Na kontynencie Verros żyje wiele smoków, a ich rasy różnią się od siebie pod każdym względem.
Mają inne kolory, rodzaje skór, wielkości, a przede wszystkim różne moce. Część tych istot tworzy z ludźmi niezwykłe więzi, obdarowując swoich ludzkich przyjaciół wyjątkowymi zdolnościami. Co dziesięć lat najlepsi teyidregowie ze smokami biorą udział w turnieju, który ma upamiętnić rozejm i podział granic.
Księżniczka Arysa Rayillon zawsze marzyła o tym, aby stać się teyidregiem, jednak do tej pory nie nawiązała więzi z żadnym smokiem. Mogła tylko przyglądać się ćwiczeniom starszego brata, księcia Rohana, który planował swój udział w zbliżających się zawodach.
Niespodziewanie wyczekiwany przez Arysę turniej schodzi na drugi plan, kiedy to jej świat wywraca się do góry nogami. Pilnie strzeżone sekrety zaważą na życiu niejednej istoty, a księżniczka będzie musiała również dokonać wielu wyborów. Jednak przeznaczenia nie da się tak łatwo zmienić, o czym niedługo przyjdzie jej się przekonać.
Wydawnictwo: Excalibur
Data wydania: 2023-03-13
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 384
Język oryginału: polski
Książka jest infantylna, nijaka, naiwna, z głupotkami i nie wiadomo dla kogo napisana. Treści poważniejsze i brutalniejsze mieszają się z prowadzeniem dialogu z kotkiem, miau. Bohaterowie są dorośli? Nie wierzę w to. Smoki są tylko dla ozdoby. Oj, bardzo szybko poczułam się zniechęcona.
"Smocze kryształy. Sekrety władców" to moje pierwsze spotkanie z autorka Joanna Karyś. Jej książkę miałam okazję przeczytać w ramach akcji @czytaniezwiedzmami. Czy publikacja, w której pierwsze skrzypce grają smoki, przypadł mi do gustu? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Główną bohaterką historii jest księżniczka Arysa, która od zawsze marzyła o tym, aby nawiązać więź ze smokiem. Niestety, ku jej niezadowoleniu, do tej pory jej się to nie udało, dlatego, zamiast ćwiczyć wraz ze swoim starszym bratem Rohanem, mogła jedynie przyglądać się jego poczynaniom. Czy dziewczynie uda się spełnić swoje marzenie o magicznej więzi?
Jedno jest pewne. Kiedy niespodziewanie jej świat wywróci się do góry nogami, Arysa będzie musiała dokonać wielu trudnych wyborów. Czy słusznych? Tego dowiecie się, sięgając po pierwszy tom serii "Smocze kryształy".
Muszę przyznać, że pomysł na fabułę był całkiem niezły i z początku historia nawet mnie wciągnęła, ale w miarę jak książka zmierzała ku końcowi, byłam niestety coraz bardziej znużona.
Zacznę może od tego, że główni bohaterowie strasznie mnie irytowali, a w szczególności Arysa, która miejscami zachowywała się tak lekkomyślnie, że aż dziwię się, że nic poważnego się jej nie stało. Przypominała mi trchę taką trzynastolatkę, której nie dość, że "włączyła się nieśmiertelność" to jeszcze wszystko wie najlepiej. Lorcan również mnie do siebie nie przekonał. Nie dość, że jest strasznym cwaniakiem to na domiar złego, jeszcze zrobiono z niego erotomana. I nawet może by mi to nie przeszkadzało, gdyby ilość wygłaszanych przez niego podtekstów, w pewnym momencie nie zrobiła się po prostu niesmaczna.
Największe wrażenie zrobiły na mnie zdecydowanie smoki, chociaż chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o ich kryształach, ponieważ odczuwam w tej kwestii ogromny niedosyt. Myślę, że na uwagę zasługuje również kot Arysy, który zdecydowanie musi być czymś więcej niż tylko zwierzęciem, ponieważ wydawał się najmądrzejszy spośród wszystkich postaci występujących w tej książce. Chętnie dowiedziałabym się, czy moje przeczucie jest słuszne, więc z pewnością sięgnę po kolejny tom "Smoczych kryształów", aby rozwiać swoje wątpliwości.
Jeżeli chodzi natomiast o turniej i walki pomiędzy smokami i ich jeźdźcami, to niestety odniosłam nieco wrażenie, że autorka chciała jak najszybciej zakończyć ten wątek. A szkoda, bo liczyłam na świetne widowisko, ale niestety musiałam obejść się smakiem.
Idealne połączenie "Meridy Walecznej" oraz "Eragona"!
Arysa żyje w świecie pełnym smoków. Niestety nie ma więzi z żadnym z nich. Gdy w jej rodzinie dochodzi do tragedii chce zrobić wszystko aby rozwikłać jej zagadkę. Dodatkowo zbliża się turniej, w którym zarówno jeźdźcy jak i ich smoki często tracą życie. Jego uczestnikami są Rohan oraz Calypso, najbliżsi, którzy jej pozostali.
Tajemnicze zgony, krwawy turniej, bezlitosna królowa oraz zaaranżowane małżeństwo - to tylko część motywów, które znajdziecie w pierwszym tomie "Smoczych kryształów"!
Widać, że świat wykreowany przez autorkę jest dopracowany. Jednak przy niektórych opisach wiadomo jakimi postaciami, czy światami się inspirowała. Mimo wszystko lektura jest bardzo ciekawa i każdego fana smoków wciągnie bez reszty.
Na "Smocze kryształy. Sekrety władców" natknęłam się przypadkiem na Bydgoskich Targach Książki. Okładka i smoki przyciągnęły moją uwagę i nie mogłam przejść obojętnie!
Ja jestem zauroczona tym światem i mam nadzieję, że Wy także go pokochacie ?
Każdy wybór pociąga za sobą konsekwencje... Czy można wybrać swoją przyszłość? Alyson Terrwyn nigdy nie uważała się za kogoś wyjątkowego. Jak każdy człowiek...
Przeczytane:2026-04-20, Ocena: 4, Przeczytałem, Przeczytane, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, 52 książki 2026,
Znasz mnie, wszystko co o smokach biorę w ciemno. Ta książka długo czekała na swoją kolej. Przyszła i na nią pora.
Autorka kreuje świat pełen smoków. W którym te przecudne istoty żyją obok ludzi. Co jakiś czas w królestwie odbywa się turniej, w którym zwycięzca może być tylko jeden.
"Smocze kryształy" to powieść nie tylko przesycona smokami, ale też magią, turniejami, dworskimi sekretami, przeznaczeniem. Na pierwszy plan wysuwa się zdecydowanie baśniowy i magiczny charakter powieści.
Podobały mi się w tej książce przede wszystkim smoki. Dokładnie opisane, bajeczne, a przy tym tak różnorodne. Interesujące są ich relacje z ludźmi. Oparte na wzajemnej zależności, trosce i zaufaniu.
Drugi atut tej powieści to opisy walki turniejowych. Pełne magii, napięcia, akcji i dynamiki. Momentami brutalne i zaskakujące.
Styl autorki, bardzo prosty. Dla mnie momentami zbyt prosty. Wielu czytelnikom, szczególnie tym młodym może się jednak podobać. Przyznać jednak trzeba, iż sprawia, że książkę czyta się wyjątkowo szybko.
Co mi się nie podobało to pewne "błędy". Smoki raz olbrzymie na tyle, że mogą na nich fruwać ludzie, za chwilę ten sam smok na tyle mały, że bez problemu mieści się w komnacie. Morderstwo na szczytach władzy, o którym wszyscy, włącznie z pisarką zapomnieli, bo nikt już nie raczył tym się zająć ( może w kolejnym tomie ktoś się zainteresuje). Główna bohaterka jako obserwator w turnieju miała nie brać udziału bo groziło jej niebezpieczeństwo, a za chwilę o bierze w nim udział jakby nigdy nic. I kot. Jego ciągłe "mrau" czy "miau" , które niczego nie wnosi wszak przeciętny czytelnik ? kociego języka nie zna. Szczególnie przy słuchaniu audiobooka może doprowadzić do szewskiej pasji.
Jednak te smoki, księżniczki, magia i zakończenie bronią się na tyle, że sięgam po kolejny tom.