To, co zostaje

Wydawnictwo: JanKa
Data wydania: 2018-03-09
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-62247-58-5
Liczba stron: 244

Ocena: 5 (1 głosów)

Czy Tristan może się objawić pod postacią sowieckiego porucznika z karnej kompanii? Czy napojem miłosnym może okazać się flaszka samogonu, rozpita do spółki z patrolem, który zatrzyma parę kochanków, spacerujących nocą, gdy w mieście obowiązuje godzina policyjna? Czy Don Juan może być zarazem Orfeuszem? Kim będzie, gdy nie doczeka się Komandora? Autor z alchemiczną dezynwolturą i poetycką inwencją miesza w materii mitu i literatury, opowiada coś, co po wielokroć już zostało opowiedziane, ale robi to na swój – wyjątkowy – sposób. Te dwie historie zostały, co więcej, spisane frazą o muzycznej precyzji; to każe szukać dla nich analogii pośród muzycznych gatunków. I wtedy, najprędzej, byłaby to suita. Suita w dwóch tańcach, gdzie pierwszy jest statyczną, ale przesyconą erotyzmem sarabandą, a drugi zdyszaną, gubiącą rytm w językowych i erudycyjnych grach gigą. Choć tak naprawdę to jeden taniec: miłości i jej klęski. Miłości zderzonej z absurdem historii i urojeniami męskiego ego.
Anna Piwkowska

Autor o książce:
Dwie opowieści o ludziach, którzy muszą coś pożegnać, pogrzebać. Nadzieję, uporządkowany i zrozumiały świat, jakąś wersję samego siebie. Dwie ceremonie pogrzebowe w dwóch różnych sceneriach.
Pierwsza: małe miasteczko na Podlasiu, jesień 1944 r. Plebania, która od początku wojny służy za oficerską kwaterę, proboszcz, jego śmiertelnie chory brat z żoną i ten czwarty - sowiecki porucznik, który rozbije stabilną relację tamtych trojga.
Druga: pokój w paryskim hotelu, a w nim „artysta naszych czasów” - dyrektor kreatywny w agencji reklamowej, zarazem współczesny Don Juan, taka jego niezbyt demoniczna wersja, po ostrej dekonstrukcji. A przydarzyło mu się największe nieszczęście, jakie Don Juanowi może się trafić, czyli miłość.
Czy te historie mają ze sobą coś wspólnego? Tak, jedno. Obie się kończą, a życie toczy się dalej.

Autor o sobie:
Urodziłem się dość dawno, bo w 1962 roku, czyli jestem raczej późnym debiutantem. Kiedyś, kilka lat temu, napisałem scenariusz, ale filmu z tego nie było, choć scenariusz dostał nagrodę, nawet główną. Można zatem przyjąć, że przez pierwsze pięćdziesiąt lat życia przede wszystkim czytałem i dopiero niedawno poczułem się czytaniem na tyle znużony, by przejść na drugą stronę i dołączyć do tych, co czytania przysparzają. Wcześniej byłem czytającym etnografem oraz, równolegle, czytającym tak zwanym nauczycielem akademickim, potem czytającym producentem reklamówek telewizyjnych (krótko, bo pracodawca zbankrutował, nie z mojej winy), wreszcie czytającym freelancerem, zajmującym się czymś, co z braku lepszego słowa zwane jest społecznymi badaniami użytkowymi. Wątpiącym często w użyteczność tychże.

Kup książkę To, co zostaje

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Polecana recenzja

Avatar użytkownika - truskawka2
truskawka2
Przeczytane:,
Dostajemy dwie opowieści. Akcja pierwszej toczy się podczas wojny w miasteczku Posługa. Właśnie odbywa się tu ostatnia... posługa, czyli po prostu pogrzeb. Poza tym trwa wojenna apokalipsa. Druga opowieść to diametralnie inne realia. Z zapyziałej mieściny przenosimy się do tętniącego życiem współczesnego Paryża. Tam zatrzymuje się specjalista od reklamy, współczesny don Juan, który sam siebie autoironicznie nazywa Panem Pasikonikiem. Skacze z kwiatka na kwiatek (więc jest raczej Panem Motylem) i nieustannie imprezuje. Niespodziewanie w jego życiu pojawia się szansa na prawdziwą miłość. W obu historiach fabuła jest pretekstem do dygresji i rozważań o przemijaniu, a także o kaprysach losu. Wszystko mogłoby się przecież potoczyć inaczej, gdyby na przykład człowiek dokonał w danej chwili innego wyboru. A jakich wyborów dokonają nasi bohaterowie? Jakie będą tego konsekwencje? I jak sobie poradzą z powracającymi jak bumerang myślami o własnej śmiertelności? Warto sięgnąć po tę książkę. Zastanowić się nad tym, jakie znaczenie dla przyszłości będą miały nasze dzisiejsze wybory. I co po nas zostanie. dr Kalina Beluch ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - To, co zostaje

Wszystko, co w tej historii warte jest uwagi, jest przepowiadaniem opowiedzianego, co jest i będzie, i na wieki wieków. Nie warto pamiętać szczegółów, nie ma czego rozpamiętywać, skoro się skończyło. Skoro się powtórzy, gdzieś, kiedyś, znów. To mała próbka tego, z czym czytelnik zmierzy się w debiucie powieściowym Wojciecha Pieniążka.


Autor przedstawia nam dwie historie – różnią się koncepcją, strukturą, językiem. Jednak obie opowiadają o swego rodzaju nienasyceniu, o wiecznym poszukiwaniu i pogodzeniu się ze stratą. W obu występuje motyw pożegnania (to swego rodzaju ceremonie pogrzebowe). Łączy ich jeszcze sposób narracji – w każdej z nich mówi się dużo, szybko, jakby na jednym wdechu, jak gdyby narrator (który aktualnie doszedł do głosu, szczególnie to widać w drugiej opowieści) musi w pełni wykorzystać tę ostatnią sekundę przed skonaniem i wyrzucić z siebie wszystko, co siedzi mu w głowie, łącznie z najbardziej niedorzecznymi wspomnieniami.


W „Tym, co zostaje” dużo istotniejsze niż o czym się mówi, jest jak się to robi. To specyficzna narracja, w której wszystko wydaje się dopracowane do perfekcji. Choć czytelnik niejednokrotnie może zagubić się w licznych dygresjach, wyszukanych metaforach i nieustannych porównaniach czy w zmianie perspektywy, to podskórnie wyczuwamy, że w tym szaleństwie może być metoda. Tylko czy będzie czytelna dla każdego? Czas pokaże i zweryfikuje odwagę debiutanta.


W polifonicznej narracji „Porucznika Golicyna” (pierwszej opowieści) autor pozwala przemawiać bohaterom, którzy kolejno relacjonują wydarzenia oraz opisują stosunki, jakie – ich zdaniem – zachodzą między pozostałymi. Poznajemy ich nie tyle takimi jakimi są w istocie, co jakimi jawią się innym. Czy swoimi opowieściami postacie igrają ze sobą wzajemnie? Z czytelnikiem na pewno.


W „Pompes Funèbres” mamy do czynienia z monologiem wewnętrznym, takim trochę pro i contra. W dynamicznej (mimo iż bohater ma skłonność do mnożenia dygresyjnych bytów) narracji mężczyzna współczesnym językiem, pełnym wulgaryzmów oraz wtrętów, składa zeznania przed prokuratorem. Z czego się spowiada? Znów o wiele ciekawsze wydaje się raczej jak to robi. Narrator ucieka w prozę, pozę i gnozę, mówi językiem popkultury, zagadkami, aluzjami, półsłówkami. Być może taki model wypowiedzi to swoisty znak naszych czasów. A może tym słowotokiem bohater próbuje odwrócić naszą uwagę od swoich uczuć (wyrazu słabości?), które skrzętnie w sobie tłumi? Ukrywa się za tym specyficznym językiem, ale czyż on go właśnie nie demaskuje?


„To, co zostaje” to w pewnym sensie także proza o miłości. Rozmaicie rozumianej, często mylonej z namiętnością, wdzięcznością czy potrzebą bliskości. W obu światach Pieniążka wspólnym łącznikiem dla wszystkich miłości jest jej niezaspokojenie. To ona staje się tu także zarzewiem tragedii, smutku, bólu.


W tych dwóch historiach na plan pierwszy wysuwa się nie to, co jest lub mogłoby być, ale to co zostaje zburzone, zniszczone, czego nie ma lub nie może się zdarzyć. Z pieczołowitością narrator relacjonuje akty destrukcyjne, skupia się na tym, co brzydkie, chwiejne moralnie, utracone, umarłe. Zaskakujący jest przy tym brak emocji. Każdy z mówiących doskonale wie, że życie nieustannie toczy się kołem, że dziś jesteśmy, jutro nas nie ma. Być może dlatego nikt się tu nie przywiązuje, stara się nie angażować, a gdy poczuje w sobie uczucia tłumi je. Kto tego nie zrobi zostaje ukarany.


Aluzyjny iluzjonista, żongler wątków, Wojciech Pieniążek, zaprasza nas do dwóch światów – tego, który był i tego, który jest. Możemy się domyślać, że oba zdarzą się powtórnie. Czy człowiek już zawsze będzie skazany wyłącznie na pogoń za króliczkiem? Czy nasze życie polega na wiecznym godzeniu się z umieraniem (człowieka, miłości, nadziei, ambicji itd.)?

Link do opinii
Avatar użytkownika - iankark
iankark
Przeczytane:2018-11-06, Ocena: 5, Przeczytałam,

Fajna sprawa. Każde z dwóch opowiadań czy też mikropowieści czyta się z przekonaniem, że autor traktuje czytelnika jak inteligentnego partnera, który zna się na literaturze i jest ona dla niego nie tylko  wyciskaczem emocji, ale też inteligentną grę w skojarzenia. Choć emocje też są, bo w obu wypadkach chodzi o miłość, niekoniecznie łzawą, sentymentalną, to prawda. W obu wypadkach też mamy do czynienia ze świetnie napisaną narracją, pełną napięcia i pełnokwistymi postaciami. Naprawdę rzadko zdarza się tak dojrzały debiut.

Link do opinii
Recenzje miesiąca
Dzieci, których nie ma
Renata Piątkowska;
Dzieci, których nie ma
Zamieć
Gabriel Dylan
Zamieć
Raptus
Magdalena Kulus
Raptus
Złodziejka truskawek
Joanne Harris
Złodziejka truskawek
Piętno dzieciństwa
Katarzyna Kielecka;
Piętno dzieciństwa
Indigo
Patrice Lawrence
Indigo
Baba Blaga
Joanna Wachowiak
Baba Blaga
Pokaż wszystkie recenzje