Okładka książki - Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich. Prawie wieczór, wciąż jasno

Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich. Prawie wieczór, wciąż jasno


Ocena: 3.6 (5 głosów)

ELEKTRYZUJĄCY DUŃSKI DEBIUT - OBOWIĄZKOWA WAKACYJNA LEKTURA! Bo miłość jest właśnie tym czymś innym niż zwykłe przyziemne życie z pracą na etacie, dziećmi i w stałym związku, jest alternatywą dla życia, którego żadne z nas tak naprawdę nie chce. Grupa przyjaciół z czasów studenckich postanawia spędzić siedem letnich dni w domku na duńskiej wsi. To okazja, aby pływać, opalać się, flirtować, czytać i spędzać razem czas jak dawniej. Co może pójść nie tak? Kiedy Gry przyjeżdża z dziećmi, a Esben i Karen ogłaszają swój ślub, Sylvia zaczyna się zastanawiać, co stało się ze śmiałymi planami na życie, które snuli na studiach. Jej obawy podziela Pigwa, który jest gotów na szaleństwa, ale obecność dzieci wszystko zmienia. Wśród przyjaciół pragnienia i niepokój mieszają się w równych proporcjach, a w miarę upływu tygodnia rozmowy oraz flirt nabierają intensywności, prowadząc do zaskakującego finału. Czy przyjaźń jest silniejsza niż miłość? I jakie są granice między niewinnym flirtem a zdradą? I jak najlepiej żyć i kochać, kiedy się starzejemy?

Informacje dodatkowe o Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich. Prawie wieczór, wciąż jasno:

Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 2026-06-17
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788368800937
Liczba stron: 300
Tytuł oryginału: Kun til navlen

Tagi: Klasyka prozy literackiej

więcej

Kup książkę Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich. Prawie wieczór, wciąż jasno

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich. Prawie wieczór, wciąż jasno - opinie o książce

Prawie wieczór, wciąż jasno - Linea Maja Ernst 

 

Dziękuję wydawnictwu Poznańskie za możliwość przeczytania tej książki.

 

Z niecierpliwością wyczekiwałam tego tytułu. Nie miałam jeszcze okazji nic przeczytać autorstwa Duńskich pisarzy. A tu, jeszcze debiut. Jak na razie, trafiałam na świetne lektury. Opis sugerował coś zupełnie innego, wręcz przewidywalnego. Czasem taka historia jest potrzebna i dlatego fajnie, że dostałam możliwość przeczytania tej książki.

 

Muszę przyznać, że jest to lektura dla czytelników bez uprzedzeń i 18+. Między innymi dlatego, bo mamy tu hot sceny. Jest to historia queerowa. Oczywiście zwraca uwagę na relację, uczucia i tego, że nie raz nie wiemy czego tak naprawdę chcemy. A także, na dojrzałość i świadomość seksualną.

Namiętność i napięcie, skrywane pragnienia/fantazje. 

 

Autorka pokazuje wątpliwości, czy po drodze nie straciło się cząstkę samego siebie. Czy też obawy, że nie będzie się dobrym rodzicem. Szczególnie, mając w głowie syndrom/ powiedzenie ,,Nie daleko pada jabłko od jabłoni". To jest czasem silniejsze od nas samych. Zdecydowanie należy przegonić takie myśli.

 

Spodobało mi się w tej książce przedstawienie dwóch typów czytelników. Pierwszy. Określa strukturę tekstu, używając wyszukanych słów i wspomina życiorys pisarza/ki. Uwzględnia przewidywalność i nudność lektury.

Za to drugi typ, skupia się na emocjach związanych z czytaniem. Pokazuje aspekty np. historyczne i widzi to, co między wierszami.

Jednocześnie mamy przypomnienie, aby nie bać się okazywać uczuć.

 

Dostajemy mnóstwo nawiązań, dzięki którym poznajemy intencje bohaterów. ( Podam te, które znam. Jest ich więcej)

"Sen nocy letniej", "Stowarzyszenie umarłych poetów", "Cierpienia młodego Waltera" czy też serial "Berverly Hills 90210" (nawiązanie do związku Kelly, Brandona/ Dylana)

 

Jak sami widzicie, dużo się dzieje. Naprzemiennie mamy przemyślenia któregoś z dorosłych bohaterów jak i konfrontację.

Lektura udowadnia, że nie wszyscy mają szansę na happy end. Czasem, nasze pragnienia, powinny być w Nas głęboko zakopane...

 

Czy polecam?

Hmm... I tak i nie. Nie jest to lektura dla wszystkich. Mimo, że czyta się tę książkę szybko, to jest trudna tematyka. Nie skupia się tylko na słowach, ale pokazuje też ujście tych emocji.

 

Moja ocena 8.5/10 

 

Cytaty z książki:

 

"Wysoki jasnowłosy. Bóg słońca po politologii. Istnieją mężczyźni, którzy wyglądają jak posągi Apolla, o rysach tak regularnych, że już sama twarz wydaje się racjonalna, którzy są jak ucieleśnienie witalności i wigoru, słowem, typ najgorszy z możliwych. Po Adamie widać, że jest okazem zdrowia, że już jako dziecko składał się wyłącznie z białej czupryny i talentu piłkarskiego. Że na szkolnym podwórku budził jednocześnie postrach i mimowolny podziw. To szczególny rodzaj męskości, nie szorstki, ale w naturalny sposób górujący nad innymi, w pełni samowystarczalny i przez to tym bardziej onieśmielający."

 

" - Czy mi się wydaje, czy on właśnie po męsku objaśnił ci Virginię Woolf?

- Nie szkodzi.- Puszcza do niego oko. - Mansplaining to jeden z moich fetyszy."

 

"W każdym związku ktoś jest różą, a ktoś ogrodnikiem."

 

"Dziś być mężczyzną to jak spóźnić się na imprezę. To naprawdę już nawet nie jest oportunizm, patriarchat jest po prostu dymiącą kupą gruzu."

 

"Dlaczego wymyślamy wciąż nowe granice i upieramy się, że istnieje różnica między seksem i miłością, przyjaciółmi i partnerami, zakochaniem i namiętnością? Jakby to była prawda."

 

"Życie może się zmienić w jednej chwili, jest bezcenne, a konieczność przeżycia go to brutalny, bezwzględny dar."

Link do opinii

Debiutancka powieść Linei Mai Ernst, „Prawie wieczór, wciąż jasno”, to książka, która wciąga czytelnika w gęstą, hipnotyzującą atmosferę skandynawskiego lata, gdzie granica między dniem a nocą zaciera się tak samo, jak granice między ludzkimi pragnieniami. Jako recenzentka muszę przyznać, że autorka stworzyła dzieło niezwykle odważne, które z jednej strony czerpie z klasycznych motywów konfrontacji przeszłości z teraźniejszością, z drugiej zaś - bezkompromisowo przełamuje obyczajowe tabu, wprowadzając do opowieści nowoczesną dynamikę relacji i tożsamości.

Struktura powieści, podzielona na siedem dni upalnego czerwca, przypomina precyzyjnie wyreżyserowany spektakl kameralny. Zamknięcie grupy dawnych przyjaciół w odizolowanej przestrzeni domku nad jeziorem pozwala Ernst na przeprowadzenie bolesnej, a zarazem fascynującej sekcji zwłok nad ich młodzieńczymi idealistycznymi planami. Autorka z ogromnym wyczuciem portretuje moment, w którym beztroska sielanka i chęć powrotu do studenckich czasów zderzają się z prozą dorosłości - z pojawieniem się dzieci, planami małżeńskimi czy potrzebą stabilizacji, na którą nie każdy z bohaterów jest wewnętrznie gotów.

Stylistycznie książka zachwyca nordyckim minimalizmem, który paradoksalnie niesie w sobie olbrzymi ładunek emocjonalny. Ernst pisze w sposób niezwykle plastyczny i sensualny. Opisy przyrody, dojmującego ciepła i specyficznego, wieczornego światła przesilenia letniego nie są tu jedynie tłem, ale pełnoprawnym bohaterem, który podsyca wewnętrzny niepokój postaci. Język autorki jest oszczędny, pełen niedomówień i zawieszeń głosu, co sprawia, że to, co najważniejsze, rozgrywa się między wierszami - w wymownych spojrzeniach, subtelnych gestach i gęstniejącym z każdą stroną napięciu. Pod względem literackim widać tu ogromną erudycję oraz świadomość formy, a subtelne, niemal oniryczne nawiązania do klasyki dramaturgii nadają całości uniwersalny wymiar.

Niezaprzeczalną zaletą tej powieści jest jej psychologiczna głębia oraz niezwykła empatia, z jaką Ernst traktuje swoje postacie. Autorka nie ocenia ich zagubienia, lęku przed przemijaniem czy rozpaczliwego poszukiwania autentyczności w świecie pozorów. Zamiast tego oferuje słodko-gorzki, niezwykle trafny obraz pokolenia trzydziestoparolatków, którzy muszą na nowo zdefiniować swoje pojęcie miłości, wierności i wolności. Znakomicie rozpisana narracja pozwala nam spojrzeć na ten letni tydzień z różnych perspektyw, co potęguje uczucie intymności.

Słabszą stroną książki może być jednak zachwianie balansu w drugiej części opowieści. O ile początkowe budowanie napięcia psychologicznego i egzystencjalne rozważania o granicach kompromisu w dorosłym życiu są magnetyczne, o tyle późniejsze tak mocne przesunięcie ciężaru fabuły na sferę czysto cielesną, erotyczną i eksplorację tożsamości seksualnej może budzić pewien niedosyt. Momentami odważne i bardzo dosłowne opisy zbliżeń oraz fascynacji seksualnych zaczynają dominować nad subtelną warstwą psychologiczną. Sprawia to, że głębokie refleksje nad kryzysem wieku średniego i bolesnym rozliczaniem się z przeszłością zostają nieco zepchnięte na margines przez gwałtowny wybuch tłumionego pożądania.

„Prawie wieczór, wciąż jasno” to literatura, która nie pozostawia czytelnika obojętnym. Ernst stworzyła elektryzujący, odważny i głęboko melancholijny debiut, który prowokuje do myślenia i zostawia w sercu trwały ślad. To piękna, choć momentami kontrowersyjna opowieść o tym, jak trudno jest stanąć twarzą w twarz z samym sobą.

Link do opinii
Avatar użytkownika - HanaX
HanaX
Przeczytane:2026-06-26, Ocena: 4, Przeczytałem,

Literaturę obyczajową lubię w sezonie letnim i w chorobie. Ta książka nie spełniła moich oczekiwań, bo okazała się być trudna. Zawierała wspomnienia, rojenia, sentymenty i analizy tego co było oraz projekcje na jawie tego co mogłoby się zdarzyć. Jaki w tym sens? Takie idealizowanie związku, którego nie ma i ma niewielkie szanse, żeby powstać. Czysta fantazja takie snucie planów nierealnych, które ziścić się mogą tylko w marzeniach albo we śnie. Powstają jakieś nudne gawędy, tędy owędy, na które bohaterowie tracą tylko czas, bo cud się nie zdarzy. Oni są przyjaciółmi, nikt nie przeczy, ale nie akceptują się bez uwag i zastrzeżeń, są dorośli, nie są już wyluzowanymi studentami. Dojrzeli do dorosłego życia albo tak im się tylko wydaje. Niektórzy zbytnio myślą o sobie a to samolubne jest.
Dyskusje o związkach przyciężkie, dla mnie irracjonalne wręcz, bo tyczą miłości w konfiguracjach licznych. Spotkanie po latach nie musi się udać, bo oczekiwania przerastają stan faktyczny. Nie wszyscy wyjadą szczęśliwi. Plasterkiem kojącym są okoliczności przyrody niezmiernie piękne. Jak koleżeństwo zaproponuje wspólny wypoczynek w pięknym miejscu odmówię. Tak na wszelki wypadek.

Link do opinii

Siedem dni w domku na duńskiej wsi z grupą dawnych przyjaciół. Czyż nie brzmi pięknie, idyllicznie i sielsko anielsko? Brzmi. Ale to by było na tyle. Osoby, które spotykają się po latach nie są już tymi samymi z którymi żegnano się w murach szkoły. Skrywane od lat pragnienia chcą znaleźć ujście, a niespodziewana informacja o planowanym ślubie jednej z par, całkowicie burzy pozorny spokój. Jak w każdej grupie znajdują się tacy, którym wiele nie pasuje. 

 

Miało być iście wakacyjne. Grupa przyjaciół na łonie natury. Ich przemyślenia, refleksje nad życiem, wydobycie na wierzch tego co od lat skrywane. Kłótnia z samym sobą,ze swoimi emocjami. Obserwacja, z boku, zachowań dawnych kolegów i koleżanek. 

W jakimś stopniu tak było i uwierzcie mi, książka byłaby dla mnie dobra, może i nawet świetna ale...

Sceny miłości LGBT i to nie jedna, nie powierzchownie dotknięta, ale tak przedstawiona, że ...sory. Miałam ochotę rzucić tę książkę i do niej nie wracać. Jednak, po pierwsze wciąż się łudziłam że to tylko jednorazowe. Przy kolejnej zaczęłam słuchać w wersji audio, wyłączając się w wiadomych momentach. Okazało się, iż bez nich powieść miałaby jakieś sto stron. Może troszkę ponad. 

Jestem zniesmaczona i jest mi szkoda czasu, który dla niej poświęciłam. W opisie nie ma o tym mowy, książka ma przyciągającą wzrok oprawę i ani słówka o tym, że jest 18+, a jest. Zapewniam Was. 

Język i styl pisania oceniam na bardzo dobry, ale nie sceny rodem z filmów dla dorosłych. O tym, że w książce znajdują się takie treści należałoby zaznaczyć na okładce albo gdziekolwiek. Ta historia pozostawiła we mnie ogromne rozczarowanie i niesmak. 

Tak, jestem z tego pokolenia co bohaterzy, ale nie, nie jestem ani trochę za tym co w książce dostałam. O "normalnych" bohaterach znajdziecie tyle co kot napłakał. Tutaj na piedestał wybijają się ci "inni". Owszem, temat skrywanych pragnień, wewnętrznej niezgody na to jak świat wygląda i jaką otoczką kłamstw się otacza jest ok. Jednak w takiej formie, ja jestem na nie. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - mag-tur
mag-tur
Przeczytane:2026-06-17, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam,
,,Prawie wieczór wciąż jasno" to debiut duńskiej autorki Linei Mai Ernst. Historia zaczyna się banalnie. Grupka przyjacół ze studiów postanawia spotkać się w końcu całą ,,paczką" z parterami w domku położonym w lesie nad jeziorem, z dala od zatłoczonej Kopenhagi. Tam mają przez tydzień oddać się błogiemu lenistwu, relaksowi i wspominkom z dawnych lat oraz nie martwić się tym co będzie jutro. Jednak zawsze jest jakieś ,,jutro", które zmierza do przesilenia letniego i czuć w powietrzu napięcie i ekscytację zmieszaną z feromonami. Niektóre więzy mają się zacieśnić jeszcze bardziej, gdy gospodarze tego spotkania oznajmiają reszcie przyjaciół, że tak naprawdę przybyli na ślub, który ma się odbyć za niepełny tydzień. I wtedy w niektórych osobach coś się budzi. Ekscytacja, rozżalenie, zwątpienie, obawy, jak i chęć doświadczenia czegoś innego. Czegoś co niekoniecznie musi zostać dane przez partnera. To napięcie, które czuć przez całą powieść pęka aby swym rozszczepem zaskoczyć czytelnika na ostatnich kartach książki.

Autorka obdarza nas siedmioma rozdziałami. Te rozdziały to dni a patrzymy na nie nie tylko przez pryzmat jednej bohaterki ale narrację tworzy większość z uczestników spotkania, dzięki czemu mamy większy wgląd w ich pragnienia, wątpliwości i przemyślenia. Opisy przyrody wzbudzają w czytelniku podskórne ,,mrówki", gdyż są tak bajeczne i realistyczne. Słowa oczywiście odgrywają tutaj istotną rolę ale skonstruowane z nich zdania są pełne niedomówień i przypuszczeń co dodaje smaczku całej książce. 

Nie zabrakło wzmianek o elfach i lokalnej legendzie związanej z pobliskim jeziorem. I od pierwszej do ostatniej strony kołatało mi się z tyłu głowy porównanie do ,,Snu nocy letniej". Książka pełna nie tylko estetycznej wrażliwości ale również queerowej równości. Książka na miarę naszych czasów.


  Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskim.
Link do opinii
Reklamy