ZAPISKI Z NIESPODZIEWANEGO KOŃCA I POWROTU
Mikołaj napisał książkę o życiu. Bo jak się pisze o umieraniu, to jednak jest o życiu. Bardzo dużo miłości do życia jest w tej książce i sporo strachu przed śmiercią. Jest nawet o matematycznym wzorze na czas, który pozostał do dożycia. Jeśli zaś jest w tej książce sama śmierć, to tylko tych, co umarli. Niedawno, jak rodzice albo dziadkowie, albo dawniej, ci zabici w zagładzie. Poruszająca książka, trochę smutna, nawet gdy zabawna. Trzeba przeczytać.
Andrzej Leder
Polska literatura ma szczęście do zawałów. Po Białoszewskim do szpitala trafił Mikołaj Grynberg. W swoją przejmującą opowieść włożył całe serce; świetnie dało sobie radę. Są tu łzy i jest dużo śmiechu. Tak płacze i tak się śmieje tu i teraz Mikołaj, ale też w Mikołaju płacze nad człowiekiem i śmieje się z niego Demokryt. Co nam pozostaje? Badać się, jeździć na rowerze, czytać (teraz Grynberga), nie wstydzić się łez (bo tam, gdzie łzy, tam miłość) i się śmiać (bo śmiech to nasz jedyny oręż).
Marek Bieńczyk
Książka o hierarchii spraw, o lęku zupełnie niezależnym od postępu medycyny i o rozmowie, która może toczyć się poza słowami. Do odczytania na wiele sposobów.
prof. Janina Stępińska - kardiolog, Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w latach 2011-2013
Wydawnictwo: Agora
Data wydania: 2025-07-02
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 144
Spotykają się w Nowym Jorku, Warszawie, Tel Awiwie. Łączy ich to, że mieli nie istnieć. Że są Żydami i zostali wychowani przez ocalałych z Holokaustu....
"Kto ratuje jedno życie - ratuje cały świat." Tu była cisza spokój, ptaszki śpiewały, aż któregoś dnia zamiast ptaszków usłyszeliśmy dźwięki helikopterów...
Ocena: 6, Przeczytałam, Posiadam,
Słowo ZAWAŁ wyznacza pewien koniec i początek. Koniec dotychczasowego, nie zawsze zdrowego trybu życia i (przy dużej dawce szczęścia) początek nowej, niełatwej egzystencji naznaczonej zakazami i nakazami, a przede wszystkim strachem o własny byt. Najdobitniej o tym przeżyciu opowiada Mikołaj Grynberg w książce pt. „Rok, w którym nie umarłem”, z oferty Wydawnictwa Agora.
Powstały z zapisków autora obraz jego zmagań z życiem, a raczej z krążącym wokół niego widmem śmierci, to funkcjonujący w rytm medycznej aparatury, przy anturażu szpitalnych kaczek obraz wspólnoty, jaka łączy obcych sobie ludzi w chorobie i w próbach odzyskania sił witalnych. Jest w tej wspólnocie jakaś niezwykłość, pozwalająca skracać dystans, nie zważając na wiek czy wykształcenie. Liczy się tylko ilość przebytych zawałów i nadzieja na to, że obecny będzie ostatnim na drodze ku zdrowiu.
Od czasu „Zawału” autorstwa Mirona Białoszewskiego nie było w literaturze polskiej tak osobistego, dosadnego a zarazem wiernie odzwierciedlonego obrazu codziennej egzystencji chorych oddziału kardiologicznego. Ich zmagania o każdy oddech, o równe tętno, o powrót do dawnego życia to potężna dawka ładunku emocjonalnego i dowód na to, że mimo wszystko „człowiek jest mocny”.
Nie znałam takiego bezpośredniego, wręcz intymnego oblicza prozy Mikołaja Grynberga, ale przyznaję, że jestem pełna podziwu dla tego, jak zawalczył o siebie i w jaki sposób opowiada o tym swoim czytelnikom. „Rok, w którym nie umarłem” to lektura trudna jak wszystkie historie, których scenariusz pisze samo życie, a jednocześnie pełna wiary w sprawczą moc, w potęgę podświadomości i w to, że wszystko jest możliwe, póki żyjemy.
Czy polecam? Oczywiście, bez zastanowienia!