W środku nocy i w samo południe, w głębi zimowego lasu i nad brzegiem strumyka, w skalnych grotach i pod strzechami - wszędzie i o każdej porze spotkać można tajemnicze istoty o wielkiej mocy, nierozerwalnie związane z naturą. Wrogie i przyjazne, groźne i pomocne, piękne i przerażające - wszystkie zrodziły się w wyobraźni naszych słowiańskich przodków. A może... istnieją naprawdę? Dołącz do mieszkańców zatopionej wśród puszczy wioski i dowiedz się, jak przechytrzyć wodnika, schować się przed lichem i umknąć południcy. Kto wie, może kiedyś staniesz z nimi oko w oko?
Cykl pięknie ilustrowanych opowiadań przywołujących do życia wierzenia naszych przodków oraz ich wyobrażenia o tym, jakie siły rządziły dawną codziennością.
Wydawnictwo: Kropka
Data wydania: 2025-10-15
Kategoria: Dla dzieci
ISBN:
Liczba stron: 240
Zbiór opowiadań utrzymanych w tematyce - a jakże - słowiańskiej, jak to zwykle u Marty bywa. Są skierowane raczej dla dzieci, i ich bohaterowie również są dziećmi, ale dorosły też może przeczytać tę książkę i się przy niej przyjemnie bawić.
Opowiadania są trochę nierówne, ale ogólnie trzymają dobry poziom. Zazębiają się, bowiem akcja wszystkich dzieje się w tej samej wiosce, a bohaterowie pojawiają się na ogół w więcej niż jednym opowiadaniu (najbardziej zaś podobał mi się zabieg z lichem :).
Doceniam przy tym walor edukacyjny - przy okazji czytania młodzież ma szansę w bezbolesny sposób przyswoić kilka informacji na temat naszych rodzimych wierzeń.
Książka ,,Rusałki, licha, kikimory i inne słowiańskie strachy w opowieściach" Marty Krajewskiej to niezwykła lektura -- mistyczna i zarazem przyziemna, osadzona w słowiańskim folklorze, ale napisana z lekkością i zrozumieniem dla współczesnego czytelnika. Autorka zabiera nas w podróż przez lasy, strumyki, nocne bezkresy i chaty - w miejsca, gdzie demony natury i zjawy dawnych wierzeń żyją obok ludzi, czasem pomagając, czasem strasząc, a innym razem po prostu są. To zbiór opowiadań, które łączą w sobie baśniowy urok i dreszcz tajemnicy, a jednocześnie uczą szacunku do natury i tradycji.
Krajewska nie ogranicza się tu do powierzchownego przywołania znanych słowiańskich stworzeń, takich jak rusałki, licho czy kikimory: każda opowieść to osobny świat, dopracowany w detalu, z własnym klimatem i morałem. Siła książki leży właśnie w różnorodności tych historii -- czasem pełnych niebezpieczeństwa, czasem melancholijnych, innym razem wręcz komicznych, ale zawsze nasyconych słowiańskim duchem. Dzięki temu czytelnik czuje się, jakby odwiedzał kolejne zakątki pradawnych wierzeń, poznawał mieszkańców świata, w którym granice między żywym a duchowym bywają bardzo płynne.
Narracja Marty Krajewskiej jest lekka, a zarazem stylizowana - język ma w sobie coś z dawnych podań, co współgra z samą tematyką książki. Nie jest to archaiczny styl, który odstraszałby młodszego odbiorcę, ale ma ten poetycki posmak, który buduje baśniową aurę. Opisy przyrody są subtelne, a obrazy leśnych zakątków, mrocznych gajów i wodnych zakamarków tchną spokojem, ale też niepokojem: natura nie jest tu jedynie tłem, lecz aktywnym uczestnikiem zdarzeń, miejscem, w którym rodzą się strachy, ale też siły ochronne.
Bardzo ważnym elementem tej książki są ilustracje -- ich autorką jest Alicja Filiacz. To, co zrobiła w tej publikacji, trudno przecenić: grafiki są nie tylko dekoracyjne, ale głęboko oddziałujące, nadające historiom realność i magię równocześnie. Już od pierwszych stron ilustracje wciągają w tajemniczy klimat - przedstawiają rusałki o zwiewnych sylwetkach, południce z eterycznym światłem, mroczne lasy, stare chaty i wodne głębiny. Ich styl -- delikatny, ale bardzo sugestywny -- sprawia, że opowiadania stają się niemal wizualnymi podróżami. Dzięki nim niemal można poczuć wilgoć w leśnym powietrzu, usłyszeć szmer strumyka czy zobaczyć cienie tańczące w mroku. Ilustracje nie są jedynie dodatkiem -- są równorzędnym współtwórcą klimatu tej książki i stanowią ogromną wartość same w sobie. Recenzenci słusznie podkreślają, że są one ,,prawdziwą perłą" -- niektóre ilustracje można by chcieć wyeksponować jak obraz.
Marta Krajewska potrafi zgrabnie łączyć wiedzę o dawnych wierzeniach z narracyjną lekkością. Nie funduje czytelnikowi suchych encyklopedycznych opisów - zamiast tego snuje opowieści, które pokazują, jak słowiańskie demony wpływały na życie zwykłych ludzi. W opowiadaniach pojawiają się motywy przechytrzania wodnika, chronienia się przed lichem, unikania południcy; są też historie o przyjaźni między człowiekiem a bytem z zaświatów, o miłości, o stracie i nadziei. Autorka daje nam smak słowiańskiej magii, ale również uczy, że relacja człowieka z naturą nie jest zero-jedynkowa -- może być pełna szacunku albo lęku, a granica między tym, co dobrotliwe, a tym, co niebezpieczne, bywa cienka.
Dla młodszych czytelników książka stanowi fascynującą przygodę i wprowadzenie w świat słowiańskiego folkloru, dla starszych -- to powrót do korzeni, okazja do refleksji nad tym, jak nasi przodkowie postrzegali siły natury. Wiele opowiadań niesie przesłanie - nie są to historie straszące bezcelowo, ale opowieści z morałem, choć niekiedy morał ten bywa subtelny.
,,Rusałki, licha, kikimory i inne słowiańskie strachy" to książka, która zachwyca swoją koncepcją i realizacją. Autorka pokazuje, że folklor słowiański ma ogromny potencjał narracyjny - potrafi być mroczny, czarujący, ludzki i ponadczasowy. Ilustracje Alicji Filiacz dodają tekstowi głębi i sprawiają, że historie stają się niemal materialne, dotykalne. Czyta się je z przyjemnością, a jednocześnie -- co ważne -- z nutą zadumy nad tym, co kryje się w cieniu lasu, w głębi wody czy w szumie traw.
Dla osób zainteresowanych słowiańską mitologią, dla młodzieży, która lubi opowieści z nadprzyrodzonym pierwiastkiem, oraz dla dorosłych, którzy cenią literaturę rozwijającą wyobraźnię i szacunek do tradycji -- ta książka będzie znakomitym wyborem. Marta Krajewska zaprasza nas do świata, w którym strach ma wiele twarzy, a demony dawnych wierzeń są żywe -- i niekoniecznie złe. To lektura, która przenosi w magiczny świat, budzi nostalgię i niepokój, a przy tym zachęca do refleksji nad tym, jak blisko jesteśmy natury -- i jak cienka granica dzieli nas od tego, co niewidzialne. Jeśli szukasz opowieści, które są zarazem baśnią i przypowieścią, mroczną i pełną czułości -- ta książka jest zdecydowanie warta twojego czasu.
#współpracabarterowa
Słowiańskie strachy dla młodszych czytelników? Jak najbardziej! Ba! Mogą być świetną rozrywką także i dla tych starszych grozolubisiów. Książka Marty Krajewskiej jest niczym niesamowita podróż w odmęty nieznanego świata, z którego być może wrócicie odmienieni, ale na pewno bogatsi o wiedzę.
Znajdziecie tu osiem opowieści orbitujących wokół mieszkańców jednej wioski. To, co bohaterom się przydarza, czy to dziecięce zwidy, wykwity wyobraźni, a może jednak coś diabelskiego krąży po okolicy? Czy wioska skrywa mroczne sekrety? Co skrywają głębiny rzeki? Czy coś między drzewami przemyka? A co się niesie wraz z wiatrem? Ciii... Słyszycie te tajemnicze szepty?
To bardzo nastrojowa książka, która dla dorosłych jest niczym powrót do dzieciństwa, do wakacji spędzanych u babci na wsi. Autorka idealnie oddała obraz polskiej wsi, małomiasteczkowej mentalności. Ta tląca się jeszcze wiara w przeróżne gusła i krążące szeptane bajędy od pokoleń. Zmieniające się pory roku wyznaczające tryb życia. Tutaj aura niepokoju jest namacalna. I to wszystko osnute tajemniczością.
Zwyczajna rzeczywistość poprzeplatana z dawno zapomnianymi bóstwami. Wodnik, południca, rusałka, chmurnik i inne upiorzyska istniejące w zbiorowej podświadomości od zarania dziejów, wyrosłe poprzez nadzieje i lęki jakie zawsze ludziom towarzyszyły. Jak sobie ongiś tłumaczono przedziwne zjawiska? A czy da się uniknąć nieuchronności losu?
Na uwagę zasługuje styl narracji pełen naleciałości dawnej mowy, co nie przeszkadza w odbiorze, a pozwala jeszcze lepiej się przenieść do minionego świata. Mroczne, baśniowe historyjki z morałem, które uczą, że warto czynić dobro, inaczej... licho pochłonie, prawda? Przyjaźń i miłość to wartości, które dobrze jest pielęgnować od małego.
Do tego wydanie okraszone jest klimatycznymi, onirycznymi ilustracjami Alicji Filiacz, które prześwietnie wprowadzają w odpowiedni nastrój i przenoszą nas... hen daleko do dawnego świata, nie całkiem jeszcze zapomnianego.
Polecam.
Marta Krajewska tak bardzo umie w słowiańskie historie, że można brać jej książki w ciemno. Nie zastanawiałam się ani chwili, kiedy zobaczyłam nowość jej autorstwa pt.: "Rusałki, licha, kikimory i inne słowiańskie strachy w opowieściach". Książka przyszła absolutnie piękna, dopracowana, w twardej oprawie, szyta i z genialnymi ilustracjami. Po prostu palce lizać. A co z treścią?
Miejscem akcji ośmiu opowiadań zawartych w książce jest pewna wieś. Bohaterowie, czyli jej mieszkańcy, prowadzą tradycyjne życie pełne ciężkiej pracy i trosk, ale również zabawy i radości. Jak to w życiu, wydarzenia dobre i złe przeplatają się, a autorka wspaniale oddaje atmosferę słowiańskiej osady sprzed lat, sposób myślenia ludzi i rozwiązywania problemów, relacje rodzinne czy przywiązanie do tradycji.
Kolejne rozdziały odkrywają przed czytelnikiem wybrane słowiańskie stwory, które wchodzą z butami w życie mieszkańców wsi. Wiele przygód przeżywają młodsi bohaterowie, dzięki czemu opisane historie są dynamiczne i pełne dowcipnych dialogów.
Marta Krajewska swoimi opowieściami pokazała, jak bardzo demony słowiańskie wrosły w tamten świat, w codzienność ludzi i ich sposób myślenia. W jak wiele stworów Słowianie wierzyli i jak tłumaczyli nieznane sobie lub niezrozumiałe zjawiska. Spotkacie tu między innymi Licho, Kłobuka, Rusałkę, Kikimorę, Południcę, a przy okazji poznacie sporo wierzeń naszych przodków.
Oprócz delektowania się tekstami, koniecznie zwróćcie uwagę na fantastyczne ilustracje autorstwa Alicji Filiacz. Robią naprawdę duże wrażenie i wspaniale dopełniają treść.
Polecam gorąco, jak wszystkie pozostałe książki Marty Krajewskiej.
Podczas każdej pełni księżyca mieszkańcy Wilczej Doliny ryglują drzwi w chatach i siedzą w ciszy, nasłuchując z niepokojem wycia wilkołaka. Pochłonięta...
Od kilkunastu lat Wilcza Dolina przygotowuje się na powrót wilkarów. Opiekunka jest zmęczona oczekiwaniem, odpowiedzialnością, strachem i...