Nie każda historia o miłości zaczyna się od drugiej osoby. Czasem zaczyna się od odwagi.
Ola Kochanowicz żyje w pozornie stabilnym związku i ma jasno określone marzenia – chce pracować w prestiżowej londyńskiej cukierni i w końcu robić to, co kocha. Kiedy jednak jej partner żąda, by wybrała między macierzyństwem a karierą, Ola po raz pierwszy zadaje sobie pytanie, czego naprawdę pragnie.
Przeprowadzka nad morze, nowe znajomości i zapach świeżo pieczonych ciast stają się tłem dla historii o dojrzewaniu do wolności. To powieść o kobietach, które długo milczały, o odwadze, która dojrzewa po cichu, i o miłości, która może przyjść z najmniej spodziewanej strony.
To może się udać to ciepła, poruszająca książka o tym, że nigdy nie jest za późno, by odzyskać siebie. Dla wszystkich kobiet, które chcą uwierzyć, że ich życie też może smakować szczęściem.
Wydawnictwo: Prozami
Data wydania: 2025-12-04
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 336
,,Popijam wino, zazdroszcząc mu. Tego, że potrafi sam siebie docenić. Że nie szuka uznania w oczach innych, lecz czerpie zadowolenie z własnego wnętrza. Przytłacza mnie poczucie, że jest to dla mnie zupełnie nieosiągalne."
,,Nie daj sobie wmówić, że jesteś gorsza. I że to, co robisz jest bezwartościowe."
Myślę, że opowieść, która potrafi podkreślić jak bardzo sami w swoim życiu siebie ograniczamy. Jak bardzo nie wierzymy w swoje możliwości na tyle, że słowa innych ranią nas od środka. Autorka pokazała nam dwie osobowości. Mężczyznę, który wierzy w to, co potrafi i nie szuka zapewniania, że tak jest. Niekoniecznie jest osobą pozytywną, gdyż nie zauważa tego, co dla jego drugiej połówki jest ważne. Stawia jej nawet ultimatum, że albo wybierze macierzyństwo z nim, albo swoją pracę w cukierni. On nie rozumie jej pasji. Co innego jej przyjaciółka, która niemal chciałaby świętować każdy jej najdrobniejszy wyczyn. Sama stara się o dziecko, ale nie naciska drugiej na tematy dla niej wrażliwe. Jest jej wsparciem i spowiednikiem, którego często potrzebuje. Ola jest wspaniałą kobietą, która pragnie mieć dzieci, ale nie w tym czasie. Ogromnie zależało jej pracować w szanowanej cukierni, a dzieła, które wchodzą z jej rąk są naprawdę niesamowite. Wciąż dopuszczała do ustępstw w związku, jednak odkąd jej partner dał jej ultimatum, inaczej spogląda na sytuacje, które wcześniej miały u nich miejsce. Zaczyna zauważać jego samolubne zachowanie i brak szacunku do jej pasji. Powoli dochodzi do niej, że zaczyna się dusić. Jej ciało samo odwraca się na jego widok i nie ma już tego, co kiedyś ich łączyło. Jak sądzicie, czy odważy się zawalczyć o siebie i odejść z miejsca, które ją uwiera niczym zdarty but?
No powiem wam, że naprawdę wkręciłam się w nią od pierwszej strony. Dokładnie udało się ukazać te momenty, kiedy jedna ze stron widziała blokadę od tej drugiej i ten moment, kiedy doszło do niej, że nawet w związku można czuć się wolnym. Bo można wszystko, ale tylko z odpowiednią osobą:-) Myślę, że to idealna lektura dla osób, które wahają się w swoich decyzjach oraz nie mają śmiałości na jakiekolwiek zmiany. Pamiętajmy, że nasze szczęście zależy tylko od nas samych, bo to my wybieramy jacy chcemy być:-) Wspaniała, bardzo ją polecam!
Znasz to uczucie, gdy praca jest twoją pasją i poświęcasz jej całą siebie? Gdy przedkładasz nad nią wszystko inne, tracąc z oczu szansę na pełnię szczęścia...
Gdy codzienność jest przepełniona podejrzeniami, możesz zapomnieć o normalnym życiu... Iga, świeżo upieczona mama, od lat cierpi na silne zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne...
Przeczytane:2026-01-11, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku - 100, Literatura obyczajowa,
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: Ż𝘆ć 𝗻𝗮𝗽𝗿𝗮𝘄𝗱ę
Twórczość Klaudii Muniak znałam dotąd przede wszystkim z thrillerów medycznych, dlatego 𝑇𝑜 𝑚𝑜ż𝑒 𝑠𝑖ę 𝑢𝑑𝑎ć okazało się dla mnie miłą niespodzianką. To powieść obyczajowa, która wciąga od pierwszych stron i opowiada historię Oli Kochanowicz, kobiety żyjącej w pozornie stabilnym związku. Słowo „pozornie” od razu budzi ciekawość, bo Ola ma swoje marzenia, które nie do końca pokrywają się z oczekiwaniami partnera, Marcela, dla którego porzuciła ojczyznę i zamieszkała w Anglii. Teraz zaczyna dostrzegać nowe oblicze mężczyzny, które wywołuje w niej niepokój. Czy Marcel rzeczywiście tak bardzo się zmienił, czy może zawsze taki był, a ona dopiero teraz to zauważyła? Historia Oli toczyła się spokojnie, z dbałością o szczegóły i emocje, pozwalając mi delektować się powieścią jak wybornym ciastem, którego pieczenie Ola opanowała do perfekcji.
Utalentowana cukierniczka Ola Kochanowicz, prowadząca działalność domową i wypiekająca ciasta na zamówienie, ma szansę dostać pracę w prestiżowej londyńskiej cukierni, o której od dawna marzyła. Jej entuzjazmu nie podziela partner, Marcel, który uważa tę pracę za nieistotną i wolałby, żeby Ola urodziła mu dziecko. Chciałby, by skupiła się na poczęciu potomka, a nie na pieczeniu ciast. Ola nie wyklucza bycia matką, jednak nie teraz, i czuje się dotknięta tym, że on nie liczy się z jej zdaniem ani nie bierze pod uwagę jej marzeń. W przeciwieństwie do niej, bo ona zawsze wspierała go w dążeniu do sukcesu.
Mało tego, on stawia ich związek pod murem, a kobieta jest tym zdruzgotana, bo z jednej strony bardzo marzy o pracy w Sweetie Goods, a z drugiej zastanawia się, czy Marcel nie ma racji w kwestii rodzicielstwa. Łączy ich wieloletni związek i Ola jest przekonana, że kocha partnera, a on ją. Jednak po raz pierwszy zdaje sobie sprawę, że partner nie traktuje jej poważnie i zamiast ją wspierać oraz cieszyć się jej sukcesami, umniejsza wartość pracy, którą wykonuje.
Na szczęście Ola zawsze może liczyć na swoją przyjaciółkę Ewę. Kobiety nadają na tych samych falach, łączy je wiele, a przede wszystkim wielka pasja do wypieków. Ewa szczerze i od serca cieszy się z każdego sukcesu Oli i nie omieszka skrytykować zachowania Marcela. On zaś wywiera na Olę presję, ponieważ koniecznie chce zostać ojcem, zupełnie nie biorąc pod uwagę jej potrzeb, nawet gdy ona stara się mu je bardzo czytelnie zakomunikować.
Ola nie wierzy w swój sukces, ponieważ cierpi na syndrom dziecka porzuconego. Wciąż wydaje jej się, że nie zasługuje na powodzenie, a jej partner wcale jej nie wspiera, raczej zasiewając w niej obawy, w przeciwieństwie do przyjaciółki. Rozmowy Oli z Marcelem nieustannie krążą wokół tematu poczęcia dziecka, na co ona reaguje coraz większą niechęcią. Chce zostać matką, ale dopiero wtedy, gdy będzie na to gotowa, a nie pod presją partnera. Pragnie, by była to jej świadoma decyzja, a nie spełnienie cudzego oczekiwania.
Mogłoby się wydawać, że pragnienie zostania ojcem świadczy dobrze o Marcelu, ale niechęć wobec niego budził fakt, że w ogóle nie brał pod uwagę zdania partnerki. Żal mi było Oli, która nieustannie próbowała zrozumieć i wytłumaczyć sobie jego zachowanie. Wiadomo, że w kwestii rodzicielstwa wchodzą w grę ogromne emocje i łatwo o nieporozumienia. Jednak tak poważna decyzja musi być podejmowana świadomie przez oboje partnerów. Dziecko to nie zabawka ani kotek czy piesek, to mały człowiek, którego pojawienie się na świecie zmienia wszystko.
Ola spaceruje po ulicach, przygląda się małym dzieciom i zaczyna mieć coraz większe wątpliwości w sprawie odkładania macierzyństwa. Przecież nie ma nic przeciwko maluchom, naprawdę. Ale jeszcze nie chce ich mieć, to nie jej czas. Najbardziej przytłacza ją to, że we współczesnym świecie od kobiety oczekuje się tak wiele. Powinna realizować się na wielu polach, i przy tym nie narzekać. Ola czuje się rozdarta i coraz bardziej zirytowana. Zastanawia się, dlaczego mężczyźni nie muszą wybierać.
Gdy Ola otrzymuje wymarzoną pracę i wydaje jej się, że nic nie zdoła popsuć jej dobrego nastroju, Marcel zamiast dzielić z nią radość i okazać entuzjazm, reaguje obojętnie. Zamiast cieszyć się jej sukcesem, próbuje go umniejszyć, przypominając o trudnościach codziennego życia i o tym, że będzie musiała codziennie dojeżdżać do pracy, jakby sama o tym nie wiedziała.
Początkowo książka wydaje się miłą i słodką opowieścią, może za sprawą wypieków Oli i przedstawionego świata kobiety, który wydaje się szczęśliwy i poukładany. Może nawet starałam się zrozumieć Marcela, bo podobnie jak zakochana w nim Ola, nie dostrzegałam czerwonych flag w jego zachowaniu. Później autorka zaczyna dotykać trudniejszych tematów, które wzruszają i chwytają za serce. Problemy, z którymi mierzy się główna bohaterka, są przedstawione wiarygodnie, i zaczęło do mnie docierać, tak jak do Oli, że Marcel nie jest kochającym partnerem. Zaczęłam jej współczuć i zastanawiać się, jak poradzi sobie z osaczającym ją partnerem, gdy zda sobie sprawę, jak bardzo się pomyliła co do niego. Był miły i układny, dopóki Ola robiła to, czego od niego oczekiwał, a gdy chciała realizować własne marzenia, pokazał swoją prawdziwą twarz.
Nie wiadomo, jak potoczyłyby się losy Oli, gdyby nie spotkała Damiana, chłopaka, który mieszkał na skłocie i żył z grania na ulicy. Wtedy Ola dostrzegła, że ten zupełnie obcy mężczyzna okazywał jej więcej zrozumienia i wsparcia niż człowiek, z którym mieszkała. Początkowo budziło to moją niechęć wobec zachowania Oli, która czuła do Damiana coraz większą sympatię. Wydawało mi się to bardzo schematyczne: nie układa się w związku, więc pojawia się ktoś, kto pociesza i głaszcze po głowie. Jednak Ola dzielnie walczy z tym zauroczeniem, bo chce być lojalna wobec swojego partnera. Ciągnie ją do Damiana, ponieważ nie ocenia jej, nie oskarża, nie wywiera presji i o nic się nie obraża. Pojawia się wtedy, gdy Ola go potrzebuje, i akceptuje jej wybory, bo jego zdaniem najważniejsza jest uważność na drugiego człowieka oraz danie mu swobody działania i podejmowania własnych decyzji.
Jak się wkrótce miało okazać, Marcel nie tylko lekceważył plany Oli, ale postanawiał realizować własne, bez konsultacji z partnerką. I to staje się punktem zwrotnym w ich związku. Marcel przeliczył się ze swoim wpływem na Olę, bo kobieta ma przyjaciół, którzy ją wspierają. Tym razem manipulacja nie zadziałała. Sześć lat temu rzuciła dla niego wszystko, zostawiła nawet ukochaną babcię w Polsce. Teraz on oczekuje, że kolejny raz postąpi tak, jak on chce. Jest zszokowany oporem Oli i próbuje ją zmusić do posłuszeństwa opowieściami o tym, jaka jest nieporadna i że bez niego sobie nie poradzi. Uważa ją za swoją własność i nie zamierza tak łatwo z niej zrezygnować.
O ile wcześniej zastanawiałam się, czy Ola faktycznie ma rację, odsuwając się od swojego wieloletniego partnera zamiast z nim szczerze porozmawiać i próbować naprawić ich relację, o tyle po tym, jak zareagował, gdy chciała się mu przeciwstawić, już nie miałam wątpliwości. Ola przez te lata była z niewłaściwym mężczyzną, który ją ograniczał, nie wspierał, umniejszał jej zasługi. Był egoistą skupionym wyłącznie na sobie. Gdyby nie naciskał na nią tak bardzo w sprawie dziecka, Ola nigdy nie przejrzałaby na oczy, że żyła z narcyzem, który dbał tylko o własne potrzeby, a ona miała być posłuszna i robić to, czego od niej oczekiwał. Damian zaś był jego zupełnym przeciwieństwem. Uważny, empatyczny i choć Ola bardzo mu się podobała, nie wywierał na nią żadnej presji.
𝑇𝑜 𝑚𝑜ż𝑒 𝑠𝑖ę 𝑢𝑑𝑎ć to powieść nie tylko o tym, że nigdy nie jest za późno, by odzyskać siebie, ale przede wszystkim o tym, że miłość to patrzenie w tę samą stronę, posiadanie wspólnych celów i marzeń oraz wzajemne wspieranie się w ich realizacji. To bycie uważnym nie tylko na swoje potrzeby, ale też na potrzeby partnera. Związek to pasmo kompromisów, a nie wykorzystywania jednej osoby przez drugą. Miłość to nie pluszowy miś, parafrazując piosenkę Happysadu Zanim pójdę, to nie miłość, kiedy jedno płacze, a drugie po nim skacze, ale miłość, kiedy jedno spada w dół, a drugie ciągnie je ku górze. I tak właśnie powinno to wyglądać.
Najbardziej urzekło mnie to, w jaki sposób autorka pokazała, jak doświadczenia z dzieciństwa kształtują całe późniejsze życie. Niezaspokojone w dzieciństwie potrzeby nie znikają same z siebie, wręcz przeciwnie, dorosłe osoby szukają ich spełnienia w związkach, często nietrafionych, bo nie chcą być same. Tak jak Ola, która tak bardzo pragnęła mieć kogoś, że przymykała oczy na ignorancję Marcela. Oczekiwała miłości i zainteresowania, a dostała jedynie obojętność i roszczeniowość. Wzruszające jest spotkanie Oli z matką po latach i ich szczera, wspólna rozmowa. Choć na pewno nie uda im się naprawić wszystkich straconych lat jednym spotkaniem ani jedną rozmową, pojawia się światełko w tunelu i nadzieja, że może się udać.
Wszystko może się udać, jeśli w to uwierzymy i będziemy mieli wsparcie osób, którym na nas zależy. Ewa i Damian to ludzie, jakich każdy chciałby mieć w swoim życiu.