Yoru Hioka jest wampirem, ale krzyże mu niestraszne. Co więcej, może przejrzeć się w lustrze, a promienie słońca nie spalą go na proch. Powinien żywić się krwią, ale po tylu latach ten smak już mu spowszedniał – teraz fascynuje go ludzkie jedzenie. Gospodyni prowadząca stancję, w której mieszka, wkłada całe serce w przygotowanie pysznego menu dla swoich mieszkańców. Yoru nie może się dłużej powstrzymać i postanawia spróbować jej potraw. Niestety, okazuje się, że nie jest w stanie strawić ludzkiego jedzenia, jeśli wcześniej nie napije się krwi. Ma zatem tylko jedno wyjście – przed posiłkiem musi zapolować na aperitif (krew przestępców). Jak daleko będzie w stanie się posunąć, żeby skosztować swoich wymarzonych potraw?
Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2025-10-16
Kategoria: Komiksy
ISBN:
Liczba stron: 224
Tytuł oryginału: Yoru-san no Itoshi no Bansan
Język oryginału: japoński
Tłumaczenie: Agata Zielezińska
Przeczytane:2026-02-06, Ocena: 2, Przeczytałem, 52 książki 2026,
Yoru, kiedy chce zjeść coś ludzkiego, najpierw musi popić. Krwi. A jako że nasz wampir jeść lubi, to sobie czerwonego płynu nie żałuje.
Ja natomiast jednak żałuję.
Początek był całkiem spoko. Yoru wybiera na ofiary bandziorów, a do tego czuć w nim coś w rodzaju samobiczowania za, cóż, za żywota. Zapowiadało się na mroczną, moralnie niejednoznaczną opowieść. Niestety potem wszystko zaczyna skręcać w stronę bezkrytycznego uwielbienia wampiryzmu.
Bohater czyści półświatek jak leci, zabija też seryjnego mordercę i fakt, że to ,,źli ludzie", ma nam to wszystko usprawiedliwić. No nie kupuje tego, po prostu nie. Złol złolem, ale nadal uważam, że powinien gnić w celi, a nie zostać wydrążony z krwi i uznany za ,,rozwiązany problem". Bo gdzie tutaj kara? Ostateczna, jasne, ale... niech cierpi, skoro zadawał ból.
Yoru... nie lubię go. Otacza się aurą niedostępnego emo-wampira, wyższego ponad resztę świata, z wyraźnym fetyszem jedzenia. Dlaczego fetyszem? Bo momentami sposób, w jaki reaguje na jedzenie, jest zwyczajnie niesmaczny. Jedyne, co mogę mu oddać, to fakt, że jest całkiem ładnym emochłopkiem.
Przeczytałam i nie wrócę. Nie chce mi się też dłużej nad tym tytułem rozwodzić. Wyszło na to, że mam po prostu inną moralność niż ten wiekowy trzydziestolatek.