A gdybyś mógł zostawić wszystko za sobą… czy naprawdę byłbyś wolny?”
Laura latami próbowała zapomnieć. O nim. O tym, co jej zrobił. O bólu, który wciąż śnił się nocami. Dziś ma nowe nazwisko, inne życie, własne miejsce na ziemi. Tyle że przeszłość nie zna słowa „koniec”. Zawsze znajdzie sposób, by wrócić – i znów odebrać jej oddech.
Czy wystarczy siły, by zawalczyć? Czy można przebaczyć, nie zapominając?
I wreszcie – czy kobieta, która przez lata żyła w cieniu, może stać się dla siebie światłem?
„W pułapce przeszłości” to opowieść o tym, jak wiele jest w stanie znieść jedno serce.
O sile, która nie krzyczy. I o tym, że każda kobieta ma prawo do nowego początku.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-10-06
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 620
Tytuł oryginału: W Pułapce Przeszłości
Język oryginału: Polski
Przeczytane:2025-10-10, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2024 roku, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2024, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2025,
RECENZJA PATRONACKA
„W pułapce przeszłości”
Autor: Marta Kalinowska
Wydawnictwo: Black Dragon
"Patrzyłem w jej piękne, niebieskie oczy, które były zaczerwienione od płaczu. Tak bardzo chciałbym któregoś dnia zobaczyć w nich coś innego niż smutek, ból czy strach."
Nie każda książka potrafi zostawić ślad w sercu czytelnika. „W pułapce przeszłości” Marty Kalinowskiej to powieść, która nie tylko wciąga fabułą, ale zmusza do przeżywania emocji bohaterów razem z nimi. To opowieść o traumie, o bólu, który nosimy w sobie latami, i o sile, która pozwala odbudować życie, gdy wszystko wydaje się stracone.
Laura główna bohaterka, to kobieta, którą życie wystawiło na niejedną próbę. Każdy jej krok, każde spojrzenie, każde słowo zdradza, że za uśmiechem kryje się przeszłość, o której wolałaby milczeć. Przemoc, upokorzenie, utracone poczucie bezpieczeństwa, to ciężar, który niesie ze sobą każdego dnia. Ale kiedy na jej drodze staje John, mężczyzna z pozoru pewny siebie, dojrzały i stabilny, zaczyna się proces powolnego leczenia, uczenia zaufania, miłości i bliskości.
Historia opowiada o spotkaniu zwyczajnej dziewczyny z chłopakiem, który zna smak sławy i życia w blasku fleszy. Motyw wydaje się znajomy, ale autorka podeszła do niego w świeży sposób, bardziej ludzki i prawdziwy niż w typowych romansach o gwiazdach. W tle błysku show-biznesu znajdziemy też przyjaźń, rodzinne relacje i problemy, które mogą dotknąć każdego.
Nie jest to jednak kolejna cukierkowa historia o „złym chłopaku, którego zmienia miłość”. Wręcz przeciwnie autorka, odwraca schemat i pokazuje, że siła tkwi w normalności, w dobru, w człowieku, który potrafi być oparciem zamiast burzą. John nie jest idealny, bywa zazdrosny, zaborczy, ale też prawdziwy. Dzięki temu ich relacja nabiera autentyzmu i głębi.
Ogromny plus należy się także za postaci drugoplanowe, barwne, dobrze skonstruowane i niejednoznaczne. To oni często budzą w czytelniku najsilniejsze emocje, od chęci potrząśnięcia po potrzebę przytulenia. Szczególnie jedna z nich – Parker, aż prosi się o własną opowieść.
Na uwagę zasługuje również nietypowe rozwiązanie fabularne. Autorka nie idzie w stronę przewidywalnego zwrotu akcji, którego spodziewałby się odbiorca przyzwyczajony do schematu „piękna i bestia”. Tu nie triumfuje mruk czy drań, lecz… zwyczajny, dobry chłopak. I to działa świetnie.
Autorka z niezwykłym wyczuciem balansuje między bólem a nadzieją. Nie boi się pokazać mroku wspomnień o przemocy, panicznego strachu, samotności. Ale zawsze, nawet w najtrudniejszych momentach, widać światełko. Każda strona pulsuje emocjami, od wzruszenia, przez gniew, po cichą radość, że bohaterowie wreszcie odnajdują w sobie siłę.
Dostajemy również wartką akcję i zaskakujące zwroty fabuły, które nie tylko podnoszą napięcie, ale też sprawiają, że trudno oderwać się od historii.
Ogromnym atutem książki jest język dojrzały, barwny, a jednocześnie naturalny. Opisy są jak kadry z filmu, czytelnik czuje, widzi i słyszy wszystko, co dzieje się wokół. Dialogi są wiarygodne, nieprzesadzone, a bohaterowie drugoplanowi (zwłaszcza Parker!) dodają historii charakteru i lekkości.
Czytając, łatwo wyobrazić sobie każdą scenę, jakby przewijało się kadry filmu. Co więcej, autorka nie ogranicza się jedynie do głównej pary, także bohaterowie drugoplanowi są pełnoprawnymi postaciami, które zapadają w pamięć i wzbudzają emocje.
To, co szczególnie zachwyca, to autentyczność emocji. Marta Kalinowska nie pisze o uczuciach, ona je pokazuje. Każdy gest Laury, każde jej zawahanie czy łza mają sens. To nie dramat dla efektu to życie, które boli, ale które mimo wszystko można poukładać na nowo.
W tej emocjonalnej burzy można jedynie odnieść wrażenie, że momentami Laura tonie w swoich emocjach aż zbyt mocno, ale właśnie ta kruchość sprawia, że jej historia jest tak prawdziwa i poruszająca.
Warto też wspomnieć o oprawie wizualnej, subtelna, symboliczna okładka doskonale oddaje klimat książki. Delikatna, a jednocześnie pełna znaczeń, jak sama historia.
„W pułapce przeszłości” to powieść o ranach, które goją się długo, ale naprawdę mogą się zagoić. O tym, że miłość nie zawsze przychodzi łatwo, ale potrafi być najpiękniejszym lekarstwem. To książka, która boli, ale też koi.
To historia dla tych, którzy wierzą, że po każdej burzy wychodzi słońce.
Dla tych, którzy czasem wątpią, ale wciąż mają w sobie choć odrobinę nadziei.
Dla każdego, kto wie, że przeszłość może nas zranić, ale nie musi nas definiować.
Z całego serca polecam tę książkę.
Nie tylko do przeczytania, do poczucia.
-Czy Laura odnajdzie wreszcie spokój i swoje miejsce na ziemi?
-Czy przeszłość pozwoli jej odejść, czy znów stanie jej na drodze do wolności?