fatum ciążacym nad rodziną? Odpowiedź znajdziesz na kartach powieści.
Ta powieść, to również hołd złożony medycynie. Autor, który z wykształcenia jest lekarzem i przy powstawaniu tej powieści współpracował z lekarzami wielu specjalności, poruszył w swoim dziele wiele medycznych tematów. Tematów mi bliskich: z dziedziny neurochirurgii czy położnictwa. Z chirurgiczną precyzją i dokładnością przybliża nam choroby, takie jak choćby trąd, który wciąż dotyka mieszkańców Indii. Umiejętnie wplata nici medycznej wiedzy w fabułę powieści.
Fabułę, która zmusza do refleksji nad wartością ludzkiego życia, jego kruchością., nad walką z chorobą czy życiem z ułomnościami ciała. To historia o stracie, miłości, postępowi medycyny czy poświęceniu matki dla dobra dziecka.
Tej książki nie da się czytać szybko ( i to nie tylko przez jej obszerność). To książka, którą jeśli chce się zrozumieć trzeba się delektować powoli. Strona po stronie odkrywać jej wspaniałą literacką wartość.
Słuchajcie,e, mam dla Was totalny konkret z lekkim spojlerem :p Jeśli szukacie książki, która emocjonalnie Was poruszy i pozostanie w pamięci na lata, to ,,Przymierze wody" Abrahama Verghese'a jest pozycją obowiązkową. To nie jest zwykła lektura na jeden wieczór mamy tu aż osiemset stron epickiej opowieści, rozgrywającej się w Indiach, a dokładniej w Kerali. Książka obejmuje niemal cały XX wiek i ukazuje losy kilku pokoleń jednej rodziny. Wydawnictwo Książnica zrobiła tu kawał dobrej roboty, wydając tę sagę, o której teraz trąbią dosłownie wszyscy.
Wszystko zaczyna się megamocno. Poznajemy dwunastoletnią dziewczynkę, którą później wszyscy nazywają Big (wielka) Ammachi. Wyobraźcie sobie, że jako dziecko zostaje wydana za mąż za dużo starszego faceta i trafia do wielkiego domu w Param bil. (Niech to Was nie przerazi!) Z czasem staje się sercem rodziny i twardą kobietą, która trzyma wszystko w ryzach, mimo że życie nie oszczędza jej trudnych doświadczeń. Jej mąż to w sumie sympatyczny facet, ale ma jedną dziwną fobię panicznie boi się wody.
W książce pojawia się także Digby Kilgour, chirurg ze Szkocji, który ucieka do Indii przed swoimi demonami. W pewnym momencie jego ścieżki przecinają się z rodziną Big Ammachi i zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Chciałabym napisać więcej, ale uwierzcie mi, warto samodzielnie odkryć tę historię. Oprócz niego mamy tu jeszcze kilka postaci, które robią robotę. Jest Philipose, syn Big Ammachi, taki typowy intelektualista i pisarz, który walczy z rodzinną klątwą i kocha artystkę E... :D Ich relacja to totalny emocjonalny rollercoaster.
A co z tą klątwą, która ich nęka? W każdym pokoleniu rodziny ktoś tonie. Woda, która w Kerali jest wszechobecna, staje się symbolem strachu i przeznaczenia. Okazuje się, że za tym zjawiskiem kryje się rzadka choroba, ale nawet nauka nie zawsze potrafi pokonać fatum. Kolejne pokolenia mają swoje tajemnice, ale nie będę Wam wszystkiego zdradzać sami musicie to odkryć. Muszę być z Wami szczera: ta książka wymaga cierpliwości. Momentami tempo jest wolne, jest mnóstwo wątków, więc trzeba się skupić, aby się nie pogubić. Uwierzcie mi, kilka razy wracałam do wcześniejszych fragmentów z pytaniem: ,,Jak to możliwe?" lub ,,O co tu chodzi?". ,,O co chodzi"? Mnie osobiście to trochę przytłaczało, ale z drugiej strony, dzięki temu można poczuć klimat i naprawdę zżyć się z bohaterami. To nie jest wada tej książki, wręcz przeciwnie. Książka zmusza to myślenia, analizowania do tego dla mnie była momentami emocjonalna, więc, żeby dokończyć rozdział albo zacząć nowy, musiałam spieszyć się z czynnościami domowymi. Według mnie autor genialnie pokazuje, jak żyć dalej mimo tragedii i strat. Woda staje się metaforą życia, którego nie da się kontrolować. To wymagająca lektura, ale przynosi ogromną satysfakcję. Jeśli macie ochotę na coś głębokiego, co Was autentycznie poruszy, bierzcie się za czytanie.
Abraham Verghese "Przymierze wody"
"Przymierze wody" to książka, która wymyka się schematom a więc i objętość niezwyczajna - 800 stron robi wrażenie.
To powieść wielowymiarowa, którą można czytać i interpretować w wielu kluczach. Powieść o rodzinie, o medycynie, o historii i kulturze Indii, o wierze i nadziei lub ich braku.
Na 800 stronach autor przedstawia zawiłe losy zwykłych/niezwykłych ludzi. Są one splecione niczym nici wielkiego gobelinu, a może w kontekście książki trafniej byłoby określić iż są splecione jak cieki wodne łączące się w jednym wszechoceanie.
Niespieszna akcja, sugestywne obrazy, dogłębny smutek, nieoczywisty humor, przejmujący obraz Indii - tego wszystkiego spodziewajcie się podczas lektury.
Jest barwnie, smacznie, zmysłowo, groteskowo, przerażająco, porażająco, dobitnie i nade wszystko niełatwo i smutno. Literacka kwintesencja Indii minionego wieku. Pełen zachwyt nad językiem autora i pracą tłumacza.
Wyjątkowa, wielowątkowa, wielopokoleniowa historia, która porusza i na długo pozostaje w pamięci.
W mojej opinii świetny materiał na scenariusz epickiego filmu.
To niezwykłe osiągnięcie literackie. John Irving Niezwykła powieść. Wypełniona mistycznymi scenami i bohaterami, którzy na zawsze potrafią wryć się...
Przeczytane:2025-11-24, Ocena: 5, Przeczytałam, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2025, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2025, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2025 roku, 12 książek 2025, 26 książek 2025, 52 książki 2025,
Są książki, które czyta się jak opowieść. Ale są też takie, które przeżywa się jak pogodę — zmienne, oszałamiające, czasem przytłaczające, momentami czułe. „Przymierze wody” Abrahama Verghese należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To nie jest powieść, którą bierze się „na szybko”, to tekst, który wymaga od czytelnika odłożenia telefonu, zwolnienia oddechu i zgody na to, że woda, metaforyczna i zupełnie realna, poprowadzi nas tam, gdzie zechce.
Kerala w tej książce nie jest tłem, to pełnoprawny bohater. Ma rytm własnego serca, mówi szumem fal i szelestem palm. Nie udaje egzotyki, raczej zaprasza, by zanurzyć się w jej brązowej od monsunów glebie i pozwolić, by opowieść zrobiła z nami, co chce. Verghese tworzy krajobraz tak gęsty i sugestywny, że niemal czuć smak solanki na języku. A gdzieś pośród tej przyrody, która nigdy nie daje o sobie zapomnieć, mieszka rodzina naznaczona klątwą wody, przeklęta, ale nie złamana.
Wielka Ammachi wkracza na scenę jako dwunastoletnia dziewczynka prowadzona ku małżeństwu, które jeszcze nie zna jej imienia, a już jest jej przeznaczeniem. Jej historia nie jest opowiedziana nachalnie, bardziej narasta w czytelniku, stopniowo, jak przypływ. Z biegiem stron staje się kimś więcej niż bohaterką, jest osią, wokół której oplatają się losy kolejnych pokoleń, mostem między tym, co minione, a tym, co dopiero nadchodzi. Jej życie jest mozolne, pełne wyrzeczeń, ale też zaskakujących momentów czułości, jednocześnie pokazuje, że siła nie musi krzyczeć. Czasem wystarczy, że trwa.
Jednym z najpiękniejszych zaskoczeń powieści jest to, jak Verghese pisze o medycynie. Nie jak o zestawie narzędzi, lecz jak o języku nadziei, którego uczą się bohaterowie, by przeciwstawić się temu, czego nie rozumieją: chorobie, śmierci, stracie. Sceny szpitalne i zabiegi medyczne nie są tu wciśnięte na siłę. Raczej unoszą się w tle, przypominają, że życie zawsze ma w sobie potencjał odrodzenia, nawet jeśli przychodzi ono powoli i w bólu.
Motyw klątwy utonięć mógłby w rękach mniej wprawnego pisarza stać się efekciarskim ozdobnikiem. A jednak u Verghese’a woda jest czymś znacznie więcej niż symbolem. Jest spokojem i zagrożeniem, błogosławieństwem i przekleństwem, tajemnicą i wyrokiem. Każde pojawienie się wody w tej opowieści, czy to w rzece, kałuży czy deszczu, otwiera drzwi do interpretacji. To właśnie ten element sprawia, że powieść przypomina rodzinny fresk, w którym każde pokolenie dodaje do obrazu własną kroplę historii.
Dlaczego ta książka zostaje na długo? Bo ma w sobie rzadką dziś cechę: szczerość wobec emocji. Nie pędzi do przodu, nie próbuje nas szokować, zamiast tego powoli odkrywa kolejne warstwy życia bohaterów. A to życie bywa rozpięte między codzienną religijnością i poszukiwaniem sensu, społecznymi hierarchiami, od których trudno uciec, namiętnościami ukrytymi pod cienką warstwą tradycji, bólem, który prędzej czy później dosięga każdego człowieka. Przede wszystkim jednak to opowieść o tym, że rodzina potrafi być zarówno bezpieczną przystanią, jak i wzburzonym oceanem.
Jeśli szukasz lektury, która wciągnie Cię od pierwszej strony i nie wypuści nawet długo po przeczytaniu ostatniej, to „Przymierze wody” jest dla Ciebie. Jeśli lubisz historie, które pulsują życiem, pachną przyprawami, a jednocześnie czegoś uczą, znajdziesz tu więcej niż się spodziewasz. A jeśli pragniesz książki, która pozwoli Ci choćby na chwilę spojrzeć na własne życie z innej perspektywy… cóż, ta powieść działa jak monsun: przychodzi nagle i zostawia po sobie żyzną ziemię. To nie tylko saga. To przypomnienie, że woda może niszczyć, ale też oczyszczać. I że z każdej burzy można wypłynąć na nowo.