Varamyr, uwięziony w ciele wilka, obserwuje armię Innych. Stannis Baratheon przybywa do Czarnego Zamku. Bran Stark z towarzyszami dociera do jaskini dzieci lasu.
Daenerys Targaryen włada miastem zbudowanym na marzeniach i pyle, wspierana przez swe trzy smoki. Tyrion Lannister, zbiegły z Westeros po tym, jak wyznaczono nagrodę za jego głowę, zmierza do Daenerys, by wesprzeć ją w walce o Żelazny Tron. Jon Snow, dziewięćset dziewięćdziesiąty ósmy Lord Dowódca Nocnej Straży, staje przed największym jak dotąd wyzwaniem. Wrogów ma nie tylko w samej Straży, lecz także poza nią - pośród lodowych istot mieszkających za Murem.
Na całym świecie narastają gwałtowne konflikty, w których biorą udział banici i kapłani, żołnierze i zmiennoskórzy, szlachetnie urodzeni i niewolnicy. W czasach niepokojów fale przeznaczenia nieuchronnie prowadzą bohaterów ku największemu ze wszystkich tańców...
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2026-02-10
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 632
Tytuł oryginału: A Dance with Dragons 1: Dreams and Dust
Może i by mi się podobała, gdyby nie była tak strasznie przegadana i przepakowana strategiami działań wojennych i dyplomatycznych. Czytanie o zamążpójściu Daenerys po raz dziesiąty zupełnie mnie nie interesowało.
Męczyłam ją tak długo, że praktycznie nie pamiętam o czym była mowa w pierwszych rozdziałach.
Zabrakło mi dynamiki akcji i mistycyzmu, którego w tym tomie było bardzo mało.
Wspominałam już, że jestem urzeczona tym, jak bardzo dobrze i szczegółowo została napisana "Pieśń lodu i ognia". Ta seria jest fenomenalna i nic tego nie zmieni - mogę tak pisać przy każdym tomie. Wydaje mi się jednak, że bardziej mi się podoba to, w jakim kierunku zmierza "Taniec ze smokami" niż akcja z poprzednich części. Ten tom ma w sobie magię i to zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Czyta się to lepiej niż "Ucztę dla wron", choć ta też jest fenomenalna. Po prostu zaczyna mi brakować słów na opisanie tego fenomenu. R. R. Martin jest mistrzem!!!
Książka opisuje dalsze dzieje bohaterów sagi Pieśni Lodu i Ognia. W tej części odstawiamy na bok Królewską Przystań i kierujemy się raz w zimne, a raz w gorące miejsca. Zacznijmy od Tyriona. Po zabiciu swojego ojca i ucieczce przed siostrą trafił do kajuty na statku, który płynie do Pentos. Spotkał tam Illyria Mopatisa. Magnat zaprosił go do siebie na ucztę i zasugerował, że najlepszym władcą dla Westeros byłaby Daenerys Targaryen. Tyrion od początku chciał sprawdzić prawdziwość podobnych słów. Miał zamiar udać się do Daenerys.
Razem z Illyriem opuścił Pentos, żeby spotkać się z Gryfem i poczekać na Daenerys w Volantis, żeby udzielić jej wsparcia w dotarciu do Westeros. Niestety, plany trochę się zmieniły. Daenerys postanowiła zostać jeszcze w Meereen. Miała tam niemałe problemy. Synowie Harpii zabijali jej ludzi. Chciała jak najszybciej skończyć te ataki. Jej odejście odznaczałoby powrót niewolnictwa i smierć jej doradców oraz ich rodzin mieszkających w Meereen. Nie miała wyjścia. Została.
Na murze Stannis żąda od Jona podpisania aktu, w którym przekaże królowi większą część fortów zlokalizowanych wzdłuż muru. Jon zgadza się jedynie na obsadzenie garnizonów ludźmi Stannisa, ale nie pozwala, aby były one oddawane w nagrodę przyjaciołom króla.
Mam nadzieję, że losy bohaterów będą ciągle się rozwijały. Zaczętych jest kilka wątków, które koniecznie muszą sprostać moim oczekiwaniom:D.
Spoiler!
Odejmuje jedno oczko za zniszczenie nadzieji Brana. Za doszczętne zdruzgotanie jego marzeń o byciu rycerzem :( Ryczałam jak bóbr gdy ten podziemny mędrzec mu to oznajmił ;( Miałam wielką nadzieje, że w "jakiś magiczny sposób" odzyska władze w nogach, a tu niestety "groch z kapustą" ;(
Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, Dirk t`Larien przekonuje się, że świat Worlorn, chluba światów zewnętrznych, bardzo się zmienił i jest teraz umierającą...
Piaseczniki są to okrutni, rytualni wojownicy, którzy walczyli między sobą dla rozrywki gości swego pana i rzeźbili na murach swych zamków jego podobizny...
Przeczytane:2026-02-25, Ocena: 5, Przeczytałam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, 12 książek 2026, 26 książek 2026, 52 książki 2026,
Na nowe wydanie "Taniec ze smokami. Marzenia i pył" czekałam naprawdę niecierpliwie i zdecydowanie było warto. Powrót do świata stworzonego przez George'a R. R. Martina okazał się czystą czytelniczą przyjemnością. To jedna z tych książek, przy których człowiek orientuje się nagle, że minęło kilka godzin, a on wciąż siedzi w tym samym miejscu, całkowicie pochłonięty historią. Bawiłam się świetnie od pierwszych stron i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że po prostu uwielbiam Martina.
Akcja toczy się równolegle do wydarzeń z poprzedniego tomu, ale zamiast poczucia powtórki dostajemy zupełnie nową perspektywę. Śledzimy losy bohaterów rozsianych po całym świecie, od skutej lodem Północy, przez polityczne napięcia Westeros, aż po gorące i niepewne ziemie za Wąskim Morzem. Każdy wątek ma własny rytm i klimat, a zmiany punktu widzenia sprawiają, że ani przez moment nie czułam znużenia. Martin potrafi jednym rozdziałem wzbudzić napięcie, a kolejnym kompletnie zmienić nastrój, nie tracąc przy tym spójności opowieści.
Szczególnie mocno wybrzmiewają tu wewnętrzne zmagania postaci. To nie jest tylko historia o wojnie i smokach, to opowieść o odpowiedzialności, władzy, winie, nadziei i samotności. Bohaterowie dojrzewają, popełniają błędy, podejmują trudne decyzje i płacą za nie wysoką cenę. Nikt nie jest tu jednoznacznie dobry ani zły, a moralna szarość świata sprawia, że wszystko wydaje się bardziej prawdziwe i bolesne. Ogromnym atutem pozostaje styl autora. Opisy są plastyczne, ale nieprzesadzone, dialogi naturalne i celne, a świat przedstawiony dopracowany w najmniejszym szczególe. Czuć, że to uniwersum żyje własnym życiem, ma historię, politykę, religie i konflikty, które nie istnieją tylko na potrzeby fabuły. Właśnie dlatego saga "Pieśni Lodu i Ognia" wciąga tak bez reszty.
Choć to raczej tom budujący napięcie niż je rozładowujący, absolutnie nie odebrałam go jako "przejściowego". Wręcz przeciwnie, czułam, że wszystko zmierza ku czemuś wielkiemu i nieuniknionemu. A zakończenie… cóż, pozostawia czytelnika z głodem dalszego ciągu i mnóstwem emocji. Jeśli ktoś kocha epicką fantastykę, wielowątkowe historie i bohaterów, którzy zostają w głowie na długo, ta książka jest obowiązkowa. Ja zamknęłam ją z uśmiechem, poczuciem świetnie spędzonego czasu i ogromną ochotą na więcej. Martin po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem swojego gatunku, a ja po raz kolejny dałam się porwać bez reszty