Wołyń bez litości

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2017-03-15
Kategoria: Historyczne
ISBN: 978-83-8083-480-4
Liczba stron: 485

Ocena: 5.13 (8 głosów)

Rok 1943. Kiedy sprzymierzeni na frontach II Wojny Światowej przełamują potęgę III Rzeszy, na Wołyniu dochodzi do eksterminacji Polaków. Stanisława Morowskiego spotyka osobista tragedia, a kolejne miesiące jego życia wypełnia nieustanna walka o przetrwanie. Dynamicznie rozwijająca się akcja książki ukazuje politykę niemieckich okupantów, bezwzględność ukraińskich nacjonalistów i dwulicowość sowieckich partyzantów. Tłem dla opisanych wydarzeń są urokliwe plenery, gdzie żyją ludzie przywiązani do tradycji i ziemi. Powieść oparta na autentycznych wydarzeniach.

Kup książkę Wołyń bez litości

Zobacz także

Opinie o książce - Wołyń bez litości

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Przeczytane:2017-07-16, Ocena: 5, Przeczytałam, ***Wojenne czasy, Mam, Recenzenckie,
„Wołyń. Bez litości” Piotra Tymińskiego to niezwykłe świadectwo rzezi i ludobójstwa na Wołyniu w latach II wojny światowej. Pierwszy masowy mord na ludności polskiej na tamtym terenie został dokonany 9 lutego 1943 r. przez oddział Ukraińskiej Armii Powstańczej, który zamordował 173 Polaków we wsi Parośla I w powiecie sarneńskim. To właśnie w tej okolicy autor umieścił akcję swojej książki. Opowieść rozpoczynają wydarzenia Wielkiego Czwartku 1943 roku, kiedy to do domu Stanisława Morowskiego we wsi Osty wkracza uzbrojona banda Ukraińców i dokonuje pojmania członków rodziny. Stanisławowi udaje się uciec, ale jego najbliżsi, podobnie jak sąsiedzi ze wsi zostają zabici z niebywałym okrucieństwem, a domostwa spalone. Po tym szokującym akcie przemocy Stanisław ucieka z Ostów i kieruje się do sąsiedniej Konstantynówki, gdzie samorzutnie tworzy się oddział samoobrony. Mężczyzna wstępuje w szeregi miejscowych powstańców, aby wraz z innymi ochotnikami chronić ludzi przed agresją UPA. I tak rozpoczyna się jego długa walka z banderowcami. Lawirowanie pomiędzy oddziałami Niemców, Ukraińców i sowieckiej partyzantki wymaga inteligencji, sprytu, poświęcenia i całkowitego oddania sprawie. Walka zbrojna, długie i wyczerpujące wędrówki po okolicznych lasach i bagnach, dowodzenie ludźmi, przejmowanie zaopatrzenia, napady na wrogie oddziały i ich rozbrajanie to ...
(czytaj dalej)
Stanisław Morowski „Len”, jeden z nielicznych, którym udało się przeżyć bestialską rzeź, jakiej dokonali ukraińscy banderowcy 22.04.1943 r. w jednej z wołyńskich wsi. Nie mając już nic do stracenia, wraz z innymi ocalałymi tworzy oddział partyzancki, który pod dowództwem AK wędruje po okolicznych wsiach, aby bronić polską ludność.   Piotr Tymiński, autor powieści „Wołyń bez litości” ur. 29.06.1969 r. Z wykształcenia magister historii, specjalista w dziedzinie mniejszości narodowych w Polsce.   Nigdy specjalnie nie interesowałam się historią, ot Pani na lekcji opowiedziała coś mniej lub bardziej ciekawego i moje zainteresowanie kończyło się wraz z lekcją. Zapamiętałam kilka dat mających związek z ważnymi dla Polski wydarzeniami i tyle. O Wołyniu usłyszałam przy okazji nie tak dawnych wydarzeń na Ukrainie, ale nie wnikałam w temat. Do przeczytania książki namówił mnie mój mąż, za co jestem mu bardzo wdzięczna, bo o niektórych sprawach powinno się wiedzieć.   Akcja książki skupia się na codziennym życiu oddziału partyzantów, dzięki czemu mamy możliwość poznać lepiej tych odważnych ludzi. Widzimy, jak strach o własne życie przeradza się w wolę walki o ojczyznę i chęć niesienia pomocy rodakom. Widzimy też jak mieszkańcy ziemi wołyńskiej, którzy każdego dnia boją się o własne życie, które wiodą prosto i w ubóstwie, w razie ...
(czytaj dalej)
Avatar użytkownika - izabela81
izabela81
Przeczytane:2017-07-29, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki - 2017, Mam,
Wołyń i tamtejszy dramat ludzi znane są mi głownie z lekcji historii, a i tak niewiele na ten temat jeszcze wiem. Bestialstwo, barbarzyństwo i napawanie się z krzywdzonych były na porządku dziennym w czasie wojny. Dla mnie takie postępowanie jest niezrozumiałe, po prostu w głowie się coś takiego nie mieści. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie piekła przez które ci ludzie musieli przejść. Co takiego zrobili, że spotkało ich coś tak strasznego? Fabuła oparta jest na rzeczywistych wydarzeniach. Przedstawia losy polskiego oddziału partyzanckiego z 1943 roku. Stanisław Morowski był jednym z tych, którzy przeżyli wołyńską tragedię. Od momentu, kiedy udało mu się uciec, jego życie to ciągła tułaczka, walka o przetrwanie i bronienie niewinnych ludzi. Nie wie komu może ufać, a kto jest wrogiem. Bóg, honor, ojczyzna, zemsta, chęć wymierzenia sprawiedliwości to główne cele, jakie przyświecają Staszkowi. Banderowscy zaskoczyli nas całkowicie. Czy wiecie, jak to jest z ukrycia bezsilnie patrzeć, jak rozprawiają się z bliskimi? Ja wiem i wierzcie mi, że to straszne uczucie. Piotr Tymiński przedstawia wojnę w sposób mocny, szorstki, jak w tytule, bez litości, pokazując jak było w rzeczywistości. Z niezwykłą dla siebie drobiazgowością opisuje wojenne potyczki, bitwy, starcia, zasadzki, zamachy, co dla czytelnika stanowi pożywkę dla wyobraźni. Zadbał również o wojskowe detale, takie jak chociażby: ...
(czytaj dalej)
Avatar użytkownika - Simi_48
Simi_48
Przeczytane:2017-05-05, Ocena: 4, Przeczytałam, 52 książki 2017, Mam,
Mówi się, że wojna nadchodzi niespodziewanie. Uderza w pewnym momencie i niszczy wszystko na swojej drodze. Nie można się na nią przygotować. Czy to prawda? Czy nie czujemy, że coś się dzieje? Czy nie przeczuwamy nadchodzącej ciemności? Wojna to starcie, które niszczy wszystko na swojej drodze. Krew, łzy, śmierć - to przychodzi mi pierwsze na myśl, gdy o niej myślę. Kiedy już dojdzie do walki, zastanawiamy się, czy mogliśmy zrobić cokolwiek, by ją powstrzymać. Czy naprawdę nadeszła niespodziewanie? A może od wielu lat powoli zbierała swoje siły, by w pewnym momencie wyjść z ukrycia i uderzyć? Czemu dajemy jej wolną rękę i czekamy przerażeni na rozwój wypadków? Strach czyni z człowiekiem różne rzeczy. Sprawia, że stajemy się głazami, które nic nie wnoszą. Wodami, które poją się przeciwstawić ogniu. Tylko, czy na pewno? A może te kamienie, wielkie nieruchome obiekty nie są zapowiedzią obojętności, a niezłomności i wielkiej siły, której nic nie powstrzyma? Kiedy ogień spala miasta, czujemy, że woda nam nie pomoże. A gdyby tak zbierała swoje siły i w pewnym momencie uderzyła kroplami deszczu, który zdusi płomienie w całości? Czy ludzkość może wygrać w tej okrutnej walce między tym, co dobre a złe? Zapraszam was do zapoznania się z recenzją książki, która przyznam szczerze, czytałam długo. Czasami odkładałam ją na bok, by przetrawić to, co ukazywała. ,,Wołyń. Bez ...
(czytaj dalej)
Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Przeczytane:2017-09-15, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki w 2017 r.,

W latach ich dzieciństwa różnorodne kultury przenikały się na każdym kroku. Ukraińcy, zwani również Rusinami, żyli obok Polaków, Żydów, Niemców i Czechów. Często uczestniczono wzajemnie we świętach, sam czasem śpiewał dumki czy protestanckie pieśni, uczył innych polskich kolęd. Nie było dziwne wspólne zbieranie się w kościołach lub cerkwiach. (s. 25-26)

Tak wyglądało życie na Wołyniu przed rozpoczęciem II wojny światowej we wspomnienia Stacha, głównego bohatera powieści historycznej Wołyń. Bez litości Piotra Tymińskiego. A teraz… mołojce Ukrainę z Lachów oczyszczają.

Wszystko się zmieniło w Wielki Czwartek 22 kwietnia 1943 r. Rodzina Morowskich w czasie posiłku została zaatakowana przez grupę Ukraińców. Brutalność i bestialstwo mrożą krew w żyłach. Dostało się też… taboretowi! Tylko Stach uciekł, tylko on przeżył. Uciekł na bagna. Następnego dnia w Brzozowych Ostach zgromadzili się mieszkańcy, którzy przeżyli napaść i uniknęli spalenia w stodole, którzy przeżyli pogrom. Wśród nich był Stach. Pięć dni później przyłączył się do samoobrony, która zawiązała się w szkole w Konstantynówce.

Oj, „Czart”, jak cię tu nie ma, to same dobre wiadomości o tobie, a jak się zjawiasz, to z kłopotem. (s. 398)

Ten młody mężczyzna, absolwent lwowskiej szkoły kadetów, ukrywający się na początku pod pseudonimem „Len”, daje się poznać jako dobry, odważny żołnierz. Dąży do podporządkowania się legalnym władzom wojskowym. Szybko awansuje, dowodzi coraz większymi oddziałami, a jego brawurowe akcje przeciwko wrogom Polski przynoszą mu chwałę. Sam daje w walce bezpośredni przykład swym ludziom i nic dziwnego, iż żołnierze i ochotnicy chcą służyć pod jego dowództwem, chcą być czartakami, diabłami. W tym szale wojennym Stachu zachowuje człowieczeństwo – potrafi docenić piękno przyrody wołyńskiej, wspomina swoją żonę Helenę, ma sumienie i honor, uświadamia sobie, że życie nie jest mu obojętne...

My musimy żyć, by walczyć, cywile, a w szczególności dzieci, by budować wolną i niepodległą Polskę. (s. 151)

Zwykli ludzie, mężczyźni w różnym wieku, także nastolatkowie przystępowali do zgrupowań samoobrony, oddziałów partyzanckich, a potem do Armii Krajowej i Wojska Polskiego, aby móc walczyć w obronie swoich rodzin, sąsiadów, Polaków, w obronie swego kawałka ziemi. W obronie Polski. Dla nich najważniejsza była wolność i niepodległość Ojczyzny, spokojne życie. Zdawali sobie sprawę, że w każdej chwili mogą zginąć. Ale lepiej zginąć w walce z wrogiem, niż być zamordowanym przez mołojców w czasie napaści na wieś. Do oddziałów polskich przystępowali też Polacy siłą wciągnięci do niemieckiej policji czy bolszewickiej armii. Służyły w nich również kobiety i to nie tylko jako sanitariuszki. Ich odwaga i poświęcenie również zasługuje na uznanie. W każdej chwili gotowość bojowa oddziału musiała być zachowana.

To walka na śmierć i życie, oni nie będą mieli dla was litości, a tylko wy jesteście nadzieją dla tych rodzin. (s. 153)

Bo trzeba zachować społeczeństwo, choć Ukraińcy nie mieli litości dla Lachów. W ruch szły widły, siekiery, topory, kosy, noże i zdobyczna broń, a po stronie polskiej nawet szabla i cegła. Banderowcy nie mieli sumienia, gwałcili kobiety i dziewczęta, rabowali wszystko, zaś zabijanie traktowali jak dobrą zabawę – bezcześcili zwłoki traktując je czasami jak kukiełki. To, co wyprawiali z dziećmi, jest niewyobrażalnym okrucieństwem i czymś nie do pojęcia. Te opisy zapierały dech w piersi z emocji i niedowierzenia, z przerażenia, że ludzie mogą być tak okrutni wobec dzieci. Do tego banderowskie mordy ludności cywilnej. Autor na szczęście nie epatuje na każdej stronie brutalnością i zezwierzęceniem instynktów mołojców, opisuje życie Stacha i jego oddziału, a przez to działania wojenne na Wołyniu.

Bez litości. „Kusy”, dla nich czapa. (s. 298)

Okazanie litości na wojnie może się okazać śmiertelnym zagrożeniem, dlatego nie mają jej też polscy żołnierze dla swych wrogów. Różnica między nimi polegała na tym, że oni wiedzieli, co to honor i równa walka. Rozstrzelanie lub szubienica… wystarczały, gdyż darowanie życia mordercom po prostu nie wchodziło w grę. W walkach giną też przyjaciele leśnych, towarzysze broni, ale to żywych mają się oni bać, nie zaś zmarłych. Jeśli chcą przeżyć, muszą przygotować się na najgorsze. Muszą też prowadzić ostrożną politykę z Niemcami i sowietami, a czasem stawać się aktorami w teatrze wojny, wtedy przydawała im się znajomość języków obcych...

Blask ogni, przeraźliwe skowyty psów, przeciągłe ryki cierpiących zwierząt domowych i co jakiś czas rozbrzmiewająca krótka palba – to wszystko razem mroziło krew w żyłach nie tylko kobietom i dzieciom. (s. 177)

Do tego śmiertelny kwik koni, wrzaski rannych i przerażonych ludzi, kłębowiska ciał, huk wystrzałów. Tak wygląda wojna. Opisy akcji, napaści, zasadzek, potyczek, walk, bitew są tak sugestywne, tak oddziałują na zmysły czytelnika, że jego wyobraźnia mimowolnie się uruchamia. Obrazy te nie pozostają bez echa w czytelniku. Każda z nich pozostawia jakiś ślad i zmusza do refleksji. Człowiek się zastanawia, po co to wszystko było? Po co tyle przelanej krwi? W imię czego? Kiedy człowiek przekracza granicę człowieczeństwa? Co w nim wyzwala dzikie instynkty i bestialstwo?

 „Niech żyje Samostijna Ukraina! Niech żyje Taras Bulba!”. (s. 55)

Ukraińcy zwani mołojcami, banderowcami, striłcami, hajdamakami walczą o odzyskanie „swojej ziemi”. Swojej w ich mniemaniu, bowiem lud wołyński obejmował w 1943 roku Żydów, Rosjan, Czechów, Polaków i Ukraińców, a cierpieli wszyscy. Nazywani są oni zwyrodnialcami, bo po sobie pozostawiają piekło. Ich bestialstwo wstrząsa nawet żołnierzami zaprawionymi w boju, którym przyjdzie stanąć w śmiertelne szranki. To za nich wstydzą się nieliczni Ukraińcy…

Z kolei sowieccy partyzanci nie byli ani gorsi, ani lepsi od banderowców, na pewno byli dwulicowi. Nie mieli litości dla swych przeciwników. Z domów okolicznej ludności „rekwirowali” wszystko jak leci i pakowali na furmanki zaprzęgnięte w konie miejscowych chłopów – odzież, pościel, jedzenie, inwentarz żywy. Wynosili wszystko, co się dało. Opornych zabijali…

Ile już widzieliśmy takich stodół? Ta wojna to jakiś dopust Boży albo raczej szatański. Oto, do czego doprowadziliśmy my, naród Goethego i Wagnera. Przecież ci ludzie niedawno żyli w zgodzie ze swoimi sąsiadami. A to jeszcze nie koniec, mój Boże. (s. 30)

To słowa Otto Klugera, dowódcy Niemców, który „ruszył” na ratunek ocalałym mieszkańcom Brzozowych Ostów. Docenia on to, że w czasie Wielkanocy ugościli ich sympatyczni i otwarci ludzie, którzy nie uważali ich za swoich sojuszników. Prawo wojenne nakładało na Niemców zapewnienia bezpieczeństwa ludności cywilnej, lecz oni tylko swój interes widzieli. Wprawdzie Niemcy spełniają swój chrześcijański obowiązek i badają sprawę mordu, ale tak naprawdę mają oni własne cele. A w nich to bardziej Polacy im przeszkadzają niż bolszewicy. Żydów już się z Wołynia pozbyli…

Niech ludzie popatrzą trochę na sprawność oddziału. Także „Len”: trenujcie tylko to, co już chłopcy robią równo. (s. 116)

Sprawność oddziału i duch bojowy oraz wygrane walki z hajdamakami podnosiły morale mieszkańców polskich wsi. Patrzenie na „swoich” chłopców gotowych walczyć w ich obronie wyciskała łzy wzruszenia. W podzięce miejscowi dzielili się z nimi żywnością, dawali im schronienie, dostarczali informacji, po prostu pomagali jak mogli. I cieszyli się z tego! A zadaniem polskich żołnierzy była między innymi obrona bezbronnych. To oni szafowali swoim życiem. Wielu zostało rannych, wielu poległo. Obraz walczących Polaków ukazany przez autora według mnie jest nieco przerysowany, nieco wyidealizowany. W ciągu siedmiu miesięcy akcji opisanej na stronach książki Polacy od początku pokazani są jako ci sprytniejsi, odważniejsi, waleczniejsi, przewidujący, planujący, bardziej szaleni w swej walce i przygotowani na różne przeciwności losu. Ale to moje wrażenie.

Dziadku, ojczyzna wzywa! (s. 219)

Autor szczególnie podkreśla rolę patriotyzmu w powieści. Polacy chcą iść walczyć w obronie Polski, w obronie swojego skrawka ziemi i swoich bliskich. Wiedzą, że mogą zginąć, ale Ojczyzna jest dla nich cenniejsza od własnego życia. Nawet kilkunastoletni chłopcy garnęli się do wojska. Ich znajomość topografii terenu czy sąsiadów przydawała się żołnierzom. Od samoobrony przez partyzantkę i Armię Krajową do Wojska Polskiego. Każdy ochotnik, a ci nie tylko byli Polakami, składał przysięgę. Jako żołnierz każdy chciał mieć nie tylko broń, ale przede wszystkim biało-czerwoną opaskę i orzełka oraz mundur. To wzmacniało patriotyzm, podkreślało polskość i bardzo motywowało do walki. Do tego pieśni religijne śpiewane podczas modlitw czy apelów. Morale budował i wzmacniał dobry dowódca, a tym „Czart” był na pewno. Umiał zagrzać swoich chłopców do walki, umiał ich poprowadzić do boju, choć czasem jego plany były wręcz szalone.

Żelazna dyscyplina to podstawa przetrwania w lesie. […] Dotyczy to wszystkiego, zarówno walki, jak i odpoczynku. Nie możemy sobie pozwolić nawet na chwilę rozluźnienia, żeby przez jakieś głupstwo nie dać się namierzyć. (s. 199)

Rygor, dyscyplina, a nawet tresura w czasie dłuższego wypoczynku są najważniejsze. Rozkazy dowódcy służą czemuś, a podkomendny nie musi wiedzieć czemu. Podstawowym obowiązkiem partyzanta jest dbanie o higienę – kąpanie, pranie, strzyżenie, budowanie latryn. Oczywiście w miarę możliwości. Opisany został ciekawy sposób na pozbycie się wszy z ubrań w czasie pobytu w lesie. Warto zwrócić uwagę na oddział Stacha, w którym obowiązuje surowy dryl wojskowy – codzienna gimnastyka, modlitwa poranna i śpiewanie pieśni religijnej, apel. To wyróżnia jego oddział wśród innych. W dużym obozie inni biorą z niego przykład, uczą się, szkolą. W obozie dodatkowo każdy wypełnia swoje obowiązki obozowe, gdyż ten obóz funkcjonował jak małe miasteczko.

Pamięć ludzka jest zawodna, a w wolnej Polsce takie dokumenty będą świadectwem historii. (s. 83)

Nie jestem historykiem ani wielką pasjonatką historii, ale lubię czytać powieści historyczne. Piotr Tymiński właśnie taką powieść napisał. Książka Wołyń. Bez litości oparta jest na autentycznych wydarzeniach (o bestialstwie mołojców wiem z wiarygodnego źródła). Przytoczony w powieści został rozkaz nr 2 Komendanta Okręgu Wołyń AK z dnia 22 kwietnia 1943 roku. Walki na Wołyniu, składanie przysięgi, spisanie listy partyzantów ze ślubowania oddziału wraz z ich danymi osobowymi i pseudonimami to prawda historyczna, którą autor „dostosował” do potrzeb powieści. A może to raczej prawdopodobne losy Staszka Morowskiego osadzone zostały na tle historii.

Jesteśmy tylko ludźmi i aż ludźmi, Heniu. (s. 390)

Losy ludzi warunkuje wojna, a raczej ci, którzy nią dowodzą. Każdy z bohaterów kogoś stracił, każdy przeżył traumę. Przerażenie i żal mieszają się z litością i złością. Czytelnik widzi okrucieństwa, słyszy odgłosy wojny, czuje swąd spalenizny, dotyka rannych i zamordowanych. Przeżywa wszystko, jakby przeniósł się w czasie i brał udział w walkach lub tam żył. Dlatego ostrzegam, że to książka dla czytelników o mocnych nerwach i tych, którzy choć trochę wiedzą o akcjach UPA, o historii Wołynia, o okrucieństwach mołojców, z których obcinanie uszu było najłagodniejszą formą. Przyznam się, że łzy mi pociekły dwukrotnie…

Uważam, że każdy ma prawo żyć bez względu na to, jaki tu będzie kraj. (191)

Ukrainiec Wasyl Czupurnyk słusznie zauważył, że na Wołyniu wszyscy są od wieków i że nie wszystkich zaślepił nacjonalizm. Bo najważniejsze jest codzienne życie, przywiązanie do ziemi i tradycji, do rodziny. Przyroda jest dla ludu wołyńskiego bardzo ważna i nie zwraca uwagi na zawieruchę wojenną. Latem 1943 roku pszenica wybujała, ziemniaki obrodziły. Pory roku wyznaczają prace polowe i w obejściu. Pojawiają się bocianie gniazdo i kraczący kruk, a ich symbolika jest bardzo wymowna dla bohaterów. Tak samo wymowne jest zakończenie powieści, które mimo wszystko daje nadzieję na lepsze jutro. Trochę mam żal i czuję niedosyt, że autor zakończył powieść, gdy walki wciąż trwają, bo oczekiwałam bardziej konkretnego zakończenia. Opis kilku miesięcy walk na Wołyniu wzbudził mój czytelniczy apetyt, by poznać dalsze losy Stacha, jego oddziału oraz Polaków, a nie wiem, czy będzie kontynuacja.

Hurra! W pered. Byty Lachiw! (s. 162)

Mimo trudnego tematu i okropnych opisów książka napisana jest przystępnym językiem i dobrze się ją czyta. Jest dynamicznie, spójnie i płynnie, a przez to bardziej wiarygodnie, choć kilka poważnych błędów znalazłam. W powieści pojawiają się ukraińskie cytaty, lecz nie ma ich tłumaczeń, co będzie trudne dla czytelników, którzy nie znają choćby języka rosyjskiego. Jest też kilka obcych wyrazów, które mogą sprawić trudność (np.: lizjera, podwody, nagant), ale generalnie ich znaczenie da się wywnioskować z treści. Pomijam nazwy pistoletów, karabinów, stopni wojskowych czy typów oddziałów, bo tutaj to nie ma większego znaczenia dla treści. W powieści pada wiele nazw wsi, przysiółków, kolonii, jednak dla czytelnika są to tylko puste nazwy, gdyż nie wie on, gdzie one dokładnie leżą. Przydałaby się mapa Wołynia, by czytelnik mógł się dobrze zaaklimatyzować na wołyńskiej ziemi i poruszać się po niej w czasie walk o Polskę.

Bóg nas, Ukraińców, za ten grzech śmiertelny pokara, oj pokara. Wybaczcie, ludzie. (s. 17)

Wołyń. Bez litości to książka niezwykła – brutalna i dająca nadzieję, przerażająca i wzruszająca, opisująca walkę o przetrwanie Stanisława Morowskiego na tle historycznych wydarzeń, zagłady ludności polskiej na Wołyniu. Miesza ona w sobie brutalność z empatią, kreację świata przedstawionego z historycznością, prawdopodobieństwo z faktami historycznymi, piękno przyrody ze zgliszczami wsi i pomordowanymi mieszkańcami, planowanie akcji z podejmowaniem szybkich decyzji, leśną ciszę z odgłosami walki, walkę z ratowaniem życia i pogrzebem, życie ze śmiercią, wojskowy polski dryl z rozpasaniem sowieckim, wspomnienia o ukochanej z okrucieństwem mołojców. A w tym wszystkim, w tych nieludzkich czasach przyjaźń i miłość znajdują dla siebie miejsce... I chyba to jest najważniejsze.

Link do opinii
Avatar użytkownika - justyna929
justyna929
Przeczytane:2017-05-30, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki 2017, Mam,
,,Wołyń. Bez litości" to książka, która boleśnie zmusza do refleksji, nakazuje odpowiedzieć sobie na pytanie, jak to jest możliwe, że w ludziach, takich samych jak my, budzą się zwierzęce instynkty. Udowadnia, że wojny są złe, że nie ważne jest czy jesteśmy Polakami, Ukraińcami, czy Żydami wszyscy jesteśmy równi, odczuwamy tak samo ból nie tylko fizyczny, ale również psychiczny. Chciałabym, aby takie książki nie musiały powstawać, aby historia była tylko historią, a nie czymś, co gdzieś nadal się dzieje, tylko zmieniają się miejsca i ludzie. To książka, która warto przeczytać, to prawda, która trzeba poznać! http://www.ksiazkomiloscimoja.pl/2017/05/woyn-bez-litosci.html#disqus_thread
Link do opinii
Avatar użytkownika - malutkaska
malutkaska
Przeczytane:2017-03-10, Ocena: 5, Przeczytałam, Posiadam, Przeczytane,
"Niech żyje Samostijna Ukraina!" Na fali popularności wielkiej produkcji filmowej Wojciecha Smarzowskiego pt.: "Wołyń", do literatury powrócił wątek rzezi wołyńskiej z roku 1943. W ostatnim czasie ukazało się wiele pozycji, które w różny sposób poruszają ten tragiczny epizod w stosunkach polsko-ukraińskich. Książka Piotra Tymińskiego pt.: "Wołyń. Bez litości" to znakomita powieść historyczna oparta na wydarzeniach, które odcisnęły piętno na naszych relacjach z narodem ukraińskim. Nim jednak znajdziemy się w samym sercu tego konfliktu, przyjrzyjmy się postaci głównego bohatera naszej opowieści. Staszek Morowski z bronią w ręku przedostaje się przez gęste błota. Jego ciało powoli odmawia mu posłuszeństwa, a wspomnienia minionego wieczoru rozdzierają serce. Jeszcze kilkanaście godzin temu siedział przy stole ze swoimi bliskimi konsumując postną kolację, a teraz osamotniony marzy tylko o tym, by zemścić się na sąsiadach z okolicy, którzy niespodziewanie zaatakowali jego dom. Nasz bohater nie rozumie jeszcze, skąd w Ukraińcach ta nienawiść do Polaków, ale wie, że jest gotów do walki w obronie własnej i swoich rodaków. Stąd już niedaleko do partyzantki i bezpośrednich starć z niedawnymi sąsiadami. Historia nabiera tempa, a my, czytelnicy, idziemy krok w krok za polską gromadą dzielnych i zaprawionych w boju mężczyzn. Chociaż po obu stronach konfliktu trup ściele się gęsto, mamy nadzieję, że kolejne starcie zbrojne przybliży nas do zwycięstwa. O tym, czy ta historia rzeczywiście zmierza do szczęśliwego zakończenia, przekonajcie się sami! Podczas lektury powieści "Wołyń. Bez litości" nie sposób się nudzić. Bohaterowie tej historii są w ciągłym ruchu i trzeba nie lada skupienia, aby za nimi nadążyć. Dzięki tej dynamice, czytelnik ma okazję nie tylko poczuć się tak, jak gdyby sam był uczestnikiem opisywanych wydarzeń, ale również poznać bliżej geografię dzisiejszej Ukrainy. Ta literacka podróż to zdecydowanie największa zaleta książki Piotra Tymińskiego. W równie interesujący sposób przedstawione zostały skomplikowane relacje polsko-ukraińskie, ukraińsko-niemieckie i niemiecko-polskie na terenie okupowanego Wołynia. W tym narodowościowym kotle trudno stwierdzić, kto jest wrogiem, a komu można zaufać. Jeśli do tego dodamy jawną nienawiść Ukraińców wobec polskich sąsiadów i odwieczną rywalizację podsycaną przekonaniem o niesprawiedliwości społecznej, to otrzymamy wyjątkowo cenną historię, nad którą warto się pochylić, zwłaszcza, że echa przeszłości po dziś dzień pokutują w stereotypach dotyczących obu stron tego historycznego konfliktu. Jako miłośniczka powieści historycznych z wielką przyjemnością przeniosłam się na kilka godzin do minionego stulecia, by móc poznać tereny dzisiejszej Ukrainy, a przede wszystkim wspierać głównego bohatera w jego walce o przetrwanie i wyrównanie rachunków z UPA. Zakończenie tej historii było dla mnie największą nagrodą za wytężoną uwagę i wierne wspieranie działań naszych rodaków. Jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do mrożących krew w żyłach przygód przedstawionych na kartach tej książki, do lektury, której gorąco Was zachęcam.
Link do opinii
Ludzie załamują się z wielu różnych powodów, czasem są to zwykłe błahostki, w porównaniu z tragedią jaka dotknęła ludność Polską na Wołyniu wiele lat temu. Czy jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, przez jakie piekło musieli przejść Ci ludzie? Za co zostali tak dotkliwie ukarani? Czym zawinili, że spotkała ich taka tragedia? Nasza powieść przedstawia losy Stanisława Morowskiego, którego również dotknęła ta tragedia. Na własne oczy widział śmierć wielu bliskich mu osób. Jemu samemu udało się uciec, ale od momentu ucieczki jego życie stało się nieustanną walką o przetrwanie. Wspólnie z innymi, którym udało się ujść z życiem wędrowali z miejsca na miejsce, starając się bronić niewinnych ludzi. Ich życie stało się tułaczką podczas której przyszło im patrzeć na wiele wylanej krwi. Ich priorytetem stał się Bój, honor i ojczyzna. "-Banderowcy zaskoczyli nas całkowicie. Czy wiecie, jak to jest z ukrycia bezsilnie patrzeć, jak rozprawiają się z bliskimi? Ja wiem i wierzcie mi, że to straszne uczucie." Oprócz tego, iż autor prowadzi nas przez wiele morderstw, zasadzek i zamachów, ukazuje nam również niezwykłe przywiązanie Polaków do swojej ziemi i tradycji. No bo, jak człowiek ma nagle wyrzucić i zapomnieć o całym dorobku swojego życia? Oddać go w ręce bestialskich morderców, którzy spalą ich rodzinne domy i to, na co pracowali całe życie w pocie czoła. Wielu ludzi próbowało uciekać i się ratować, niestety nie wszystkim się to udawało. Bezlitosne bandy UPA nie miały żadnych skrupułów podczas eksterminacji Polaków. Nie ważne czy na ich drodze pokazał się chłop, kobieta, czy też bezbronne dziecko, każdego napotkanego mordowali w taki sposób, że na samą myśl o tym człowiekowi jeży się włos na głowie. "Oczom nadjeżdżających ukazał się straszny widok. Wioska płonęła, ale nie to powodowało skurcz serca. Najgorszy był najbliższy płot. Z oddali myśleli, że widzą jakieś kukły albo strachy na wróble. "Para" spojrzał przez lornetkę i w nim pierwszym zastygła krew. Trójka kilkuletnich dzieci nabita na żerdkach płotu zwisała, tworząc na tle płonącej zagrody przerażający obraz wyjątkowego okrucieństwa." Nie sposób sobie wyobrazić przez co przechodzili tamci ludzie, Ci, którzy zostali zamordowani, oraz Ci którzy widzieli śmierć swoich bliskich z ukrycia, i nie mogli nic zrobić, by im pomóc, gdyż spotkałby ich taki sam los. Tym, którym udało się przeżyć i żyją do dziś, nie sposób wyrzucić z pamięci tamte okropne przeżycia. To pozostanie z nimi już na zawsze. I choć nie powinniśmy obwiniać za tamte wydarzenia dzisiejszą ludność ukraińską, to Ci, którzy przeżyli piekło na Wołyniu (nie mogąc o nim zapomnieć) tak właśnie robią. Moja babcia przeżyła, ale do dziś czuje nienawiść do Ukraińców za zbrodnie, których się dopuścili na ludności Polskiej. Nie mówię, że mamy wybaczyć tym, którzy dokonywali bestialskich mordów Polaków na Wołyniu, ale nie powinniśmy też zapominać o tamtych wydarzeniach. Ludzkie cierpienie nie powinno być nam obojętne. Tam zginęła niezliczona ilość bezwinnych mężczyzn, kobiet, a także dzieci. Wołyń bez litości to książka, która nie tylko ukazuje nam barbarzyństwo wobec bezbronnej ludności, ale również walkę o przetrwanie każdego dnia. To książka, która wywoła w czytelniku ogrom emocji - poprzez złość, irytację, niedowierzanie, a kończąc na krwawiącym sercu. To również książka, która sprawi, że my Polacy nigdy nie zapomnimy krwawych lat na Wołyniu. Każdy powinien to przeczytać, zachęcam.
Link do opinii
Inne książki autora
Lwowski ptak
Piotr Tymiński0
Okładka ksiązki - Lwowski ptak

Bohaterska obrona Lwowa widziana oczami młodej dziewczyny Piętnastoletnia Tońka jest wielką patriotką. Swój protest przeciwko zawładnięciu polskim...

Przybysz
Piotr Tymiński0
Okładka ksiązki - Przybysz

Rok 1944. Dwóch nastoletnich chłopców podejmuje ucieczkę z transportu na roboty do Rzeszy. Czy uda im się pokonać przeciwności i dotrzeć...

Recenzje miesiąca
Róże w garażu
Agnieszka Tyszka
Róże w garażu
Czarne serce
Elisa Puricelli Guerra
Czarne serce
Meandry miłości
Katarzyna Bulicz-Kasprzak
Meandry miłości
Zakochane Trójmiasto
praca zbiorowa;
Zakochane Trójmiasto
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy